poniedziałek, 18 czerwca 2012

Z wizytą u psychologa.

Szkoda, że wciąż wśród społeczeństwa panuje stereotyp - psycholog jak psychiatra a psychiatra to tylko wariatami, czubkami, nienormalnymi się zajmuje. Nie jesteśmy ze stali nierdzewnej. Jeśli mamy przed sobą człowieka, który kreuje się na silnego pod każdym względem - nie dajmy się zwieźć pozorom. W rzeczywistości to zbroja zakładana na co dzień. W środku każdy ma lęki, obawy, złe doświadczenia. Nie ma rodzin idealnych, w każdej były problemy - kwestia większych i mniejszych problemów. Błędem jest chowanie negatywnych emocji i doświadczeń głęboko w podświadomości, ukrywając za srebrzystą zbroją. Wraz z upływającym czasem - rośnie frustracja, której ujście prędzej czy później w głowie rośnie i zaczną się problemy które i tak były, są i będą. Kwestia przyznania przed sobą do tego co było, jak było i że było.

Miałam w dalszej rodzinie, osobę chorą na schizofrenię. Jako dziecko, gdy się dowiedziałam o tym, oswoiłam się jednocześnie z faktem, ze psychiatra nie zajmuje się czubkami, a ludzie chorzy nie muszą być wariatami. Moja ciocia, była wspaniałą kobietą, mądrą, inteligentną, z klasą i piękną. Gdy brała leki, trudno było określić, że jest z nią coś nie tak. 
Dzięki temu przykładowi, oswoiłam się z faktem, że psychiatra - to nie koniecznie kaftan bezpieczeństwa, szpital bez klamek i hordy wariatów. 

Niestety, dziś w ciąż żyjemy w przekonaniu, ze z problemami mamy sobie radzić sami. Poza tym są ludzie którzy non stop użalają się jak im źle, dramatyzują, histeryzują obarczając swoimi "problemami" każdą napotkaną osobę aż do urzygu. Jednocześnie nie wprowadzając żadnych zmian by żyło się lepiej.

Mam "swojego" zaufanego psychologa. Raz byłam u psychiatry i brałam antydepresanty. Mój psycholog to osoba z którą spotykam się w ośrodku interwencji kryzysowej w mieście przy którym mieszkam. Mogę przyjść niemal z ulicy, teraz to trudniejsze, bo wiem że jest dość rozchwytywany. Miałam bardzo trudny okres w moim życiu. Przez kilka miesięcy żyłam w bardzo wyniszczającym stresie. Z psychologiem widywałam się raz na 2 tygodnie. On mi zasugerował psychiatrę i terapię grupową DDA. Dzięki niemu moje życie nabrało lekkości, bo pozbyłam się balastu przykrych doświadczeń z przeszłości. Teraz mimo, że to wszystko jest za mną i żyje mi się lepiej, nie straciłam kontaktu z psychologiem. Ciąża, poród, okres połogowy, Dziecko - miesiące które nie zawsze były lekkie, ponownie zaprowadziły mnie na spotkanie z Panem. Lubię z nim rozmawiać, bo gdy jestem zakotwiczona z negatywnych emocjach on mi pomaga rozłożyć je na czynniki pierwsze, powkładać w odpowiednie szufladki. Poza tym potrafi mi rozjaśnić też położenie osób mi bliskich, chociażby Męża, co pozwala mi lepiej go zrozumieć. 

Wiem, że mam szczęście, bo trafiłam na świetną osobę. Dobrze mieć choćby w podświadomości osobę postronną, której można się wygadać - bo nie będziemy oceniani w kontekście: Ty jesteś taka, siaka i owaka. Z drugiej strony chodzi o nadużycie. Nie chodzę do psychologa z byle powodu. Nie umawiam się na seanse regularne. To jest doraźna, docelowa pomoc w momencie gdy widzę, że nie tyle ja nie daję rady, co otoczenie jest mną zmęczone a wszystkie znane sposoby odreagowania czy uspokojenia nie pomagają. Nie lubię obarczać swoimi problemami bliskich, czy upubliczniać ich. Wystarczy fakt, że frustracja trwa zbyt długo a Dziecko cierpi najbardziej. Nie warto ciskać się, spinać, warczeć na wszystkich dookoła. Warto skorzystać z pomocy i nie bać się! Wiecie ile osób wciąż jest na anty do takich sposobów pomocy? Bo psycholog, terapeuta to tamto sramto, lepiej iść się napić. Tylko, że problemy nie znikają - te by przestały dokuczać trzeba się z nimi zmierzyć i rozstrzelić. A z każdego trudniejszego wydarzenia WYCIĄGNĄĆ WNIOSKI. Bo historia się powtórzy jeśli tego nie zrobimy a koło wciąż będzie zamknięte. Samemu ciężko wykaraskać się z kręgu problemów.

16 komentarzy:

  1. a ja się nie dostałam na psychologię, a tak chciałam, ale nie żałuję też, że nie brnęłam dalej w ten kierunek, bo z wiekiem stwierdziłam, że nie udźwignęłabym problemów innych. cieszę się Żono, że czujesz się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychologii studiować nigdy nie chciałam :) Wolę pedagogikę bo jest w niej szersze pole do popisu. Psychologia to mnóstwo teorii, które nie zawsze odnoszą się do danego człowieka. Pan psycholog powiedział tak: "Pani Aniu, dobry psycholog to 90% człowieka a 10% teorii"

      Zgadzam się z tym całkowicie!

      Usuń
    2. też się zgadzam, bo coś jest w tym moim usposobieniu, wiele osób wciąż mi powtarza, że nim jestem z charakteru :) a niektórzy to w ogóle mają przekonanie, że ja tę psychologię jednak skończyłam, czym mnie ubawiają po pachy :)
      nie żałuję studiów pedagogicznych, bardzo mi się podobały :)
      nie lubię za bardzo robić podziałów ludzi, ale prawda jest taka, że są wśród nas "czytający duszę" i "upośledzeni komunikacyjnie", choć to drugie chyba za mocno określiłam.

      Usuń
  2. Zgadzam się ze wszystkim co piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnie napisane !!!
    A*#*

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, doskonale wiem o czym piszesz, ja sama wylądowałam u psychologa własnie kiedy urodziłam dziecko, właściwie po 6 miesiącach a powinnam zdecydowanie wcześniej, bo ciągly płacz malucha, alergie itd wykończyły mnie po prostu. Mimo że jestem mega silną osobą, przyszedł moment gdzie wiedziałam, że nie dam sobie rady i nie wstydziłam się do tego przyznać.Potrzebowałam dystansu i kogos kto mi to zapewni. 3 m-ce wizyt u psychologa i jestem jak nowa. Mamy dzieci w tym samym wieku - córka ma 10m-c i 3 tyg. :) pozdrawiam
    lady

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Myślę, że każdy ma taki moment, że wysiada tylko nie potrafi się do tego przyznać ani przed innymi a tym bardziej przed samym sobą... ;)

      Usuń
  5. Coś o tym wiem... Mój mąż jest psychologiem :/

    OdpowiedzUsuń
  6. fajnie, że umiesz sobie pomóc! nie każdy jest na tyle dojrzały... pzdr

    OdpowiedzUsuń
  7. mi ostatnio taka wizyta też by się przydała

    OdpowiedzUsuń
  8. No i co tu napisać no Lubię TO! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W pewnym momencie poczułam się tak źle sama ze sobą (miało to związek z walką z niepłodnością), że sama zdecydowałam, że muszę pójść do psychologa, bo będzie coraz gorzej. I chociaż terapia nie trwała długo to bardzo dużo mi dała, nie żałuję i jak będę jeszcze kiedyś go potrzebowała, to bez wahania pójdę ponownie. Wolę to niż ogłuszanie się jakimiś uzależniającymi lekami. To żaden wstyd, czuć się gorzej, to żaden wstyd szukać pomocy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój chrześniak ma ADHD strasznie mi szkoda dzieciaczka, bo można było go lepiej "przystosować" do życia w społeczeństwie, moja kuzynka strasznie długo bagatelizowała problem i nie chciała żeby jej dziecko chodziło do psychologa, bo co ludzie pomyślą... teraz chłopiec ma 9 lat i kompletnie sobie nie radzi:(

    OdpowiedzUsuń