piątek, 8 czerwca 2012

Wracam do pionu.

Już 2 tydzień czuję po sobie jak wspaniałe zmiany zaszły i zachodzą dalej dzięki unormowaniu hormonów. Tabletki mają na mnie zbawienny wpływ. Jestem lepszym człowiekiem pod każdym względem. Przede wszystkim lepszą Matką. 
Moja droga przez macierzyństwo to nie sielanka. Zaliczyłam i wzloty i upadki. Po narodzinach nie zalała mnie fala miłości a ogarnął lęk i przerażenie. Problemy z karmieniem nasiliły mój stan i dopóki nie przeszłyśmy na MM kryzys trwał. Z czasem wszystko się zaczęło normować, wypracowałam plan dnia z Lenką i żyło nam się nieźle. Z czasem jednak było znowu co raz trudniej. Mój cykl z każdym kolejny był co raz trudniejszy do przetrwania. Bóle przy @ się nasilały... Znowu wpadłam w czeluść czarnej dupy i 3 miesiące czekałam na to co mam teraz... 
Patrzę na moje Dziecię z miłością, co wcześniej nie było tak proste. Oczywiście, Córka była dla mnie wszystkim ale ja nie mogłam Jej dać wszystkiego. Byłam strasznie rozdrażniona, spięta, nerwowa, wrzeszcząca i po prostu niemiła. Na szczęście wiedziałam, że problem jest we mnie, nie oglądałam się na nikogo dookoła tylko szukałam przyczyny u siebie i jak najszybszej interwencji. Zajmowanie Córką szło mi koszmarnie, byłam okropną Matką. Nie miałam ochoty bawić się z Dzieckiem, denerwowała mnie kolejna zmiana pieluchy a plucie przy jedzeniu wyprowadzało z równowagi! Czasem nie chciałam wstawać rano z łóżka... Każdy kolejny dzień to była katorga dla mnie i dla Lenki.Od połowy cyklu zaczynał się horror a przed samą @ miałam myśli samobójcze! Depresja? Trochę dziwna, bo nasilała się z każdym kolejnym cyklem a apogeum było w fazie napięcia przedmiesiączkowego. Na wizytę u Profesora czekałam jak na zbawienie! Dostałam tabletki... i zaczęła się kolejna jazda. Skutki uboczne męczyły mnie każdego dnia. Miałam objawy jak przy ciąży: zawroty głowy, osłabienie, non stop niedobrze... Ale z każdym kolejnym dniem moja psychiczna hormonalność wracała do normy. Dziś jest wszystko w porządku. Nawet śmianie się przychodzi mi łatwiej, mam więcej cierpliwości a do Córki w szczególności. Całymi dniami się śmiejemy, robimy głupie miny... Bawimy się po prostu będąc ze sobą... a jak ja wyluzowana to Córka jest rozkoszna pełną gębą. Bez problemu rzucam robotę by poturlać się razem. To tak jakby ktoś ze mnie spuścił powietrze i wyssał napięcie w jakim tkwiłam. Bałam się, że przez skutki uboczne będę musiała pigułki odstawić i znowu będzie źle.Cały tydzień żyłyśmy niemal w symbiozie. 

Dziś miałyśmy trudniejszy dzień. Już wczoraj się zaczęło nie halo, w nocy kilka pobudek, mleko... a od rana mega maruda, nie dojedzona kaszka a obiad wypluty. Wszystko co dawałam do buzi od razu lądowało na języku a język na brodzie... W takich chwilach jestem zła na siebie, bo ogarnia mnie bezradność. I głupia jestem! Bo mogłam dać Dziecku mleko, po prostu mleko! Po dziś dzień nie rozumiem jak człowiek rozumny w trudniejszych okolicznościach nie myśli trzeźwo o tak prostych rozwiązaniach...


10 komentarzy:

  1. nie obwiniaj się, głodna nie była i tyle.
    może skok, może zęby.
    uszy do góry!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cenię sobie każde Twoje słowo na tym blogu! Nie każdy potrafi być szczery do bólu przed sobą samym a tym bardziej przez nami, czytelnikami! Pełen szacunek! Bez względu co by się nie działo dla swojego dziecka zawsze będziesz najukochańszą Mamą pod słońcem, więc głowa do góry i wszystko będzie ok:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezła żona jesteś i matka też niczego sobie, a że z balastem... Każdy ma jakiś wózek do ciągnięcia :) Dobrze że piguły działają, oby tak dalej. A dziecku nic nie będzie jak raz nic nie zje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. powtarzam się, ale uważam, że dużą zasługą tego jest to, że sobie pomogłaś, bo miałaś świadomość co się dzieje. nie każdy ma tę umiejętność, uwierz mi.
    u nas też coś różnie z tym jedzeniem, mam wrażenie, że już teraz żadne nowe zęby nie wychodzą, a bywa foch na jedzenie, nawet to ulubione.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że wracasz do pionu. Tak trzymać!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Straszne jest to przez co przeszłaś, podziwiam Cię, że umiałaś stawić czoło takim problemom!! Jesteś strasznie silna! Ja teraz jestem tak nakręcona na KP, że pewno bym tkwiła w tym błędnym kole, bojąc się podjąć decyzję o MM...

    OdpowiedzUsuń
  7. taak hormony bardzo dużo robią i mają bardzo duży wpływ na nastrój.

    super że się unormowało;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja wcale się nie obwiniam, że nie karmię piersią. Od początku mała jest na MM i nie mam do siebie o to pretensji. Nie byłam w stanie karmić jej piersią po tym co przeszłam (ciężki poród). Baby blues trwał tylko kilka dni...dziwne i straszne doświadczenie.
    Też jestem przed faktem wyboru tabletek anty. A kiedyś już je odstawiałam, bo po 5 latach "łykania" psychika zaczęła mi "siadać". Boję się powtórki.

    Głowa do góry! :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim zdaniem jesteś całkiem niezłą matką, jak każda z nas. ;)
    Tylko nie każda potrafi się przyznać sama przed sobą i przed innymi, że czasem ma nerwy na dziecko, że dziecko daje w kość i możemy mieć go dość.
    Wracaj do pionu i bądź wreszcie z siebie bardziej zadowolona. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Każda matka ma wylotu i upadki. Dobrze ze jedna z przyczyn napięcia została wyeliminowana. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń