czwartek, 7 lipca 2011

Planowanie...

Nie cierpię planów. Człowiek czegoś chce, pragnie, marzy a musi obchodzić się smakiem... Chcę mieć dom ale co z tego jak jest mnóstwo przeszkód do pokonania, po których następują kolejne... I po co chcieć mieć dom jeśli w połowie drogi odechciewa się lub traci wiarę? Nie wiem czemu tak jest. Choć przyznaję posiadam wiele... W tym TO o czym nie śmiałam mówić na głos tylko gdzieś przemykało przez moja głowę... Czasem po prostu zastanawiam się ile tak na prawdę mam wpływu JA na przebieg własnego życia a ile wyborów za mnie dokonuje Kierownictwo z Nieba? Wszelkie momenty przełomowe w mym życiu były narzucane z góry. Patrząc na to z perspektywy czasu wszystko układa się w ciąg... nawet z sensem? 
W grudniu 2008r miałam operację (3 w życiu) w trakcie której okazało się że jestem chora na endometriozę a TO cholerstwo jest jak wrzód. Człowiek cierpi, nie da się skutecznie wyleczyć (mija po menopauzie) a z dziećmi to tylko Kierownictwo na Górze wie jak będzie... Ja już na to wpływu nie mam... Mając świadomość iż ma się ledwie 21 lat, w głowie życie z dnia na dzień to jeszcze dokłada się strach... Strach o to czy będę matką. Przez ów strach w głowie mej narodziła się myśl iż jeśli nie zajdę w ciążę do 25 roku życia to będzie kaplica. Patrzyłam na mojej uczelni na dziewczyny w ciąży i myślałam o tym, że JA jeszcze nie chcę a czasu jest dla mnie coraz mniej... Oczywiście nie żyłam w manii czy paranoi. Po prostu na ramieniu siedział strach. Nie starałam się specjalnie. Nie broniłam się też... Wiedziałam, że nie mogę liczyć na wyliczanie dni płodnych, bo to się dzieję poza moją wszelką świadomością - jak rosyjska ruletka. Co ciekawe w otoczeniu ludzi w moim wieku nikt nie planuje dzieci! Gdy wychodziłam z mąż byłam tępiona - bo:
Jak to? Nie jesteś w ciąży? To po co bierzesz ślub? 
Przecież to jak podpisanie cyrografu z diabłem na wieczne życie w piekle! 
Ci którzy maja Dzieci - posiadają je bo "wpadli" (mówię o moim przedziale wiekowym - 21-25 lat). A ja pamiętam jak dokładnie rok temu, leżałam cierpiąc potwornie przy kolejnej @ na wpół przytomna błagałam Kierownictwo na Górze by zesłali na mnie ciążę bo już nie wytrzymam... Planowałam w październiku jechać do Profesora, żeby dał mi cokolwiek na ulżenie w cierpieniu (miałam @ co 21-23 dni z czego 7 dni wyjęte z życia). Ale w październiku się nie wyrobiłam a listopadzie @ już nie było... 30 listopada wiedziałam na 100%, że nie jestem już sama... 
I się zaczął kolejny sajgon... Ludzie w otoczeniu wydali na mnie wyroki: 
Na Ciebie to już KONIEC przyszedł. 
Teraz to już TYLKO pieluchy. 
Jesteś w ciąży? Teraz? Przecież masz na to czas! 
Ja to nie chcę Dzieci mąż by chciał ale jem tabletki i on nie ma nic do tego.
 Najpierw kariera a Dzieci będą kiedyś...
A hormony potęgowały i ryczałam z przerażenia. Nie panowałam nad ciałem i nad umysłem. Jakby istota która we mnie zamieszkała jednocześnie bezczelnie zabrała mi samodzielność i władzę nad sobą... Wiedziałam, że moja Mała jest i będzie z ogromnego pragnienia i chęci swoich bardzo kochających się rodziców. I nic nie może się zmienić tak ma być. A czy Dziecko mi w czymś przeszkodzi? Udowodnię co niektórym, że NIE!

Nie tępię innych za ich wybory. Tylko dlaczego moje wybory są tępione?

Pozdrawiam :)

4 komentarze:

  1. Wielu ludzi to świnie. Każdemu się wydaje, że jest najbardziej doświadczony, najmądrzejszy i przez to ma prawo się wypowiadać na twój temat, a właściwie na temat tego co Cię czeka - a skąd on może wiedzieć co przyniesie przyszłość? Takie zachowania tylko potwierdzają, że tacy ludzie to owszem mają doświadczenie, ale w głupocie!
    Najważniejsze co myślicie i czujecie Ty i Twój mąż. Jeśli tak samo, to macie wygrane życie. Reszta się nie liczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem ludzie nie mają pojęcia co inni muszą zrobić, żeby coś osiągnąć i wypowiadają słowa niepotrzebnie, nieprzemyślane wnioski, ale wynikające z niewiedzy... Dlatego nie powinno się komentować faktów osobistych w życiu ludzi, tylko gratulować i cieszyć się razem z nimi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wzruszyłam się czytając. jestes wspaniałą młodą osobą o silnym charakterze i będziesz mądrą mamą, która na pewno nauczy swoje dziecko asertywności i wiary w siebie. ludzie potrafią dopiec, często z głupoty, często przez nieświadomość. ale trzeba po swojemu iść przez życie i robić swoje :) czego Ci serdecznie życzę :)
    a ja lubię robić plany i uwielbiam według nich działać. nie lubię tylko jak mi się plany sypią bo to akurat jest irytujące na maksa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Za tymi wszystkim opiniami, komentarzami i radami kryją się jakieś konkretne potrzeby; z tego co czytam to raczej niezaspokojone. Być może to potrzeba wolności, autonomii, decydowania, szacunku dla swoich wyborów. Ponieważ jednak ludzie rzadko kiedy zdają sobie sprawę ze swoich potrzeb, to wypowiadają słowa, która nas ranią. Nie będą raniły jeśli będziemy na takich ludzi patrzeć z empatią, czyli nie słyszeć słów a widzieć ich niezaspokojone potrzeby. To niełatwe (na początek)ale możliwe.
    Następnym razem zapytaj: Kiedy mówisz "....zaczytuj...." to czy czujesz smutek/frustrację/bezradność bo chciałabyś np.decydować o sobie". Spróbuj. Zobaczysz co się stanie. Możesz tez powiedzieć: Kiedy mówisz "....zaczytuj...." to czuję smutek bo chciałabym aby moje decyzje były szanowane.
    Polecam Ci książke M.Rosebnerga "Porozumienie bez przemocy.Język serca".
    Pozdrawiam Cię.

    OdpowiedzUsuń