sobota, 12 lutego 2011

O sile rodzącej się ze słabości.

Są w życiu takie chwile, w których jesteśmy totalnie osłabieni. Kiedy jesteśmy zdani na pomoc ze strony osób 3. Kiedy po prostu nie jesteśmy w stanie polegać na samych sobie. Musimy choć nie chcemy powierzać swoje życie w ręce specjalistów... Ludzi obcych traktujących nas w pewnym sensie przedmiotowo... Ilekroć wydawało mi się iż jestem pewna w 100%, że nic nie jest w stanie mnie już w życiu zaskoczyć, mając szeroko idące plany na przyszłość, mając ogarnięte swoje miejsce w otoczeniu... Właśnie w takim momencie to moje życie roztrzaskiwało się na milion kawałków... Byłam teleportowana siłą w zupełnie inne miejsce i dostawałam nakaz rzucenia wszystkiego co miałam by zająć się TYM co dostałam właśnie teraz. Jak myślicie co w takiej chwili czuje młody zarozumiały nieco człowiek, który wie co chce robić i nagle okazuje się że wszystko chuj strzelił? To właśnie jest TEN moment gdy muszę stawić czoła wszelkim słabościom... Trudno jest się podnieść zwłaszcza, że moment który miał trwać chwilę przeciąga się w miesiące i lata uciążliwego życia....
Wszystkie moje dotychczasowe choroby, pobyty w szpitalu, operacje to trauma która ciągle nie daje o sobie zapomnieć, choćby przez fakt, że nie mogę robić wszystkiego co kiedyś, brać codziennie pigułki i pamiętać o przykazaniach które muszę przestrzegać jak Przykazania Boże.
Zawsze będę miała w pamięci najgorszy moment w życiu gdy jeszcze nie wybudzona z narkozy a już świadoma nie miałam żadnej władzy nad swym ciałem... Totalny paraliż i panika...

Nigdy nie chodziło mi o to by ktoś się nade mną litował. Gdyż odkryłam, że jest pewna MOC płynąca z tych nagłych zwrotów akcji... Z tych pełnych złych emocji okoliczności w jakie zostałam rzucana siłą bez mojej woli. Każde to zdarzenie było źródłem ogromnej MOCY i SIŁY. Co Cię nie zabiję to Cię wzmocni - oczywiście. Ale w obliczu kolejnych innych niespodziewanych nie związanych z tymi wydarzeniami, zwrotów akcji ta forma już nie działa... Trudno jest trwać w czymś ciężkim... Trudno jest wstać otrzepać się z kurzu i iść dalej. Jeśli następuję wybuch bomby, to trzeba po nim posprzątać jednocześnie wyrzucając z siebie wszystkie złe emocje... Wtedy odnajdziemy tę MOC i SIŁĘ. Dopiero wtedy.

MOC i SIŁA ta daje mądrość, pewną dojrzałość, doświadczenie życiowe i fakt, że jestem w stanie poradzić sobie w najgorszym momencie. Miałam problem bo w wieku lat nastu czułam się jakbym miała dziesiąt. Przedwczesna starość? Nie da się odzyskać tego co było przedtem. Trzeba zbudować od nowa wszystko i znaleźć nowe miejsce... Ale jak? Czując się jak stara baba z okaleczonym ciałem... Myśli są zabójcze dosłownie... a rówieśnicy kompletnie nic nie rozumieją...

Dziś śmieję się z tych rówieśników, nawet patrzę na nich nieco z góry... A jeśli mam iść do szpitala wybieram najlepszy gdzie bez obaw powierzę swoje życie w ręce osób 3. Nie boję się bólu i cierpienia i wiem, że wszystko wytrzymam i dostane leki przeciwbólowe... Potrafię rozumieć osoby starsze od siebie i nikt nie może mi zarzucić, że za mało wiem o życiu... Mam siłę i moc której nie mają moi rówieśnicy, mam doświadczenie życiowe które pozwoli mi osiągnąć w życiu więcej, znam tajemnice do których wielu przez całe swoje życie nie ma dostępu. Potrafię walczyć o siebie o swoich bliskich i nie pozwolę nikomu kierować sobą... A jeśli zbliża się ktoś, kto próbuje wchodzić butami... Nie wygra, bo siła i moc którą posiadam nie zniknie nigdy.

A tak na marginesie to chcę dodać, że od dawna marzyłam aby te słowa w/w ujrzały światło dzienne... :) Być może przemawia przeze mnie próżność ale dobrze mi z tym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz