sobota, 16 lipca 2011

Jak to dobrze, że wszystko się kiedyś kończy...

Miałam nie narzekać. Miałam nie mówić jak jest źle, ciężko i że mam dość... Przez całe 9 miesięcy starałam się dzięki różnym substytutom funkcjonować jak najnormalniej. Ale przy końcówce nie wyrabiam...
Pierwsze tygodnie (o ciąży dowiedziałam się w 6 tyg) czułam się jak przed okresem który nie nadchodził... Czyli miałam przedłużony PMS...
Potem zaczęły się mdłości, wzdęcia, zaparcia na zmianę z biegunkami... do 4 miesiąca straciłam 7kg a już w 3 miesiącu miałam skurcze: co było jednoznaczne z maksymalnym oszczędzaniem się...
Po mdłościach miałam chwilę oddechu ale w 5 miesiącu pojawiła się ZGAGA! Która trwa w tej chwili bez przerwy i absolutnie po wszystkim co zjem... Teraz doskwiera mi wszystko, cierpię tak jak tuż przed okresem... Wizyty w wc są cholernie bolesne i wyczerpujące. Rozpierający ból w krzyżu, dole brzucha po same łydki... Jeszcze nie rodzę ale wiem, że to nastąpi lada moment.
Wkurwiają mnie teksty jaka to ciąża jest pięknym okresem... Owszem rosnący brzuszek, badania, podglądanie Dzieciątka, ruchy i świadomość, że ma się w sobie COŚ tak wspaniałego jest cudowne... Ale w moim przypadku to tyle. Jako osoba nadpobudliwa żyjąca w ciągłym ruchu zwolnienie tempa na TAK długi okres czasu jest mega wyczerpujące. Oczywiście, nie powiem że gdybym wiedziała JAK to będzie to bym nie zaszła w ciąże. Bo to bzdura! Moja Córka to owoc walki, niepewności i obaw... Ale wiem, że nie będę tęsknić za tym stanem... Wkurwia mnie też, jak wszyscy mówią dookoła, że przejebane to będzie POTEM.  A teraz mam się cieszyć i odpoczywać... taaaa tylko, że ja nie spałam do 4:30 bo mnie napierdalało ze wszystkich stron i nie mogłam się położyć... od kilku tygodni w nocy budzę się co 2-3h do kibla a wciągu dnia nie mogę spać... Nie jest mi dobrze, nie mam się czym cieszyć ani jak odpoczywać. Pragnę Małej przy sobie i robić przy niej wszystko to czego tak nie mogę się doczekać! Pragnę tej zmiany jak wody do życia i cieszę się, że to już KONIEC!       

6 komentarzy:

  1. Tak końcówka jest koszmarna. Też się pocieszam, ze niedługo przytulę małego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymaj się trzymaj, już lada moment będziesz tulić swoją kruszynkę.
    Tak to jest, że jakby nie było ludzie będą gadać. A najwięcej mają zawsze do powiedzenia ci, którzy nie byli na naszym miejscu. Ja wysłuchiwałam od znajomej bezdzietnej koleżanki jaki to wspaniały stan być w ciąży. Szybko jednak zamknęłam jej usta tekstem o hemoroidach, żylakach, bolącym krzyżu, bezsenności, wymiotach i paru innych "przyjemnościach", które przyznaję, nieco podkoloryzowałam, żeby po wysłuchaniu tego, dała przynajmniej spokój innym ciężarnym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja - ciąża jest przereklamowana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, choć jestem w 28 tyg ale mam już stanowczo dosyć... Już przy pierwszej ciąży narzekałam i złościły mnie komentarze, że narzekam a przecież ciąża to taki piękny stan. Druga ciąża przebiega w moim przypadku od początku niezaciekawie, choroby trzymają się mnie jak nigdy. Zwyczajnie mam już dosyć... Przy małym dziecku nie ma szansy na odpoczynek, chętnych do pomocy może by się paru znalazło, ale staram się być osobą niezależną i nie chcę do końca życia mieć wygarniane przez życzliwe osoby, że ktoś się moim dzieckiem zajmował a ja leżałam tyłkiem do góry. Zresztą już raz miałam wygarniany za plecami fakt korzystania z czyjejś bezinteresownej pomocy, gdy ja musiałam wrócić do pracy a córka ze względu na stan zdrowia musiała zostać wypisana ze żłobka i została pod opieką kogoś z rodziny - i nie było mi miło, gdy docierały do mnie takie informacje, było to zwyczajnie przykre. Pozdrawiam i życzę Ci aby Twoje Cudeńko znalazło się jak najszybciej przy Tobie zdrowe i szczęśliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaa doczytałam, że to archiwum - ale gapa ze mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Popatrz jak szybko to wszystko minęło :)

    OdpowiedzUsuń