wtorek, 28 czerwca 2011

This is the story of my life...



Ten temat będzie krążyć na moim blogu do znudzenia... Ja i mój bagaż doświadczeń życiowych czasem mi ciąży ponad stan. Chcę by moje Dziecko/Dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo moje było trudne. Jednak nie chcę aby cały czas miały różowo i z górki. Mnie moje trudne dzieciństwo naznaczyło dosadnie ale dało również ogrom wiedzy z którego czerpię nieprzerwane inspirację na przyszłość. Nie zależy mi na tym aby moje Dziecko było jak z okładki. Nie będę za nim biegać aby sobie krzywdy nie zrobiło... Niech wie, że upadek to nie koniec świata a ból nie zawsze jest zły. Niech zna cienie i blaski życia w jakim żyjemy... 

W swojej dotychczasowej egzystencji spotkałam mnóstwo młodych ludzi wchodzący w dorosłość z tzw. "różowego dzieciństwa". Parasol ochronny przed złem jaki nad nimi rodzice rozłożyli sprawił, że większość tych ludzi albo dalej jest zależne od woli rodziców albo zwyczajnie się stoczyli... Gdyż zło świata jakiego do tej pory nie znali ich "zjadło". 

Chcę by moje Dzieci były silne jak Ich rodzice. Magazynowanie, składowanie i uwalnianie siły w odpowiednich momentach życiowych jest kluczem do osiągnięcia sukcesu życiowego. Takie jest moje zdanie i na tym się opieram. Jeśli strach jest naszym przewodnikiem jednocześnie jesteśmy w czarnej dupie. Gorzej, bo strach barykaduje na tyle, że bardzo trudno jest się od niego uwolnić... Oczywiście, że boje się tego co nieznane. Boję się porodu, boję się czy odnajdę się w roli matki. Dość egoistyczny ze mnie typ i boje się, że Dziecko zbyt mnie pochłonie a ja będę sfrustrowaną wrzeszczącą matką... Jest jednak jedna rzecz której nauczyłam się będąc w ciąży... Prosić o pomoc najbliższych. Mam nadzieję, że tego nie zapomnę... Liczę też na to, że stanę na nogi prędzej czy później bo te 9 miesięcy "wolnego" wychodzi mi już z każdej strony. I nie chcę aby moja Córka była całkowicie zależna ode mnie na tyle bym nie mogła jej zostawić nawet chwilę... (nie samej oczywiście) Moje założenie posiadania Dzieci było i jest jasne. Chcę mieć dzieci by przekazać im to czego do tej pory się nauczyłam. Niech przynajmniej w części wezmą do siebie moje "życiowe filozofie". Chcę dać im dobry start do samodzielnego życia. Bo nie pragnę Dzieci dla siebie ale dla świata z którym muszę i pragnę Je zapoznać.

Pozdrawiam :)

niedziela, 26 czerwca 2011

Rocznica papierowa :)

Oboje się śmiejemy, że ten rok brzmi za mało gdyż nam się wydaje iż to już z 10 lat... :) Ale jak widać, nie pozabijaliśmy się choć kilka bitew i wojen mamy za sobą ;) Co do Wielkiego dnia. Dobrze że mam to za sobą. Szczerze nie mam chęci przeżywania wszystkiego raz jeszcze. Zdecydowanie lepiej czuję się w roli gościa weselnego niż bycia na tapecie w roli głównej... Nasza impreza była i tak kontrowersyjna jak na dzisiejsze czasy... Nie miałam welonu a M obrusowej kamizelki. Pod naszymi blokami nie było cyrku z grajkami i witaniem gości. Kamerzysty też nie było... Zabrakło także piosenek: "cudownych rodziców mam" i "jedzie pociąg z daleka". Zamiast welonem rzucałam podwiązką. A zamiast wózka zbieraliśmy na podróż poślubną... Wesele organizowaliśmy w sali weselnej w remizie na wsi skąd jest moja mama... Za to moja siostra zatańczyła flamenco a chłopcy na oczepinach jezioro łabędzie... A make up wykonałam samodzielnie...




piątek, 24 czerwca 2011

Brzuch poszedł niżej!

