piątek, 20 maja 2011

Walka ze złem...

Budzę się rano niczego nieświadoma... Zaczyna coś mnie ruszać w chwili gdy stoję przed szafą i nie mogę się w cokolwiek ubrać nie chodzi o to, że nie mam co na siebie włożyć... Ale o to, że przebieram się 10-15 razy i w niczym nie czuję się dobrze. Potem staje przed lustrem i nie mogę na siebie patrzeć, bo widzę tylko ohydę. Uczesanie się czy zrobienie prostego make up'u przynosi mi ogromne trudności. Dodam, że od chwili gdy nie mogę się ubrać zaczynam się trząść i jestem ostro wkurwiona. Zanim dotrę do jakiegokolwiek logicznego i trzeźwego myślenia w tym stanie wygląda to mniej więcej tak: wstaję rano lewą nogą nic mi nie pasuje, z byle powodu robię dziką aferę, jestem cała sztywna i spięta, w głowie mózg mi puchnie i się kisi w zbyt ciasnej czaszce a ja drę ryja na wszystko co mi przeszkadzało bądź przeszkadza... Wiem to nic nadzwyczajnego, bo zapewne wiele osób tak ma choć w moim najbliższym otoczeniu pod tym względem uchodzę za evenement.
Żeby się uspokoić potrzebuję przynajmniej 3 osób którym mogę wydrzeć wszystko co mi siedzi i powoduje owe delirium i rzucawkę... Taki dzień miałam w ostatnim czasie... Niepokój czuję wciąż bo moje sny też mi podpowiadają, że coś się dzieje w powietrzu... Mój nos też alarmuje o nagłym zwrocie sił ku mojej osoby... Bronię się jak mogę ale jest ciężko... A owy dzień to była walka z kimś/czymś czego sama nazwać nie potrafię... Biedne moje dziecko, cały owy dzień siedziało spokojnie ja miałam skurcze i bałam się, że zaraz zacznę rodzić... Te nerwy czy nastroje nie mają nic wspólnego z ciążą, hormonami i innymi tego typu sprawami. Tak się dzieję, gdy nieproszony "ktoś" próbuje wedrzeć się w moje terytorium...!

Może to niezrozumiałe i chaotyczne, nie przeczę. Może ktoś pomyśli że jestem wariatką? Nie tylko czarownicą...!

Dobijały mnie tylko słowa: "Nie denerwuj się tak przecież nie masz czym!"



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz