niedziela, 5 lutego 2012

Choroby ciała biorą się z chorób duszy a choroby duszy...

...Od złych ludzi.

Tak jak każdy z Was myślę o historii Madzi. Nie da się milczeć, nie da się przejść obok tego bez słowa. W głowie mnożą się miliony myśli.
Do póki nie wyjdzie na jaw prawdziwa przyczyna śmierci i okoliczności śmierci nie chcę osądzać, choć to bardzo trudne.

Od wielu lat wyznaję tę prostą życiową prawdę. Sama doszłam do tego wniosku bazując na moich doświadczeniach życiowych i obserwacji otoczenia. Nauki zdobywam od zawsze w jeden sposób: zadaję pytanie i żmudnie szukam odpowiedzi.
Miałam 18 lat gdy dowiedziałam się, że mam 3 guzy na tarczycy a jeden z nich jest "podejrzany". Potem przeszłam mnóstwo badań, operację, zmianę trybu życia, zmianę funkcjonowania organizmu + 10kg...
Po 2 latach wykryto u mnie torbiel jajnika. Znów wszystko się powtórzyło... mnóstwo badań, laparoskopia w trakcie której dokonane odkryć innych chorób... Zmiana trybu życia itd... A że to była już 3 operacja w życiu w tym w dość krótkim odstępie czasowym ... Jednak zamiast załamywać się (jak to było w przypadku tarczycy) postanowiłam rozebrać swoją mózgownicę na części pierwsze, przedmuchać wszystko dokładnie i jako tako zebrać do kupy.

Pewien lekarz powiedział mi:

"Proszę Pani jeśli Pani miała guzy na tarczycy a teraz jest torbiel, oznacza to że organizm ma skłonności do mutowania się komórek i tworzenia guzów, torbieli i tym podobnych wszędzie , niezależnie od czasu"

To dało mi głęboko do myślenia. Postanowiłam że jak już wykuruje się po tej ostatniej operacji zacznę szukać przyczyn tych chorób (i innych o których nie będę wspominać) gdzie indziej.
Moja bardzo bliska osoba przez wiele lat zmagała się z tzw. depresją maskowaną. To typowa choroba duszy objawiająca się w symptomach fizycznych. Objawia się w przeróżny sposób, przeważnie są to silne bóle np. kręgosłupa, brzucha, żołądka, migrenowe (z wymiotami, utratą przytomności) a nawet silnych bóli menstruacyjnych. Myślicie, że nowotwory biorą się z komórek które się mutują, buntują i przekształcają w potwory? To jest definicja medyczna. Ale nie jest tak w każdym przypadku. Chodzi o mnóstwo a w zasadzie większość chorób które pojawiają się nagle, postępują jedna po drugiej, lub ciągną się w nieskończoność. Trudne do zdiagnozowania a bardzo utrudniające życie. Bliska mi osoba o której wspomniałam przez lata odchorowywała 18-letni związek z alkoholikiem, znęcanie się fizyczne i psychiczne. Ja odchorowywałam trudne dzieciństwo i lata w nerwicy.
A skąd bierze się nerwica? Skąd bierze się depresja, anoreksja itp. itd???
Z napięcia. Napięcie mięśni (stąd bóle pleców, kręgosłupa czy brzucha), skurczony żołądek...
A skąd napięcie? Kto i co je wywołuje? LUDZIE!
Tak moi drodzy.
Można się ciskać i wkurwiać na rzeczy martwe jednak jest to krótkofalowe.
Na ludzi wkurwiamy się długofalowo. Mając przy sobie wampira energetycznego przez wiele lat - tyleż czasu żyjemy w napięciu. Bywa ono niewidzialne, niewyczuwalne. Jak statek widmo - niby jest ale go nie widać a działania jego trwale odznaczają piętno.

Przyszedł taki moment, że wyrzuciłam wszystkich ludzi wokół siebie który żerowali na mnie wysysając ze mnie energię. To trudne ale dało mi zdrowie. Przez to mam dystans do ludzi. Stworzyłam rodzinę o której nie jeden marzy i nie jeden może mi zazdrościć. Wiele lat ludzie czegoś mi zazdrościli. Nie chwalę się na co dzień. (z resztą w naszym kraju chwalić się nie wypada)

Nie jestem przeszczęśliwą osobą. Miewam dobre i gorsze momenty. Gdy jest mi źle walę w gary i krzyczę że potrzebuję pomocy. Czy proszenie o pomoc ujmuje mi w czymkolwiek? Nie jestem ze stali nierdzewnej. Nie jestem doskonała i nie chcę taka być. To nudne. Uwielbiam zmiany, gdy się dzieje dużo. Nie boję się.

Nie wiem w jakim stanie trzeba być żeby dopuścić się takiego czynu jak matka Małej Madzi. Nie ogarniam. Jestem w stanie sobie nieco zobrazować jej sytuację. Wytłumaczyć się nie da. Ale wina nie spoczywa tylko i wyłącznie na barkach matki. Lecz w głównej mierze na ludziach którzy ją otaczali. Sposób w jaki się do niej odnosili i nie potrafili uchronić Madzi przed zaburzoną matką. Nie ulega wątpliwości, że matka była i jest zaburzona. Nikt normalny nie dopuściłby się do takich czynów i zachowania...




My dwie - łobuz mały i cholera duża :)

I najnowsza Madonna :) mi się podoba!


16 komentarzy:

  1. No właśnie, ale większość moich znajomych uważa, że to wredna suka bez serca. Nie osądzajmy jeszcze tej kobiety... Współczuję jej, jeśli nieumyślnie zabiła dziecko to ma karę do końca życia...

    OdpowiedzUsuń
  2. To co napisałaś mocno mi dało do myślenia. Ja od lat chorowałam na dość nietypowe jak dla nastolatek choroby, zmieniłam środowisko, a w moim otoczeniu zostało niewiele osób (tylko Ci co ewidentnie zostać powinni) i od tamtej pory objawy mojej chory jakby ustąpiły. Nie wiem czy jestem całkowicie zdrowa, ale moja choroba nie jest już tak uciążliwa. Teraz mam fajnego męża a nasze życie nie jest idealne ale w sam raz:) teraz wiem, że to ludzie mogli mieć zły wpływ na moje życie, ludzie którzy chcieli tylko brać a nie dawali nic od siebie. Teraz dopiero to zauważyłam. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też miałam wokół siebie takie wampiry energetyczne, a również parę zawirowań na drodze. Odgrodziłam siebie i swoją rodzinę od pewnych osób, na tyle ile to możliwe. Wierzę w złe myśli i złą energię, więc wolę nie kusić losu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, co do chorób - wiele z nich ma swój początek w naszych emocjach, duchowych napięciach - tam często tkwi ich przyczyna, do której rzadko potrafimy dotrzeć. Ale nie mogę się zgodzić, że stan naszej duszy zależy od innych ludzi. To znaczy, owszem, zależy o tyle, o ile oni na nas wpływają, ale to my decydujemy o sile tego wpływu. Będąc dziećmi, nie jesteśmy tego świadomi, więc dajemy się ranić i wysysać z siebie tę energię - jak to nazwałaś - ale potem, jako dorośli ludzie, zaczynamy rozumieć ten mechanizm i wiemy już, że NIE MUSIMY nikomu pozwalać nas niszczyć. Dlatego uważam, że na dłuższą metę choroby duszy biorą się z nas samych i z tego, jak bardzo potrafimy, czy raczej jak nie potrafimy mieć wpływu na własne życie i emocje. Ponadto wiem z doświadczenia, że wcale nie trzeba się odgradzać od nikogo, by być od niego niezależnym - wystarczy wybaczyć i zamknąć ten rozdział, w którym nosiliśmy w sobie jakiś żal. Bo tak naprawdę to właśnie poczucie żalu czy złości na kogoś nami kieruje, a nie ludzie bezpośrednio.
    Co do matki Madzi - nie jestem skłonna zrzucać tu winy na środowisko. Nie wiem, jaki był stan ten kobiety przedtem, ale po tym, co odstawiła w ciągu ostatnich kilku dni uważam, że każdy ma prawo pozostać wobec niej sceptyczny. Są ludzie, którzy naprawdę cierpią na depresje i inne zaburzenia, a są tacy, którzy bezczelnie wykorzystują te problemy, żeby nie ponosić odpowiedzialności za swoje czyny. To naprawdę śliski temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swoje odczucia i odniesienia do tej sytuacji i wspaniałym jest fakt móc się nimi dzielić z innymi :)

      Usuń
  5. Jako DDA rozumiem Cię znakomicie. Mnie na szczęście w spadku po "innym dzieciństwie" zostały migreny. Choć od kiedy jest z nami Mały Rycerz pojawiają się dużo rzadziej.
    Co do matki Magdy, cóż ojciec alkoholik, próba samobójcza i porzucenie dziecka zaraz po porodzie nie usprawiedliwiają spektaklu, który wykonała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIC nie jest w stanie usprawiedliwić. NIE MA żadnego usprawiedliwienia.

      Usuń
  6. Czasem człowiek nawet nie wie, że gdzieś w pobliżu żeruje wampir energetyczny. Ja też w pewnym momencie otworzyłam oczy i zrobiłam podobnie. Jest błogi spokój. Wyżywam się w kuchni przy garach, bo to mnie uspokaja, przy dobrej muzyce zależnej od nastroju. Co do sytuacji matki Madzi, zgadzam się całkowicie z tym, że jest solidnie zaburzona. Tylko wkurzają mnie ci wszyscy ludzie co byli wokół i teraz wykrzykują i przeklinają. Czemu wcześniej z taką siłą nie pomogli? czy wśród tych ludzi co się zbierają w tragicznym miejscu, palą lampki dla Madzi, machają do kamer i rozglądają się by zobaczyć czy wszyscy widzą, że tam są, czy wśród nich jest ktoś kto gorąco i szczerze pomodli się za duszyczkę Madzi? być może, ale to raczej jednostka.

    Świetna piosenka Madonny. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Napisałaś dużo mądrych rzeczy, z którymi jako DDA zgadzam się. Nie będę się tu rozpisywać, bo nie o to chodzi. Spotkałam w swoim życiu też kilka wstrętnych wampirów energetycznych, bardzo toksycznych osób, które sporo namieszały mi w głowie. I stąd brały się moje problemy i choroby. Najgorszy jest brak asertywności i refleksu. I brak świadomości, że samemu trzeba sobie pomóc, znaleźć siłę, żeby powiedzieć "dosyć! stop!".
    A co do sprawy z Madzią - nie wierzyłam (chociaż było mi wstyd się przyznać). A teraz nie wierzę już w ani jedno słowo.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. to niesamowite, bo kolejny raz okazuje się, że podobnie myślimy. ja też skrycie sobie myślę, że ta matka była sama z tym dzieckiem i jeszcze obydwie "babunie" krytykowały każdy jej krok...
    ja też miałam torbiela jajnika, laparoskopię przechodziłam w trzecim miesiącu ciąży...
    w jednym miesiącu się o nim dowiedziałam, później, że może być to endometrioza, że mogę mieć niedrożnośc, że to guz niewiadomo jakiego rodzaju (złośliwy lub nie), a potem jak miałam już wszystkie badania przed operacją nie było okresu. myślałam, że to z nerwów. lekarz i ja byliśmy bardzo szczęśliwi jak zobaczyliśmy na usg zagnieżdżone już jajeczko :D jednocześnie trochę przerażeni (doświadczony i bardzo dobry lekarz mniej lub wcale) co dalej ? wszystko się na szczęście dobrze ułożyło. teraz jak patrzę na synka i pomyślę, że tyle przeszliśmy na początku naszej drogi, tyle strachu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Teorię popieram całą sobą i latami podobnych doświadczeń i obserwacji.

    I ja też nie osądzam...na razie. Nie mogę pojąć tylko jednego - jak można zakopać w gruzach swoje martwe nawet maleństwo?!Ja bym nigdy...Koniec nie przejdzie mi przez usta, bo nawet nie chcę i boję się sobie wyobrażać.

    Całusek dla Ciebie rozmyślnana kobieto;-P

    OdpowiedzUsuń
  10. znam mamę Madzi mieszkałam w tym samym bloku co ona i jej rodzina ..pamiętam ją jako kilkunastoletnią dziewczynkę biegającą z psem , interwencję policji w ich domu ojca który siał strach w oczach swoich dzieci i jej smutną zamyśloną twarz. Ile jest takich rodzin jak rodzina mamy Madzi ? mój mąż pochodzi z patologicznej rodziny nigdy nie miał wsparcia u swoich bliskich jako dziecko był bity i upokarzany...dzisiaj jest dorosłym człowiekiem...kocha nasze dzieci nad życie nigdy nie podniósł na nie ręki, rodzinę stawia ponad wszystko..jest cudownym mężem i ojcem mimo braku sielskiego dzieciństwa ,rodzicami zostaliśmy w podobnym wieku w jakim są rodzice Madzi ..nie da się niczym usprawiedliwić tego co zrobiła ta młoda dziewczyna ,ani ciężkim dzieciństwem ,ani młodym wiekiem ani próbą szukania zainteresowania i akceptacji ...nie rozumiem , nie pojmuję i nie potrafię jej żałować...nawet nie próbuję. ..pierwszego dnia kiedy podano w TV info o porwaniu powiedziałam do mojego męża że tragedia rozegrała się w domu a matka blefuje nigdy nie wierzyłam w ani jedno słowo tej kobiety ..jedyną ofiarą tego dramatu jest Madzia zakończenie tej historii będzie dla nas szokujące ...jeśli kiedykolwiek dowiemy się całej prawdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż zastanawiam się co można było zrobić by uchronić Tę niewinną Istotkę przed tym co się stało... Jestem zła bo jest miliony dzieci w podobnych sytuacjach tylko jak do nich dotrzeć jak im pomóc??? JAK POMAGAĆ ???

      Usuń
  11. Łobuziara i Cholera bardzo mi się podoba:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja mama od kilkudziesięciu lat cierpi na silne bóle migrenowe. Ja uważam, że ma to podłoże psychiczne i to w tym kierunku powinna przeanalizować swoje życie. Ale ona nie chce tego słuchać. Niestety nie każdy żyje w tak pięknej świadomości jak Ty. Cieszę się, że potrafisz w tak mądry sposób sobie pomagać!

    OdpowiedzUsuń
  13. a to właśnie trafiłaś w sedno :) moja przyjaciółka ma też wokół siebie kilka takich sztuk "życzliwych", łącznie niestety z mężem na czele... i nie umie się z tego toksycznego kręgu uwolnić a czas leci a ona się pogrąża...

    OdpowiedzUsuń