poniedziałek, 7 maja 2012

Spalone mosty.

Nigdy nie mogłam i dalej nie mogę pojąć jak można utrzymywać kontakty z kimś kto nas krzywdzi. Można wybaczyć o ile dana osoba dalej nie krzywdzi. Mi jakoś trudno przychodziło funkcjonowanie u boku kogoś kto za moimi plecami jeździł po mnie jak po szmacie. Nie rozumiem jak można tak funkcjonować. Czy wybaczanie dziś jest opłacalne? Przed oczami mam współuzależnione kobiety maltretowane przez partnerów. Ile razy one wybaczają? Czasem życia im nie wystarcza. Nie utrzymuję kontaktu z moim ojcem. Pamiętam jak kiedyś pewna pani terapeutka pytała dlaczego i czy nie chciałabym odnowić znajomości z ojcem, bo ponoć mogłoby mi to pomóc. WTF??? Wiem, że jest mnóstwo dzieci alkoholików którzy w dorosłym życiu dalej funkcjonują przy pijących lub nie pijących rodzicach.... W moim przypadku nie wchodzą takie relacje w grę gdyż zdrowsza jestem jeśli ojciec żyje sobie gdzieś tam a ja tutaj.
Jak to jest, że przychodzi moment w naszym life gdy orientujemy się, że znajomi których mieliśmy ulotnili się nie wiadomo kiedy i dokąd? Ten moment przychodzi w życiu każdego dorosłego gdy albo zostaje sam albo z wiernym jak pies przyjacielem lub niewielką garstką osób które nie odeszły w siną dal.

Spaliłam za sobą wiele mostów. Doskonale się z tym czuję. Nikt nie wchodzi mi w drogę, niektórzy mnie unikają, jeszcze inni próbują zajrzeć co jest grane. Co mi ze znajomych czy pseudo przyjaciół jeśli wśród nich czułam się samotna? Nie mówiąc też o "życzliwości, szczerości i zaufaniu" w danym przypadku. Mój M. jest zagorzałym przeciwnikiem palenia mostów. Wiele razy sprzeczaliśmy się na tym polu. Bo lepiej zachować znajomości by móc coś kiedyś lepiej załatwić. Bo palenie mostów jest ryzykowne. Bo po co. Generalnie nie znam nikogo kto by uważał, że palenie mostów niesie za sobą korzyści. Nie wiem z czego to wynika. Odważna jestem? Uciekam od odpowiedzialności? Mam czekać aż coś rozejdzie się po kościach po to bym w między czasie wykończyła się??? Bo może kiedyś będzie lepiej... A może po prostu głupia bo przecież nikt tak nie robi to po co mi to. Ano po to by lepiej żyć.  Udało mi się pokazać co niektórym gdzie ich miejsce. Udowodniłam że nie stoczyłam się tak jak mi tego życzyli. A pewna dawna co "przyjaciółką" śmiała się moją nazywać klepie marną biedę i ledwie żyje od 1 do 1. Po spaleniu mostów długo nie mogłam się oswoić w nowej sytuacji i w nowym życiu. Ciężko było. Stałam się nadmiar wrażliwa na wszelkie złe strony osób które pojawiały się na mojej drodze. Wyrobiłam sobie nos na toksyny które tkwią w ludziach. Przestałam wierzyć w to, że są dobrzy ludzie. Przewartościowałam absolutnie wszystko i wszystkich.

