wtorek, 6 września 2011

A jednak ...

... Dziecko mnie wyciszyło ...

    Całe życie byłam rozdarta i w końcu mogę mówić o tym w czasie przeszłym. Pomimo ciężkich początków jest totalna symbioza. A ja ... Przeszłam metamorfozę psychiczną i duchową o jakiej mi się nie śniło.     Oczywiście dalej jestem sobą, niecierpliwą choleryczką ale nie w takim stopniu jak wcześniej. Mam po prostu więcej w sobie spokoju niż niepokoju. 
   Kolejna kwestia to taka, że Córka "porządkuję" moją przestrzeń fizyczną i psycho - duchową. Ciągle przewijają się przed moimi oczami obrazy z przeszłości tak jakbym ciąglę się z czegoś rozliczała. W jakimś stopniu dojrzewam. Choć nie przestanę być dużą dziewczynką :) Nie chcę czegoś tracić. Chcę zyskać.
    Oczywistym jest fakt, że Córka wniosła SENS w moje życie. Każdy dzień jest "pełny". Nie ma pustki, nie ma samotności, nie ma zabijania czasu. 
   Wbrew wszystkiemu, nie żyję pieluchami, kupami i rzyganiem. W domu nie walają się butelki, smoczki itp...
Spacerujemy, sprzątam w domu, obiad robię... I chociaż mieszkam na wsi codziennie robię sobie make up dla własnego samopoczucia. :)
Córka jest lustrzanym odbiciem moich myśli i nastroju. Jeśli mam zły dzień - Ona też jest niespokojna. Tak samo było na początku. Było mi źle - Jej też. Jak jestem zła - Ona też. 

Miałyśmy jeden napad kolki. Wiecie czego się dowiedziałam przy okazji? Że to przez to, że przestałam pić koperek (piłam przez 4 tygodnie, potem mi się skończył i zapomniałam kupić). Mała przyzwyczaiła się do łagodnego mleczka i po 2 tygodniach kiedy organizm wyzbył się do reszty koperku doszło do ataku kolki... (Dowiedzieliśmy się farmaceutki w aptece) Wypiłam 2 torebki naraz i na drugi dzień miałyśmy spokój.  Teraz piję 2 razy jedną torebkę. Na rzyganie pomagają nam kropelki espumisan Mała je uwielbia! Jak tylko zbliżę buteleczkę do buźki od razu się oblizuje :)

Kolejną ciekawostką jest fakt, że po dzień dzisiejszy nie dotarła do Nas położna środowiskowa ... A jesteśmy razem już prawie 7 tygodni... Dobre Nie? Przed nami szczepienie. I mam pytanie do Was. Ile płaciłyście za szczepionki skojarzone? Bo w mojej przychodni można zapłacić nawet 1000zł! To normalne? Bo Pani w aptece powiedziała, że nie i można kupić za 360zł ...


8 komentarzy:

  1. Płaciłam 130 za 5w1 - 1000 zł to chyba sobie przychodnia zarabia, zależy czym i na co chcesz szczepić :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. O popatrz, o koperku nie słyszałam a my borykamy się z kolkami. Teraz podajemy Julkowi Sab Simplex i jest jakby lepiej:)
    Ze skojarzonymi to dokładnie nie pamiętam ale... coś mi świta, że w przychodni mówili coś między 300 a 400 zł?

    OdpowiedzUsuń
  3. ja za 5 w 1 place w przychodni 94 zł za jeden raz.
    kurcze, a mi koperek nie pomaga :(
    fajnie, ze macierzynstwo tak ci sluzy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczepionka na rotawirusa była najdroższa, ale nie 1,000 zł

    OdpowiedzUsuń
  5. ja za skojarzoną Hexa zapłaciłam 160zł

    OdpowiedzUsuń
  6. My z kolei płaciliśmy 120 zł za 5w1, więc jak widać 1000 zł to trochę za dużo sobie życzą.

    OdpowiedzUsuń
  7. piękny post :-) cieszę się, że wreszcie Wam sie układa! oby jak najdłużej!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. przede mną też szczepienie i wiem, że 5w1 65 plus 42 za żółtaczkę, a 6w1 180 zł. Rota za 290 zł.

    OdpowiedzUsuń