czwartek, 14 czerwca 2012

Bardzo subiektywne wnioski z karmienia piersią.

Uwaga, kobiety które karmią piersią jeśli po przeczytaniu poniższego posta poczują się urażone - nie jest to zamierzone. To moje osobiste rozliczenie z traumą karmienia piersią.

Bardzo długo zbierałam się i zmierzałam sama ze sobą by napisać o tym. Moje doświadczenie karmienia piersią doprowadziły do wyrobionej przez siebie opinii, zwłaszcza patrząc na całość karmienia z perspektywy czasu. Nadszedł moment by wyciągnąć wnioski: 
1. Uważam, że aby karmienie szło dobrze ważna jest budowa piersi i brodawek. Ja mając dwie różnej wielkości piersi i różne brodawki, nie miałam pojęcia, że może mieć to znaczenie. Żadne wyciąganie przed porodem nie miałoby znaczenia. Dziecko od razu wybrało tę pierś z której lepiej leciało mleko i łatwiej było chwytać brodawkę. Miałam świadomość, że karmienie jedną piersią nie wróży długiej kariery...
2. Nie pokazanie w szpitalu jak należy przystawić Dziecko do piersi. Wracając do domu po porodzie miałam krwawiące brodawki...
3. Dokarmianie w szpitalu! To jest cholerny błąd! Z jednej strony było mi to na rękę. Miałam strasznego baby blues'a i jak zaprowadziłam Młodą do położnych by móc się umyć, ogarnąć, pozbierać do kupy, płacząc strasznie byłam szczęśliwa, że nie musiałam karmić jednocześnie cieknąć z niemal wszystkich otworów w ciele.
4. Refluks. Moje Dziecko od chwili urodzenia chlustało mlekiem na wszystkie strony. Kilka razy okrutnie się zakrztusiła przyprawiając nas o stan przedzawałowy. Dostałam nakaz od lekarzy by karmić nie częściej niż co 3h. To był początek końca karmienia. Brak możliwości dostawiania noworodka na żądanie. Wiele razy Dziewczyny ubolewały, ze Dziecko wisi na cycku cały dzień. Moje nie mogło. 
5. Ból. Niemiłosierny ból przy dostawianiu i karmieniu. To było najgorsze. Nie dość, ze bolało krocze pocięte, popękane, pozszywane z niemal każdej strony to jeszcze okrutny ból przy karmieniu. Bolało mnie ponad 2 miesiące. Byłam u położnej laktacyjne. 2 lekarzy i pielęgniarki. Wszyscy pokazywali, uczyli jak przystawiać. Robiłam to dobrze a ból ciągle był. Przed każdym karmieniem czułam strach i lęk przed bólem. Każde dostawienie do piersi to była kurwa, krzyk i płacz. Cierpiałam strasznie do czasu...
6. ...aż zaczęła siadać mi psychika. Karmienie stało się koszmarem. Przymusem, bolącym, okrutnym obowiązkiem. Nie mogłam patrzeć na cycki i na Dziecko. Z dnia na dzień rosła we mnie niechęć do tej czynności. Wszyscy dookoła mówili, że to normalne, minie i przestanie boleć. Nie przestawało. Po dzień dzisiejszy nie wiem dlaczego. Zaczęłam wpadać w depresję. Lenka była niespokojna i czuła wszystkie moje negatywne uczucia. Dziś strasznie mi przykro z tego powodu. Presję miałam ogromną. Bo jak to ja matka nie mogę wykarmić własnego dziecka? Przecież to takie oczywiste! Dupa jasiu.

Przerabiałam wszystko, ściąganie pokarmu ręczne, 2 rodzaje laktatorów, silikonowe osłonki, smarowanie lanoliną i innymi możliwymi rzeczami.

Mleka w cycku było coraz mniej. Nie ma się czemu dziwić. Nadszedł w końcu dzień, że karmiłam tylko rano i wieczorem. W końcu powiedziałam dość. Podając mm wcale nie czułam się lepiej. To było straszne. Czułam się jakbym była wyrodną matką, która dla wygody daje butelkę. Dopiero z czasem doceniłam tę decyzję. Z czasem wszystko zaczęło się normować. Zaczynało być normalnie! 

