środa, 9 listopada 2011

Cierpienie - NIE - uszlachetnia

Nie wyrabiam. Fizycznie jestem wypruta. Mój okres to taka eskalacja bólu, że poród to pikuś. Tak, bo poród nie ciągnie się 4 dni... Kończy się prędzej. Najgorsze jest to, że nie jestem w stanie zająć się własnym dzieckiem! I właśnie dlatego od początku chciałam mieć znieczulenie przy porodzie. Harakiri to mało. Boli mnie wszystko. Głowa, brzuch a w nim cały przewód pokarmowy od żołądka po samą dupę. Od niedzieli biorę po 2-3 ketonale dziennie, do tego no spa i kurwa dalej boli. Spać się nie da - bo boli. Jestem sfrustrowana i wypruta jakby mi ktoś rozpruł brzuch i wymerdał wnętrzności. Dosłownie tak się czuję. Jeść nie mogę, bo żołądek nie chce współpracować (w dupę można wsadzić tabletki osłonowe...). Co to za pierdolenie, że jak się urodzi to przestanie boleć? Mnie ciąża nie wyprostowała tyłozgięcia macicy ani nie wyleczyła jebanej endometriozy. ENDOMETRIOZA to koszmar. Odliczam czas do menopauzy... Mam dopiero 24 lata...

1 komentarz: