poniedziałek, 8 sierpnia 2011

przeREklamowanie

Nie cierpię reklam. Nie cierpię ulegać gdy wszystko krzyczy dookoła "Bierz mnie! Rób tak i siak!"

Już wspominałam. Ciąża jest przeleklamowana. Mnie było chujowo w ciąży. Nie unosiłam się nad ziemią, bo mdłości zgagi itp. utrudniały mi rozczulanie się nad błogostanem (!@#$%^&*).
Poród - tu, mówi się o tym jak może być pięknie ile o tym jest napisane? Tylko, że w rzeczywistości jest to nierealne. Od początku ciąży walczyłam o godny i NIEtraumatyczny poród. Udało się, bo wspominam go cudownie i zaraz po urodzeniu Córeczki powiedziałam, że chcę następne! Opłaciły się wyjazdy 120km do Wysokiej Rangi Profesora, płacenie za wizyty 150zł. Urodziłam w Państwowym Szpitalu gdzie jest walka o miejsca a ja nie musiałam się o nic martwić. Widziałam jak traktują "zwykłe" pacjentki od "zwykłych" lekarzy... Urodziłam godnie, ale nie wszystko było piękne i ładne jak ze wszystkich poradników, gazet i artykułów... Starałam się przygotować do tego co mnie czeka... I co? Wszelką literaturę można sobie w dupe wsadzić. Tak dokładnie uważam. Nie da się przygotować na ten szok fizyczno - psychiczny. To jak zderzenie z górą lodową. Wiem co mówię. Moja Córka po urodzeniu wyglądała okropnie. Trudno było mi uzmysłowić sobie, że TO MOJE DZIECKO! Akceptacja do Niej trwała 2 tygodnie. A tak patrzyłam na Stworzenie, które błagało mnie o zajęcie a ja nie mogłam... Boląca dupa też wszystko utrudniała. Bo problem z karmieniem i w grę wchodzi tylko na leżąco ale jak to zrobić? Chuj ze wszystkimi obrazkami, książkami i instruktażami. Trzeba samemu się naumieć. A ja cierpliwa nie jestem. Mnie brała wkurwa i Małą też. Wiedziałam, że jesteśmy zsynchronizowane i jak ja Ryczę to Ona też. Jak ja się śmieję - Ona też... 

Nie miałam zielonego pojęcia, że jest TAK ciężko. Nawet byłam w żałobie przez kilka dni. Że utraciłam życie a teraz żyję w więzieniu. Widziałam, że Mąż jest daleko poza mną i wydawało się, że już wszystko stracone a teraz to tylko przejebane jest... Dalej jak wychodzę na spacer to w głowię mam karuzelę jakbym pijana chodziła... Już nie wspomnę o "CUDZIE" karmienia piersią. Kolejny przereklamowany hit. Mam 2 cycki - różnica między nimi - 3 rozmiary i brodawki z innej bajki. Dziecko swoje karmię z jednego - bo nie jestem sadomaso i mam dość narażania Córki na moje nerwy z przejebanego bólu. Jak skończę karmienię a cycki dalej będą w różnicy 3 rozmiarów - zoperuje sobie ten większy, by go wyrównać do mniejszego. Nie chcę mieć z tego powodu kompleksów, niskiego poczucia własnej wartości i mścić na wszystkich dookoła... 

Małżeństwo - jest przereklamowane - dookoła ludzie chajtają się bo: wpadli, chcą kredyt, tak wypada, bo są już długo i nadszedł na to czas...

Ciąża - jest przeleklamowana - o ile kobieta przechodzi ją jak w podręcznikach - bezproblemowo.

Poród - jest przereklamowany - to co jest napisane na ten temat często nijak ma się z rzeczywistością...

Posiadanie Dziecka - jest przeleklamowane - bo teraz to już tylko pieluchy, sraczki, rzyganie i koniec wolności. Poza tym nigdy nie ma odpowiedniego czasu na Posiadanie Dziecka - ciągle czegoś brak do świadomej decyzji...

Ale wiecie co? Bycie zadeklarowanym singlem też jest przereklamowane - bo tacy choćby nie wiem jak chwalili swe życie i tak są samotni i brakuje im pierwiastka rodziny... Bo czym wielkim jest seks bez miłości? Każdy singiel marzy o "pełnym" seksie z miłością od wieczora do białego rana...


8 komentarzy:

  1. każda ciąża każde dziecko i kżde małżeństwo jest inne. Nikt nie powiedział że będzie łatwo, a jeśli tak powiedział to po prostu kłamał. Podobno każda kolejna ciąża i poród jest łatwiejsza bo już wiesz z czym to się je; ale też trudniejsza bo jest się już starszym.
    Jak cycek dojdzie do siebie z czasem możesz z niego częściej korzystać: między moimi była różnica ale teraz jest luz bo częściej podawałam go małemu (odciąganie mleka i te sprawy też wchodzi w rachubę.. zaopatrz się może w laktator? tańsze rozwiązanie niż operacja plastyczna ;-) ) pozdr xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chcę żebyś poczuła się niekomfortowo, więc jak mój komentarz Cię dotknie to go nie publikuj.

