czwartek, 1 grudnia 2011

Rozszerzanie diety - badania własne cz. 2

Rozszerzanie diety spędzało mi sen z powiek. Czytałam tyle ile mogłam i tylko głupiałam bardziej. Podałam jabłko - było źle. Podałam kaszkę - tu lepiej. Ale co dalej? Kupiłam pierwszą marchewkę z babydream. Moja Królewna spałaszowała na raz prawie pół słoiczka! Jak jej zabrałam to była afera. Tak jej posmakowało. Spokojnie następnego dnia dałam jej resztę. - Nic się nie działo negatywnego. Kolejnego dnia ugotowałam samodzielnie marchewkę z ziemniakiem. Wyszło 2/3 słoiczka - Malutka spałaszowała wszystko. Wczoraj natomiast zrobiłam trochę na zapas. Ugotowałam marchewki z ziemniaczkami w wodzie bez jakichkolwiek innych dodatków - zapakowałam w słoiczki m.in. po koncentratach pomidorowych (oczywiście wyszorowane i wyparzone) wyszło 5 pełnych sztuk i 6 niepełny - zjedzony dziś na raz. Reszta zawekowane czekają na kolejne dni... Do kolejnej serii dorzucę pietruszkę. Wszystkie warzywa mam z tegorocznego sezonu z własnego ogródka. Szkoda, że nie mam też owoców ale będę się rozglądać czy ktoś w pobliżu nie ma... Jak nie znajdę będę kupować w słoikach, bo bez sensu jest brać jabłko z bazaru które jest napomopowane... Od przyszłego tygodnia zaczniemy wprowadzać owoce. Zastanawiam się kiedy wrzucać mięsko. Czy dobrym wyborem jest kupiona pierś z kurczaka, czy swoją kurę zatłuc i na części? Z czasem też będę dodawać kroplę oliwy z oliwek.
W ostatnich dniach przebywałam na przymusowych "wakacjach" u mojej mamy. Całe 3 dni spędziłyśmy w mieście... Więc latałam z wózkiem po mieście ile mogłam. Szukałam m.in fartuszków do jedzenia, bo pierwsze marchewki były wszędzie! I znalazłam w jedniutkim (!) sklepie... Taki u nas wybór dla niemowlaków. Patrzyłam w necie to nie za bardzo się opłaca.

Muszę przyznać, że samodzielne przygotowanie papek dla Malucha nie jest trudne a sprawia ogromną frajdę. Ostatnio blenderem bawił się Mąż :) 

A ja cierpię okresowo... Standardowo...

6 komentarzy:

  1. Ja kupuję warzywa w sklepie Organic - nie trzeba na razie dużo więc ceny mi nie straszne. Jak znajdziesz nawet na bazarku dynię to polecam bo dynia nie chłonie azotanów i innych świństw z ziemi i można ją spokojnie podawać dzidziusiom (z marchwią i ziemniakiem pyycha).
    Ja kupiłam małemu królika pół kilo, pomroziłam i daję 20g surowego do każdego obiadu(tylko trzeba oddzielnie gotować). Jak królik się skończy to mamy cielęcinkę ekologiczną (tez pół kilo pocięte na kawałeczki)
    Ostatnio dawałam brokuła do zupki i też zjadał aż się uszy trzęsły. Następny będzie kalafior i batat.
    Moje dziecko ostatnio ssie i podgryza zwykłe jabłka z bazarku :D
    ps: brokułów G... nie kupuj! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja planuję wszystko gotować, a słoiki tylko na wyjścia. Ale na razie dopiero uczymy się łyżeczki.

    OdpowiedzUsuń
  3. jakby co śliniaki ode mnie powinny być u Was lada dzień :-) ale koszulki to dobry pomysł: Gulek uwielbia bawić się jedzeniem :-O

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ta czytam u kolejnym mam o rozszerzaniu diety to mi zaczynają włosy dęba stawać. Dobrze, że mam sklep Eko w okolicy i teściów na wsi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tez przygotowuję sama papki dla Ani i bardzo mi się to podoba. Robię to z wielką przyjemnością, a wszystkie składniki pochodzą z ogródka teściów. Kurczaka mamy też z hodowli mojej teściowej. Poporcjowałam go sobie i zamroziłam. Teraz tylko gdy chcę ugotować papkę Małej, wyciągam jeden kawałek kurczaczka, marchewkę, ziemniaczek, kawałek pietruszki i gotuję od razu na trzy dni. Jedna porcja zjadana jest na bieżąco a dwie wekuję w słoiczkach po koncentracie. Mała wcina aż jej się uszy trzęsą;)
    Teraz czekam na dynię i będziemy wprowadzać jako nowość. Już się nie mogę doczekać reakcji Anulki.

    OdpowiedzUsuń