wtorek, 28 lutego 2012

Tymczasowość

Uwielbiam tę Panią :)




Policzyłam.
13 razy się przeprowadzałam.
W moim blisko 25-letnim życiu zmieniałam miejsce ogólnej egzystencji 13 razy.
13 razy pakowania, rozpakowywania, urządzania, wyrzucania, kupowania, układania, porządkowania...
Czasem miało się wrażenie, to trwa w nieskończoność.
Brak stabilizacji - jedni nie potrafią tak żyć, doprowadza to do szału lub do rozpaczy.
Nauczyłam się żyć tu i teraz.
To bardzo ekscytujące, uwielbiałam każde przeprowadzkowe przedsięwzięcie, nawet śmiałam się że mogłabym innym pomagać w przeprowadzakach.
Pakowanie miałam w 1 paluszku i nie musiałam niczego oznaczać :) Znosiłam kartony a kiedyś z kartonów zrobiłam komódkę!
Uwielbiam przestawianie i zmiany otoczenia.
Potrafiłam co tydzień przestawiać meble w pokoju, żeby było inaczej.
Nie cierpię rutyny.

Teraz namiętnie wyżywam się w gotowaniu dla Dziecka. Potrafię co 2 dzień,  gdy z powodu marnej pogody i braku możliwości spacerowania, gotować zupki Córce. Ostatnio dopracowałam buraczkową, wprowadziłam żółtko, zrobiłam pomidorową z ryżem z natką pietruszki z doniczki i z fasolki szparagowej z koperkiem i odrobiną szpinaku... Czasem męczy mnie to siedzenie w domu, w chałupie gdzie mam salon, kuchnię, holl, kotłownię, sypialnię i pokój dziecka w jednym pomieszczeniu. Gdy dopada mnie frustracja z tego powodu i ograniczenia z tym wiążące, myślę o tym fundamencie naszego przyszłego domu, który mam nie opodal... Papierologia związana z budową domu mnie przerosła ostatnio i nie wiadomo kiedy będzie kontynuacja budowy. Trochę mnie to podłamało. Staram się nie robić nadziei odnośnie kiedy nastąpiłaby ewentualna wprowadzka ale i tak nadzieja ZAWSZE jest. Zazwyczaj droga do wyznaczonego celu nie jest usłana różami a i tak chciałoby się żeby to kiedyś było już! To kolejna tymczasowość w moim życiu która za chwilę bliższą lub dalszą przejdzie do historii... Za jakiś czas będę z rozrzewnieniem wspominać ten czas w chałupce gdzie wszystko miałam w kupie :)

Nadchodzi wiosna dla mnie to ważne wydarzenie bo drugiego dnia wiosny są moje urodziny... Choć zima przyszła późno zdążyła dać w kość i mogłaby pójść w cholerę. Kiełkują we mnie pączki świeżej energii, zaczynają budzić kolory do których mnie ciągnie i mam chęć na tworzenie. Nie wiem co, z czego i w ogóle ale potencjał we mnie drzemie na jakieś przedsięwzięcie :P Szykuje niespodziankę konkursowo - urodzinową, długo nie mogłam się zebrać i ogarnąć czegoś sensownego a pomysł przyszedł nagle z dnia na dzień. Szczegóły lada dzień... ;)

16 komentarzy:

  1. Wiosnę wielbię! Tylko wiosną widać najwięcej zmian w przyrodzie!
    Co do przeprowadzek, to WIELKIM plusem jest to, że brak u Ciebie zbędnych rzeczy, bo tylko zasiedzenie, w jednym miejscu, lubi słowa "zostawię, przyda się":D

    OdpowiedzUsuń
  2. oo Baranku, to czekamy na urodziny i nowe przedsięwzięcie :)
    Ja w ostatnich kilku latach też się kilka razy przeprowadzałam. Teraz można powiedzieć jest już miejsce ostateczne, ale z wielką przyjemnością wspominam jak mieszkaliśmy tymczasowo na kupie. Teraz z chęcią też bym coś przestawiła, ale tak ułożyłam w mieszkaniu, że się nie da. Zresztą za wielkie też nie jest :) wszystko w nim na styk :)
    I jak Mała wcina żółtko ? My nie spieszymy się z jajkiem, ze względu na alergię. No i ja jadę na słoikach, ale nie skarcisz mnie za to ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wcina w zasadzie wszystko co jej daję. Nie chciała jeść zupki buraczkowej to do kolejnej dałam mniej buraczka a więcej warzyw podstawowych i zjadła bez marudzenia. Tak samo z żółtkiem daję pół do zupki co 2 dzień.

      Nie skarcę nie mam po co, dobrze byłoby jakbyś kupowała te z certyfikatem/znaczkiem bio, bo warzywa w nich są z upraw ekologicznych ja takie owoce kupuję z hipp i babydream :)

      Usuń
    2. tak, tak, takie kupuje,tylko bio :)

      Usuń
  3. Już się tej wiosny doczekać nie mogę, tym bardziej że razem z nią i u nas zmiany się szykują :) Aż coś mnie w nosie świerzbi z radości i oczekiwania... a swoją droga Tori Amos też uwieeelbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. wielki szacun z okazji tych preprowadzek. Ja też mam bardzo dużo na koncie (4 w ciągu ostatnich 2 lat) ale nie bardzo to lubię. Przemblowanie owszem, ale pakować się nienawidzę. I zawsze płaczę jak opuszczam moje miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  5. To ty żyłaś na walizkach? :)

    Nie mogę doczekać się konkursu

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też na wiosnę czekam jak na zbawienie. Mnie się ostatnio nie chce kompletnie gotować i pomagam sobie słoikami. Zresztą co tu mówić gdzie ja teraz dostanę np. brzoskwinie (nie pryskanie oczywiście), z warzywami też słabo. Bieda w eko sklepach w mojej okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  7. hah ja tez zylam na walizkach - szesc przeprowadzek, loty do domu i spowrotem.. do perfekcji opanowalam pakowanie walizek :-)
    ja ustawicznie buszuje w charity shopach. nie umiem inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiosna - ach kiedy, kiedy? Ale przeprowadzek szczerze nienawidzę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, ja tez się zbyt wiele razy przeprowadzałam, włącznie z zagranicznymi przeprowadzkami i jak na jedno życie mam dość. W planach mam tylko jedną, jedyną aby spełnić marzenia - ale to za wiele lat... Cicho sza :) Przyjdzie wiosna, przyjdzie energia i zniknie rutyna - dziecko się utytła w błocie, Będzie zrywać kwiatki, a Ty będziesz wystawiała twarz do słońca i marzyła, aby te mury rosły i rosły i w końcu wyrosną, zobaczysz!

    OdpowiedzUsuń
  10. przeprowadzek nienawidzę, a wiosny pragnę niezmiernie

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też już kilka razy się przeprowadzałam i lubię ten moment, gdyż można wtedy zrobić czystki w szafach i wszystko uporządkować. A jak powszechnie wiadomo...porządki w szufladach = porządki w życiu :-)

    zazdroszczę weny do gotowania. ja jej nie posiadałam nigdy i nadal nie posiadam. ale przecież nie można żyć samymi atutami:-)

    Baran? skoro drugi dzień wiosny?

    OdpowiedzUsuń