piątek, 27 stycznia 2012

Klaps z perspektywy Dziecka.

Hafija jak wiecie porusza temat który wzbudza wiele kontrowersji. Czytałam wątek i komentarze... Nasunęło mi się kilka wniosków z którymi chcę się podzielić...

Tak się składa, że przeważająca większość Nas - dorosłych dostała w życiu conajmniej 1 raz. Powodów były setki, miliony a nawet tuziny. Każdy przeżył to w sposób indywidualny. Każdy dziś uważa swoje i przy swoim się upiera. Zauważmy fakt, że gdy my byliśmy dziećmi dawanie po dupie było dość powszechną, akceptowaną metodą wychowawczą i mało kto widział w tym coś złego. Zawsze koncentracja była na powodach i słuszności tego czynu w perspektywie osoby dorosłej. Dziś też wypowiadają się przede wszystkim dorośli. A gdzie głos dziecka?

Będąc Dzieckiem dostałam klapsa-lanie od 3 osób:
Od Mamy dostałam ze 3 razy - w ekstremalnych sytuacjach - byłam dzieckiem z ADHD o czym nikt wtedy nie słyszał, nikt nic nie wiedział - potrafiłam z premedytacją doprowadzać ludzi na skraj wytrzymałości wszelakiej... Poniekąd tłumaczę i sobie i wam - bo tak jest mi łatwiej z tym sobie radzić. Klapsy mojej mamy nie bolały fizycznie i psychicznie. Nie sprawiały mi bólu, nie zostawiły ran w psychice. Wywołały negatywne emocje, nie czułam się dobrze. Byłam w gniewie - który we mnie narastał latami a potem wyrzucałam go z siebie. Odgrywając się na mamie w okresie dorastania.

Od ojca dostałam wiele razy - nie pamiętam ile - powody były błahe... nie wytłumaczalne z żadnej strony. Pamiętam jak po laniu - zamykałam się w łazience, jak zanosiłam się od płaczu, zdejmowałam majtki i patrzyłam jak czerwoną mam pupę. Ból był straszny. Siadałam na sedesie żeby mi ulżyło a później na wannie. Emocje jakie mi towarzyszyły to złość, gniew i nienawiść do tego palanta który mnie tak skrzywdził. Cierpienie było potworne. Rany zostały na psychice po dzień dzisiejszy. Po dzień dzisiejszy muszę z tym żyć i radzić sobie. Przytulać łkające i cierpiące dziecko... 

Od Dziadka - dostałam raz - byłam okrutna ale pamiętam to do dzisiaj - strasznie mnie to upokorzyło. 

Ilekroć podnoszę głos - przed oczami widzę ojca awanturującego się ze wszystkimi.
Ilekroć tracę cierpliwość do Dziecka - trzymam się w ryzach bo wiem co przeżyłam.

A gdyby tak wyobrazić sobie, że tych klapsów nie było. Nie doświadczyłam tych złych emocji. Rodzice tłumaczyli mi co się dzieje ze mną i dlaczego. Mówili mi jak mam sobie radzić z nadmiarem złości i gniewu. Dzięki temu - nie miałabym zachwianego poczucia własnej wartości. Nie przeżywałabym upokorzeniu u wstydu - wstydu za to, że byłam dzieckiem i nikt nie dał mi prawa do popełniania błędów! Bo dziecko musi być grzeczne - wtedy jest wszystko cacy. Nie przechodziłabym silnej nerwicy. Nie walczyłabym ze stanami depresyjnymi. Nie wylądowałabym z guzem na sali operacyjnej... itd... Moje życie byłoby piękniejsze.

Nie chcę by moje Dziecko doświadczyło takiego koszmaru. Nie ma złych dzieci. Są Dzieci dobrze i źle wychowywane. Jak sobie nie radzisz rodzicu i podnosisz rękę na dziecko - jednocześnie ponosisz klęskę jako rodzica. Przemoc jest oznaką słabości a nie siły. Siłą jest nie ulec tej słabości a przezwyciężyć ją. Unosząc się na Dziecko bądź tracąc cierpliwość zamachując rękę nad Nim - spójrz mu w oczy i zobacz ten strach i przerażenie... Czy chcesz aby Twoje własne Dziecko się Ciebie bało? Na tym ma polegać posłuszność? W strachu? 

Bo wybiegło na ulicę i by zginęło lub coś sobie zrobiło... Krzycząc ono Ciebie nie słyszy a podnosząc rękę się boi. Czy tego właśnie chcesz? 





Nieważne jak Dziecko wyprowadzi Cię z równowagi. Nie ma takiego prawa dającego siłę byś poniżał Dziecko w sposób fizyczny czy psychiczny. Postępując w taki sposób zastanów się jak można zrobić lepiej. Można ugryźć się w język lub przywalić sobie a nie dziecku w łeb lub pupę.



11 komentarzy:

  1. mocno cię przytulam!! jesteś wielka!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z tobą w 100%. Zawsze mi się wydawało, że wszyscy, którzy pamiętają bicie, czują podobnie i jednak nie uderzą, że nasze pokolenie w ogóle sięga po inne metody, ale im starszy jest mój synek i im większą liczbę mam poznaję, tym bardziej mnie przeraża, jak sporo jest matek i ojców, którzy uważają bicie za coś zupełnie normalnego. Co mnie jednak osobiście dziwi w tym najbardziej, to fakt, że większość z nich to tzw. zagorzali katolicy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Piękny, poruszający tekst. Nie jest łatwo szczerze mówić o klapsach z perspektywy własnego doświadczenia - strasznego doświadczenia dziecka.

    Łatwiej jest wyprzeć te wspomnienia i uznać, że klapsy "były zasłużone", rodzice "dobrze zrobili", a bicie nie tylko "nie zaszkodziło", ale wręcz "pomogło". Właśnie tak postępuje - niestety! - większość nas. I choć w czasach naszego dzieciństwa bicie było uznawane za normalną metodę wychowawczą i większość ówczesnych rodziców rzeczywiście robiła to "w dobrej wierze", my teraz nie możemy przyznawać im racji.

    Każdy współczesny rodzic powinien - tak jak Niezła Żona - pamiętać prawdziwe oblicze bicia właśnie z perspektywy dziecka. Wówczas nikt nie robiłby tego samego własnym dzieciom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry tekst...Rozumiem co czujesz,bo przezywałam w dzieciństwie takie same cierpienia!O takiej akcji jak NIE! DLA KLAPSA powinno się mówić aby trafić do jak największej ilości dorosłych!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo wiarygodny i przekonujący tekst...

    OdpowiedzUsuń
  6. starsznie, strasznie Cię przytulam, bo doskonale rozumiem co napisałaś i w pełni się zgadzam !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ehhhhh. Jakże blisko...
    Przytulam "siostrę";-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mama pisarka ale jak się ma katolicyzm do dawania klapsów ????? Bo nie bardzo rozumiem ????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w którym momencie napisałam o katolicyzmie?

      Usuń
    2. Niezła Żono to nie do Ciebie było;) Tylko do Mamy pisarki,któa napisała-cytuję "Co mnie jednak osobiście dziwi w tym najbardziej, to fakt, że większość z nich to tzw. zagorzali katolicy."
      Nie mam pojęcia jak to się ma do tych klapsów. Ja się osobiście zgadzam z tekstem,który napisałaś.Świetnie to wszystko ubrałaś w słowa !
      Jednak stwierdzenia Mamy pisarki nijak nie rozumiem.
      I żeby nie było,zagorzałą katoliczką NIE JESTEM !

      Usuń
  9. A ja jestem zagorzałą katoliczką i równie zagorzałą przeciwniczką klapsów. Popieram takie artykuły i zawsze wyrażam swoją dezaprobatę dla bicia dzieci. I uwierzcie, moja wiara nie promuje przemocy, ani klapsów. http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/spoleczenstwo/klaps_to_tez_przemoc.html
    Niestety jak w każdym środowisku znajdą się ludzie, którzy uważają inaczej. Ubolewam, że niektórzy utożsamają brak klapsa z brakiem wychowania. A dziecko potrzebuje granic i wychowania, ale choćby najmniejsza przemoc nie jest środkiem do wychowania!

    OdpowiedzUsuń