niedziela, 26 czerwca 2011

Rocznica papierowa :)

Oboje się śmiejemy, że ten rok brzmi za mało gdyż nam się wydaje iż to już z 10 lat... :) Ale jak widać, nie pozabijaliśmy się choć kilka bitew i wojen mamy za sobą ;) Co do Wielkiego dnia. Dobrze że mam to za sobą. Szczerze nie mam chęci przeżywania wszystkiego raz jeszcze. Zdecydowanie lepiej czuję się w roli gościa weselnego niż bycia na tapecie w roli głównej... Nasza impreza była i tak kontrowersyjna jak na dzisiejsze czasy... Nie miałam welonu a M obrusowej kamizelki. Pod naszymi blokami nie było cyrku z grajkami i witaniem gości. Kamerzysty też nie było... Zabrakło także piosenek: "cudownych rodziców mam" i "jedzie pociąg z daleka". Zamiast welonem rzucałam podwiązką. A zamiast wózka zbieraliśmy na podróż poślubną... Wesele organizowaliśmy w sali weselnej w remizie na wsi skąd jest moja mama... Za to moja siostra zatańczyła flamenco a chłopcy na oczepinach jezioro łabędzie... A make up wykonałam samodzielnie...




4 komentarze:

  1. ja tez nie mialam kamerzysty - teraz zaluje ze bylam sknera - pieknie wygladalas i bez welonu! w zasadzie to chyba zadna panna mloda nie powinna go nosic, no nie?? ..... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja to bym chciała jeszcze raz i czasem żałuję, że już się nie da powtórki zaliczyć :)
    wszystkiego naj :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wyglądałaś ślicznie! ja chciałam ślubu, a miałam tylko taki skromny cyw.

    OdpowiedzUsuń