Pewna znajoma jest w cholernej sytuacji. Ma rodzinę ale ta na każdym kroku krytykuje, wtrąca, obgaduje... własna matka jest koszmarem matki, która non stop narzeka i szuka każdej, nadarzającej się okazji by Córkę wykorzystać. Współczuje jej i żal jednocześnie. Uważa, że nie może zerwać kontaktów by lepiej żyć, bo sama sobie nie poradzi a matce zostawia dzieci pod opieką gdy ma uczelnię. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że matka ta gdy zajmuje się wnuczkami przez weekend ani ich nie myje, nie czesze włosków nawet potrafi nie podetrzeć tyłka 4-letniej dziewczynce!
Sama mam obawy co do opieki nad moim Dzieckiem niektórym osobom z rodziny i nie pozwalam na pozostawienie Córki nieodpowiedzialnym ludziom. Nie mam pewności i zaufania.
A kolejna kwestia to mistrzostwo wymówek i wygody. Nie wysili się by zorganizować opiekę skąd indziej, bo wygodniej jest odstawić do matki i mieć święty spokój.
Dzięki prowadzeniu bloga poznałam kilka-kilkanaście bardzo wartościowych osób. Poznałam czym jest bezinteresowna pomoc bez zaglądania mi w gary. Ogromna szkoda i żal, że dzielą nas setki kilometrów by móc wyskoczyć na kawkę i porozmawiać bez negatywnych emocji. By móc bez wyrzutów sumienia wyżalić się i ponarzekać jak bywa trudno a w zamian otrzymać wsparcie a nie tylko potakiwanie wraz z udowadnianiem, że mi jest gorzej. W momencie gdy byłam na bakier z wszelkimi ludźmi obrastając w skorupę, trzymając kilometry dystansu... "spotkałam" wirtualnie osoby które energią potrafią dzielić się na odległość. Przywracając wiarę, że są dobrzy ludzie lecz niekoniecznie w moim okolicach, rozrzucone w wielu miejscach w Polsce i na świecie.


Dziś trudno spotkać dobrych ludzi.



15 komentarzy:

  1. Niezła Żono ja popaliłam prawie wszystkie mosty i też mi z tym dobrze. Nie mam w zwyczaju utrzymywać kontaktów dla korzyści. To już nawet nie chodzi o przyjaźnie tylko zwykłe znajomości np. ze starej pracy. I tak już dawno sobie myślałam, że świat byłby prostszy gdyby każdy tak robił. Nie znoszę udawania, grania i fałszywych uśmiechów. Jak na razie nie stała mi się krzywda z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę Cię przytulić! Nie dlatego by cię uspokoić lecz dlatego że całkowicie się z Tobą zgadzam co w moim otoczeniu nazwane byłoby :" jesteś zołzą, kłótliwą zaborczą babką" Odpowiadam zawsze: " może i jestem ale dzięki temu wiem na czym stoję, gdzie żyję i komu mogę ufać!". Kiedy poznałam mojego męża moje koleżanki ulotniły się, bo były zazdrosne. Ja też pale za sobą mosty, spaliłam ich już wiele. Raz w życiu pozwoliłam się zranić i miałam wtedy 17 lat - nigdy później nie dopuściłam do tego.
    Na kawkę zawsze zapraszam czy to wirtualną czy to normalną w Olsztynie:)
    Pozdrawiam i ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś ty?!? W Olsztynie? A ja myślałam że sama tu jestem...

      Usuń
  3. Mam jak Wy, nic na siłę. Jeśli nasze drogi z innymi się rozchodzą, to nie ma co zachowywać pozorów. Ale na miejsce starych staram się znaleźć nowe znajomości, nie dla korzyści, a dla wspólnych chwil przy kawie:)
    I zgadzam się z Tobą, w wirtualnej przestrzeni można poznać wielu bardzo wartościowych Ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też palę mosty i nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu. Nie rozumiem jak można być z kimś/żyć z kimś kto nas krzywdzi / bije itd. itd. Palenie mostów jest oczyszczające.

    OdpowiedzUsuń
  5. moj maz ma identyczne poglady.
    moja mama i babcia ba cala rodzina do dzis nie wyrzekla sie dziadka pijaka obolecha i babiarza.
    mnie blog nauczyl bardzo wiele o sobie i o innych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przecież wiesz, jak ja żyję: samotniczka z wyboru bo niewielu ludzi jest w stanie sprostać mi w życiu codziennym i zająć odpowiednią pozycję w moim sercu. Po co tracić czas na utrzymywanie znajomości, które nic nie wnoszą w nasze życie, a już z osobami, które tylko nam brużdżą - bez sensu. Nie jest mi źle bo mam swoje życie, bogate i pełne. A Ciebie ściskam, moja miła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Żono moja ;) ja popaliłam większość mostów przy wyjeździe, reszta zmurszała i rozpadła się sama, i tylko garsteczka ludzi mi została. I choć czasem mi smutno, że nie mam psiapsiółki do zakupów, nocowania i telefonów w środku nocy bo cośtam, jak w Lejdis, to jakoś sobie radzę... Poza tym ja się zawsze lepiej dogadywałam z facetami... Do teraz tak mam, jak mamy znajomą parę to mnie się lepiej gada z facetem niż z kobietą :P

