Krzyk

Urodziłam się z krzykiem na ustach. Krzyk to była jedyna forma porozumiewania się ze światem. Byłam krzyczącym noworodkiem, niemowlęciem, dzieckiem, nastolatką i krzyczącą kobietą. Oczywiście krzyk z wiekiem malał. Są jednak dziś sytuację w których nie panuję. Pracuję nad tym nieustannie i dochodzę do punktu że chyba nie warto dalej walczyć. Bezsilność mnie ogarnia. Nieustannie walczę, moja cała egzystencja to walka z przeciwnościami. Kurde a co ja wojownik jestem? To, że w dzieciństwie odgrywałam rolę bohatera nie znaczy, że wciąż muszę nim być. Krzyczę i krzyk to wciąż jedyny sposób na zrzucenie błyskawicznych emocji które pojawiają się natychmiast po odpaleniu zapalnika ciśnieniowego. Krzyk jest wszystkim. Formą zwrócenia uwagi na siebie. Komunikatem o niezaspokojonych potrzebach. Rozpaczą. Wołaniem o pomoc. Wściekłością, żalem, gniewem. Krzykiem można przekazać wszystko. Pozbyć się negatywnych uczuć, odczuć i emocji, emocji ahhh emocji. Nie potrafiłam mówić. Krzyk był jedynym znanym mi językiem. Byłam przerażonym niemowlęciem. Tracę panowanie nad sobą - krzyczę. A wszyscy to znosili. Nikt nie umiał wytłumaczyć. To było coś ponad miarę wszelką. Nie do ogarnięcia, zawsze na pierwszym miejscu. Słodkie uzależnienie. Zawsze w zasięgu. Zawsze przy mnie, sięgasz kiedy chcesz i jak chcesz. Jak byłam na wakacjach na wsi u babci, wychodziłam na pole i krzyczałam do świata ile dusza zachciała. Fantastyczne uczucie jakby całe zło drzemiące pod skórą opuszczało moje ciało. Z czasem zaczęłam sobie śpiewać. Wydźwiękowienie się głośne z melodią i słowami. To było dopiero coś. Najchętniej śpiewałam po pijaku, wszystkim się podobało. A ja na sucho śpiewałam tylko sama, w domu. Kiedyś dowiedziałam się, że mam zdarte struny głosowe, guzki na nich i nakazano milczenie. Przynajmniej nauczyłam się wydobywać dźwięki z przepony by ulżyć strunom. Oczywiście wiedziałam, że zdarłam struny bo wydarłam je. Śpiewać przestałam, tylko czasami mi się zdarzało. Mam za to chrypkę i stratę wysokich dźwięków. Krzyk mimowolnie ograniczył się. Zastąpiłam krzyk bluzgami. Kilka wulgaryzmów strzelonych pod nosem i taaaka ulgaa! Albo darcie albo kurwy. 

Jak widzicie książki na półkach o złośnicach to o mnie. Wszystkie rady przerabiałam na sobie. Czy krzyczę przy Dziecku? Zdarza się ale nie na nie. I wiem, że moja Córka ma i będzie miała krzyczącą Matkę. Nie zmienię tego natychmiast. Może kiedyś się uda. Nie napinam się jednak tak jak kiedyś. Po co mam wpadać w czarną dupę, bo znów się nie udało... Po co mam dotykać dna i zadręczać siebie i wszystkich wkoło? Miliony razy zawiodłam siebie i otoczenie na polu mojego krzyku. I co? Ten jak był jest dalej. I wiecie co? Co mam się wyżywać na Mężu i Dziecku wolę sobie pokrzyczeć. Jak widać mimo takich a nie innych przeżyć nie stoczyłam się na pole patologii."Nie krzycz" - to moje trzecie imię.




Komentarze

  1. A ja już nie krzyczę. Nie mam potrzeby - chamstwo załatwiam takim specjalnym lodowatym tonem jak brzytwa tnącym. Przetestowałam i działa na wszystkich: od Jadźki z Poczty i pana szambiarza po urzędniczkę ze Skarbówki i innych wyżej-sra-niż-dupę-ma. Włącznie z moim mężem - gdy tylko zaczynam tak mówić, wszystko wraca do porządku, wiadomo - to już nie przelewki wtedy. A wyżywam się w sprzątaniu, naprawdę mi pomaga takie ganianie ze szmatą - mechaniczne czynności oczyszczają mi głowę.

    OdpowiedzUsuń
  2. mamy bardzo podobne temperamenty Niezła Żono. ja nie mogę siedzieć cicho jak dzieje się coś co działa na mnie jak zapalnik. roznosi mnie i nie skończę dopóki wszystkich myśli nie wyrzucę.
    trudno to pohamować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym czytała o sobie :) w ogóle niektóre Twoje posty są takie, że sama bym się pod nimi podpisała :) Fajnie wiedzieć, że nie jest się samym Tylk, że ja bardziej krzyczę bo jestem nerwus, szybko tracę cierpliowść,jestem niecierpliwa i do szału doprowadza mnie, że nie ma czegoś na teraz :) ehhh pozdrawiam....
    A.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja bym chciała umieć krzyczeć, tak jak Tośka, głośno i wyraźnie mówić światu że mi się nie podoba to czy tamto... A nie dusić wszystko w sobie i potem mieć nerwicę somatyczną... Naucz mnie krzyczeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Echhh ja jestem okropna pod tym względem - czasami drę się jak nienormalna na męża albo na rodziców czy brata, z byle powodu :/ chciałabym umieć nie krzyczeć, a przede wszystkim chciałabym być matką niekrzyczącą na swoje dziecko, ale boję się jak to wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bluzgam straszliwie, krzyk mi przeszedł - bluzgi nie. Choć staram się nie przy Mały to czasami się jakaś kurew wyrwie.

    OdpowiedzUsuń
  7. tez klne. maz nie lubi ale nie umiem sie powstrzymac..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga