czwartek, 8 marca 2012

Pedagogiczne podejście




Co to właściwie znaczy? Pedagogiczne wychowanie czy nie pedagogiczne...?
Wydaje mi się, że grunt to nie popadać w skrajności. Czyli nadmierne chowanie pod kloszem, brak zainteresowania dzieckiem, czy zbyt duże wymagania. W gąszczu metod wychowawczych można się pogubić. Najpowszechniejszym jest powielanie metod wychowawczych od własnych rodziców bądź postępowanie skrajnie przeciwstawne. Można wychowywać "po swojemu". Ja staram się wychowywać mądrze, z wyczuciem, co nie znaczy bezbłędnie. Będąc w ciąży nastawiałam, że moje Dziecię może być trudne, bo trudna byłam ja a i z męża było niezłe ziółko. 
Nie wiem które podejście i która metoda jest lub nie pedagogiczna. Jedni zachwalają spanie z dzieckiem, bo więź itd... mi to nie podchodzi. Córka spała z nami kilka pierwszych nocy, byliśmy tak wymęczeni i obolali, że ciężko było nam się poruszać w ciągu dnia. Kilka razy walnęłam Córkę łokciem lub położyłam na nią rękę... Przede wszystkim jednak chcieliśmy być ze sobą, nie dzieląc jedynej pory na bycie sam na sam z dzieckiem. Miało i ma to ogromny wpływ na nasze relacje. Oczywiście lepsze :) Poza tym 24h na dobę z dzieckiem non stop to dla mnie zdecydowanie zaaa dużo. Odstawiłyśmy się od cycka w chwili gdy Młoda baardzo się denerwowała przy jedzeniu, wypluwała, płakała i generalnie był koszmar. Nie wiem jak można karmić w takich i podobnych sytuacjach na siłę. 
Po co robić cokolwiek na siłę? W imię czego? Robienie na siłę i wymuszanie czegokolwiek na dzieciach nie przynosi pożytku.
Nie puszczam dziecięcych piosenek, bo nie widzę takiej potrzeby oprócz wkurwy po dłuższym słuchaniu. Nie karmię BLW, bo również takowej potrzeby nie dostrzegam. Dajemy chrupki kukurydziane, kawałek ziemniaka, banana ale bez entuzjazmu... Nie daję niekapka tylko sporadycznie, bo tak się krztusi aż ostatnio musieliśmy brać za nogi główką do do dołu żeby było ok. stan przed zawałowy murowany. Pilnuję stałych pór pokarmu choć i tak weryfikowane są przez Lenkę. Spacery działa zbawiennie na Dziecko i... na mnie. Na spacerach wietrzę głowę, myśli, medytuję, słucham muzyki, wdycham powietrze, podziwiam okolicę...
Od mojego dziecka wymagam jednego: aby było dzieckiem. Odnośnie przyszłości mojej Córki mam pragnienie jedno: aby radziła sobie jak najlepiej po tym podłym świecie. Nie mam zamiaru chronić przed złem, chcę nauczyć by umiała je odróżnić i zdecydować sama co jest dla niej najlepsze. Nie zamknę Dziecka w domu do 18r.ż. żeby nie stała jej się żadna krzywda. Chcę Ją wspierać w trudnych chwilach, dawać oparcie by wiedziała że zawsze może liczyć na moją pomoc, bez nadmiernej ingerencji. 
Nie jestem i nie będę mieściła się w jakichkolwiek standardach. Oboje z M śmiejemy się, że nigdy nie będziemy poważnymi rodzicami a nasze dzieci jak i my nie muszą być grzeczne i dobrze ułożone. Wychowujemy bez ściemy, bez tajemnic, bez szycia grubymi nićmi czegokolwiek w prawdzie i szczerości.
Studiuję pedagogikę ale nie wiem czy moje podejście jest pedagogiczne czy nie. Wiem na pewno, że krzywdy nie czynię, nawet jeśli się irytuję i złoszczę. Zawsze tłumaczę i przepraszam. Nie chcę grać nieskazitelnej matki przed dzieckiem. Nie chcę ukrywać emocji i być z przyklejonym uśmiechem... Dziecko i tak odziera z uczuć. Córeczka ma zły dzień wtedy gdy ja mam zły dzień lub miałam chwilę wcześniej...  Mam wrażenie, że to ja jestem wychowywana przez Córę. To Ona mnie strofuje, stawia do pionu, zgarnia za fraki jak się próbuję mazać. Mogłabym pisać o zmianach bez końca. To jest absolutnie niesamowite. Będę przemycać te zmiany w kolejnych postach, bo wciąż odkrywam kolejne :)

 


8 komentarzy:

  1. zmuszanie jest złe - mówię to z własnych doświadczeń.. dlatego śpimy razem - bo młody nie chciał spać sam. dlatego jest BLW bo młody nie chciał łyżki, dlatego noszę bo młody woli być przy mnie.. ale to wszystko ma drugie dno: nie chciało mi się karmić łyżką, nie chciało mi się odnosić młodego do łóżeczka, kocham z nim spać, lubię go nosić.
    ja karmię cycem na sen i wtedy gdy młody chce pić. nigdy na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu się zgadzam w 100%... zmuszanie dziecka do czegokolwiek jest złym wyjściem - niezależnie od wieku dziecka. Są inne, lepsze sposoby na przekonanie go do swoich racji :) My też nie spimy razem, częściowo z powodów które opisałaś w swoim poście, ale też dlatego, że Luśka spokojnie zasypia u siebie i śpi sama właściwie od powrotu ze szpitala. Z jedzeniem też staramy się być elastyczni, chociaz tu mamy łatwo, bo Pola je pięknie i łapkami, i łyżką. Noszę może za dużo... a może w sam raz, skoro młoda tak lubi i potrzebuje ;) Generalnie staramy się z Małżem nie napinać za mocno:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, wychodzi na to, że karmiłam na siłę, bo Amelka miała jakiś czas fazę na wypluwanie i płacz przy cycku, ale bardzo mi na karmieniu piersią zależało. Przetrwałyśmy zły czas i potem było lepiej, a ja dumna, że dałyśmy radę :) I chociaż teraz jakoś naturalnie dzieję się tak, że przechodzę na butlę, to cyca żal, oj, żal.

    Spanie razem trwało jakiś czas, ale nie służyło nam specjalnie, więc zrezygnowaliśmy.

    Na spacerach też odpoczywam, a umysł się regeneruje.

    Blw mnie stresuje, bo Mała się dusi/krztusi, a z łyżeczką różnie bywa, ale jest coraz lepiej.

    Masz rację w wielu kwestiach. Czasem o tym zapominam, ale przywołuję się do porządku. No i bezsprzecznie zgadzam się, że to Córa nas wychowuje, a nie odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie karmię piersią, nie śpię z synkiem, karmię słoikami. I jestem szczęśliwa, wyspana i mam dużo czasu dla siebie. A dziecko jest zdrowe i roześmiane.

    OdpowiedzUsuń
  5. Znasz moje podejście, bo wiele razy o tym pisałam. Jesteśmy z tej samej planety mam. Ja towarzyszę Kubusiowi w jego poznawaniu świata. A jeżeli chodzi o przyszłość...gdy JJ będzie chciał próbować, poznawać nigdy nie powiem mu: a po co Ci to? Chcę go wspierać i starać się rozumieć i akceptować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Amen Niezła Żono i całkiem Dobra Matko :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też przyrzekam sobie, że nie będę moich ambicji na dziecko przelewać i zmuszać do czegoś czego nie chce robić. Tylko ... czy będę potrafiła odpuścić, nie wiem teraz po latach widzę, że tych rzeczy, które mi "odpuszczono" jest mi żal, a tych których nie do niczego mi się nie przydają. Tyle tylko, że to jest problem "podejścia do świata" rodziców i dzieci.

    OdpowiedzUsuń