czwartek, 2 czerwca 2011

Odporna na ból czy raczej przyzwyczajona...?

W ostatnim czasie zaczęły krążyć w głowie mej myśli, iż nie powinnam się bać bólu związanego z CC które mnie czeka jak i z połogiem... Chodzimy z M prywatnie do położnej która prowadzi z nami indywidualne spotkania w szkole rodzenia. I muszę przyznać, że to zupełnie inna bajka niż typowa szkoła rodzenia. Przede wszystkim dyskutujemy a nie tylko rozmawiamy. Pytamy o co chcemy i kiedy chcemy a odpowiedzi otrzymujemy bez problemu. Pani sama powiedziała/stwierdziła, że nie dość iż jestem weteranką (3 operacje i kilka dodatkowych pobytów w szpitalu) to tak na prawdę nie wiele powinno mnie zaskoczyć. Igły, rurki, lewatywy, cewnikowanie, nie jedzenie, mdłości, pierwsze wstawanie, pierwsza toaleta, pierwszy kibel... Ja to przerabiałam kilkakrotnie. Wiem co to jest ból pooperacyjny i jak cudowny jest pierwszy posiłek. Czego mogłabym się bać w połogu jeśli przed ciążą miałam okres co 21-23 dni z czego przez endometriozę moje cierpienie było tak ogromne, że 2 dni miałam wycięte z życiorysu za każdym razem? A ból towarzyszący był tak ogromny, że chciałam umrzeć? Moja znajoma powiedziała, że poród nie jest tak straszny w naszym przypadku gdyż my cierpiące co okres jesteśmy w stanie przetrwać wszystko...
Moja córka leży w brzuchu w poprzek i przez moją wąską miednicę nie ma miejsca by się przekręcić do porodu naturalnego... Oczywiście nie jest to pewne na 100% ale szanse maleją z każdym dniem... Nie przybyło mi grama tkanki tłuszczowej (32 tc) a Dziecko jest duże. M mówi, że będzie ważyć 5kg! Co mnie strasznie drażni... ;)
Uważam otwarcie że ciąża JEST przereklamowana. Nie muszę leżeć plackiem, jak narazie nie byłam hospitalizowana ale przyznam, że staram się oszczędzać bo już w 3 miesiącu miałam pierwsze (!) skurcze. Podziwiam wszystkie zdjęcia lub inne cudowne obrazki kobiet w ciąży i zastanawiam się JAK (?) to jest możliwe? Dla mnie cały ten okres jest po prostu ciężki i trudny. Nie czuję całej tej "cudowności" jaka się z tym niby wiąże i nie fruwam nad ziemią bo od początku chujowo się czuję. Na palcach jednej ręki mogę policzyć te dni w których czułam się dobrze. A dobrze czuję się jak jestem w domu i leżę. Dla mnie to katorga. Jednak doszłam do tego, że nigdy w życiu nie miałam takiej okazji by nauczyć się pokory. Cieszy mnie to, że tak to wygląda w moim przypadku bo mam dystans i choć moje obawy i lęki nie minęły jest mi po prostu łatwiej. :)

Pozdrawiam Żona z ADHD

1 komentarz:

  1. A to mnie pocieszyłaś z tą odpornością na ból, bo u mnie co miesiąc wyglądało to w ten sposób, że albo aplikowałam dawkę ketonalu, albo traciłam przytomność z bólu.
    Co do ciąży, myślę, że nie ma reguły. Każdy przechodzi ją w zupełnie inny sposób. I jeśli ktoś mi mówi, że czuje się źle i niekomfortowo, to wierzę, że tak właśnie jest.

    OdpowiedzUsuń