Dziś wiem, że butelka uratowała nas, nasze relacje i mnie przed depresją. Przez długi czas zastanawiałam się czy na pewno zrobiłam wszystko by móc karmić. Dziś wiem, że psychika mi wysiadła. Tak nie dałam rady walczyć dalej. Walczyłam każdego dnia przez 3,5 miesiąca na tyle skutecznie, że zamiast motywować się dalej nabrałam wstrętu i obrzydzenia do karmienia piersią. Trauma jest. Mam nadzieję, że minie. Jak czytam lub słucham jakiekolwiek relacje o tym, że karmienie piersią jest wspaniałe, cudowne oh i ah. Dla mnie to abstrakcja. Nie doświadczyłam dobroci i nie zrozumiem tej fascynacji dopóki sama tego nie doświadczę. Póki co, nie mam ochoty o tym czytać, licytować się, oglądać jak się karmi (rozczulają mnie maluszki przy cycku, gorzej ze starszakami), staram się nie reagować, nie dyskutować. Każdy robi jak chce i jak uważa za słuszne. Czasem tylko mam wrażenie, że nie tylko Dziecko uzależnia się od karmienia piersią ale i matka. Matce jest trudniej się z tym rozstać niż Dziecku. A jak Dziecko zadecyduje o tym sam to następuje dramat i koniec świata. Ani dramat ani tym bardziej koniec świata nie nastąpi. Wyjątków nie ma.

26 komentarzy:

  1. Nooo to polecaialas:) ja to wszystko o Tobie wiem i kazdy wie kto czyta na bierzaco bloga ale ciekawa jestem jakie poisypia sie komentarze:)
    Rachunek sumienia jednym slowem.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę się domyślać co czułaś, u nas karmienie bezpośrednio z piersi też się nie sprawdziło, za dużo nas to kosztowało nerwów itp.do dzisiaj, czyli 3,5m-ca jadę na laktatorze. I tak uważam to za mega sukces bo ANtoś ma moje mleczko jakby nie było a ja się już przyzwyczaiłam do odciągania po 6x dziennie, wyparzania butli itp.Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyparzanie butli szybko odpuściłam. Nic nikomu się nie stało z tego powodu. Zalewałam wrzątkiem w misce i zostawiałam :)

      Powodzenia Dzielna jesteś bardzo :)

      Usuń
  3. Aaaa tam - rachunek sumienia się robi jak się ma coś na sumieniu.

    Ja strasznie płakałam za każdym razem jak musiałam dać Młodemu MM. Czasami tak, że mąż mnie musiał zastąpić z butelką bo nie dawałam rady.
    A tak się mówi że karmienia piersią nikt nie reklamuje... właśnie reklamują WSZYSCY. I stąd się potem biorą te nasze nastroje depresyjne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja miałam nie mniej bolesne przezycia, na szczęście trwały "tylko" ponad miesiąc.
    Też miałam baby bluesa, wycie przy każdym karmieniu, żal i złośc na siebie i dziecko.
    Na szczęście przeszło, jak dziecko nauczyło się ssać, czyli po ponad miesiącu. Nie skończyło się za to wiszenie na cycku, godzinami...Dziecko chciało ssac a dobre dusze odradzały podawanie smoczka, i tak męczyłam się 4 miesiące z małym ssakiem. Wyjście z domu na dłużej niż godz stało się niemożliwe.
    Nauka ssania smoczka trwała bardzo długo, na szczęście jak Mała załapała, przestała wisieć na piersi, a ja dopiero koło 5 czy 6 miesiąca zobaczyłam zalety karmienia piersią - nie te uczuciowe, tylko pragmatyczne.
    Karmię do tej pory, ale nie widzę w tym nic cudownego. Zwyczajny obowiązek. Fakt, doceniam wygodę i łatwość "przygotowania" pokarmu z piersi, ale dla mnie to nic patetycznego. Obowiązek jak inne, nie zachwycam się zmienianiem pieluch i karmieniem też. :P
    Nie wiem, na ile z tych negatywnych emocji wpłynęło na córkę, ale chyba lubi sobie possać pierś. Mam nadzieję, że wyjdzie to jej na zdrowie, bo dla mnie te początki karmienia to była autentycznie trauma.
    Chcę karmić jak najdłużej, dla dobra Małej, nie dla siebie. Jak skończy rok a ja będę mieć pokarm, będzie pić z kubeczka a nie z piersi.

