czwartek, 29 grudnia 2011

Goła Pupka :)

Nie wulgaryzmy czy tym podobne. Ale rozwój z gołą pupą następuje krokami milowymi. Taki mam zwyczaj, że gdy zmieniam Dziecku memu pieluchę rozkładam podkład jednorazowy (tylko z nazwy jednorazowy) i zostawiam Dziecko z golusią pupcią na tyle aż jej się znudzi czyli do pół godziny. Czasem jakieś siku się pojawi ale to nieważne. Ważna jest istota rozwojowa w tych momentach. Królewna moja czując iż jest wolna od pieluchy od razu zaczyna szaleć. Piski, okrzyki radości prezentacja zębali, turlanie się na boki, brzuch i plecy... Właśnie pierwsze obracanko stało się z gołą pupą. Guganie, piski i śmiechy w głos - z gołą pupą. Podnoszenie do siadu - z gołą pupą. Łapanie za stópki - z gołą pupą. Podnoszenie pupy w górę - z goła pupą i przemieszczanie się także a i pierwsze próby do raczkowania też, bo nóżki podkurcza i przesuwa się do przodu... I tak ostatnio myślę czy gdyby nie ta goła pupa - rozwój byłby wolniejszy? Późniejszy? Czy jak? Ta swoboda ruchu jest tak istotna dla Dziecka mego jak kąpiel w wannie. Kiedy to można pływać po warszawsku chlapać do woli dookoła itp... :) To także dobry sposób by mieć czas na przygotowanie papciu. Dziecko fika z gołą pupą a mama stroi przy jedzeniu. 
8 stycznia Chrzest - w końcu! A my jeszcze ubranka nie mamy, bo Nam Dziecko niewymiarowe się stało - długość 71cm. Te na 74 są wieeelkie a na 68 malusie... I co tu robić???

Nastrój mój się podniósł. Potrzebny był spacer samotny. Parę wieści o złej byłej koleżance, że jest jeszcze gorsza i moje ego poszło w górę. Tak jestem wredna :) I jak mi z tym dobrze :)

środa, 28 grudnia 2011

POświąteczny Wyjec.

Całe szczęście, że święta się skończyły. Migracje rodzinne może i miłe ale męczące jak cholera. Wczoraj pierwszy dzień po świętach myślałam, że odpocznę choć trochę a tu dupa. Gdyż spędzając cały dzień sam na sam z Dziecięciem Swym myślałam, że oszaleję jeszcze bardziej. Nie wiem czy to przez nadmiar twarzy czy wycieczki poza dom a może przez tą cholerną jedynkę na górze? Mojemu Dziecku włączył się wyjec. Cały dzień chodzę jak ślama (powiedzenie mojej mamy). Nie mam jak iść do kibla o myciu zębów nie wspomnę.... itp. Szlag mnie trafia w dodatku nosić Dziecka nie mogę bo kręgosłup boli strasznie a w chuście też odpada bo cierpię okresowo i sił nie mam. I generalnie wszystko jest na NIE. Mikołaj był dobry w tym roku ale szybko przeszła mi radość nad prezentami. Dochodzę do wniosku, że potrzebuję pomocy. Nie daję rady jak jest trudniej i muszę się zgłosić bo pigułki te słynne, co większość bierze, bo nie chcę nikomu krzywdy zrobić... Pogoda mnie dobija a chęci na cokolwiek brak absolutnie. Brzmi depresyjnie? No właśnie albo nerwicowo. Jak zwykle. Shit!

sobota, 24 grudnia 2011

Życzenia w locie!

Ślę Wam wszystkim moi drodzy i kochani czytelnicy i podglądacze, życzenia w locie między suszarką do włosów, mlekiem z butelką a pieluchą i strojeniem na Wigilię...!
Świąt pełnych miłości, ciepła i spokoju :)

wtorek, 20 grudnia 2011

Przy okazji.

Nie. Nie będzie o słodyczach. Choć cukier będzie odczuwalny...
Jestem Mamą. Mam Córkę. Tak to oczywiste a codziennie nie mogę się nadziwić. Jak to JA Matką? Para granatowych oczu bezczelnie wpatrzona w moją facjatę jak w obraz. I co Ona we mnie takiego widzi?
Mamo chcę jeść.
Daj butelkę!
Mamo przytul mnie.
Mamo pieluchę zmień.
Mamo pobaw się ze mną.
I Kaszka też mniaam.
Hehe patrz jakie mam zęby :)
Mamo boli mnie.
Mamo nie chcę już leżeć!
Mamo chcę popatrzeć.
Zostaw laptopa!
Mamo a kiedy będzie tata?
Mamo tata się spóźnia.
Foch
Nie budźcie mnie!
Mamo a może na dwór?
Oglądamy Magdę M?
Mamo swędzą mnie te zęby.
Moja rączka jest taaka doobra.
Zrzygałam się.
Mamo jaka Ty dooobra jesteś mniaam!
Mamo chcę spać.
Po lulaj mnie...
Jaka doobra zupka :)
A Czarodziejkę z Księżyca? Jest taka kolorowa :)
A jaka fajna łyżeczka
Daj mi pilota.
Nie mogę trafić smoczkiem do buzi.
Mamo! Chodź do mnie!!!
Foch
Mamo leżę na brzuchu!
A już nie.
 Mamo fajnie śpiewasz.
I tańczysz a co Ty robisz?
Nie chodź do kuchni.
Zostań ze mną.
Ja Ciebie też Mamo :)
Maaamoo!
ehe ehe.



5 miesięcy jutro skończy a siada! A jak siada to zaraz leży to na brzuchu to na pleckach i wywraca się jak wańka wstańka.

sobota, 17 grudnia 2011

Sprzątająco.

Matka lata na miotle, mopie, szczotce i szmacie jak szalona. 
Pamiętam gdy jako dziecko ganiana przez mamę do pomocy przy porządkach przedświątecznych przeżywałam męki i katusze. Klęłam pod nosem i często gęsto nie hamowałam swoich frustracji zatruwając dookoła wszystkim atmosferę przygotowań. A moja Mama tak bardzo wielbiła błysk w naszym gniazdku i świeżość pachnących świąt. Teraz przyszła kryska na matyska, bo z wzajemnością zmieniłam się w moją Mamę. ROBIĘ TO SAMO! Wczoraj okna a dziś szafki w kuchni. Co prawda mam ich aż 6 ale każda w środku i na zewnątrz błyszczy. Mąż pokrzykuje na mnie: gdzie firanki? gdzie chodniki? Zimno będzie a wichura za oknami i wiatr czuć na plecach... Więc wydumałam a co! Potrzeba matką wynalazków nie?
Zasłona wisi ale tak inaczej, bo druga na kanapie za nakrycie służy :)
Tak Nam się spodobało, że będę polować na zasłony w SH po niedzieli.
Może coś wygrzebię i okno zmienię na Święta?
Uwielbiam zmiany, przestawianie mebli i sprzątanie poprzez wyrzucanie, odgracanie i robienie miejsca wolnego!

Mąż się pyta: Po co tak sprzątać?
Hmmm a jak inaczej wyczarować świąteczną atmosferę? 
Pewnie można inaczej ale nie w mojej wyobraźni :)


Moje Dziecko Pięknie je łyżeczką. Zachwytom naszym co nie miara. Gdy widzi słoiczek z zupką aż trzęsie się z wrażenia i radości. A do kaszki wrzucamy po pół słoiczka owoców. A dla Was mam uwiecznioną wiekopomną chwilę: Pierwsza kaszka dla Naszej Królewny. Dokładnie dzień przed skończeniem 4 miesiąca! Tak się nie mogłam doczekać :)

Na co dzień nie praktykujemy karmienia w foteliku. Tak było tylko za pierwszym podejściem. Próbowaliśmy na kolanach ale najlepiej oprzeć o poduszkę w pozycji pół leżącej :) Można obserwować wszystko dookoła :)


wtorek, 13 grudnia 2011

"Świadome" Macierzyństwo.

Dzięki temu, że wciąż się kształcę mam okazję przebywać z ludźmi i ich obserwować. Już w tamtym roku zwróciłam uwagę na pewne zjawisko. Spotkałam młode kobiety w stałych związkach partnerskich, które świadomie i otwarcie mówią o tym, że nie chcą być matkami. Sam fakt ten tak bardzo je przeraża, że strach ten paraliżuje wręcz całe ciało i umysł. Nie widzą siebie w takiej roli, małe Dziecko dla nich to abstrakcja itp.. itd... Powodów są setki, tysiące, miliony a może nawet tuziny. Gdy byłam w ciąży uznałam to za egoizm. Co ciekawe pytając się tychże kobiet czy ich mężowie/partnerzy wiedzą o ich przekonaniach odpowiadają, że nie. Panowie Ci wywierają presje na nie bo chcą mieć dzieci nie wspominając już o dalszych rodzinach rzucających co i rusz pytanie "To kiedy...?" Dziś z perspektywy bycia matką Małego Cudownego szkraba w ogóle mnie nie dziwi to podejście. Ciąża była dla mnie mało przyjemnym i trudnym okresem. Czas tuż po narodzinach był koszmarny do momentu skończenia karmienia. Do tego też momentu miałam odrazę do całości macierzyństwa. Będąc Dorosłym Dzieckiem Alkoholika kompletnie nie nadającego się na ojca patrzę na owe zjawisko nieco inaczej niż przysłowiowa większość. Może to i dobrze, że kobiety mówią jasno i wyraźnie co czują? Szkoda, że w ten sposób oszukują swoich partnerów... Oszukują też własną naturę, bo w naturalnym cyklu życia jedynym celem jest tylko i wyłącznie rozmnażanie. Dzięki rozmaitym środkom antykoncepcyjnym możemy śmiało oszukiwać naturę. Odwracać myśli, skupiać je na innych celach typu kariera zawodowa czy status materialny... To jednocześnie przykład kobiet, które świadomie nie chcą nikogo skrzywdzić. Rośnie i dojrzewa nowe pokolenie. Pokolenie kobiet które nie chcą przedłużać pokolenia Dorosłych Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych zmagających się przez całe życie z nieszczęściami spowodowanymi złym bagażem doświadczeń. Jest tylko jeden haczyk. Ja mając lat 21 dowiedziałam się, że muszę się spieszyć z posiadaniem dzieci, bo jak nie to mogę mieć poważne problemy z zajściem w ciąże. Ostatnio wyczytałam, że najlepszym wiekiem do rodzenia dzieci jest czas do 25 lat. Mnie się udało. Tylko co mają zrobić kobiety, które odkładają macierzyństwo na "kiedyś" nie zdając sobie sprawy z tego, że "nie teraz" to właśnie "teraz"? A "kiedyś" będzie za późno? Mając te 21 lat, jeżdżąc do Profesora, który specjalizuje się w leczeniu niepłodności naoglądałam i nasłuchałam się jak trudne potrafi być poczęcie Dziecka. Ile to kosztuje w sensie fizycznym i psychicznym. Bo natury prędzej czy później nie da się oszukać... Też myślę nieco egoistycznie. Mam 24 lata i pierwsze dziecko. Za 10 lat moje Dziecko/Dzieci będą odchowane a ja będę zajmować się karierą zawodową, bo to będzie najlepszy czas. W tym samym czasie moje rówieśniczki z ręką w nocniku będą szukać partnerów, plemników i myśleć o dziecku ze swojej wyobraźni. "Desperatki"  jak to powiedział znajomy są koszmarne... Ja też chciałam szaleć przynajmniej do 30. Dzieci może kiedyś bym miała. Ale w porę Anioł Stróż pokierował tak mną, że wdzięczności mej nie ma końca. Moje życie nareszcie nabrało sensu. :)

czwartek, 8 grudnia 2011

Duży Bobas.

Cholera! Jak Dzieci ROSNĄ!

Mamy w domu Bobasa. Duuużego Bobasa. Ma 4,5 miesiąca a ubranka 3-6 miesięcy są na styk. Długość Malucha to 69cm! 11 cm więcej od urodzenia! Waga - 7600. Zęby idą jak szalone obydwie jedynki na dole są widoczne. A pod palcem wyczuwamy już te górne. Za nami kolejny skok rozwojowy ale o chwili oddechu nie ma mowy... bo przecież zęby... Bobas uwielbia każde jedzenie jakie podajemy. Choć po ostatnim szczepieniu był lekki bunt.
Ale najwspanialsze jest co na pierwszy rzut oka jest niewidoczne. Czyli charakterek Naszej Malutkiej. Wspominałam już o tym jak moje Dziecię potrafi się obrażać? Jak jest głodna - wrzask totalny. Momentami przeraża mnie fakt, że Bobas jest wpatrzony w matkę jak w obrazek. Potrafi się wpatrywać godzinę (!) na moją gębę. Nawet jak Ojciec wraca z pracy i bierze Dziecię to wzrok wpatrzony we mnie... W zasadzie nie wiem jak to możliwe aby tak wielbić matkę - wariatkę. Owszem matka wielbi swe Dziecię ale nie aż tak! Może za mało?

Na linii matka-ojciec czyli żona-mąż są spięcia. A ja niczego nie ułatwiam. Bom waleczna kobieta i swych praw bronię ręcami i nogami.

Dopiero teraz. Po 13,5 miesiącach od ciąży i porodu mogę stwierdzić, że normalizuje się moja głowa. Nie powiem, że wraca na miejsce, bo nigdy nic nie wróci na miejsce z przed dziecio-porodo-ciąży czasu. Mój adhd-owy mózg funkcjonuje inaczej, pewne trybiki się przestawiły wraz z faktem stania się matką. Zmieniło się to, że nie drę ryja jak przez całe życie. Ze względu na Dziecię, unikam jak ognia awanturo-kłótni. Oczywiście żaden ideał ze mnie, bo ani na chwilę nie spuściłam z tonu jeśli chodzi o waleczność. Ale przestrzeń wokół mnie się poszerzyła o przestrzeń Córki. Walczę nie tylko o siebie ale PRZEDE WSZYSTKIM o Córkę.

Czasem jednak tracę wiarę, brak mi sił i cierpliwości. Ot tak zwyczajnie...

czwartek, 1 grudnia 2011

Rozszerzanie diety - badania własne cz. 2

Rozszerzanie diety spędzało mi sen z powiek. Czytałam tyle ile mogłam i tylko głupiałam bardziej. Podałam jabłko - było źle. Podałam kaszkę - tu lepiej. Ale co dalej? Kupiłam pierwszą marchewkę z babydream. Moja Królewna spałaszowała na raz prawie pół słoiczka! Jak jej zabrałam to była afera. Tak jej posmakowało. Spokojnie następnego dnia dałam jej resztę. - Nic się nie działo negatywnego. Kolejnego dnia ugotowałam samodzielnie marchewkę z ziemniakiem. Wyszło 2/3 słoiczka - Malutka spałaszowała wszystko. Wczoraj natomiast zrobiłam trochę na zapas. Ugotowałam marchewki z ziemniaczkami w wodzie bez jakichkolwiek innych dodatków - zapakowałam w słoiczki m.in. po koncentratach pomidorowych (oczywiście wyszorowane i wyparzone) wyszło 5 pełnych sztuk i 6 niepełny - zjedzony dziś na raz. Reszta zawekowane czekają na kolejne dni... Do kolejnej serii dorzucę pietruszkę. Wszystkie warzywa mam z tegorocznego sezonu z własnego ogródka. Szkoda, że nie mam też owoców ale będę się rozglądać czy ktoś w pobliżu nie ma... Jak nie znajdę będę kupować w słoikach, bo bez sensu jest brać jabłko z bazaru które jest napomopowane... Od przyszłego tygodnia zaczniemy wprowadzać owoce. Zastanawiam się kiedy wrzucać mięsko. Czy dobrym wyborem jest kupiona pierś z kurczaka, czy swoją kurę zatłuc i na części? Z czasem też będę dodawać kroplę oliwy z oliwek.
W ostatnich dniach przebywałam na przymusowych "wakacjach" u mojej mamy. Całe 3 dni spędziłyśmy w mieście... Więc latałam z wózkiem po mieście ile mogłam. Szukałam m.in fartuszków do jedzenia, bo pierwsze marchewki były wszędzie! I znalazłam w jedniutkim (!) sklepie... Taki u nas wybór dla niemowlaków. Patrzyłam w necie to nie za bardzo się opłaca.

Muszę przyznać, że samodzielne przygotowanie papek dla Malucha nie jest trudne a sprawia ogromną frajdę. Ostatnio blenderem bawił się Mąż :) 

A ja cierpię okresowo... Standardowo...