środa, 26 stycznia 2011

"Wszystko jest żartem, przemija i gaśnie..."

Podobno w poprzednim wcieleniu byłam odkrywcą... W sumie to może być prawdopodobne, cały mój lajf dokonuję wszelakich odkryć... Jednak to o którym chcę napisać jest tak banalne, że aż wierzyć się nie chce.

Odkryłam, że wszystko co było minęło, co jest przemija, co będzie przeminie... Nadejdzie następne.

Zdałam sobie jednocześnie sprawę z tego ile czasu marnuje się na pławienie się w teraźniejszości, nie dostrzegając jak czas przemija... Trwonienie czasu i życia na taplanie się w błotku jednego zdarzenia i przedłużanie emocji związanych z tym zdarzeniem. Gdy minie już sporo czasu od danego zdarzenia, dochodzi do sytuacji w której już tylko rozpamiętujemy przeszłość. Teraźniejszość to ciągłe rozpamiętywanie przeszłości. Przyszłość nie istnieje... Chyba, że w aspekcie lęku i strachu, że będzie tylko źle.

Kurwa to wszystko mija bezpowrotnie! Nic nie trwa wiecznie. Każda gwiazda rodzi się i umiera tak jak MY LUDZIE. Ile czasu zmarnowałam na rozmyślanie na temat czyjegoś złego zachowania które mnie zraniło? A ile ludzi tak robi??? Poniekąd każdy ma takie bagienko w swej głowie, do którego teoretycznie nie chcemy wracać ale praktycznie dopóki ono żyje w nas dopóty będzie nam zasrywało żywot dalszy. A jeśli takich bagienek jest więcej? Toniemy.

Tylko po co marnować lajf na coś tak destrukcyjnego? To takie "nibyproste".


To co było już nie wróci, nieważne dobre czy złe...
Nie trwońmy czasu na rozpamiętywanie przeszłości...
Jeśli jest dobrze cieszmy się tym...
Co ma być to będzie tego nikt nie wie więc po co "coś zakładać"...

sobota, 22 stycznia 2011

Niezła żona z ADHD spodziewa się dziecka...!

Bycie dorosłą kobietą z ADHD jest trudne...
Bycie z żoną z ADHD bywa nie do zniesienia...
Bycie kobietą z ADHD w ciąży jest niesamowite ale trudne...
A jak się jest do tego DDA ???
Kaplica!

Więc rodzi się pytanie: Jak żyć?
Czasem wydaje się, że może być już tylko źle, chociaż nie powinnam dąże do doskonałości której nigdy nie osiągnę... Zawsze będe popełniać błędy i gafy, bo nie jestem w stanie kontrolować pracą swojego mózgu bez przerwy. Dziś są dobre czasy dla takich osób jak ja, można iść na terapię DDA, która powoduje nowy etap w życiu. Można korzystać z pomocy psychologa gdy ADHD bierze górę nad naszym życiem. Zawsze można iść do psychiatry po leki które usprawniają funkcjonowanie neuroprzekaźników, z którymi jest problem. Można studiować literaturę, która dziś jest dostępna również ta zagraniczna.
Prawda jest taka, że osoba z ADHD która wbrew wszelkim opiniom NIE WYROSŁA z zaburzenia w dorosłym życiu bez fachowej pomocy nie da rady funkcjonować w społeczeństwie. Nie mówiąc o bliskim otoczeniu. Jeśli jest się osobą, której ciągle coś nie wychodzi, bo nie jest w stanie kontrolować zaburzonej pracy swojego mózgu, prowadzi do tego, że jest się cyklicznie sfrustrowanym człowiekiem... Frustracja rodzi agresję. Nie da się żyć będąc co i rusz sfrustrowanym. Społeczeństwo wymaga od nas wszystkich, wpisania się w tzw. normy. A ja jestem aspołeczna, nie jestem w stanie przystosować się tam gdzie mi nie pasuje i tego nie robię. Czasem wydaje mi się, że proces socjalizacji w moim przypadku delikatnie mnie dotknął. To rodzi sprzeciw: "Jak możesz?" Ano mogę, bo oprócz tego, że jestem inna (co również nie spotyka się z wszelką akceptacją) stać mnie na to, na co innych nie stać. Dzięki temu osiągam to, czego inni nie są w stanie osiągnąć. Bywam kontrowersyjna, i chociaż życie moje jest trudne, dzięki temu jestem silniejsza. Mam doświadczenie, którego inni przez całe życie nie osiągają.
To tylko kropla w morzu... Dzięki temu ADHD i DDA zawdzięczam to co robię, i mój cel życiowy... Pisanie pracy dyplomowej z ADHD a drugiej o DDA, a także chęć pomocy innym... Ale nie wszystkim.
Nie przeraża mnie myśl, że moje dziecko będzie miało ADHD, wręcz przeciwnie (;  dzięki zdobytej wiedzy na ten temat jestem w stanie mu pomóc, tak jak mnie nie pomógł nikt... :) Chciałabym przez ten czas zanim Maleństwo pojawi się na świecie, osiągnąć maksimum spokoju co niestety jest oczywiście trudne... :)