No to mam! Wedle prognozy Pani Położnej ze szkoły rodzenia mogę urodzić za... 2 tygodnie! Nie powiem, nie mogę się doczekać ale przerażenie ogarnęło mną nie  z tej ziemi. Mam nadzieję, że wytrwam do 9 lipca... Wtedy mamy wizytę u Profesora i akurat zostałabym na miejscu do rozwiązania... Na samą myśl o tym, wpadam w rozanielenie i panikę jednocześnie... Mała się spieszy to będzie 37 tydzień... :)

wtorek, 21 czerwca 2011

Moje hity ciążowo - Dzieciowe :)

Bo się tylko wymądrzam a czas pokazać to co mnie pomogło/pomaga i pare rzeczy dla Córci :)

1. Colvita
Cierpię z powodu alergii pokarmowej i pyłkowej. Przez co moja oporność szwankuje. Niestety ze względu na ciążę musiałam odstawić leki na alergię i astmę. Zostały mi tylko inhalatory i spray do nosa. To cudo pomogło mi przetrwać zimę bez choroby (nie licząc delikatnych przeziębień) chociaż dookoła chorowali wszyscy bliscy. W dodatku mogę jeść produkty na które jestem uczulona bez jakichkolwiek reakcji alergicznych. I nie biorę witamin dla kobiet w ciąży. Anemii nie mam chociaż wyniki mam poniżej normy ale to kwestia jednostek dziesiętnych.

2. Masła do ciała z bielendy




Próbowałam sił z balsamami do ciała. Te "normalne" były za mało odżywcze i nawilżające. Te dla kobiet w ciąży w takiej cenie jak powyższe masełka, a mało wydajne i w dodatku niezbyt przyjemnie pachnące i za słabo odżywiały moją skórę na brzuszku. Najpierw kupiłam masło awokado ale zanim się skończyło napaliłam się na aloes. Jeden i drugi okazał się strzałem w 10! Idealnie nawilżają i odżywiają skórę na brzuchu i piersiach. Jak na razie brak rozstępów ale przede mną 9 miesiąc więc wszystko może ulec zmianie.

3. Krem ochronny do twarzy przeciw przebarwieniom hormonalnym.


W ciąży nie narzekam zbytnio na problemy z cerą. Jedyny mój problem to zbyt przesuszona skóra na buźce. Wybawieniem okazał się ten krem. Nawilżający - jednocześnie lekko odżywczy. Nie wiem czy działa na przebarwienia bo takowych nie mam.


WÓZEK!

Jeszcze nie zamówiony ale to nastąpi lada dzień. Tu mogę napisać poemat... Nie łatwo znaleźć wózek który sprawdzi się na wsi (wertepach, lasach i łąkach), bez problemu przetransportuje do miasta (musi być składany i lekki) i nada się do jeżdżenia po mieście. W grę więc wchodził wózek wielofunkcyjny, na aluminiowej ramie, składany do bagażnika, na łożyskowanych i pompowanych kołach... Do tego nie w wygórowanej cenie (szkoda przepłacić po prostu). Mąż znalazł wózek na allegro, polskiej firmy w atrakcyjnej cenie. Wzorów do wyboru moc! link  
A my wybraliśmy ten:



Na koniec pochwalę się. Kupiłam jakiś czas temu w sh nabyłam ochraniacz na łóżeczko (2-3zł). W związku ze wspaniałymi produktami firmy White&Black postanowiłam wykorzystać owy ochraniacz i trochę pobawić się igłą i nićmi. W ten sposób stworzyłam coś takiego:




Tylko nie wiem jakim trafem zaginął jeden kwiatuszek... :P 

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Własny instynkt kontra - wszyscy inni...

Krew mnie zalewa! I zalewać będzie...

