poniedziałek, 5 września 2011

Pozytyw porodowy.

MAYA Wpadła na genialny pomysł! Wiecie już zapewne ale ślę wieści dalej...
Każda z Nas przeżyła to samo będąc/nie będąc w ciąży. Słuchanie mrożących krew opowieści porodowych. Ja też słyszałam, też przeżywałam spazmy czy i jak przeżyję. Od początku ciąży robiłam wszystko by rodzić naturalnie. Przez kilka miesięcy mowa była o CC. Oddałam się jednak w opiekę Szefostwa w Niebiosach i trzymałam się myśli, że jakkolwiek rodzić i tak jest przerąbane. Trzeba przetrwać i już. Wszyscy się rodzimy, rodzą dookoła tak było jest i będzie. Jednak broniłam się przed porodem w mojej miejscowości. Traumatyczne historie ale i przykład mojej Mamy spowodował, że zaparłam się całą sobą, że nie będę rodzić w rzeźni. Do wyboru miałam dawać w łapę i liczyć, że uda się szczęśliwie i bezpiecznie urodzić albo podjąć ryzyko i jechać 120km dalej by rodzić godnie i po ludzki. Oczywiście nie zastanawiałam się długo, Profesora prowadzącego miałam 120km dalej, jeździłam w ciąży do Niego na wizyty bez problemu więc wyjazd na rodzenie nie jawił mi się czymś szczególnie trudnym. Profesor sugerował prywatną klinikę (zależało mi na Jego obecności) ale na ostatniej wizycie skierował Nas do uniwersyteckiej kliniki. Bardzo chciałam rodzić z ZZO. Przeżyłam w życiu 3 operacje, wiem co to ból i nie chciałam rodzić w bólach. Do tego niskie ciśnienie, astma, niedoczynność tarczycy i wiele innych wskazań które przerażały mnie odnośnie porodu na żywca... Biorąc pod uwagę początek rozwarcia (czyli od 2cm) do porodu minęło ponad 15h. Gdy po prawie 9h (wtedy miałam 4cm) dostałam znieczulenie byłam szczęśliwa i mogłam w końcu odpocząć... 

...Reszta historii jest tutaj.

Nie chcę się powtarzać wiem, że podjęłam słuszną decyzję i mimo wszelkich trudności po porodowych pragnę mieć więcej niż jedno dzieci. Jestem dumna z siebie, bo urodziłam sama. Bo był przy mnie mąż a położne i lekarz którzy byli przy końcowej fazie stanowili świetną ekipę i wszyscy mieliśmy doskonałe humory :) Wiem, że stanowię przykład tego, iż można samemu zdecydować jaki i gdzie ma odbyć się poród. Nie muszę być skazana na szpital który jest w pobliżu i liczyć na szczęście... Dla mnie ta niepewność była koszmarem. Chcę dodać też, że dookoła patrzyli na mnie jak na wariatkę ktora "wymyśla" porody daleko bo ma taki kaprys... Otóż nie. Bo dzięki Profesorowi i udanej laparoskopii w 2008r mam cudowną Córkę i jestem szczęśliwą Matką...


Zachęcam do brania udziału w akcji. Bo tych które jak ja przeżyły prawdziwy CUD narodzin jest więcej niż się wydaje... Warto mówić o tym co dobre a nie tylko jak to było źle... Po co straszyć przyszłe Matki? Czasem mam wrażenie, że kobiety robią to celowo. Bo jak ktoś miał źle to dlaczego inny ma mieć lepiej?
Pozdrawiam :)

3 komentarze:

  1. Zgadzam się z Tobą. A to, że ludzie głównie porodami straszą też mnie zadziwia. Bo mimo, że cholerni boli, to i tak jakaś wyjątkowość w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. z tymi strasznymi opowieściami to jest tak, że o zwykłych historiach się nie opowiada bo są nudne a tylko te makabry zapadają w pamięci a w miarę przekazywania ich przez kolejne osoby dalej, rosną i straszą coraz bardziej :)
    ja się porodu bałam kosmicznie i dlatego zdecydowałam się na CC - i nie żałuję i mogę o tym opowiadać kiedy kto chce - bo fajnie było!
    jak ktoś ma ochotę się uspokoić, że CC nie jest piekłem to zapraszam :)
    http://niemamconasiebie.blogspot.com/2011/02/relaccja.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisałaś ;-) A panie po CC, także zapraszam do udziału w akcji i opisaniu własnych pozytywnych doświadczeń ;-)

    OdpowiedzUsuń