sobota, 14 kwietnia 2012

Krzyk

Urodziłam się z krzykiem na ustach. Krzyk to była jedyna forma porozumiewania się ze światem. Byłam krzyczącym noworodkiem, niemowlęciem, dzieckiem, nastolatką i krzyczącą kobietą. Oczywiście krzyk z wiekiem malał. Są jednak dziś sytuację w których nie panuję. Pracuję nad tym nieustannie i dochodzę do punktu że chyba nie warto dalej walczyć. Bezsilność mnie ogarnia. Nieustannie walczę, moja cała egzystencja to walka z przeciwnościami. Kurde a co ja wojownik jestem? To, że w dzieciństwie odgrywałam rolę bohatera nie znaczy, że wciąż muszę nim być. Krzyczę i krzyk to wciąż jedyny sposób na zrzucenie błyskawicznych emocji które pojawiają się natychmiast po odpaleniu zapalnika ciśnieniowego. Krzyk jest wszystkim. Formą zwrócenia uwagi na siebie. Komunikatem o niezaspokojonych potrzebach. Rozpaczą. Wołaniem o pomoc. Wściekłością, żalem, gniewem. Krzykiem można przekazać wszystko. Pozbyć się negatywnych uczuć, odczuć i emocji, emocji ahhh emocji. Nie potrafiłam mówić. Krzyk był jedynym znanym mi językiem. Byłam przerażonym niemowlęciem. Tracę panowanie nad sobą - krzyczę. A wszyscy to znosili. Nikt nie umiał wytłumaczyć. To było coś ponad miarę wszelką. Nie do ogarnięcia, zawsze na pierwszym miejscu. Słodkie uzależnienie. Zawsze w zasięgu. Zawsze przy mnie, sięgasz kiedy chcesz i jak chcesz. Jak byłam na wakacjach na wsi u babci, wychodziłam na pole i krzyczałam do świata ile dusza zachciała. Fantastyczne uczucie jakby całe zło drzemiące pod skórą opuszczało moje ciało. Z czasem zaczęłam sobie śpiewać. Wydźwiękowienie się głośne z melodią i słowami. To było dopiero coś. Najchętniej śpiewałam po pijaku, wszystkim się podobało. A ja na sucho śpiewałam tylko sama, w domu. Kiedyś dowiedziałam się, że mam zdarte struny głosowe, guzki na nich i nakazano milczenie. Przynajmniej nauczyłam się wydobywać dźwięki z przepony by ulżyć strunom. Oczywiście wiedziałam, że zdarłam struny bo wydarłam je. Śpiewać przestałam, tylko czasami mi się zdarzało. Mam za to chrypkę i stratę wysokich dźwięków. Krzyk mimowolnie ograniczył się. Zastąpiłam krzyk bluzgami. Kilka wulgaryzmów strzelonych pod nosem i taaaka ulgaa! Albo darcie albo kurwy. 

Jak widzicie książki na półkach o złośnicach to o mnie. Wszystkie rady przerabiałam na sobie. Czy krzyczę przy Dziecku? Zdarza się ale nie na nie. I wiem, że moja Córka ma i będzie miała krzyczącą Matkę. Nie zmienię tego natychmiast. Może kiedyś się uda. Nie napinam się jednak tak jak kiedyś. Po co mam wpadać w czarną dupę, bo znów się nie udało... Po co mam dotykać dna i zadręczać siebie i wszystkich wkoło? Miliony razy zawiodłam siebie i otoczenie na polu mojego krzyku. I co? Ten jak był jest dalej. I wiecie co? Co mam się wyżywać na Mężu i Dziecku wolę sobie pokrzyczeć. Jak widać mimo takich a nie innych przeżyć nie stoczyłam się na pole patologii."Nie krzycz" - to moje trzecie imię.




7 komentarzy:

  1. A ja już nie krzyczę. Nie mam potrzeby - chamstwo załatwiam takim specjalnym lodowatym tonem jak brzytwa tnącym. Przetestowałam i działa na wszystkich: od Jadźki z Poczty i pana szambiarza po urzędniczkę ze Skarbówki i innych wyżej-sra-niż-dupę-ma. Włącznie z moim mężem - gdy tylko zaczynam tak mówić, wszystko wraca do porządku, wiadomo - to już nie przelewki wtedy. A wyżywam się w sprzątaniu, naprawdę mi pomaga takie ganianie ze szmatą - mechaniczne czynności oczyszczają mi głowę.

    OdpowiedzUsuń
  2. mamy bardzo podobne temperamenty Niezła Żono. ja nie mogę siedzieć cicho jak dzieje się coś co działa na mnie jak zapalnik. roznosi mnie i nie skończę dopóki wszystkich myśli nie wyrzucę.
    trudno to pohamować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym czytała o sobie :) w ogóle niektóre Twoje posty są takie, że sama bym się pod nimi podpisała :) Fajnie wiedzieć, że nie jest się samym Tylk, że ja bardziej krzyczę bo jestem nerwus, szybko tracę cierpliowść,jestem niecierpliwa i do szału doprowadza mnie, że nie ma czegoś na teraz :) ehhh pozdrawiam....
    A.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja bym chciała umieć krzyczeć, tak jak Tośka, głośno i wyraźnie mówić światu że mi się nie podoba to czy tamto... A nie dusić wszystko w sobie i potem mieć nerwicę somatyczną... Naucz mnie krzyczeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Echhh ja jestem okropna pod tym względem - czasami drę się jak nienormalna na męża albo na rodziców czy brata, z byle powodu :/ chciałabym umieć nie krzyczeć, a przede wszystkim chciałabym być matką niekrzyczącą na swoje dziecko, ale boję się jak to wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bluzgam straszliwie, krzyk mi przeszedł - bluzgi nie. Choć staram się nie przy Mały to czasami się jakaś kurew wyrwie.

    OdpowiedzUsuń
  7. tez klne. maz nie lubi ale nie umiem sie powstrzymac..

    OdpowiedzUsuń