poniedziałek, 3 października 2011

Nie dziwi mnie...

Pojawienie się Dziecka w życiu kobiety wywołuję eskalację emocji. Nie dziwi mnie w tej kwestii już nic. Oto pojawia się człowiek który na jakiś czas odbiera absolutnie każdą najmniejszą wolną przestrzeń wokół Kobiety. Jeszcze będąc w ciąży Kobieta przechodzi totalnie roztrojenie ale to co ją spotyka po... to już prawdziwy Armagedon! Zawsze byłam bardzo samokrytyczna w stosunku do siebie to powodowało stawianie wysokiej poprzeczki odnośnie osób z otoczenia. Powoli tworzę swój własny świat nie oglądając się na innych. Było jednak wiele sytuacji życiowych które mnie zadziwiały. Jednak po urodzeniu mojej Córeczki przebrnęłam przez taki huragan, że część owych sytuacji przetestowałam na własnej skórze. 
Zastanawiam się teraz jak to było bez Dziecka. Trudno mi to sobie uzmysłowić... Czasem czuję ukłucie żalu, że straciłam swoją wolność. Czasem myślę, że chciałabym oddać Córkę w opiekę tylko Mężowi na caaały dzień bym mogła pobyć sam na sam ze sobą, odłożyć na bok to co mam teraz. Nie dziwię się Kobietom które rzucają rodziny i idą w świat... Mnie też takie myśli nachodzą. Nie dziwię się Kobietom, że po porodzie czują się wyświechtane z kobiecości...  Jak trudno jest odnaleźć się w tym chaosie hormonalnym. To strasznie przykre, że Nami Kobietami całe życie rządzą hormony. I tak na prawdę w naturze zostałyśmy stworzone po to by powoływać na świat potomstwo. Potem powinnyśmy je wykarmić oczywiście odpowiednio długo by przez ten czas oddać się tylko i wyłącznie tej roli... Nie jest to proste zwykle okraszone cierpieniem... Bo to co nam funduję w tym okresie owe karmienie powoduje, że nie mamy ochoty na bliskość z partnerem... Doszło do tego, że mnie nie chce się dzień w dzień zrywać z łóżka, latać ze ścierą w garach z Dzieckiem jeszcze robić sobie make up i przyklejać uśmiech na twarzy by od progu witać Męża jak wraca z pracy...!
Niestety Dziecko nie wyzwoliło we mnie sił ponad tych które posiadałam do tej pory. Nie dołożyło mi cierpliwości i wkurwiam się szybko jak cały dzień marudzi, nie może spać i chce mi wisieć non stop na rękach. Nie płaczę po katach tylko wkurwiam się i krzyczę. Oczywiście według naszego słownika Lencia przechodzi 10 skok rozwojowy i wychodzą jej ząbki (dlatego jest taka marudna). Czasem się zastanawiam gdzie jest ta pełnia szczęścia bycia Matką jak oczy mam na zapałki i ze zmęczenia padam na twarz o godzinie 19... Myślę o tym, że wbrew prawom natury nie zostałam stworzona do bycia Matką. Nie potrafię całkowicie poświęcić się Dziecku. Wręcz doprowadza mnie to do frustracji. Nakręcam się, bo nie mam cech typowych dla Matek. I już nie szukam ich na siłę. Dla mnie to wszystko co mam teraz jest przede wszystkim cholernie trudne. 

Nie piszę tego by się wyżalić. Nie potrzebuję pomocy ani współczucia. Potrzebuję dystansu by pieluchy i krzyk Dziecka nie przesłoniły mi mózgu. Po prostu rozumiem i wiem więcej niż do tej pory. I cieszy mnie fakt, że będę studiować dalej bo potrzebuję wyjazdów, uczelni i ludzi jak powietrza do życia...

Ale. Najgorsza w tym wszystkim jest bezradność. Ta bezradność gdy Dziecko cierpi a ja za nic nie mogę dojść do tego co i dlaczego się dzieje... I jak mu pomóc.


I jak nie chce mi się wychodzić na spacer, to wystawiam właśnie w taki sposób Córkę przed chałupę :) W tle Nasz opiekun - ukochany pies Bruno Nunio :)

7 komentarzy:

  1. Kochana no nie moge doczytać notki bo mnie oczy od tej czcionki bolą :O
    Na stres proponuję sobie pokląć siarczyście - ja tak robię, bo też się szybko wkurzam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojojoj. U mnie post tego typu świadczy o jednym-wyśpij sie kobieto!Bo baba wyspana to i tych hormonów ma jakoś jakby mniej...

    OdpowiedzUsuń
  3. O raju chęć powrotu przestrzeni własnej też mi towarzyszy cały czas. Niestety brak tej przestrzeni sprzyja wkurwowi na wszystko. Ja nie wiem kto to wymyślił, że dziecko uczy spokoju chętnie bym mu w oczy spojrzała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy są "cechy typowe dla matek" Albo...ja ich tez nie mam:D
    Ciągnie mnie do ludzi i wkurzam się na męża, bo nie tak miało być ze "wspólnym" wychowywaniem:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli chodzi o spacery, toć przecież dla małej wszystko jedno czy z nią spacerujesz, czy tylko na werandę wystawiasz:) I tu i tu leży:D

    OdpowiedzUsuń
  6. czuję się identycznie. tyle ze ja utknelam: zazdroszcze ci tych studiow! big momma

    OdpowiedzUsuń