Matka nie tylko.

To najwspanialszy czas. To co się dzieje teraz to cud miód malina i orzeszki też! A niech będzie przesłodko. Oczywiście nic wielkiego się nie stało. Moje Dziecko nie przestało być sobą. Wręcz przeciwnie. Jest NAJwspanialszym NAJcudowniejszym MOIM Dzieckiem! Siedzi mi na kolanach i obrus na stole miętosi w łapkach :) W ogóle już tyyyyle potrafi wyczyniać cudów, że nie nadążam z rejestrowaniem w mózgu. Ale przecież Wy macie to samo :)

Mój mózg ADHD-owy całkowicie przestawił się na tryb matki. Jestem Matką w 100% z krwi i kości i mój mózg przestał mi odwalać maniany w postaci dołków. Poziom wydzielanej serotoniny, noradrenaliny i dopaminy się unormował na sposób ADHD-owy (czyli inny niż u ludzi bez adhd). To akurat nie stało się bez powodu... Spędziłam caaały weekend poza domem (!) Razem z nocą. Tak jest spędziłam noc poza domem, poza moim Dzieckiem i Mężem. Oj mąż prawie płakał nad swym samotnym losem... :) Ten grzech jaki popełniłam tak mnie nakręcił i napędził, że prawie nerwy trzymam dzielnie na wodzy. Prawie, bo ideałem nie będę choćbym się ukisiła. Tak więc Matka łobuzuje poza domem (zostawiając rodzinę na pastwę losu :) A Dziecię łobuzuje łapkami jak tylko może a może cooo raz więcej i bardziej. Powoli zbieram siły do tego by zabrać 4 litery na tańce i chulańce. Na ostatnim zjeździe miałam przedmiot o Arterapii, czyli terapii wykorzystującej wszystkie formy sztuki. Na dzieci i dorosłych z ADHD najlepiej wpływa muzykoterapia (pozwala wyładować emocje i napięcie prowadząc do wyciszenia) w moim przypadku wspaniale działała zawsze choreoterapia czyli terapia przez taniec... I właśnie do pełni szczęścia i spokoju brakuje mi wyskakania... Nie potrafię żyć w domu z dzieckiem. Nie odpowiada mi model matki polki poświęcającej absolutnie wszystko dla macierzyństwa. Oczywiście zostawiając Dziecko nie czułam się komfortowo bo niestety wyrzuty, że jestem wyrodna nie opuściły mnie. Ale nie chodzi o to by bić się z myślami. W moim przypadku rola bycia matką nie jest spełnieniem się w 100% jako kobieta. To nie jest rola mojego życia której jestem w stanie w pełni się oddać. Oprócz bycia matką potrzebuję innych zajęć.  Mój rozjechany mózg nie jest w stanie skupić się na jednej roli i życia w okół niej... To jest cholernie trudne ale możliwe. Żeby być ogarniętym człowiekiem potrzebuję życia według pewnych schematów, jednocześnie nie myśląc tylko i wyłącznie o tych schematach... Prawda jest taka, że zorganizowanie życia sobie mając Dziecko było dla mnie czymś niewykonalnym.

Myślałam, że ciąża i Dziecko pozbawi mnie jednej utrudniającej egzystencję sprawy. Endometriozy... To paskudna choroba, której towarzyszy okrutne cierpienie i życie w bólu. Prowadzi do niepłodności i depresji. Ciąża miała mi ją wyleczyć. W niektórych przypadkach ponoć pomaga. Mnie nie pomogła. Polega ona na tym, że komórki macierzyste macicy przemieszczają się na inne narządy w okół niej. Które w trakcie okresu zachowują się tak jak cała macica... Kurczy się by wydalić endometrium które tworzy się przez te komórki. Do tego powodują zrosty które zachowują się w podobny sposób niosąc za sobą cierpienie... Okres mam tak bolesny, że tracę przytomność. Ból jest jak przy porodzie. Tylko, że co 23 dni...

Zderzenie z rzeczywistością mocno sprowadziło mnie na ziemię.

Komentarze

  1. Widzę, że nie tylko ja nie potrafiłabym podporządkować całego życia macierzyństwu. Co prawda jest to najpiękniejszy dar, ale wszystko co piękne może stać sie uciążliwe jeśli ma sie to w nadmiarze. Dla mnie macierzyństwo to godzenie obowiązków matki z przyjemnościami. Bo nie bez powodu mówi się, że szczęśliwa maa to radosne i zadowolone dziecko:-).

    Co do endometriozy, szalenie współczuje, ja przed porodem i na kilka miesięcy po zmagała sie z okropnymi bólami, jednak po jakims roku od porodu wystarcza mi 1-2 tabletki przeciwbólowe co kiedyś było szczytem moich marzeń. Gospodarka hormonalna dochodzi do siebie po porodze przez kilka miesięcy, kto wie moze i ty za jakiś czas odnotujesz poprawę

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu współczuję Ci bólu. nie da się poświecić dziecku w stu procentach. jestem z moim maluchem caly czas. usypiam go na cycku. chodze na spacery. chodze na zakupy. przewijam go. cale szczescie, maz go kapie...ale nie daje rady bawic sie z nim caly czas. nie daje rady yslec o nim caly czas. wariuje, gdy tylko cos pojdzie nie po mojej mysli, bo prawda jest taka, iz poza blogiem nie mam wlasnej przestrzeni. dzieci sa strasznie zaborcze.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga