czwartek, 16 czerwca 2011

Ciemna strona duszy... Rozliczenie z przeszłością.... Terapia...!

Nie ma się co oszukiwać (choć tak postępujemy nagminnie...!) Każda człowiek wywodzący się z rodzin dysfunkcyjnych ma problem z dojrzałością w wieku dorosłym. Każda taka osoba jest Kobietą po przejściach i Mężczyzną z przeszłością. Wbrew pozorom rodzina dysfunkcyjna to nie sama patologia, alkoholizm, przemoc i narkomania. Patologia to wszelkie odstępstwa od normy... Ale rodzina dysfunkcyjna to przede wszystkim taka gdzie role poszczególnych członków rodziny są popierdolone (mówiąc krótko). Jeśli wśród rodziców nie ma partnerstwa a jedno z rodziców dominuję nad drugim - jest to dysfunkcja.... Nie będę opisywać poszczególnych przypadków, bo bym pisała do jutra. Rzecz w tym, że dziecko z takiej rodziny wchodząc w dorosłość ma skrzywiony punkt widzenia na ogół życia. Problem pojawia się w kwestii dojrzałości. Gdyż osoba taka ma problem z dojrzałością i wkroczeniem na dorosłą ścieżkę życia... Nie wiem czy są w ogóle ludzie bez jakichkolwiek zaburzeń z rodzin prawidłowych. Czepiać można się dosłownie każdego, bo jak wiemy nigdzie nie ma idealnie... Żyjemy w obłędnym kole, popełniamy te same błędy co nasi przodkowie, z pokolenia na pokolenie nie widząc w tym problemów, bo wzorce jakie posiadamy są takie a nie inne... 
Każdy z nas posiada ciemną stronę duszy... To ta część która zepchnięta głęboko w podświadomości składa się na wór wszelkich obrazów, sytuacji z przeszłości przez które cierpieliśmy... a za wszelką cenę pragniemy "zapomnieć". Prawda jest taka, że cały ten wór jakkolwiek "zakopany" rzutuje na całą teraźniejszość i przyszłość... Bywa i tak, że całe życie nikt nie ma zamiaru "rozpracować" wora by uwolnić się od demonów przeszłości.... Bo do tego trzeba dojrzeć...
W moim życiu nastąpił punkt kulminacyjny gdy w wieku 21 lat przeszłam 3 operację w życiu, która tak samo jak poprzednie uratowała mi życie i niosła za sobą ogromne ryzyko... Jak i kolejne wyroki na przyszłość... Byłam przekonana, że posiadanie dzieci z takimi diagnozami jakie posiadam jest graniczące z cudem! Nawet się z tym jako tako pogodziłam... Wtedy zapytałam się siebie samej o co chodzi??? Ale im bardziej z czasem życie mi się sypało postanowiłam w końcu COŚ zrobić... Byłam u psychologa, 2 psychiatrów, trafiłam na terapię DDA i coś ruszyło... Mimo nerwicy, ciągłego dołka, niezadowolenia i ogólnej anhedonii zaczęłam powoli wyciągać wór... Poszło jak lawina i ciągle idzie... Bo to niekończąca się praca nad sobą, cholernym worem i demonami przeszłości, które co i rusz czają się wokół mej duszy by burzyć mój spokój. 
Nie powiem, bo ciąża trochę zaburzyła ten proces. Musiałam przyjąć ją mimo woli i wszelkich ale. Im bliżej końca tej "balangi hormonalnej" powoli robię bilans zysków i strat jakie owa impreza mi zafundowała i wychodzi na plus! Jednak zawsze będę powtarzać, że ciąża (w moim przypadku) jest mało przyjemna. Posadzenie na dupie siłą kobietę z ADHD na czas 9 miesięcy jest katorgą i nie mogę się doczekać aktywności za którą tak tęsknię. Bo nawet znajomy mi powiedział, że chodzę jakbym jarała zielsko dzień w dzień :)

1 komentarz:

  1. Ale cie podsumował :) ten twój znajomy, a spytałaś się go czy chciałby z takim brzuchem się poruszać ?

    OdpowiedzUsuń