    Nie wiem czy to Twój aktualny stan, czy masz już to za sobą, ale powinnaś z kimś porozmawiać, najlepiej ze specjalistą, bo możesz mieć depresję poporodową.

    Trzymam kciuki, bo im dalej tym lepiej, na początku buzują hormony i to też "odmóżdża" ale ten stan się kiedyś skończy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana trzymaj się nie dopuszczaj do siebie głupich myśli. Jest ciężko, to prawda, może być jeszcze gorzej, ale w końcu będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że jest Ci strasznie ciężko. Nie jestem w stanie na odległość pocieszyć Cię ani wesprzeć w żaden sposób, a bardzo bym chciała.
    Pomów z mężem, mamą, popłacz i wyżal się najbliższym. Myślę, że Ci pomogą przez to przejść.

    To jest cholernie trudne, bo nagle musisz całe swoje życie poukładać na nowo i wcale Ci się to nie podoba, bo decyduje o tym taki maluch. Z czasem jednak poczujesz, że tak miało być i wszystko wróci do normy. Mam nadzieję, że ten czas nadejdzie szybko. Bo Ty i Twoje maleństwo potrzebujecie tego. Tymczasem myśl o rzeczach pozytywnych - dobry poród, zdrowa córka, Ty już też fizycznie prawie doszłaś do siebie, kochający mąż, który tęskni za Wami jak jest w pracy i całe mnóstwo innych dobrych rzeczy o których sama wiesz najlepiej. Nie będę Ci pisać: "bądź silna", bo to bez sensu, bądź cierpliwa i poproś innych, by Ci pomogli być cierpliwą, na moment zajmując się Twoją małą. Wspólnie dacie radę. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na początku jest ciężko, jednym bardziej, drugim mniej. A na Twój nastrój z całą pewnością mają wpływ jeszcze hormony. Dodatkowo na początku trudno zbudować od razu więź z dzieckiem bo ono tylko bierze a nie daje nic w zamian - nie uśmiechnie się, nie podziękuje, ledwo jest w stanie na Ciebie popatrzeć. Z czasem będzie zupełnie inaczej. Ja też przez moment czułam się jak w więzieniu. Daj sobie trochę czasu. Jak nie minie ten nastrój - zrób to co radzi Hafija. Bo czasem samo nie przejdzie. Moja znajoma po porodzie brała leki takiego doła dostała. Przeszło i później było super. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja myślę, że te Twoje felietony są Ci bardzo potrzebne, świetnie, że wylewasz na ten wirtualny papier to co czujesz, choć to jest mocne i dosadne, ale dzięki temu, myślę, że chociaż trochę, a może bardziej niż trochę czujesz ulgę!
    pisz o tym, moim zdaniem, jak najwięcej, a za jakiś czas okaże się, że ze wszystkim dajesz radę, bo się uspokoisz i będziesz świetnie brała wszystko "z marszu", tak jak Ci poszło z porodem!

    a najbardziej to mi się podoba ostatni akapit o przereklamowaniu bycia singlem - oj, wyszło Ci to - choć ja nie lubię przeklinać specjalnie, ale "zajebiście" :)))))

    trzymaj się Mała i zamień swoje minusy w plusy! Ściskam!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakże brakowało mi takiego bloga:D Ja na flogu jak pisalam ze mi zle i ze to wcale wszystko nie jest takie fajne i ze nie kocham corki od uridzenia, to mnie wyzwaly dziewczyny od niezrownowazonych i ze jak moge tak pisac po co mam dzieno.. a to wszystko prawda. i tez sie czulam tak jak Ty. Nie kazdy pała wielka miloscia do w sumie obcego czlowieczka na poczatku, nie kazdy przechodzi ciaze i porod jak inne chwalace i wielbiace panny, ale pozniej wszystko powoli sie ogarnia, powoli normuje, powoli sie zakochujemy w tych codziennych pierdolkach i w tym cudzie. Zapisuje sie bezapelacyjnie do Twojego bloga:) i bede stala czytelniczka, poradzic tez moge;) trzymaj sie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem, że ten wpis jest stary jak świat ale dopiero dziś na niego trafiłam (bo i sama w blogosferze od niedawna). Wybacz ale śmiałam się do rozpuku :) Nie wiem czemu bo sama jestem niespełna 3 tygodnie po porodzie i oprócz dwóch dni kiedy to była szwagierka to całymi dniami jestem sama z dzieckiem (od 7-8:00 do 20:00), które czasami non stop wyje a jak mam przystawić do piersi (w czym również wg mnie nie ma nic fantastycznego) to już zostaję w łóżku na pół dnia. I tyłek boli i jestem poszyta (wszędzie!) i beczę czasami razem z nim...więc nie wiem czemu się śmieję. Poprostu chyba bardzo dosadnie napisałaś to co czuję większość kobiet i chyba nie do końca jest to depresja a zmęczenie fizyczno-psychiczne.

    OdpowiedzUsuń