wtorek, 25 października 2011

3 miesiące skończone czyli jak dotarłam do uroków macierzyństwa...

 


Generalnie to jest "przejebane" na samym początku. Pierwsze 3 miesiące to jak I trymestr ciąży. Jest niedobrze, źle i niewygodnie. Brak regularności jakiejkolwiek doprowadza na skraj wytrzymania nerwowego. Brak wiedzy, przerażenie, lęk i łzy. Tak wspominam Nasze pierwsze 3 miesiące. Złość, frustracja i rozczarowanie. Bo choć człowiek nie nastawiał się na fajerwerki to zderzenie z meteorytem zbyt mocno wbiło w ziemię i unieruchomiło. Problemy z karmieniem. Bóle brzuszka, nadmiar rzygania lub brak kupy. Na zakończenie 3 miesiąca zafundowaliśmy szczepienie. To był koszmar. Niuśka swoim krzykiem rozniosła całą przychodnię. Malutka tak się spięła, że jeszcze dzisiaj ma guza. To prawda, że po 3 miesiącach jest... przede wszystkim inaczej. Dziecko przesypia noc, dolegliwości fizyczne ustąpiły, hormony mniej więcej się uregulowały... Jednak dalej cierpię na brak cierpliwości, denerwuję się gdy Malutka nie może spać i jest marudno-nerwowa. Jak urządza awantury i dyskusje krzycząco-płaczące a jak nie mogę się z Nią dogadać dostaję szału. Gdy brakuje mi serca do opieki - zadręczam się, że jestem złą matką. Ale to nie nowość. Każda kobieta - matka przechodzi przez to mniej więcej tak samo. Tylko, że co ma powiedzieć to Maleństwo? Bezbronne nie wiedząc dlaczego przez nakazującą Mu naturę brnie w kierunku świata gdzie... no właśnie. Jest dobrze? Dziecko ma w tym wszystkim najtrudniej. Dorosły może gryźć ściany ale w końcu mu ulży. A dziecko jest całkowicie zdane na innych. Samo nie jest w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa i spokoju. Mnie przerażało najbardziej wtedy gdy Córcia cierpiała a ja nie wiedziałam jak pomóc? Najgorsze uczucia w tym doświadczeniu to bezradność i bezsilność. Całe życie wzbraniałam się przed "powinnam" i "muszę". A tu te słowa pojawiały się często. Bo powinnam wiedzieć lub muszę zrobić to i tamto. 
W ostatnim czasie walczyłam bardzo o dystans. Za bardzo brałam do siebie, za bardzo się przejmowałam, za bardzo się roztkliwiałam, za bardzo się spinałam, srałam i ciskałam. Złościłam, marudziłam i narzekałam. Chyba mam za mało empatii a za dużo egoizmu. Trudno podkręcić śrubki i ustawić się do pionu. Od razu by się chciało, żeby wszystko inne zgrało się równie dobrze. 
Nie wiem czy to dlatego, że minęły 3 miesiące i tak jak Córeczka zrobiła milowe kroki w rozwoju tak i ja jako matka przeniosłam się w inny wymiar. 
Po pierwsze: zaakceptowałam zaistniałą sytuację w każdym jej wymiarze. 
Po drugie: Moja Córka nigdy nie będzie grzecznym i dobrze ułożonym Dzieckiem.
Po trzecie: Ja nigdy nie będę Matką idealną.

Niby proste i oczywiste a jak trudne do uświadomienia. Dopiero teraz w pełni zaczynam korzystać z uroków macierzyństwa. Nie odnoszę się do tego jak do ciężaru który non stop mi towarzyszy i utrudnia funkcjonowanie...

9 komentarzy:

  1. I coś mi mówi, że jednak wcale nie zaakceptowałaś kochana...Ja sama chyba jeszcze nie. Przytulam;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też krzyczę, narzekam i się wkurzam (obrywa się Małżonowi) ale jak już się rozkoszuję macierzyństwem to pełną gębą - będzie coraz lepiej :))
    Najlepszego dla Malutkiej na te trzy miesiące :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No niestety,to jest baaaardzo trudna rzecz do zaakceptowania. Wydaje mi się,że przy pierwszej córce poszło mi lepiej niż teraz. Ciągle narzekam na brak cierpliwości i rozdrażnienie. Pocieszam się,że nie jestem sama i pamiętaj,że Ty tez nie jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Matek idealnych nie ma. Chyba każda z nas przeżyła to zderzenie z meteorytem:/

    OdpowiedzUsuń
  5. pięknie to wszystko opisałas..prawda pięknie ujęta..będzie coraz lepiej..My mamy narzekamy na siebie..chcialybyśmy byc perfekcjonalistkami ale to nie realne i basta!!!!!!a hormony robią swoje..ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje 3 mieszków dla Twojej Malutkiej! Ja za to, przy drugim dziecku już jestem w stanie spokojnie podchodzić do swoich egoistycznych zachowań, np. do tego, że od dwóch miesięcy przez 7 godzin poświęcam się innym tematom, niż macierzyństwo, pracując z dala (choć nie tak daleko) od domu... Nie wpadam w jakieś mega depresyjne stany, ale są wieczory, dni - pojedyncze, kiedy opadam z sił i potrzebuję pomocy, by dać sobie radę z moją Rezolutniarką i chyba też w głębi duszy żal mi najbardziej czasem dziecka, gdy np. cierpi z powodu dolegliwości żołądkowych, zębów czy choroby, że tak do końca nie mogę Jej ulzyć w cierpieniu, jednak - cóż, nie jesteśmy cudotwórcami, starajmy się więc jak najlepiej, mając świadomość, że do ideału nam wszystkim daleko...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo, że wydaje nam się (mamy takie odczucie), że jest lepiej (moja córka ma prawie 5 miesięcy i też myślę, że jest łatwiej), to i tak będą sytuacje gdy będziemy ciskać, narzekać, marudzić i wkurzać się. Macierzyństwo ma dwie strony: jest trudne a zarazem piękne. No i oczywiście jak pisze Maya nie jesteśmy w tym odosobnione. Ileż mam ma takie same odczucia?

    OdpowiedzUsuń
  8. co dzien łudzę się, że każdy dzień przed nami to ten lepszy :))) I też już pogodziłam się z myśla, że ja akurat obdarowana zostałam jednostką, która nie będzie wzorem cichego, grzecznego i ułożonego dzidziusia, bo jest z natury zdecydowana, asertywna i niemożliwie uparta :)

    OdpowiedzUsuń
  9. a pamiętasz jak byłaś przerażona na początku? a pamiętasz jak trudno było sobie wyobrazić, że kiedyś będzie łatwiej w czymkolwiek? a pamiętasz jak kiedyś było w ogóle inaczej? :)))
    z każdym dniem będzie inaczej: trochę lepiej, trochę gorzej ale w sumie raczej fajnie będzie... MAMO :)))

    OdpowiedzUsuń