środa, 16 listopada 2011

Matka nie tylko.

To najwspanialszy czas. To co się dzieje teraz to cud miód malina i orzeszki też! A niech będzie przesłodko. Oczywiście nic wielkiego się nie stało. Moje Dziecko nie przestało być sobą. Wręcz przeciwnie. Jest NAJwspanialszym NAJcudowniejszym MOIM Dzieckiem! Siedzi mi na kolanach i obrus na stole miętosi w łapkach :) W ogóle już tyyyyle potrafi wyczyniać cudów, że nie nadążam z rejestrowaniem w mózgu. Ale przecież Wy macie to samo :)

Mój mózg ADHD-owy całkowicie przestawił się na tryb matki. Jestem Matką w 100% z krwi i kości i mój mózg przestał mi odwalać maniany w postaci dołków. Poziom wydzielanej serotoniny, noradrenaliny i dopaminy się unormował na sposób ADHD-owy (czyli inny niż u ludzi bez adhd). To akurat nie stało się bez powodu... Spędziłam caaały weekend poza domem (!) Razem z nocą. Tak jest spędziłam noc poza domem, poza moim Dzieckiem i Mężem. Oj mąż prawie płakał nad swym samotnym losem... :) Ten grzech jaki popełniłam tak mnie nakręcił i napędził, że prawie nerwy trzymam dzielnie na wodzy. Prawie, bo ideałem nie będę choćbym się ukisiła. Tak więc Matka łobuzuje poza domem (zostawiając rodzinę na pastwę losu :) A Dziecię łobuzuje łapkami jak tylko może a może cooo raz więcej i bardziej. Powoli zbieram siły do tego by zabrać 4 litery na tańce i chulańce. Na ostatnim zjeździe miałam przedmiot o Arterapii, czyli terapii wykorzystującej wszystkie formy sztuki. Na dzieci i dorosłych z ADHD najlepiej wpływa muzykoterapia (pozwala wyładować emocje i napięcie prowadząc do wyciszenia) w moim przypadku wspaniale działała zawsze choreoterapia czyli terapia przez taniec... I właśnie do pełni szczęścia i spokoju brakuje mi wyskakania... Nie potrafię żyć w domu z dzieckiem. Nie odpowiada mi model matki polki poświęcającej absolutnie wszystko dla macierzyństwa. Oczywiście zostawiając Dziecko nie czułam się komfortowo bo niestety wyrzuty, że jestem wyrodna nie opuściły mnie. Ale nie chodzi o to by bić się z myślami. W moim przypadku rola bycia matką nie jest spełnieniem się w 100% jako kobieta. To nie jest rola mojego życia której jestem w stanie w pełni się oddać. Oprócz bycia matką potrzebuję innych zajęć.  Mój rozjechany mózg nie jest w stanie skupić się na jednej roli i życia w okół niej... To jest cholernie trudne ale możliwe. Żeby być ogarniętym człowiekiem potrzebuję życia według pewnych schematów, jednocześnie nie myśląc tylko i wyłącznie o tych schematach... Prawda jest taka, że zorganizowanie życia sobie mając Dziecko było dla mnie czymś niewykonalnym.

Myślałam, że ciąża i Dziecko pozbawi mnie jednej utrudniającej egzystencję sprawy. Endometriozy... To paskudna choroba, której towarzyszy okrutne cierpienie i życie w bólu. Prowadzi do niepłodności i depresji. Ciąża miała mi ją wyleczyć. W niektórych przypadkach ponoć pomaga. Mnie nie pomogła. Polega ona na tym, że komórki macierzyste macicy przemieszczają się na inne narządy w okół niej. Które w trakcie okresu zachowują się tak jak cała macica... Kurczy się by wydalić endometrium które tworzy się przez te komórki. Do tego powodują zrosty które zachowują się w podobny sposób niosąc za sobą cierpienie... Okres mam tak bolesny, że tracę przytomność. Ból jest jak przy porodzie. Tylko, że co 23 dni...

Zderzenie z rzeczywistością mocno sprowadziło mnie na ziemię.

2 komentarze:

  1. Widzę, że nie tylko ja nie potrafiłabym podporządkować całego życia macierzyństwu. Co prawda jest to najpiękniejszy dar, ale wszystko co piękne może stać sie uciążliwe jeśli ma sie to w nadmiarze. Dla mnie macierzyństwo to godzenie obowiązków matki z przyjemnościami. Bo nie bez powodu mówi się, że szczęśliwa maa to radosne i zadowolone dziecko:-).

    Co do endometriozy, szalenie współczuje, ja przed porodem i na kilka miesięcy po zmagała sie z okropnymi bólami, jednak po jakims roku od porodu wystarcza mi 1-2 tabletki przeciwbólowe co kiedyś było szczytem moich marzeń. Gospodarka hormonalna dochodzi do siebie po porodze przez kilka miesięcy, kto wie moze i ty za jakiś czas odnotujesz poprawę

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu współczuję Ci bólu. nie da się poświecić dziecku w stu procentach. jestem z moim maluchem caly czas. usypiam go na cycku. chodze na spacery. chodze na zakupy. przewijam go. cale szczescie, maz go kapie...ale nie daje rady bawic sie z nim caly czas. nie daje rady yslec o nim caly czas. wariuje, gdy tylko cos pojdzie nie po mojej mysli, bo prawda jest taka, iz poza blogiem nie mam wlasnej przestrzeni. dzieci sa strasznie zaborcze.

    OdpowiedzUsuń