    Ja nie żałuję, że wywalczyłam to karmienie.
    Ale nie wiem, czy drugi raz będę mieć tyle sił, żeby spać 3-4 godz na dobę i ciągle, ciągle karmić...

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwagaaa nadchodzę!! :D

    Hahah :) A poważnie bardzo ładnie napisałaś to wszystko :)Podoba mi się i wcale nie będę się licytować u Ciebie, bo coś się nawalczyła to Twoje i to jest wielkie.

    Powiem Ci, że ja (uwaga!) jestem pogodzona z odstawieniem się syna kiedyś tam w przyszłości. Ja nawet chcę tego, wiesz żeby on sam chciał, żebym to nie musiała być ja ta która powie dość ;)

    Muszę też napisać, że na cycku może być normalnie i spokojnie, fajnie by było gdybyś się o tym kiedyś przekonała, czego ci życzę ale ofc wiem, że nie zawsze się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że może być normalnie można się najwięcej dowiedzieć od Ciebie. Gdzieś tam z tyłu głowy mam tego świadomość. Im więcej czasu upływa tym bardziej myślę, że może będzie mi dane doświadczyć tej normalności :)

      Usuń
  6. nie brałaś paracetamolu na krocze? mi dawali w szpitalu co 4 godziny. nie potzrebnie sie tlumaczysz. wszyscy wiedza ze i Ty i witaminkaa mialyscie koszmarne przezycia. Podziwiam ze dalas rade.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brałam ale na mnie paracetamol jest jak witamina C.

      Usuń
    2. U mnie też - mogłabym jak cukierki jeść, bo i tak nic nie działa :P

      Usuń
  7. Uważam, że Twoje ostatnie wrażenia nie były konieczne, ponieważ nie istnieje coś takiego jak uzależnienie się od wspaniałej więzi z dzieckiem jaką jest karmienie piersią. Uzależnienie to coś złego. Dziecko również nie uzależnia się od karmienia piersią, dla dziecka to jest naturalne i zawsze było naturalne. Gdyby nasze pramatki nie mogły nas wykarmić to gatunek by nie przetrwał. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz, co ja myślę. Zgadzam się i czułam to samo - u mnie skończyło się na depresji i terapii. To był jeden z czynników, medyczny brak możliwości karmienia, a publiczna nagonka na karmienie piersią tylko mnie dobiła.

    OdpowiedzUsuń
  9. też mam w roboczych postach podobny post, taka spowiedź z karmienia, historia, no zobacz znowu telepatia ? jednak pisząc go stwierdziłam, że chyba nie będę go umieszczać. ale przynajmniej dla samej mnie spisanie moich myśli od początku do końca karmienia było dobrą sprawą.
    znam Twoją historię, byłam z nią wtedy na bieżąco. chyba moja bratowa miała podobnie jak Ty, bo karmiła do 4 miesiąca i początkowo gdzieś tam myślałam, że trochę uciekła jednak do mm za szybko, to jak mój Mały się odstawił, podczas rozmowy powiedziała mi co czuła jak jej Mała się odstawiła, nie chciała piersi, były cyrki i bratowa bardzo to przeżywała. wtedy rozumiałam ją jak nigdy, ale dopiero po tym jak widziałam jak mój Mały odrzuca pierś. mimo naprawdę dużej empatii jaką posiadam nie umiałam tego zrozumieć wcześniej (!). najłatwiej jest oceniać innych, a nie każdy może chcieć opowiadać szczegóły powodów takiej decyzji, bo z drugiej strony po co ? ja też nie lubię, bo wiem, że są ludzie, którzy jak będą chcieli to i tak to ocenią.
    Wracając do Ciebie Żonko Niezła, dla mnie byłaś mega dzielna ! Pozdrawiam Was, Ciebie i Królewnę !

    OdpowiedzUsuń
  10. super refleksja i podsumowanie.
    żadnej walki nie przegrałaś, wybrałaś co uważałaś za słuszne, a czy gorsze. chyba nie, czytając tego posta.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja na bieżąco nie czytam a mimo to rozumiem:) Niałam podobnie tyle tylko, że mi w szpitalu powiedzieli, że z takimi brodawkami będzie baaardzo cieżko. Depreche miałam dosyć długo, ale po trzech tygodniach płaczu, złości, krwi i zgrzytania zębami przeszłam na butelke i to był jeden ze szczęsliwszych dni w moim życiu. Obie byłyśmy spokojniejsze i nie czuję się z tego powodu gorsząą matką, przy drugim dziecku zdecydowałabym się na ten sam krok :))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny i potrzebny głos w całej tej rozmowie o karmieniu piersią

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja rozumiem co czujesz, bo tez mialam ciezkie chwile (o czym pisalam w poscie:)). Na bol brodawek pomogl nam w koncu srodek przeciwgrzybiczny, ale po ok. 7 miesiacach i ja i Adas bez zalu powiedzielismy cycusiom papa.
    Wkurzylo mnie tylko to, ze matki, ktorych przygoda mleczna nie wyszla zaczely atakowac matki karmiace piersia. Nikogo nie mozna dyskryminowac. Nie lubie tez z kolei jak ktos pisze, ze nie rozumie matek, ktore nie chca karmic. Ja rozumiem.
    Co do tej calej nagonki, to zauwazylam, ze matki piszace blogi w czasie ciazy (ktore z kolei ja tylko czytalam bedac w ciazy) nakrecaly sie wzajemnie na karmienie piersia i przescigaly pod tym wzgledem (!). A pozniej, no coz - zycie pokazalo, ze nie zawsze jest tak rozowo jak to mowia i pisza. I tu jest ten problem: w mediach swiat matek az ocieka lukrem i nikt nie pokazal jak radzic sobie z problemami, ktorych inni nie rozumieli, nie chcieli zrozumiec, albo zwyczajnie od nich uciekali...

    OdpowiedzUsuń
  14. "Czasem tylko mam wrażenie, że nie tylko Dziecko uzależnia się od karmienia piersią ale i matka. Matce jest trudniej się z tym rozstać niż Dziecku."
    W 100% się zgadzam. Mnie było przykro jak kończyłam karmić, teraz wiem że niepotrzebnie, zwalam te uczucia na hormony. Nikomu się krzywda nie stała, mam wrażenie że Dzieci nie zauważyły różnicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz, jeszcze zanim urodziłam, to byłam przekonana, że wystarczy chcieć, a się uda i że w ogóle trzeba walczyć do skutku. Ale potem sama się przekonałam, że jest ciężko, miewałam momenty załamania, a takie historie jak Twoja pokazują, że nie zawsze wystarczy chcieć!
    Uważam, że byłaś cholernie dzielna i nadal jesteś :D Z resztą wiesz, że jesteś zajedwabista hehe ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mialam podobne przzycia:/Az mnie wzruszyl Twoj post, bo jak wytlumaczyc, jak bronic sie przed ocena innych: "Dla wlasnej wygody przestala, nie myslala o tym, ze to bedzie lepsze dla dziecka..."A wlasnie ze myslalam i dla tego przestalam!po prawie 4 miesiacach.

    OdpowiedzUsuń
  17. Karmienie piersią, nawet jedną, może być cudowne, ale tylko wówczas, kiedy matka tego pragnie. Wręcz NIE WOLNO karmić wbrew sobie. Takie jest moje zdanie.
    Ja karmiłam jedną piersią 8 miesięcy. Kochałam karmić, ale w końcu zajarzyłam, że mój synek tak wrzeszczy, bo jest głodny. Od piątego miesiąca dokarmiałam mlekiem m. Ale w ósmym maluszek zastrajkował i tyle było z cycowania.

    Szkoda mi Ciebie bardzo. Nie powinno się zmuszać.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie zawsze karmienie jest cudowne, niestety. Szkoda, że akurat ty jestes tego przykładem. Ale mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będziesz mogła się przekonać o tym, że może być cudowne.
    Z drugiej strony szkoda, że cierpiałaś tak długo, bo może jeśli wcześniej dałabyś Małej MM byłoby lepiej. Owszem - należy walczyć o karmienie piersią, ale nie jeśli i dla Ciebie i dla Małej nie było to miłe przeżycie. Bo najważniejsze jest to, żebyście były szczęśliwe. Obie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zobacz co było u mnie... http://kalamburka.pinger.pl/m/12996290/o-poczatkach-macierzynstwa
    To nie jest jednostkowy przypadek. Kobiet takich jest ogrom :( Należymy do nich i my, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  20. Hmmm... i to mnie czekać może...

    OdpowiedzUsuń