Chciałabym aby ktoś mądry odpowiedział na bardzo proste pytanie: "Kto i co jest najważniejsze dla rodziny po porodzie?"
Z tego jak mnie wychowano i co mi wiadomo, nie pamiętam aby w mojej rodzinie odwiedzało się obolałą Matkę i młodego pisklaka dopóki nie skończy miesiąca czasu życia by po prostu im nie zawracać gitary.
I myślę o tym jakie to jest cudowne i w jak mądrej rodzinie mnie wychowano, bo teraz stanęło mi walczyć o to, że pragnę 2 tygodni od porodu bez kogokolwiek, bo inni ludzie po prostu mnie osaczą i oszaleję! Co w tym dziwnego iż nie mam ochoty aby przez te 14 dni oglądał mnie ktokolwiek oprócz męża, położnej lub lekarza? Nie obchodzi mnie ciekawość ludzi kim jest i jak wygląda nowo narodzony człowiek. 2 tygodnie więcej jest dla mnie bym mogła ochłonąć i oswoić z rewolucją jaka mnie czeka. Sam fakt, że miałby ktoś mi się plątać pod nogami doprowadza mnie do szału. Kolejny fakt to cholerna nagła fala zainteresowania po narodzinach czego brak było i jest w okresie ciąży. Dlaczego zainteresowanie jest po porodzie a nie przed? Bo to nie jest zainteresowanie tylko ciekawość jak wygląda Dziecię, czy jest ładne i czy nie wygląda jak większość noworodków czyli spuchnięta czerwona żaba. Pytam się więc, kto jest ważniejszy? I co jest ważniejsze? Nie wiem dlaczego miałabym sobie nie poradzić. Nie potrzebuję cało dniowych dyżurów przy sobie, wyręczania opieką nad Dzieckiem. Jeśli już niech ktoś przyjdzie na 1h posprząta mi chałupę i ugotuję obiad dla męża. Nie mam ochoty nawet na to, aby ktoś wlepiał się jak karmię. Bo dla mnie to nowość i intymność.

Jeśli Dziecko jest najważniejsze, to czemu nie myśli się o tym, że w pierwszych chwilach swojego życia jest całkowicie zależne od Matki? To czy Dziecko jest spokojne ma wpływ przede wszystkim Matka i to co się z nią dzieje i wokół niej. Tak więc najważniejsze jest Dziecko ale PRZEDE WSZYSTKIM KOMFORT PSYCHICZNY MATKI. Więc jeśli Matka czegoś nie chce to wszyscy muszą to absolutnie zaakceptować. Jak ktoś jest ciekawski niech sam przejdzie ten cholernie trudny proces jakim jest ciąża, poród i połóg. Jak ktoś ma ochotę popatrzyć na Dzidziusia niech sobie zrobi albo zdjęcia w necie ściągnie i będzie mógł patrzeć do woli. 2 tygodnie to nie wieki...

Wielka debata była jak od początku obstawałam przy tym, że chcę rodzić poza swoją miejscowością... dokładnie 120km dalej... Bo jak to? Bez odwiedzin w szpitalu? Kurwa! W dupie mam odwiedziny w szpitalu jeśli będę miała dobrą opiekę. 2 razy byłam w szpitalu daleko od domu. Nikt mnie nie odwiedzał. Nie przeszkadzało mi to a wręcz przeciwnie. Było mi dobrze. Po powrocie do domu po każdej ze swych operacji potrzebowałam spokoju. Odwiedziny owszem - ale jak dojdę do siebie.


czwartek, 16 czerwca 2011

Ciemna strona duszy... Rozliczenie z przeszłością.... Terapia...!

