piątek, 8 kwietnia 2011

Chore dążenie do ideału...

Teoretycznie najlepszy jest "złoty środek" czyli nie za dużo nie za mało. Umiar we wszystkim nie wyjdzie nikomu bokiem ani nie odbije się czkawką. Problem jest, bo ze wszystkich stron jesteśmy bombardowani ideałami. Idealizm i perfekcjonizm dzisiaj dominuje we wszystkim. Być idealną żoną, matką, perfekcyjną panią domu i robić do tego na 3 etatach krojąc dobrą forsę. Ta presja jest ogromna, patrzymy na zdjęcia znanych ludzi ale i znajomych i pragniemy tego "ładnego obrazka"... Tylko, że te obrazki to iluzja... Fikcja, która z rzeczywistością niewiele ma wspólnego... Wciągani w świat iluzji zaczynamy chronicznie dążyć do ideałów które są tak na prawdę z dupy.
Od wielu lat mając świadomość o tym, że mam ADHD wiem iż nigdy nie osiągnę ideału... Nie wpiszę się w słodki obrazek, bo na sam jego widok robi mi się niedobrze... Nie toleruję robienia czegokolwiek na pokaz i nie kreuję wokół siebie czegoś co nie istnieje.  W niczym nie będę idealna ani perfekcyjna. Mam swoją normę w które czuję się dobrze, znalazłam swój "złoty środek" i zawsze go szukam odnośnie wszystkich aspektów życia. Żyć w zgodzie z samym sobą jest najważniejsze a nie dla innych. 

3 lata temu zrobiłam milowy krok w moim życiu odsunęłam się od prawie wszystkich swoich ówczesnych "znajomych"... trudno mi było przywyknąć do życia solo bez grupy która towarzyszyła mi kilka lat... Żeby nie umrzeć z nudów zaczęłam robić rzeczy których wcześniej nie robiłam... tak było np. z nauką gotowania czy założeniem akwarium... Otworzyłam się na siebie, bo pozbyłam się ludzi którzy wysysali ze mnie energię życia...

Dziś patrząc z perspektywy czasu widzę ile osiągnęłam przez ten czas a ile czasu traciłam trwając z nimi... Każdego dnia zadaję sobie pytanie: Co dziś zrobię dla siebie? Na co mam ochotę?

Pozdrawiam Żona z ADHD :)