    OdpowiedzUsuń
  8. niesamowite jest to jak fajnych ludzi można poznać pisząc bloga. Nie pierwszy raz się o tym przekonuję
    A palenie mostów wspaniale oczyszcza atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie palisz za sobą mostów, bo masz taki kaprys. robisz to z jakiejś przyczyny. Dzięki temu idziesz do przodu, a nie cofasz się. Dopiero zaczynam czytać Twojego bloga, więc nie znam Cię, ale tym postem mnie zawojowałaś. Trzeba mieć ogromną odwagę, by nie oglądać się do tyłu, by nie oglądać się na innych i podążać swoją ścieżką, bo tylko Ty możesz sama przeżyć swoje życie. nikt tego za Ciebie nie zrobi. a jeśli paląc mosty oczyszczasz wokół siebie atmosferę i pozostawiasz miejsce dla nowych, wartościowych znajomości to dobrze, bardzo dobrze robisz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czylama to K. a On :"czytasz mo co o sobie napisalas?" :)
    Jestem taka sama, robie tak samo i tak samo ciesze sie, ze istnieja kobiety tak bliskie memu sercu i potrafia rozmawiac ze mna jak najlepsze przyjaciolki. Kto by powiedzial ze to blogerki i znaja sie tylko wirtualnie. :)
    fajnie ze sa tacy ludzie:)

    a co do wybaczania..
    ja sie przejchalam jako nastolatka tak wiele razy, ze od wielu lat mam to gdziec.

    OdpowiedzUsuń
  11. kurka flaczek, a ja zawsze miałam sobie za złe, że mosty palę, skłoniłaś mnie do refleksji...

    OdpowiedzUsuń
  12. ja też mam za sobą kilka zakończonych relacji. relacji, które po czasie okazały się, że byłam pionkiem do czegoś. w tej chwili już tak łatwo nie zaprzyjaźniam się jak kiedyś, a przynajmniej nie udostępniam mojego domu, którego strzegę jak prawdziwa lwica. nie dam skrzywdzić nikogo !

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam tak samo. Nie lubię ludzi. Są wredni, wpieprzają się gdzie nie trzeba, a potem jeszcze tyłek obrobią. Też w sieci znalazłam wiele bardziej życzliwych mi osób niż rodzina.
    Jak można uważać, że nie można palić mostów? To jak mnie ktoś zranił to mam z nim utrzymywać kontakt, uśmiechać się do niego ? Bo co ? Bo może kiedyś mi pomoże ? To ja dziękuję za taką znajomość..

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak dobrze przeczytac ze nie jestem sama!!!!! nienawidze falszywych usmieszkow i mizdrzenia sie a potem obrabiania dupy za plecami. W moim gronie ba nawet w pracy uchodze za wredna suke. Ale przynajmniej szczera. Kogo nie lubie nienawidze czy lubie- kazdy to wie bo od razu widac po mnie, zreszta nie ukrywam tego. Takze spalilam wiele mostow i zajebiscie sie z tym czuje! nie jestem otoczona swiniami a jesli juz sie jakas znajdzie od razu ja eliminuje z mojego grona znajomych. Mam ich niewielu ale prawdziwych! Maz tego nie rozumie, to samo moja Mama. Jak dla mnie to glupie jest ze czlowiek przebywa w towarzystwie osob ktore doprowadzaja go do kurwicy. Mnie by rozerwalo od srodka!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń