poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Karmienie na żądanie i inne tego typu absurdy w moim wydaniu.

Jako przyszła Matka interesowałam się tym co mnie czeka i starannie usiłowałam się przygotować/wyedukować w kwestii macierzyństwa. Otóż rzeczywistość pokazała, że to co napisane nijak ma się z życiem a to co sugerują w pismach dotyczy niewielkiego % społeczeństwa. Dystansu nabrałam już w ciąży, bo wtedy wiele mitów na sobie obaliłam. To samo jest po drugiej stronie brzucha. Cholerna indywidualność się kłania. Każdy jest inny i każdy musi sam sobie dopracować rytm życia, często gęsto nie oglądając się na rady jakiekolwiek i skądkolwiek.
Wedle książki "Język niemowląt" moje Dziecię to Żywczyk. Biorąc pod uwagę to co jest w niej napisane mamy jeszcze 2 tygodnie by wprowadzić tzw. Łatwy plan. W praniu jednak wiem, że wprowadzenie owego planu według tamtejszych wskazówek jest niemozliwe w wydaniu mojej Córki i nie ma szans by trzymać się tak sztywnych reguł jakie podaje autorka. Moja córka śpi różnie, budzi się różnie, przerwy między spaniem ma 1h, 2h, 3h a czasem i pół dnia nie śpi. Kąpiemy ją między 20 a 22, bo nie da się robić dzień w dzień tak samo. Moja Córka to Dziecię z własnym zdaniem i to co jak ma być decyduje Ona. Nie my czy podręczniki. Nie pozwalam jednak wejść sobie na głowę... No cóż myślę, że już każda z Was przekonała się jak kilkutygodniowy noworodek usiłuje Nami manipulować... 
Sądzę też, że należe do grupy wyrodnych matek. Nie karmię Dziecka na żądanie - bo zarzygałoby wszystko dookoła a perspektywa wiszenia na cycu non stop doprowadziłaby mnie do czarnej rozpaczy. (jak to dobrze, że są smoczki!) Nie noszę i nie bujam non stop - kręgosłup mi wysiada. Od pierwszego tygodnia życia kładę Ją do spania do JEJ łóżeczka. Nie biegam co 5 minut i nie sprawdzam czy oddycha a biorę do siebie dopiero jak rozpłacze się pożądnie. Jak chce mi się do WC a ona się drze to idę do WC - nie lulam jej na siłę bo bym sikała po nogach! Więc pozwalam poryczeć chociaż mnie chuj strzela (choć go nie mam).Codziennie muszę zjeść śniadanie, ogarnąć się i dom i nieważne czy Mała śpi czy nie - robię to a w między czasie zajmuje się Dzieckiem - nie chodzę w piżamie do 13 czy powrotu Męża z pracy bo bym oszalała. I jak tylko mogę to wożę Małą ze sobą choćby i codziennie do miasta (mieszkamy na wsi pod miastem). Stroję się jak przed ciążą i z lubością wkładam dżinsy i buty na obcasie, maluję się i układam włosy - tylko zdjęć nie ma komu mi robić :(

Teraz kilka słów o karmieniu. Jak już pisałam wcześniej karmimy z jednego cyca - w efekcie mamy Big Cyc i Small Cyc - więc do stanika doszły rajstopy dla wyrównania. Moje Dziecię je bardzo łapczywie  - z czego skróciłam czas karmienia do 15-20 minut gdyż przy dłuższym ciumcianiu - rzyganie na potęgę. Mała jest nerwowa i niecierpliwa - chce jeść teraz-natychmiast! A rzygać potrafi - nawet po odbekaniu - i po spaniu wymiotuje serwatką na odległość i strach jest okrutny bo krztusi się, sapie i dusi... (refluksu ponoć nie ma) Ból nie zniknął, przy dostawianiu i tak boli ale po chwili przestaje. Do tego pod koniec karmienia Mała urządza sobie ciąganie cyca. Tzn - zaciska dziąsła na cycku i wykręca głową na wszystkie strony - boli jak piorun ale nie pozwalam i tego robić - zabieram cycka i czekam aż się uspokoi. Papu dostaje Malutka co 2,5 do 3 godzin gdy śpi w nocy dłużej nie budzę jej ale jak mam wtedy pełno mleka to odciągam do butli bo bardzo trudno jej chwycić. 

Po tym wszystkim przekonałam się, że nie jestem w stanie kwoczyć nad Dzieckiem non stop. Mam w sobie egoizm i wkurza mnie jak Dziecko nie śpi ileś tam godzin a ja nie jestem w stanie ogarnąć własnego tyłka. Drobne sprawy które trzymają mnie przy życiu.

Pozdrawiam :)


środa, 17 sierpnia 2011

28 dni

Czyli 4 tygodnie... A ja czuję wolność. Choć to jeszcze nie koniec bo 2 tygodnie przede mną to horror połogowy w większości mam za sobą. Jeszcze w niedzielę było ciężko ale moje ciało w nadmiarze wyzbyło się po ciążowych hormonów i wychodzę na prostą. 
Wczoraj byłam u fryzjera. Oczywiście ścięcie włosów po takim ciężkim czasie to jak rozliczenie się z przeszłością. Siedziałam jak na szpilkach. Myślałam, że jaja zniosę z napięcia! I to jest prawda. Siedząc na fotelu myślałam o mojej Córce pierwszy raz jak egoistyczna matka która Dziecko ma tylko dla siebie. Gdy zdałam sobie z tego sprawę dotarło do mnie, że normalnieję i wszystko będzie jak być powinno. Wiem to banał. Jednak bałam się, że będe zbyt despotyczna i bez serca wyrodna Matka. Jednak mam w sobie uczucia o które tak walczyłam od momentu zajścia w ciąże. Byłam pewna, tego że choć chcę być Matką to nie nadaję się do tej roli. Zbyt egoistyczna jestem w ogóle Ja - Dziecko - Być Matką??? 
Pan Bóg jest dla mnie łaskawy. Mam Córkę Anioła. W nocy śpi 5-6 godzin. Poza tym budzi się co 2-3... Płaczę jak jest głodna, ma pełną pieluchę, zapchany nos lub chce być polulana. A jeszcze większym aniołem jest jak ja jestem w dobrym nastroju... Wtedy może spać z przerwami na pieluche i Papu. Do tego zajebiście układa rączki i macha główką na wszystkie strony. Po mnie jest niecierpliwa ;) Ale mam nadzieję, że Adhd ma tylko w niewielkim %... 

Chcę jeszcze dodać. Że doświadczenie połogowe choć cholernie trudne bardzo mnie wzmocniło. Poza tym nie dziwię się, że kobiety wpadają w depresję, nie są w stanie karmić cyckiem (ja robię to tylko jednym ale daję radę). Patrzą na swoje Dziecko jak na stworzenie z kosmosu i nie są w stanie uświadomić, że to na prawdę ich dziecko z własnego łona! Nie dziwię się, że płaczą z dzieckim, przy nim i nad nim. Że są tak sparaliżowane lękiem i strachem O WSZYSTKO, że nie są w stanie zająć się Dzieckiem. A powrót do normalności tak upragniony jawi się nie osiągalnym i graniczącym z cudem... Bo JAK ułożyć życie z KIMŚ tak bezbronnym? Gdy same czujemy się bezbronne...

Tutaj muszę podziękować mojej rodzinie i rodzinie mojego Męża. Gdyby nie obecność, pomoc i wsparcie nie dałabym rady. Spokój Matki to spokój Dziecka. Tak było jest i będzie...

Pozdrawiam :)

środa, 10 sierpnia 2011

Ostatnia deska ratunku.

Przeprosiłam się ze swoim laktatorem. Ściągam pokarm i daję butelkę. Bólu jest mniej a Nam lżej. Problem jednak nie skończony... Mała je za szybko i dużo ulewa... Nie śpi cały dzień, bo ciągle jej niedobrze... Śpi tylko na moich rękach a te mi mdleją... Ehh Rozglądam się też za poręczniejszym sprzętem do ściągania, bo trudne to z kwękającym Maluchem obok. Ściąganie i podawanie z butli to ostatnia deska ratunku dla karmienia moim mlekiem... Boję się, że problemy zamiast maleć będą rosły jedne po drugim i skończy się butelką z mlekiem z kubła. W nocy tak mnie bolały piersi przy karmieniu, że nie dałam rady jej wykarmić i dałam mieszankę. Przez to rozjechał się Małej żołądek i dzisiaj jest non stop rzyganie. Boże niewyrabiam. Z bezsilności mam chęć się pochlastać...

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

przeREklamowanie

Nie cierpię reklam. Nie cierpię ulegać gdy wszystko krzyczy dookoła "Bierz mnie! Rób tak i siak!"

Już wspominałam. Ciąża jest przeleklamowana. Mnie było chujowo w ciąży. Nie unosiłam się nad ziemią, bo mdłości zgagi itp. utrudniały mi rozczulanie się nad błogostanem (!@#$%^&*).
Poród - tu, mówi się o tym jak może być pięknie ile o tym jest napisane? Tylko, że w rzeczywistości jest to nierealne. Od początku ciąży walczyłam o godny i NIEtraumatyczny poród. Udało się, bo wspominam go cudownie i zaraz po urodzeniu Córeczki powiedziałam, że chcę następne! Opłaciły się wyjazdy 120km do Wysokiej Rangi Profesora, płacenie za wizyty 150zł. Urodziłam w Państwowym Szpitalu gdzie jest walka o miejsca a ja nie musiałam się o nic martwić. Widziałam jak traktują "zwykłe" pacjentki od "zwykłych" lekarzy... Urodziłam godnie, ale nie wszystko było piękne i ładne jak ze wszystkich poradników, gazet i artykułów... Starałam się przygotować do tego co mnie czeka... I co? Wszelką literaturę można sobie w dupe wsadzić. Tak dokładnie uważam. Nie da się przygotować na ten szok fizyczno - psychiczny. To jak zderzenie z górą lodową. Wiem co mówię. Moja Córka po urodzeniu wyglądała okropnie. Trudno było mi uzmysłowić sobie, że TO MOJE DZIECKO! Akceptacja do Niej trwała 2 tygodnie. A tak patrzyłam na Stworzenie, które błagało mnie o zajęcie a ja nie mogłam... Boląca dupa też wszystko utrudniała. Bo problem z karmieniem i w grę wchodzi tylko na leżąco ale jak to zrobić? Chuj ze wszystkimi obrazkami, książkami i instruktażami. Trzeba samemu się naumieć. A ja cierpliwa nie jestem. Mnie brała wkurwa i Małą też. Wiedziałam, że jesteśmy zsynchronizowane i jak ja Ryczę to Ona też. Jak ja się śmieję - Ona też... 

Nie miałam zielonego pojęcia, że jest TAK ciężko. Nawet byłam w żałobie przez kilka dni. Że utraciłam życie a teraz żyję w więzieniu. Widziałam, że Mąż jest daleko poza mną i wydawało się, że już wszystko stracone a teraz to tylko przejebane jest... Dalej jak wychodzę na spacer to w głowię mam karuzelę jakbym pijana chodziła... Już nie wspomnę o "CUDZIE" karmienia piersią. Kolejny przereklamowany hit. Mam 2 cycki - różnica między nimi - 3 rozmiary i brodawki z innej bajki. Dziecko swoje karmię z jednego - bo nie jestem sadomaso i mam dość narażania Córki na moje nerwy z przejebanego bólu. Jak skończę karmienię a cycki dalej będą w różnicy 3 rozmiarów - zoperuje sobie ten większy, by go wyrównać do mniejszego. Nie chcę mieć z tego powodu kompleksów, niskiego poczucia własnej wartości i mścić na wszystkich dookoła... 

Małżeństwo - jest przereklamowane - dookoła ludzie chajtają się bo: wpadli, chcą kredyt, tak wypada, bo są już długo i nadszedł na to czas...

Ciąża - jest przeleklamowana - o ile kobieta przechodzi ją jak w podręcznikach - bezproblemowo.

Poród - jest przereklamowany - to co jest napisane na ten temat często nijak ma się z rzeczywistością...

Posiadanie Dziecka - jest przeleklamowane - bo teraz to już tylko pieluchy, sraczki, rzyganie i koniec wolności. Poza tym nigdy nie ma odpowiedniego czasu na Posiadanie Dziecka - ciągle czegoś brak do świadomej decyzji...

Ale wiecie co? Bycie zadeklarowanym singlem też jest przereklamowane - bo tacy choćby nie wiem jak chwalili swe życie i tak są samotni i brakuje im pierwiastka rodziny... Bo czym wielkim jest seks bez miłości? Każdy singiel marzy o "pełnym" seksie z miłością od wieczora do białego rana...


czwartek, 4 sierpnia 2011

Karmienie to TRAGEDIA!

Niestety, nie wiem ile mi jeszcze starczy sił... Ale obawiam się, że nie dam rady. Mam dwie całkowicie różne piersi. Jedna jest prawie rozmiar większa od drugiej, w dodatku ta mniejsza ma wklęsłą brodawkę. Ból przy karmieniu z tej drugiej jest taki, że dziś od 2h ryczę nieprzerwanie i jestem załamana tak jak nigdy dotąd... Gorsze jest to, że Mała od nocy robi sobie zabawę z moich cycków. Ssie po 5-10 minut, zasypia i budzi się za pół godziny, bo oczywiście jest głodna. Nie chce chwytać cycka tylko go wypluwa, wścieka się i pcha swoje rączki. Batalia trwa najwyżej 10 minut, bo mnie chuj strzela (choć go nie mam) i zaczynam się wkurwiać i ryczeć. Nie jestem w stanie jej przystawiać tak na okrągło, bo brodawki mnie tak napierdalają, że po dziurki w nosie mam Dziecka i całej tej zabawy... Do tego, baardzo dużo jej się ulewa, potrafi chlustać mlekiem, po karmieniu i nawet gdy śpi 3h po przebudzeniu też. Oczywiście podejrzewamy refluks ale problemem jest kurwa lekarz... W ogóle to problem goni problem... Zgłosiłam Małą do swojej przychodni, gdzie są pediatrzy. Biorąc pod uwagę, że wróciłyśmy ze szpitala 23 lipca, po dzień dzisiejszy nie było u nas położnej środowiskowej... bo jest na urlopie do 20 sierpnia! Po ostrej wkurwie Mąż zadzwonił do przychodni (nikt nas o tym nie poinformował) i dowiedzieliśmy się o tym urlopie i że jak z dzieckiem coś nie tak mamy z nim jechać do przychodni! Biorąc pod uwagę noworodka który ma 2 tygodnie, nie wyobrażam sobie wozić jej do przychodni gdzie jest w chuj ludzi w różnym stanie! Sama chodząc w ciąży i wpierdalając się w kolejki zawsze po wizycie byłam podziębiona... Byliśmy w sobotę z Małą na pogotowiu, żeby ją w ogóle lekarz obejrzał i nic poważnego jej nie jest (ale ów lekarz to nie pediatra...) Jak wspominałam przed wczoraj była u nas położna z Naszej szkoły rodzenia... Też nie zauważyła u Małej nic niepokojącego ale Dziecko trzeba zważyć (!) Tylko gdzie? Powiedziala też, że dobrze Ją przystawiam do Cyca tyle, że Mała za płytko chwyta... I dziś skończyło się moim załamaniem... 
Nie wyrabiam... ból jest nie do wytrzymania i możecie sobie mówić, że mam zaciskać zęby i próbować ale ja to robię od początku i brakuje mi sił... A psychika siada co raz gorzej...

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, bardzo pomagają...

środa, 3 sierpnia 2011

14 dni...

Współczesny poród może być godny i wspaniały...

Dziś mija 14 dni od momentu gdy wszystko się rozsypało. Tak rozsypało, bo ciągle jestem rozdygotana i zlękniona od środka. Wiem, że to hormony ale trudno mi to przyjąć do wiadomości i przejść na porządku dziennym... Ale od początku:

W szpitalu stawiłam się w poniedziałek 18 lipca, na izbie ktg i badanie (ochydnie bolesne przez babę) powiedziala, że szyjka skraca się w kierunku krzyża. Stawiłam się na oddziale Patologia Ciąży. Tam pewien ładny doktor zrobił mi USG, przeprowadził wywiad i powiedział, że będziemy obserwować rozwój porodu, jeśli nie będzie postępować będzie indukcja czyli wprowadzenie żelu mającego wywołać skurcze. Tak czekałam do środy. W między czasie zapoznałam full bombowych ciężarówek, czekających z niecierpliwością na finish i tak grupą 3-4 brzuchatych chodziłyśmy po szpitalu do kawiarni i w okół szpitala w nadziei, ze w końcu coś się zacznie. W środę znów ów Pan doktor mnie zbadał, powiedział, że szyjka skrócona zaczyna się rozwierać i w piątek to już na pewno się nie zobaczymy. Więc uradowana łaziłam cały dzień a ok północy poszłam do położnej się zbadać... wynik: 2cm rozwarcia! Byłam szczęśliwa. Jednak skurcze były słabe i nieregularne aczkolwiek nasilające się z bólami z krzyża... o 2 w nocy miałam 2,5cm... a dopiero o 7 rano 3cm... Byłam wycieńczona całą noc nie spałam i łaziłam po ścianach. O 5:20 zadzwoniłam po męża bo nie dawałam rady, a gdy przyjechał skurcze małam co 5 minut po 30 sekund. I wio na porodówkę! Tam miałam oddzielną salę z łazienką ale z nerwów skurcze się uspokoiły. Podpięto mi ktg i wszystko zaczęło wracać do normy. Zjawiła się Pani Anastezjolog i zapytała czy chcę zzo. Nie byłam pewna, bo dało radę wytrzymać ale Pani powiedziała, że przy 6cm wszystkie pacjentki krzyczą o znieczulenie! Więc mi je zainstalowała. Tak się spięłam, że wszystko stanęło w miejscu a mnie zachciało się spać (była godzina ok 9 rano). W między czasie doglądały mnie 2 Panie położne i 1 Pani Doktor. Podłączyli mi oksytocynę i skurcze wróciły ale rozwarcie stanęło na 4cm. Byłam załamana bo, nic się nie działo do godziny 13. Wszyscy mówili, że wszystko jest w porządku i idzie do przodu ale ja zaczęłam wariować. Ok 13 przyszła Pani położna i podała mi zastrzyk na wzmocnienie skurczy i o 15 miałam już 9cm! o 15:20 urodziłam Małą. Przez ten cały czas słuchaliśmy muzyki z telefonu a jak odpoczywałam Mąż rozwiązywał sudoku. Mająć zzo czułam wszystko ale ból był zagłuszony. Gdy zaczęła się akcja porodowa czułam skurcze parte i wiedziałam kiedy przeć. Poród wspominam cudownie, chociaż pękłam (Mała wychodząc trzymała się ręką za głowę), nacięto mnie i mam hemoroida. Dopiero dziś w miarę jestem w stanie siedzieć.
Wszystko co było potem, do dzisiaj to masakra. Wiem nie będe oryginalna, bo wszystkie to przechodziłyście. Codziennie chce mi się płakać. Patrzę na moją wyczekaną Córkę i mam mieszane uczucia. Jednocześnie mam wyrzuty, bo jak mogę myśleć w taki sposób? Dlaczego wszystko mi idzie z takim trudem? Wczoraj wyrwałam się z domu na godzinę. Jakie to bylo cudowne! Widziałam ludzi normalnie, pierwszy raz od ponad 2 tygodni! Kupiłam sobie buty a dziś zastanawiam się po co jak nie będę miała ich kiedy nosić... Tak, czuję się ubezwłasnowolniona. Odliczam dni od porodu jak tygodnie ciąży i modlę w duszy, że to wszystko się normuje... Kurwa! Miałam dość ociężałości z powodu ciąży a teraz jest jeszcze gorzej... Momentami tracę nadzieję, że jeszcze będzie normalnie i będe mogła normalnie funkcjonować... 

Z przystawianiem do piersi, problem wziął się od początku. W szpitalu dokarmiali dzieci a mnie Małą dali dopiero o 23... Nie pokazali jak karmić i stąd zaczęły się problemy... Uczymy się, wczoraj była u nas Pani która jest specjalistą od laktacji, ale ja nadzieję tracę z taką częstotliwością jak się ona pojawia... Najgorzej jest jak jestem sama. Choć prawie codziennie ktoś tu do mnie zagląda to czuję się taka zagubiona i bezradna... Przerażona, spanikowana i zalękniona...

Pesymistycznie to wszystko brzmi, ale trzymam to wszystko w sobie od początku a gdzie jak nie tutaj mogę wylać swoje żale? Staram się pocieszać, że nie mam źle. Dziecko nie jest strasznie rozdarte (choć nie śpi po 3h rano i wieczorem). Bordawki się zagoiły (choć Mała ciągle nie chwyta poprawnie i boli przy każdym przystawieniu, do tego wścieka się jak nie może wziąć cycka). Pokarm mam, nawał trwał tylko 2 dni. Brzuch mam płaski jak decha. Żadnego flaka... Ważę 12kg mniej niż w dniu porodu. Mam problem z jedzeniem i oczywiście wypróżnianiem..... itd...





Pozdrawiam...