wtorek, 31 stycznia 2012

Re-organizacja.



Zanim zostałam Mamą, mogłam robić co chciałam ale tak na prawdę prowadziłam życie bardzo marnotrawne. Brakowało mi chęci do spięcia się w kupę i zabrania za coś konstruktywnego. Dziś bardzo żałuję tego zmarnowanego czasu... teraz potrafię to docenić i jak mam wolną chwilę nie jestem w stanie usiedzieć na miejscu... tak mnie nosi żeby coś jeszcze zdziałać...
Pisząc pracę licencjacką o ADHD u dzieci i dorosłych, studiując ów literaturę wielokrotnię natknęłam się na stwierdzenia, że gdy kobieta z ADHD rodzi Dziecię jej życie normuje się, wpisuje w ramy i jest lepiej zorganizowane niż do tej pory. Nie wierzyłam w to w ogóle. Byłam przekonana i przerażona, że mając Dziecię będę zawalona pieluchami, kupkami, zupkami i rzygami. Oczywiście początek był ciężko, to przestawienie trybów na "Mam Dziecko" zajęło mi trochę czasu. Dziś gdy Królewna ma skończone 6 miesięcy jestem dumna ze swoich i Jej oczywiście, osiągnięć.
Mieszkam na wsi 5km do miasta. Sklepów brak. Staram się być chociaż 1 w tygodniu w mieście, zawsze zatrzymuję się u mojej Mamy, bo mam blisko do centrum a wózek wstawiam do piwnicy co nie jest strasznym obciążeniem... u Mamy mam też kaszkę, mleko, herbatkę więc dźwigać nie muszę. Codzienne zakupy robi mąż, zawsze w zamrażarce mam pierś z kurczaka i mięso mielone tak, że na obiad zawsze coś wydumam. Bardzo brakuje mi piekarnika to usprawniłoby mi jeszcze kwestie gotowania obiadu :) Jestem zwolenniczką dań jednogarnkowych, bardzo doceniłam makaron, ryż i kasze... Dzięki temu mogę przygotować obiad w 30min.
Raz w tygodniu robię porządek z grubsza - ale tego dnia nie robię prania i nie gotuję, bo przy Dziecku wszystko naraz jest utrudnione :) Aczkolwiek bardzo jestem wdzięczna, za posiadanie podzielnej uwagi. Potrafię robić kilka rzeczy na raz dzięki czemu sprzątam 3h a nie pół czy cały dzień :)
Raz w tygodniu robię sobie kąpiel. To jest moja chwila i czas na regenerację... Co z tego, że nie mam wanny? Gotuję wodę w 2 garach bo zbiornik na ciepłą wodę mam mały. Brodzik ma 20cm głębokości więc mi wystarcza. Sypię sól, dodaję mleko (jak kleopatra:), olejek do kąpieli Córki i olejek zapachowy... Stawiam świeczki, włączam muzykę i mnie nie ma... Dzieckiem zajmuje się Mąż albo
Raz w tygodniu robię sobie salon kosmetyczny - Peeling gruboziarnisty całego ciała, peeling twarzy, masło do ciała i maseczka.
Raz na tydzień gotuję Córce zupki ale na ten temat będzie osobny post... ciągle nie mogę się zebrać by obfocić jak krok po kroku zabieram się do pracy ;)
Studiuję zaocznie więc czasem jestem zmuszona spędzać noc poza domem a wtedy staram się odprężyć i wyluzować. Piwko jakieś wypiję, to z ludźmi pogadam o czymś innym oprócz Dzieciowaniu a i bez wyrzutów że Dziecię me w pobliżu jest... Oczywiście dzwonię co 3h ale na pierwszych zjazdach pisałam sms-y co 10 min... Mąż się wkurzał, bo mu przeszkadzałam w zajmowaniu się Córą :) Ostatnio siedziałam w hotelu i przez 2h gapiłam się przez okno... Nie docierało do mnie, że jestem sama więc upajałam się tą chwilą samotności... Pierwszą odkąd zostałam Mamą.
Jak jestem w domu nie maluję się, bo mi się nie chce.
Nie denerwuje się jak mam bajzel, choć sprzątam po kilka razy dziennie...
Dziecko moje ma jako taki stały rytm dnia więc gotowanie, pranie ,sprzątanie, pisanie prac zaliczeniowych da się wpleść w między czasie zajmując się dzieckiem.
Zasady których się trzymam pilnują by nie wkradł się chaos który tak często mi towarzyszy. Trudno mi znieść gdy trafia się zły dzień u Królewny czyli włącza się maruda i jęczydło - wtedy mam problem z organizacją i zaczynam się denerwować. Zazwyczaj wtedy dzwonię do męża żeby się wydrzeć i wyżalić. Wychodzę na spacer i złe emocje wywalam z siebie w trakcie. 
Poza tym słuchamy radia tv jak najmniej... :)
Dzięki Córce jestem w końcu zorganizowana. Macierzyństwo nie jest tak przytłaczające i nie stanowi ogromnego ciężaru. Nie mam też takiej schizy, że tylko ja powinnam się zajmować Lenką i nikt inny nie ma prawa się zbliżać... są też osoby którym na to pozwalam a możecie się tylko domyślać kto to może być ;)




9 komentarzy:

  1. Czyli masz bardzo zdrowe podejście:D
    Też nie lubię dni z marudzeniem, bo wtedy chaos panuje w całym domu:/

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Ty wieśniaro - ja też daleko do cywilizacji mam :) Na początku posiadania małej Ani byłam kompletnie rozwalona przez blisko rok. Przy drugim dziecku jest mi łatwiej ze wszystkim. Mam czas dla siebie (choć jeszcze nie umiem się nim cieszyć), dla domu, na pracę. Jestem zorganizowana :) Szkoda, że gdzieś bliżej nie jesteś, moja Ty Bajeczna Dziewczyno ;D Byśmy sobie siadły takie nieumalowane, z dziećmi na kocu i dobrą kawkę wypiły...

    OdpowiedzUsuń
  3. :-) aż miło się czytało:-) z czasów przed pamiętam przede wszystkim to, że nic nie miało swojej stałej godziny. Gdy słyszałam o regularnych posiłkach to pytałam: ale jak to możliowe? I gdy czytałam, że dziecko potrzebuje regularnego trybu to śmiałam się w duchu i mówiłam: u nas to nie przejdzie! A jednak. Jak się okazało można wszystko sobie świetnie zorganizować.

    OdpowiedzUsuń
  4. i baaaaardzo dobrze :) jak przejdzie to pierwsze "mam dziecko, o boże, co dalej co dalej?!" to sprawy zaczynają się układać swoim rytmem - u nas też tak jest :). Gorzej jest w weekendy no ale trudno - jakoś to przebolewam :).
    Zazdroszczę Ci tych chwil kiedy możesz się oddzieciować :) tez bym tak chciała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Ja potrafię wprawdzie zaplanować pracę w minutach bo czasem tego wymaga mój zawód ale na odzień niestety bardzo brak mi organizacji.
    Gusla1

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też mieszkam na wsi - wcale fajnie jest :)
    świetnie że tak sprawnie sobie wszystko organizujesz, a dni z marudem - zdarzają się ale najważniejsze że mijają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. czy ja mogę skopiowac dla kolezanek twój post o rozszerzaniu diety z przepisami?
      M

      Usuń
  7. Poznałam Cię kiedyś przypadkiem i już się ode mnie nie uwolnisz:-D tym bardziej że w wiekszosci twoich postów mam wrażenie że czytam o sobie.A moje dzieciątko jest tylko ciut młodsze od Twojej córci.
    jak tu kiedys zabłądziłam do Ciebie miałaś inną koncówkę strony, nie dojechałam do konca nie znalazłam archiwum w związku z czym z uporem maniaka klikałam w "starszy post" uff trochę czasu mi to zajęło ale doczytałam do konca:-D a raczej do początków.
    pozdrawiam M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :) A jeszcze bardziej mnie zaintrygowałaś :)

      Usuń