środa, 19 stycznia 2011

Przeszłość a Teraźniejszość...

Ciekawa jestem... ilu z pośród Nas jest tych których zastanawia wpływ Ich przeszłości na teraźniejszość... Zdarzenia, które miały miejsce kiedyś... mają wpływ na te które dzieją się teraz. Tak jest. Taka jest prawda. Nie jestem w stanie wymazać z głowy całej swojej przeszłości, całego życia jakie było do tej pory. A to rzutuje na życie teraźniejsze... Od chwili pojawienia się na świecie, przez całe dzieciństwo okres dorastania... to wszystko MA WPŁYW NA NAS TERAZ! Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Czy mamy świadomość? Otóż nie wszyscy. Jeśli ktoś Nam kiedyś sprawił przykrość, skrzywdził, lub nie akceptował to wciąż ciąży, nie zniknęło. Tak na prawdę czy kiedykolwiek spotkaliśmy kogoś kto wywodzi się z tzw. prawidłowej rodziny? Jakoś nie mogę sobie uświadomić czy w moim otoczeniu była choć jedna osoba która NIE wywodzi się z rodziny dysfunkcyjnej. Każdy bowiem, kto był lub jest członkiem rodziny dysfunkcyjnej cierpi... często nieświadomie... A co robimy z płaczącym wewnętrznym dzieckiem? Zagłuszamy jego płacz, głośnym imprezowaniem, bądź tłumimy zalewając się alkoholem lub wprawiając w inny dziki stan głębokiej nieświadomości teraźniejszości.... Takie wrażenie, że znowu jest źle, popełnianie tych samych błędów, tkwienie w błędnym kole... Obłęd i płaczące dziecko, którego nie chcemy słyszeć... Powiedzenie: "Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci" to jest 100% prawdy!
Wydarzenia, relacje z innymi ludźmi, odbiór społeczny... to może się ciągnąć całe życie... Wypieranie nic nie daje... A strach przed konfrontacją jest paraliżujący. To widzimy na filmach, nie w życiu. Niestety to świadczy jednocześnie o niedojrzałości. Ok ale co dalej jeśli już tę świadomość mamy? No cóż... albo robimy kolejny krok na przód i dążymy do konfrontacji, stawiamy czoła temu wszystkiemu, bierzemy na ręce płaczące dziecko... albo stoimy w miejscu...