Nie ma się co oszukiwać (choć tak postępujemy nagminnie...!) Każda człowiek wywodzący się z rodzin dysfunkcyjnych ma problem z dojrzałością w wieku dorosłym. Każda taka osoba jest Kobietą po przejściach i Mężczyzną z przeszłością. Wbrew pozorom rodzina dysfunkcyjna to nie sama patologia, alkoholizm, przemoc i narkomania. Patologia to wszelkie odstępstwa od normy... Ale rodzina dysfunkcyjna to przede wszystkim taka gdzie role poszczególnych członków rodziny są popierdolone (mówiąc krótko). Jeśli wśród rodziców nie ma partnerstwa a jedno z rodziców dominuję nad drugim - jest to dysfunkcja.... Nie będę opisywać poszczególnych przypadków, bo bym pisała do jutra. Rzecz w tym, że dziecko z takiej rodziny wchodząc w dorosłość ma skrzywiony punkt widzenia na ogół życia. Problem pojawia się w kwestii dojrzałości. Gdyż osoba taka ma problem z dojrzałością i wkroczeniem na dorosłą ścieżkę życia... Nie wiem czy są w ogóle ludzie bez jakichkolwiek zaburzeń z rodzin prawidłowych. Czepiać można się dosłownie każdego, bo jak wiemy nigdzie nie ma idealnie... Żyjemy w obłędnym kole, popełniamy te same błędy co nasi przodkowie, z pokolenia na pokolenie nie widząc w tym problemów, bo wzorce jakie posiadamy są takie a nie inne... 
Każdy z nas posiada ciemną stronę duszy... To ta część która zepchnięta głęboko w podświadomości składa się na wór wszelkich obrazów, sytuacji z przeszłości przez które cierpieliśmy... a za wszelką cenę pragniemy "zapomnieć". Prawda jest taka, że cały ten wór jakkolwiek "zakopany" rzutuje na całą teraźniejszość i przyszłość... Bywa i tak, że całe życie nikt nie ma zamiaru "rozpracować" wora by uwolnić się od demonów przeszłości.... Bo do tego trzeba dojrzeć...
W moim życiu nastąpił punkt kulminacyjny gdy w wieku 21 lat przeszłam 3 operację w życiu, która tak samo jak poprzednie uratowała mi życie i niosła za sobą ogromne ryzyko... Jak i kolejne wyroki na przyszłość... Byłam przekonana, że posiadanie dzieci z takimi diagnozami jakie posiadam jest graniczące z cudem! Nawet się z tym jako tako pogodziłam... Wtedy zapytałam się siebie samej o co chodzi??? Ale im bardziej z czasem życie mi się sypało postanowiłam w końcu COŚ zrobić... Byłam u psychologa, 2 psychiatrów, trafiłam na terapię DDA i coś ruszyło... Mimo nerwicy, ciągłego dołka, niezadowolenia i ogólnej anhedonii zaczęłam powoli wyciągać wór... Poszło jak lawina i ciągle idzie... Bo to niekończąca się praca nad sobą, cholernym worem i demonami przeszłości, które co i rusz czają się wokół mej duszy by burzyć mój spokój. 
Nie powiem, bo ciąża trochę zaburzyła ten proces. Musiałam przyjąć ją mimo woli i wszelkich ale. Im bliżej końca tej "balangi hormonalnej" powoli robię bilans zysków i strat jakie owa impreza mi zafundowała i wychodzi na plus! Jednak zawsze będę powtarzać, że ciąża (w moim przypadku) jest mało przyjemna. Posadzenie na dupie siłą kobietę z ADHD na czas 9 miesięcy jest katorgą i nie mogę się doczekać aktywności za którą tak tęsknię. Bo nawet znajomy mi powiedział, że chodzę jakbym jarała zielsko dzień w dzień :)

wtorek, 14 czerwca 2011

Egoizm.

Jestem egoistką i nie mam z tym problemu. Kiedyś było inaczej... Brakowało mi akceptacji ze strony otoczenia a jednocześnie trudno było mi się "dostosować". Co i rusz zadaję sobie pytanie: "Jaka będziesz moja Córko?" Nie nastawiam się na fajerwerki i życie jak w Madrycie. Nie lubię dzieci, wręcz mnie drażnią i wkurwiają gdy przebywają gdzieś obok mnie dłużej niż 15 minut. Dzieci krzyczą, wrzeszczą, latają i pałętają się. Zabierają mój czas który uwielbiam... A jednocześnie mam dość siedzenia na dupie i "oczekiwania". Całe życie marzyłam o własnym dziecku które będzie dla mnie wszystkim a ja dla niego... To wynika też z egoizmu... Gorzej, bo obawiam się iż mogę pójść ze skrajności w skrajność i stać się matką kwoką czego dziś bardzo bym nie chciała... Na szczęście da się mnie "zaprogramować" i jak coś będzie nie tak mogę liczyć na to, że dostanę obuchem w łeb i zostanę przywrócona na ziemię... Przerażają mnie matki, które po porodzie tak zatracają się w macierzyństwie, że tracą własną tożsamość! 
Jest mnóstwo rzeczy które mi się nie podobają a ludzie jak stado baranów "robią coś tak jak wszyscy lub dlatego, że tak trzeba". A ja wiem, że nie trzeba i jak całe życie podążam za swoim nosem a nie stadem tak w przypadku Dziecka również idę za swoją intuicją. Jeśli mam problem, konsultuję się ze specjalistami i sama wszystko weryfikuję... Wiem czego chcę a czego nie chcę i w ten sposób NA PEWNO nie będę wkladać Dziecku termometru w tyłek przy zaparciu ani mydła czy też jakiejkolwiek lewatywy robić też nie, bo noworodek może nie srać do 10 dni i z tego powodu nie umrze! (dla mnie 10 dni to abstrakcja i przesada nie mam zamiaru tyle czekać) Nie uważam, że Dziecko powinno mieć wszystko nowe bo kto by myślał o tym wtedy gdy ja się rodziłam? A już w ogóle wkurwia mnie tekst: "Na Dziecku się nie oszczędza". Nie jestem sknerą i pragnę dla mojej Córki wszystkiego co najlepsze ale jeśli miałabym robić tak bo "trzeba, należy lub być musi", to musiałabym - owszem - ale wziąć kredyt w banku na wyprawkę! Czy przez to mam czuć się gorsza? Czy mam myśleć, że moje Dziecko będzie gorsze lub uboższe?  NA PEWNO NIE! Bo wychowując i opiekując się Maleństwiem należy kierować się Jego potrzebami a nie tym co mówią i twierdzą inni. I między innymi dlatego chcę spróbować zakładać Memu Dziecięciu pieluchy tetrowe w ciągu dnia gdy będziemy w domu, a na noc czy wyprawę - jednorazówki. Nie chcę kisić tyłka Małej w plastikowym worku non stop... Ale powodów jest też masę innych... Egoizm też! :)

