wtorek, 11 października 2011

Po - szkolna trauma.

Po dzień dzisiejszy męczą mnie koszmary senne w szkole. Dla mnie edukacja to był taki sam koszmar. Nie dość, że w domu miałam ciężko to w szkole przeżywałam istne katusze... Najlepiej wspominam zerówkę. I choć wtedy ojciec pił to zerówkę wspominam bezstresowo. Zajęcia były tak urozmaicone, że nie nudziło mi się. Miałam też pole manewru do kreatywności. Nauka była skutkiem ubocznym i w grupie byłam najlepsza. Podstawówka to już masakra. Miałam ohydną wychowawczynię w 1-3. Sztywna suka. Nie pozwalała wychodzić do toalety na lekcjach. Jeden kolega posikał się pod ławką. Byłam tak przerażona, że w domu awanturowałam się z mamą, że więcej nie pójdę do tej głupiej baby na lekcje! Uważała, że jestem niedobrym dzieckiem, bo nie mogę usiedzieć na lekcji w miejscu. W dodatki nie mówiła "Inka" tylko "Jinka"... W 3 klasie mama odeszła od ojca i zawirowania domowe przekładały się na szkołę... Było ciężko a i rówieśnicy nie byli wyrozumiali... Przez rozwód rodziców matki moich koleżanek zabraniały się ze mną przyjaźnić... Wtedy miałam też silną nerwicę. W latach 4-6 co roku mieliśmy inną wychowawczynię przez co jaka klasa nie byliśmy do końca zgrani. Takie sierotki. Żeby wytrwać na lekcjach, na każdej wychodziłam do kibla po to żeby zrobić sobie przerwę i zaliczyć rundkę po korytarzach szkolnych. Jak poszłam do gimnazjum było ciut lepiej. Ale rówieśnicy byli koszmarni. Generalnie samą szkołę wspominam najlepiej ze wszystkich. Byłam w najgorszej klasie z całego rocznika. Chłopcy jarali zioło. Papierosy na lekcjach. Kradli dziennik. Oj działo się. Ale było wesoło i ciekawie. Chodziłam na wagary z reguły z nudów dla urozmaicenia życia codziennego ;) I liceum... Najtrudniejszy czas. Wtedy spotkałam się z totalną nie akceptacją ze strony rówieśników. Obrzydliwe plotki i historie na mój temat które przeszły do legendy... Po 1 klasie miałam silną depresję i nerwicę... 2 klasie wytrwałam siłą woli a w 3 dowiedziałam się, że mam guza na tarczycy... Studniówkę miałam w sobotę a w poniedziałek szłam do szpitala... We wtorek pod nóż... Bardzo przeżywałam chorobę i długo dochodziłam do siebie. Żadna osoba z klasy mi nie pomogła w zaległościach... Maturę pisałam na żywioł bez przygotowania. Nauczyciele stawiali mi oceny za darmo po to bym skończyła szkołę. Na świadectwie maturalnym mam 8 ocen dopuszczających! A i tak jestem dumna, że skończyłam szkołę o czasie jak wszyscy. Gdyby nie pomoc wychowawczyni nie udałoby mi się. 

Po tych wszystkich ciężkich latach nauki, nie poszłam na studia po maturze. Miałam przerwę. Mieszkałam 120km od domu i odbywałam staż. To była najlepsza szkoła w jakiej byłam :) Przez pół roku twierdziłam, że studia nie są mi potrzebne... Ale po pół roku miałam kompleksy w stosunku do studiujących poza tym brakowało mi rozwoju... Więc zaczęłam dalszą edukację... Przede mną V rok studiów i nie zamierzam na tym skończyć. Czas studiów przyćmił traumę po - szkolną. A kto wie może przede mną doktoryzowanie się? Uważam wręcz, że okres studiów to najlepszy czas nauki w moim życiu. Wyzbyłam się wszelkich uprzedzeń i wychodzę z założenia, że szkoła jest dla mnie... A wybrałam taką gdzie mogę się wykazać kreatywnością, nie nudzi mi się a nauka to skutek uboczny...


7 komentarzy:

  1. Zgadzam się - studia są najlepsze ze wszystkich lat nauki... tylko strasznie długo się na nie czeka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też męczyłam się w szkole. Ale twoje historie to istna makabra.

    OdpowiedzUsuń
  3. koszmar!!! big momma

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też najlepiej czułam się na studiach, być może dlatego, że trafiłam tam na wspaniałe osoby o podobnym charakterze i sercu społecznika...

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, ciężko...ja też nie wspominam jakoś najlepiej swojej wczesnej edukacji ale tak źle nie było. Mimo to teraz najchętniej wspominam czasy od studiów - chyba dlatego, że nauczyłam się o sobie na tyle dużo, że w nosie miałam bzdury, które myśleli czasem inni...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mam zupełnie inne wspomnienia ze szkoły. Teraz za nią tęsknię, pomimo moich studiów ;) Jednak liceum to był najpiękniejszy okres :) pozdrawiam! oby jak najwięcej miłych wspomnień

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoja historia przypomina moje życie. Przez te wszystkie wydarzenia w moim życiu brakuje spontaniczności, radości z życia.Ciągle mam wrażenie że się czymś martwię. Myślę że chyba dlatego że musiałam szybko dorosnąć...Dzieciństwo okres dorastania, rozwód rodziców ma ogromny wpływ na dorosłe życie...A teraz rozwodu to taka norma i wszyscy uważają że to takie normalne i bez wpływu dla dzieci...

    OdpowiedzUsuń