poniedziałek, 17 stycznia 2011

ANHEDONIA

Czyli "zanik zdolności odczuwania przyjemności", "Czasem obserwuje się anhedonię indukowaną – jednostka w określonej grupie (kulturowej lub religijnej) podporządkowuje się wymogom powściągliwości emocjonalnej pozbawiając się uczucia radości i zadowolenia z codziennego życia (np. relacji z bliskimi)".
Co to znaczy? Mniej więcej: nie wiem co znaczy być szczęśliwą, kiedy tak na prawdę jestem szczęśliwa? Czy wiem co to jest szczęście? Czym ono się objawia? W których momentach? Nigdy nie jestem zadowolona, trudno mnie zadowolić...
Zawsze stawiam pytania, zawsze szukam odpowiedzi... Tak było, jest i będzie... Myślę, że nas dotyka coraz częściej "anhedonia indukowana" codzienność, rutyna, bądź toksyna wokół nas... To stanowi źródło, braku odczuwania przyjemności. Są tacy ludzie, których po prostu nie cieszy codzienność, ich pragnienia sięgają dalej, poza codzienność. Są sfrustrowani brakiem realizacji siebie i swych pragnień... Jest problem, bo trudno jest być zadowolonym z tego co się robi. Tracimy motywację do podejmowania działań mających na celu doświadczanie przyjemności.
Może to tak naprawdę dotyczyć każdego, kto ma niespełnione pragnienia często mając przy sobie kogoś kto jest przy nas i hamuje lub uniemożliwia nam spełnienie tych pragnień... Bez powodu nie mówi się, że dzieciom niewiele trzeba do szczęścia, one mają pragnienia poznania otoczenia, i jeśli spełniają te pragnienia są szczęśliwe. Jako dorośli, nasze pragnienia sięgają dalej niż poznanie otoczenia, chcemy więcej... Co jeśli brak jest możliwości? Żyjemy w klatkach, ograniczeni brakiem możliwości na spełnianie pragnień... jednocześnie skupiamy się tylko i wyłącznie na braku tych możliwości... Przychodzi w końcu taki moment, że nie potrafimy odczuwać przyjemności z tego co mamy. Nie znoszę żyć z dnia na dzień. Czemu czuję się dobrze jeśli jestem tam gdzie nie ma mnie tu?  Przyznaję nie wiem jakie jest na to lekarstwo. W zasadzie anhedonia to kluczowy objaw depresji. Nie znaczy to jednak, że anhedonia zawsze dotyczy depresji. Można mieć problem z odczuwaniem przyjemności ale nie cierpieć na depresję lub inne choroby czy zaburzenia. Co wtedy? Trzeba szukać pomocy jednocześnie próbując samemu sobie pomóc. Siłą budować motywację skłaniającą do działań, w których mamy czuć zadowolenie. Urozmaicać codzienność. Jeśli nie możemy pozbyć się źródła toksyn to chociaż pokażmy że źródło to mamy w dupie. Jeśli nie zadziała za pierwszym, drugim, piątym razem... uda się za dwudziestym i to już poza naszą świadomością... Nie trzeba się męczyć... Mózg to fantastyczna sprawa którą można manipulować samemu, trzeba tylko wiedzieć jak i chcieć! Jeśli komuś na kim nam zależy nie zależy tak samo na nas, to pokażmy że nam zależy na nas samych... To ma ogromną moc!

czwartek, 13 stycznia 2011

Wredność...

Denerwuje mnie w zasadzie wszystko, więc złoszczę się na wszystko a co za tym idzie? Jestem złośnicą! Bycie złośnicą to jedno, wkurzać się na banały to drugie, ale co znaczy być wrednym? Zastanawia mnie jedna rzecz, tyle ludu wokół nas to po prostu wredni ludzie, ale nie są w stanie przyznać się do tego przed kimkolwiek ale i przed samym sobą... Być złym na kogoś to rzecz normalna, ktoś nas wkurza złościmy się na tą osobę lub coś i bez opór do tego się przyznajemy. Ale być wrednym wobec kogoś lub czegoś... To już inna sprawa. Bo jak inaczej nazwać Panią w urzędzie, która nie chce nam w niczym pomóc tylko stawia kłody pod nogi? Jest zła na nas? Ale za co? Przecież MY nic jej nie zrobiliśmy. Ona jest wredna. Dlaczego? Dla zasady. Jest wredna, bo ma taki kaprys, bo jej się nie spodobaliśmy, bo wstała lewą nogą... Bez konkretnego powodu... Być złym na kogoś można właśnie z konretnego powodu...
Wredność mam we krwi, odkąd jestem na świecie, ile złego mnie spotkało ze strony otoczenia, tyle wredności mam w sobie wobec tego otoczenia. Każdy kto zalazł mi za skórę- wobec niego jestem wredna. Już dawno odkryłam pewną rzecz: nie muszę być wredna wobec kogoś bezpośrednio, by ukarać tą osobę. Wystarczy myśl, moja myśl która ma destrukcyjny wpływ na daną osobę. Jednocześnie potrafię doskonale bronić się przed takim samym wpływem innych. Moja świadomość tego faktu mnie chroni. Lubię być wredna, najbardziej wzrokiem. "Wzrokiem można zabić" - Można, bo nie raz tak czyniłam... I na prawdę dobrze mi z tym. Wbrew wszystkiemu i wszystkim, nie mam obaw by do tego się przyznać, tylko śmiać mi się chcę z "wypieraczy", chodzących "ideałów", którym wydaje się że wszystko robią dobrze i nie są w stanie czynić zła. Wiele razy miałam do czynienia ze złem, wiele razy robiłam to świadomie... Nie boję się tego... (:

sobota, 8 stycznia 2011

O złości

Złość to nieodzowna część mojej egzystencji, wkurwiam się codziennie może to być wszystko: rzecz i/lub osoba, nie ma różnicy... zależy co mi na odcisk stanie w danym momencie, potrafię się wściekać chwilę, albo godzinę czasem kilka, pół dnia lub cały dzień. Mogę spać do góry dupą, mogę wstać lewą nogą albo mieć posrany sen który mnie męczył całą noc i już cały dzień zwalony... Może coś mnie męczyć i też jestem zła. Jak źle się czuję lub coś mi dolega też jestem zła... Generalnie wkurwia mnie wszystko to, co mi przeszkadza w danym momencie, bo nie mam tego czego chcę, bo coś sobie zaplanuje a tu coś mi w tym przeszkadza. Złość pojawia się nagle, czasem bez powodu po prostu zaczynam czuć niepokój po czym dociera do mnie, że jestem poddenerwowana na lekkim ciśnieniu a za dłuższą chwilę wybucham!
Oczywiście z wiekiem mniej poddaje się tej złości, ale przyznam nie jestem w stanie panować nad tym cały czas. Jeśli jakaś część mnie czuje się źle, to muszę dojść do tego jak najszybciej! Jasne, nie chodzę cały czas z miną buldoga ale dość często. Czasem udaje mi się to maskować żeby nikt nie wiedział o co kaman. Nie cierpię wnikania w mój nastrój, bo i tak nikt tego nie pojmie. Chyba, że inny człowiek taki jak ja...
Dzisiaj boli mnie głowa, miałam zaplanowany cały dzień i chui! Nie mogę wziąść żadnej normalnej tabletki a paracetamol na mnie nie działa! I chui! Nie mogę zrealizować tego, co miałam dziś zrobić bo leżę od rana i jednocześnie wkurwiam sie i płaczę z bezsilności... I złości...

piątek, 7 stycznia 2011

Kiedyś był pamiętnik ale go ukradli...

Kiedyś pisałam pamiętnik w zasadzie służył mi do tego abym mogła się "wyżyć" kiedy mi było źle, aż pewnego razu moi współlokatorzy go ukradli, przywłaszczyli, czytali, pokazywali innym itp... To było trudne oczywiście odzyskałam go, ale koszt był ogromny... Od tamtej pory nie piszę ale brakuje mi tego... A nawet chcę się dzielić tym co krąży w mojej dorosłej ADHD-owej głowie... Będzie o wszystkim i o niczym bo czymże jest głowa pełna chaosu atakowana zewsząd bodźcami których nie jest w stanie blokować??? A może dzięki tym dyrdymałom jakie mi tu wyjdą spotkam kogoś takiego jak ja??? To dopiero byłoby coś! Chciałabym kiedyś napisać książkę może to jakiś wstęp ku temu? Brakuje mi odwagi, walczę z niezbyt wysokim poczuciem własnej wartości, moje życie to ciągła walka i huśtawka emocjonalna. Jestem wredna umiem z premedytacją wbijać szpile w ludzi, czasem robię to tylko myślami a efekt jest namacalny... Mniemam, że mam coś z czarownicy zważywszy, że moja babka miała dar wróżenia z kart... A teraz choć nie żyje to mnie męczy pośmiertnie... Ale o tym i wszystkim innym będzie mowa w piśmie z klawiatury w niedalekiej przyszłości...

Pozdrawiam :)