Historyczna chwila: Tatuś składa łóżeczko :)

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Wyprawka zakupy i inne pierdoły czyli dlaczego nie kupię Dziecku materaca z kokosa.!.

Nie miałam łatwego życia i tym bardziej dzieciństwa. Wywodzę się z rodziny z tzw. problemem alkoholowym więc jestem DDA. Tak się składało, że jako dziecko nie miałam wszystkiego co rówieśnicy. W domu było ciężko i moja Mama nie mogła pozwolić mi na wszystko co było na czasie. Musiałam się nieźle natrudzić by mieć nowe spodnie których przybywało mi 1 lub 2 w roku... Piszę o tym gdyż miało to na mnie ogromny wpływ a skutki odczuwalne są do dziś. 
Przywykłam do starania się o coś. Do tego, że nie mogę iść do sklepu i po prostu kupić czegoś by to mieć. Wychowałam się bez rowera górala, telefon komórkowy miałam dopiero w wieku 18 lat a ipoda nie posiadam do tej pory... Nie cieszą mnie wyjazdy na mega zakupy do centrum handlowego bo zazwyczaj nic mi się nie podoba i strasznie się męczę poza tym ta wszechobecna komercha i wszędzie to samo... Rozwydrzyłam się i uwielbiam raz na jakiś czas wpadać do sh tam ma próżność zostaje zaspokojona. Urządzając nasze gniazdko robię dokładnie to samo, chodzę szperam szukam aż znajdę to coś...
Nasze wesele to też przemyślana sprawa efekt był taki, że impreza kosztowała 15 000zł na 100 osób nie odbiegając od innych w dzisiejszych czasach... Wprowadzając Nowego członka rodziny każdy szczegół dokładnie weryfikuję. Dzisiaj są czasy gdzie wszędzie jest wszystko i łatwo się w tym pogubić. Trudno określić co jest dobre a co NAJlepsze. I tak np. przez całą ciąże nie jem witamin dla kobiet w ciąży. Generalnie lekarze nie powiedzieli, że trzeba to po co mi one? Wyprawka to ważna sprawa a dla mnie była czarną magią która porażała. 
Jakiś czas temu poszłam do sklepu by zorientować się co w trawie piszczy i zapytałam się o materac do łóżeczka dowiedziałam się, że są 2 w owym sklepie do wyboru: kokosowy (ok. 80zł) i kokosowy z gryką (50zł) innych brak. Zaczęłam zastanawiać się (WTF???) po co Małemu człowiekowi kokosowy materac? Czy ten z gąbki na którym ja i całe moje rodzeństwo się wyspało jest zły? W kolejnym sklepie taki materac był (ok. 30zł) w kilku wzorach do wyboru. Poczytałam trochę w necie, to popytałam wśród ludzi i nikt nie powiedział po co. Oprócz tego, że kokos na pewno lepszy zdrowszy, bo twardszy i dziecku się lepiej śpi itd. itp... Nie przekonało mnie to dalej. Zapytałam położnej ze Szkoły Rodzenia... Odpowiedziała jednoznacznie: "Dla dziecka najważniejsza jest jedna zasada: im prościej tym lepiej." Więc upewniłam się, iż moje Dziecko nie potrzebuje materaca z kokosa i będzie miało taki zwykły z gąbki. Sądzę, że nawet w dupie to będzie miało. Najważniejsza jest czysta pielucha cyc i duuużo miłości ;) Tego się trzymam.

Jeszcze tylko dodam, że byłam wczoraj na wizycie u Profesora i jest szansa, że mogę urodzić naturalnie :) Ostatecznie będzie wiadomo za miesiąc na następnej wizycie. Profesor sam się mnie zapytał jak bym chciała urodzić. Odpowiedziałam, że tak aby było dobrze i mnie i Dziecku. Nie ma dla mnie znaczenia którą drogą i jedno i drugie jest przykre i trzeba przecierpieć. Ogólnie przejebane jest wydawanie Dziecka na świat i jemu i mnie nie jest dobrze :)

czwartek, 2 czerwca 2011

Odporna na ból czy raczej przyzwyczajona...?

W ostatnim czasie zaczęły krążyć w głowie mej myśli, iż nie powinnam się bać bólu związanego z CC które mnie czeka jak i z połogiem... Chodzimy z M prywatnie do położnej która prowadzi z nami indywidualne spotkania w szkole rodzenia. I muszę przyznać, że to zupełnie inna bajka niż typowa szkoła rodzenia. Przede wszystkim dyskutujemy a nie tylko rozmawiamy. Pytamy o co chcemy i kiedy chcemy a odpowiedzi otrzymujemy bez problemu. Pani sama powiedziała/stwierdziła, że nie dość iż jestem weteranką (3 operacje i kilka dodatkowych pobytów w szpitalu) to tak na prawdę nie wiele powinno mnie zaskoczyć. Igły, rurki, lewatywy, cewnikowanie, nie jedzenie, mdłości, pierwsze wstawanie, pierwsza toaleta, pierwszy kibel... Ja to przerabiałam kilkakrotnie. Wiem co to jest ból pooperacyjny i jak cudowny jest pierwszy posiłek. Czego mogłabym się bać w połogu jeśli przed ciążą miałam okres co 21-23 dni z czego przez endometriozę moje cierpienie było tak ogromne, że 2 dni miałam wycięte z życiorysu za każdym razem? A ból towarzyszący był tak ogromny, że chciałam umrzeć? Moja znajoma powiedziała, że poród nie jest tak straszny w naszym przypadku gdyż my cierpiące co okres jesteśmy w stanie przetrwać wszystko...
Moja córka leży w brzuchu w poprzek i przez moją wąską miednicę nie ma miejsca by się przekręcić do porodu naturalnego... Oczywiście nie jest to pewne na 100% ale szanse maleją z każdym dniem... Nie przybyło mi grama tkanki tłuszczowej (32 tc) a Dziecko jest duże. M mówi, że będzie ważyć 5kg! Co mnie strasznie drażni... ;)
Uważam otwarcie że ciąża JEST przereklamowana. Nie muszę leżeć plackiem, jak narazie nie byłam hospitalizowana ale przyznam, że staram się oszczędzać bo już w 3 miesiącu miałam pierwsze (!) skurcze. Podziwiam wszystkie zdjęcia lub inne cudowne obrazki kobiet w ciąży i zastanawiam się JAK (?) to jest możliwe? Dla mnie cały ten okres jest po prostu ciężki i trudny. Nie czuję całej tej "cudowności" jaka się z tym niby wiąże i nie fruwam nad ziemią bo od początku chujowo się czuję. Na palcach jednej ręki mogę policzyć te dni w których czułam się dobrze. A dobrze czuję się jak jestem w domu i leżę. Dla mnie to katorga. Jednak doszłam do tego, że nigdy w życiu nie miałam takiej okazji by nauczyć się pokory. Cieszy mnie to, że tak to wygląda w moim przypadku bo mam dystans i choć moje obawy i lęki nie minęły jest mi po prostu łatwiej. :)

Pozdrawiam Żona z ADHD