piątek, 29 czerwca 2012

Wściekła matka

Macierzyństwo to na pierwszy rzut oka, słodkie bobaski, które gugają i uśmiechają się ze wszystkich dostępnych zdjęć. Nie wiem dlaczego tak mało mówi się, piszę jak ciężko jest matkom, które siedzą z dziećmi w domu. Zanim zostałam mamą, nie lubiąc obcych dzieci nie mogłam się na dziwić nad tym jak można krzyczeć, bić czy mordować własne dzieci. Dziś w ogóle się nie dziwię. Mordercze myśli miałam wiele razy, na zmianę chciałam się mordować lub jęcząco-jazgoczące Dziecko. Choćbym nie wiem ile dostawała buziaków, uśmiechów, przytulańców... jęczący jazgot doprowadza mnie do obłędu! Cudownie jest patrzeć na dzieci... stojąc obok. Wspaniale jest zajmować się Dzieckiem bez tych wszystkich "dodatków", których jeśli nie rozłożyć na rozsądne raty mogą człowieka zmiażdżyć. "Dodatki" czyli wszystko to czym kobieta-matka zajmuje się jednocześnie wychowując upragnione Dziecko. Presja wywierana na kobiety matki jest ogromna. Ciągle uważa się, że matka siedząca z dzieckiem cały dzień leży i ogląda sufit. Ilość czynności wykonywanych przez kobietę matkę jest niezliczona. Całkowita obsługa dziecka - które trzeba przebierać z pieluch bo leje, wali kupy, z ubrań które non stop są uświnione, przygotować jedzenie jak głodne się drze tak że aż widać dno w tyłku, robić z siebie pajaca zabawiając gdy nie śpi, gdy śpi - no właśnie... i tu się dopiero zaczyna dylemat. Gdy umordowana matka ulula umordowane Dziecię na drzemkę (która może się zdarzyć lub nie, nie da się wyliczyć jej czasu trwania) w głowie matki przechodzi sztorm czym tu się zająć. Trzeba zrobić pranie, zaprać wszystkie uświnione ubranka, rozwiesić pranie, wstawić obiad, posprzątać... albo walnąć się na łóżko i mieć gdzieś wszystko. 
Do szału doprowadza mnie siedzenie z dzieckiem non stop. Nie mam cierpliwości a od słodzenia mdli mnie. Z jednej strony to dobrze, że jestem z Córką sama - nikt się nie wtrąca. Z drugiej - potrzebne jest odciążenie na 1-2h by móc skoncentrować się na jednej czynności a nie robić obiad jednocześnie dwojąc się i trojąc przy automatycznym skurczu żołądka i wielokrotnym stanem przed zawałowym bo mieszając sos w garnku w tym czasie dziecko pcha paluchy do kabli. Non stop jest dylemat: muszę wstawić pranie bo wyłazi z kosza albo zająć się dzieckiem, pozmywać naczynia które wyłażą ze zlewu albo zająć się dzieckiem itd... Gdy staram się ogarnąć otoczenie Dziecko łapię nerwa i domaga się mojej uwagi w momencie gdy gotuje się woda na makaron! Staram się jakkolwiek cokolwiek planować ale to jest ZAWSZE niewiadoma i niepewność. Siedzę z Córką od rana do chwili aż pójdzie spać. W między czasie wpada mąż i przejmuje Córkę na 1-2h bym mogła złapać oddech. To za mało. Niestety. Nie ma czegoś takiego jak weekend, bo sobota to dzień jak każdy w tygodniu. Zazwyczaj w niedzielę jestem wściekła, wkurwiona i muszę upuścić frustrację i ciśnienie. Czasami to niewinne tak upragnione i wyczekane Dziecko potrafi wyssać ze mnie energię, że nie mogę na nią patrzeć. I wiecie co, nie wierzę, no kurde nie wierzę, że żadna matka siedząca z dzieckiem sama i całą resztą nawet przez chwilę tak nie ma. Czasami jak czytam słodko pierdzące opowieści o różowych wiecznie uśmiechających się bobasach - pukam się w czoło i myślę, czy matka chce w to wierzyć czy chce by inni w to wierzyli...
Moja Córka nie jest Dzieckiem specjalnej troski, ale cholernie absorbująca. Nie mogę przy niej wykonywać wielu czynności, bo nie usiedzi w spokoju 5minut. A ja w każdy piątek myślę o tym, by w sobotę wsiąść w autoban i pojechać na weekend by odpocząć od ciężkiej tygodniowej pracy...
Po zębnym armagedonie, wszystko powoli się unormowało. Ostatnie dni były super. Dziś umordowałyśmy się we dwie...

34 komentarze:

  1. Też miałam ten sam problem. Pod koniec macierzyńskiego myślałam, że zwariuje. I z chęcią wróciłam do pracy. Teraz mam w cholerę mało czasu ale ustawiłam sobie priorytety. Po pracy obiad i zabawa z małą. Wieczorem sprzątanie albo i nie. Mój dom,mój bałagan, moje nerwy. A jak się komuś brudne okna nie podobają to niech spada :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest jedna rzecz, która mnie tak wyprowadza szatańsko z równowagi: jedzenie. Pewnie przez początkowe problemy z karmieniem, to jedyne sytuacje które potrafią mnie rozzłościć. Z innymi się pogodziłam i mało mnie ruszają, nie przypuszczałam, że mam w sobie tyle cierpliwości, chociaż zdarza się, że mam dość.
    Nie wiem, jak będzie gdy dziecko zacznie chodzić...

    OdpowiedzUsuń
  3. ja mam zupełnie inaczej. teraz kiedy moirodzice są na urlopie a mąż pracuje dwa razy ciężej bo euro z wieloma rzeczami jestem sama. nie mam dylematu obiad czy dziecko. muszę zrobić to i to więc zamykam się w kuchni z młodym ja robię obiad on się bawi. zwykle też chce na ręce, próbuje grzebać w koszu lub gryzie surowe ziemniaki. nie załamuje nad tym rąk tylko sprawdzam żeby nie dobierał się do niebezpiecznych przedmiotów. my wszystko w domu jak jesteśmy sami to robimy razem a drzemki zawsze przeznaczam na siebie, prysznic, makijaż, kawa, ciastko, a czego mi się nie uda zrobić w domu to odpuszczam i poprostu cieszę się chwilą z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zdaniem Niezła Żona ma trochę inną sytuację i w sumie nie dziwi mnie że czasem ma dość. Zobacz Hafija, że ty masz teraz tak że jesteś z wieloma rzeczami sama... Jednak 11 miesięcy bez pomocy z zewnątrz może dać w kość.
      Nie będę się licytować kto ma gorzej, nie o to mi chodzi... Tylko czasem nie można porównywać dwóch całkiem innych sytuacji.

      Usuń
    2. Robie tak samo jak Hafija z tym obiadem. Na szczescie mam kuchnie polaczona z salonem i tylko lookam czy wszystko ok. Jednak nie wszystkie dzieci sa takie, ze zajma sie same soba i tu pojawiaja sie problemy i frustracje.
      Rozumiem Cie doskonale, bo tez mam czasem zalamke i te same dylematy co Ty. Dzisiaj wyszlam po 7 wieczorem na wieczor spa zostawiajac meza z synem, kapiela, usypianiem itd. Nie mialam zadnych wyrzutow sumienia, nie chcialam dzwonic co 5 minut i przynajmniej z ludzmi pogadalam i sie odprezylam. A po przyjsciu? Dzidzia spi wykapana, a tata pelen relaks na kanapie. W czwartki zaczynam aerobik i dobrze mi z tym. Goraco polecam chociaz probe ukradniecia chwili i przestrzeni dla siebie:) Pozdrawiam cieplo:)

      Usuń
    3. A ja jestem ciekawa jak to można ugotować obiad z wyjącym dzieckiem. Do dziś zachodziłam nad tym w głowę. Ale teraz chyba już wiem.
      Albo można zostawić wyjca na podłodze, aby się bawił, ale wówczas po max. 5 minutach matka dostaje szału. Bo dziecko bawić się nie chce jakoś wcale.
      Można jeszcze ugotować z wyjcem na rękach. Można? Można! No bo cóż to za problem obrać ziemniaki z dziesięciokilowym obciążeniem na ręku?!Żaden! Tylko żeby nie siadać czasem, bo wówczas ząbkująca syrena działa ze zdwojoną siłą. A więc na stojąco. Poklepać kotlety? Drugą ręką po prostu. Ale zaraz, zaraz. Jeśli jedna ręka trzyma dziecko, druga obiera ziemniaki, trzecia klepie kotlety, to która poszatkuje kapustę na surówkę? No jak to która? Czwarta!Po prostu!Albo zawsze jeszcze można zrezygnować z surówki i wstawić brokuły. Po prostu! A czym wstawić?No jak to czym? Nosem!

      Usuń
    4. ja też mam kuchnio-jadalnio-kanapownię. Ale niestety mój Młody jest strasznie ciekawski i ABSOLUTNIE WSZYSTKO musi pomacać i widzieć a jak nie widzi to się strasznie denerwuję. WIęc jak obiad to tylko w porze jego drzemki. Inaczej nie daję rady.

      Usuń
    5. Mamuśka Martuśka kocham cię za ten komentarz.

      Usuń
    6. Mamuśka Martuśka - dokładnie tak bywa, nie zawsze, nie każdego dnia ale tak bywa. Wtedy nie gotuje obiadu, dzwonię do męża i on coś przywozi ;)

      Usuń
    7. też uważam, że myśl, ze np. rodzice w końcu wrócą i sytuacja się odmieni pomaga przetrwać trudniejszy czas. ja tak mam, że jak jest gorszy dzień, wiem kiedy wróci mąż i ta myśl pozwala mi przetrwać gorsze godziny. też robię obiad w porze drzemki, a nieraz dopiero jak wróci mąż robimy coś na szybko.

      Usuń
  4. mnie do szału doprowadza jak młody ucieka mi z placu zabaw i ma mnie głęboko w tyłku jak go wołam, alebo jak po raz setny mówie nie ruszaj wtedy nerwy biorą góre i wrzasnę i nie ma siły żeby się nie wkurzyć, mam wiele cierpliwości i mało kiedy mojemu dziecku udaje się wyprowadzić mnie z równowagi ale bywa, że i ja mam dość. W zeszłą sobotę zostawiłam Mikołaja dziadkom i miałam czas posprzątać, spotkać się przyjaciółką, pożyć i młody miał wolne od matki

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam roznie, czasem sie wyrobie ze wszystkim, czasem z niczym.
    Jak sie nie wyrobie jestem wsciekla bo K. oczekuej i wychuchanego dziecka i porzadku i obiadu.
    Nie zawsze da sie wszystko pogodzic.
    Nie kazdy ma dziecko ktoro usiedzi samo przez pol h i bawi sie samo. Moja tak czasami ma, czy bajke oglada, czy lata z tukanem czy kogutem, czy ksiazeczki mi pokazuje jak ja obieram ziemniaki. ale czasami pcha sie na kolana i wisi na cycu albo placze ze sie z nia nie bawie.
    I wtedy moja frustracja rosnie, bo jestem glodna, bo podloga w polowie umyta a z reszty sie naniesie i syzyfowa praca bedzie..
    nie znioslabym jak by mi dziecko wylo caly dzien.
    ale ponoc dostajemy dzieci takie, na jakie wystarczy nam sil do wychowania.
    Wiec Ania, jestes cholernie silna baba, bo mimo wscieklizny dajesz rade i brniesz w gaszcz haosu do przodu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie wiesz jak mi się marzą dziadkowie w pobliżu...a są jak przylecą, średnio raz w roku;/ I doskonale rozumiem Twoje rozdrażnienie, bo też momentami mam ochotę wszystko rzucić i uciekać...dobrym rozwiązaniem jest żłobek i drzemki dziecka poświęcane sobie(chociaż co druga;))

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja zawsze byłam zdania że pierwszy rok to największa masakra :-p potem jest lepiej Za rok zobaczysz róznice gdy Twoje dziecko bedzie się umiało samo zabawić przez 20-30 min. To będzie jak cud nad Wisłą. Jak dojdzie do trzeciego roku życia bedziesz miała jeszcze więcej czasu bo nie będzie to zabawienie się raz czy 2 w ciągu dnia przez te 20 min a dużo częściej, no i dziecko bedziesz mogła włączać w obowiązki domowe. Ja pamiętam jak młody miał trzy miesiące, jedną ręką mieszałam zupę, w drugiej miałam wrzeszczącego młodego i nagle zadzwonił telefon. Wykończona psychicznie miałam ochotę rzucić dziecko, rzucić łyżkę walnąć telefonem o ścianę zostawić wszystko i wyjść. Praca wiele zmienia, ja poszłam do pracy bardzo szybko i musze powiedzieć, że choć obawiałam sie tego ze tyle mnie ominie to jednak było mi to bardzo potrzebne. Teraz nadal wiekszość jest na mojej głowie ale nabrałam dystansu do tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojjjjj znam to!Doskonale! Rzadko o tym piszę, bo wstyd mi. Po prostu. Ale rozumiem doskonale.
    Z czasem robi się lżej, ale ciągle od czasu do czasu wyłazi kolejny ząb i wtedy koszmar powraca.
    A dobijają mnie matki dzieci idealnych.

    OdpowiedzUsuń
  9. nie żebym się mądrzyła ale: ''Im umiejętniej dorośli radzą sobie ze swoimi emocjami, im bardziej potrafią zrozumieć, co się z nimi dzieje, tym łatwiej jest im wspierać swoje przeżywające emocje dziecko. Im bardziej to dziecko czuje wsparcie ze strony bliskich i ufa im, że mu pomogą, tym łatwiej jest mu się uspokoić i poradzić sobie ze stresem, tym rzadziej wywołuje w rodzicach silne i trudne dla nich emocje.'' A Stein, ''Dziecko z bliska'', Mamania, Warszawa 2012, str.174

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Logicznym jest fakt, że gdy matka wyczyści się z emocji osiąga spokój który wpływa na dziecko. Bo spokojna matka to spokojne dziecko, tylko jak dziecko boli brzuch a matka jest bezsilna wpada w rozpacz więc gdzie te emocje? Nie bardzo rozumiem jak ma się powyższy cytat do mojego posta...

      Usuń
    2. Kitku, bo nie masz rozumieć :) I nijak się ma do Twojego posta :D

      Usuń
  10. u nas nie ma szans na jakąkolwiek pomoc, dziadkowie mieszkają daleko, w dodatku do emerytury im daleko- także będzie wesoło :/

    OdpowiedzUsuń
  11. wydaje mi się, że każda sytuacja ma wiele interpretacji i każdy temat można ująć skrajnie inaczej. ja doskonale Cię rozumiem, Stasiek ma 16 miesięcy i też jestem z nim sama przez cały dzień, wieczorem wraca mąż i bawią się i kąpią przez chwile a ja padam na twarz. w ciągu dnia bywają chwile cudownej sielanki i wspólnej zabawy ale oprócz tego jest zwykła rzeczywistość, gdy brakuje piątej i szóstej ręki i wkurza mnie pranie, gary, zakupy, obiad itd. no ale jakoś funkcjonować trzeba. czasem udaje się sprzątnąć, czasem udaje się ugotować a czasem jest syf chaos i zupa z mrożonki. chyba czasem trzeba sobie pozowlić na komfort psychiczny olania czegoś z długiej listy. łącznie z tym, że czasem trzeba trochę olać dziecko i za dziesiątym razem odmówić przeczytania tej samej książeczki... a propaganda matek idealnych i dzieci bezboleśnie towarzyszących we wszystkich domowych czynnościach jest naciągnięta. jasne, że można pogodzić wszystko, to wykonalne: pranie, gary, obiad, zmywak, sklep, spacer, kupa itd. ale nie trzeba udawać, że codziennie i cudownie i nigdy nie dopada wkurw najzwyczajniejszy. damy radę. a nasze dzieci kiedyś docenią, że bywamy asertywne i wytyczamy granice. mam taką nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, trzeba uzbroić się po zęby w cierpliwość ale gdzieś trzeba powiedzieć, że nie jest kolorowo a my nie posiadamy stalowych nerwów. A kiedyś będziemy z uśmiechem wspominać ten trudny czas ;) I nic nam nie odbierze tej satysfakcji, że dałyśmy radę :)

      Usuń
    2. czy uzbrajanie sie w cierpliwosc nie jest tym samym co zaciskanie zebow? :-p

      Usuń
  12. przy córce cierpliwości nauczyłam się jak nigdy.
    do tej pory jest niekiedy to dla mnie nie lada wyzwaniem.
    teraz gdy raczkuje, klęka i wszystko ją interesuje mam urwanie głowy, a co to będzie, gdy zacznie chodzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lenka raczkuje ale włazi już wszędzie, chodzi trzymając się paluszkiem, więc jak zacznie chodzić na nogach różnicy wielkiej nie będzie. I jak mama jest uparta i upierdliwa jak chce gdzieś wleźć to jest krzyk i tyle ;)

      Usuń
  13. matka potrzebuje czasu dla siebie i basta! inaczej zwariuje :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Podsumowując: każda z nas matek ma dokładnie taki sam sajgon, co świetnie ujęła autorka w "Macierzyństwie Non-Fiction", tylko mało która o tym mówi :) Załóżmy klub złych matek! Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobrze Cie rozumiem. Odkąd mam dziecko śmieszą mnie wszelkie telewizje śniadaniowe, gdzie robi się ludziom papkę z mózgu wmawiając, że macierzyństwo to raj i domowe SPA.Bzdura. Siedziałam z Kubusiem rok w domu, z pomocą tylko męża, ale też nie zawsze i mimo, że mam syna wręcz anioła, to i tak powrtót do pracy przyniósł mi ulge. Co za paradoks. Idę do pracy odpoczywac! Ale to chyba zależy wszystko od psychiki. Są tak zwane matki kwoki, matki polki, matki potzebujące wyjsc, matki pracujace. I każda z tych mam jest dobrą mamą, pod warunkiem, ze zyje w zgodzie ze soba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ladnie dawac takie etykietki komukolwiek :-p

      Usuń
    2. dlaczego? przeciez taka jest prawda. tak jak są różne osobowości, tak są różne typy mam. żadna z tych etykiet nie ma negatywnej wartości.

      Usuń
  16. Miałam tak jak do roczku, potem w miarę ok, i odkąd Tusia ma 2 lata znów to samo, teraz zwalałam to na natłok zajęć (praca, studia, ogród, a mąż ciąge w delegacji), może jak już skończę tę szkołę to będzie lżej...

    OdpowiedzUsuń
  17. I tu usunęłam jeden komentarz niechcący więc wklejam. Małgorzatka napisała: " Będzie lepiej, będzie lepiej, zobaczysz. Haha najgorzej to chyba się nastawić, że będzie lepiej, ja się nastawiałam i co? I dupa, frustracja. U nas do roku masakra, po roku masakra, po 2 latach jeszcze większa, a po 3 wolę nie mówić. Mam jeszcze 11miesięczniaka ale on jest zupełnie bezproblemowy od urodzenia(w porównaniu do starszej), mogę przy nim zrobić raczej wszystko, choć zdarzają się dni kiedy mam ochotę dwójkę wystrzelić w kosmos;)"

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie do szału doprowadza jak jesteśmy w weekend sami i jedziemy na wyprawę na cały dzień z prowiantem, ubraniami na zmianę, pieluchami etc. Wracamy do domu z tymi tobołami, a to niełatwe bo trzeba wejść na górę po skarpie, człowiek się upoci i umęczy a Młody od razu ciągnie by się z nim bawić klockami czy coś. A ja chcę jakoś ogarnąć ten majdan, rozpakować, jakieś picie zrobić bo wiem, ze jeśli tego nie zrobię od razu to zrobię dopiero o 22 jak Młody będzie spał. A mnie wykańcza jak schodzę z góry do kuchni o tej 22 wykończona i czeka na mnie jeszcze góra tobołów, rzeczy do wstawienia do zmywarki etc. Więc po prostu puszczam Boba Budowniczego i mam te 20 minut by ogarnąć dom. Wkurza mnie, bo przez cały dzień na spacerze poświęcam pełną uwagę dziecku, co jest logiczne skoro biega ucieka i w ogóle, więc nie mam siły od razu w domu przejść na tryb domowo-zabawowy.

    OdpowiedzUsuń
  19. hej;) przypadkowo trafiłam na twojego bloga.. i podpisuje się obiema rączkami pod twoimi postami. Ja synka wychowuje sama, tak życie mi się ułożyło. Jestem dla niego mamą i tatą. Kocham go bardzo ale czasami po prostu nie mam sił. Nie ułatwia mi też tego moja mama, która absolutnie wszystko wie lepiej i uważa że wszystko robię źle. Ale ty mi pokazałaś, że nie tylko ja jak ujmuje to moja mama "nie radze sobie". Też dusi mnie rutyna i ciągłe komentarze na temat moich metod wychowawczych. Pewnie że mogłabym się sprzeciwić ale tak naprawdę nie mogę bo jestem zależna od mojej mamy nie tyle finansowo ale mentalnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń