poniedziałek, 28 marca 2011

Choćbym dała wszystko albo nic Ostatnie słowo ma moje PRZEZNACZENIE...

Mogę się mądrzyć... mogę się skarżyć... mogę narzekać... mogę się sprzeciwiać... mogę chcieć... mogę żądać... mogę się złościć... mogę krzyczeć... mogę płakać...
Nie mam 100% wpływu na mój LOS...

Czy na prawdę można było uniknąć tego co było? Czy to słynne "gdybanie" ma sens? 
Nie gdybam, dla mnie to co było być miało i nie miałam wpływu na jego przebieg... Łańcuch wydarzeń jest tak powiązany że początek zawsze jest heeen przed Nami zanim pojawiliśmy się na świecie... Na pewno możemy mieć poniekąd wpływ na JAKOŚĆ Naszego życia... Ale źródło zawsze tkwi w Nas samych i w Naszej wierze... w przekonaniach jakie posiadamy...

Już kilka lat temu dałam sobie prawo do popełniania błędów, nawet gdy te powtarzałam jak w cyklicznym błędnym kole... Od jakiegoś czasu zwróciłam uwagę, że nie powtarzam niczego a zdałam sobie sprawę z tego jak moje życie jest inne... Kiedyś pewna Pani powiedziała mi, że tyle razy będę powtarzać te same błędy aż wyciągnę WYSTARCZAJĄCE wnioski... jeśli wydaje mi się, że wszystko wiem a dalej tkwię w błędnym kole znaczy to, że nauki wyciągnięte nie wystarczają na tyle by się z kołem rozstać... Co z tego że myślałam ów czas, że moje życie to pasmo porażek a ja już jestem stara i wypalona mając 20 lat? Zabrnęłam tak daleko, że powierzyłam wszystko Losowi... poddałam się mu bezwiednie... zmieniając moje przekonania zła energia wokół mnie zaczęła ewoluować... Trzeba tylko uważać na złudzenia choć jeśli one są i tak dalej tkwimy w błędnym kole... Proste oszukiwanie siebie i innych wokół nic nie da...

Wierzę w moje przeznaczenie... to dzięki niemu spotkałam mojego M w odpowiednim czasie i miejscu... ten odpowiedni czas i miejsce wybrał za mnie mój Los nie miałam wpływu na to czy tak będzie i kiedy tak będzie... Wszystkie znaki na niebie i energia wokół Nas skumulowała się właśnie wtedy... nie wszystkim się to podobało ale mieliśmy taką SIŁĘ, że nic Nas nie powstrzymało od bycia razem... miałam wpływ na to kiedy ślub weźmiemy ale nie na to kiedy się spotkamy. Tak samo w przypadku ciąży... mogę planować kiedy ona ma być tylko, że wtedy gdy ja chcę jej nie ma... pojawia się w odpowiednim czasie wybranym nie przeze mnie...

Fajne jest to, że pomyślę o czymś raz potem to wraca... ale patrząc na to co jest w danej chwili wydaje się to nierealne do realizacji... w końcu zaczynam wątpić... a za jakiś czas jak o tym nie myślę bądź nabieram pewności, że tak nie będzie to to się dzieje...! Trochę skomplikowane... A jeśli mam problem natychmiast szukam rozwiązania... by nie wpaść w marazm...

 Pozdrawiam Żona z ADHD :)

1 komentarz:

  1. To co czytam na Twoim blogu, daje mi kopa, już od kilku dni czekałam na kolejny wpis;) wiem wydaje się to dziwne ale ciekawie piszesz i dużo daje do myślenie. czekam na kolejne wpisy ;) Moja B ;)

    OdpowiedzUsuń