niedziela, 24 czerwca 2012

Zębny armagedon.

Miałam zrobić wpis o tacie, ale to co się dzieje w ostatnim czasie nie pozwala mi się skupić na takich sprawach. Postaram się nadrobić, jak już dojdziemy do równowagi.

Zębowe koszmary nie mieściły mi się w głowie, dużo czytałam historii mrożące krew w żyłach jakich męczarni dostępują dzieci gdy na światło dzienne pchają się zęby. U nas pierwsze dolne jedynki wyszły szybko, nawet znośnie gdy Lenka skończyła 4 miesiące. Na kolejne jedynki czekaliśmy aż do 7-8 miesiąca. Było trudniej najpierw pchała się jedna, po niej druga. Dziąsła puchły, robiły się krwisto czerwone, było marudzenie, problemy z jedzeniem ale wytrwaliśmy. Natomiast ostatni tydzień to był istny horror. Obydwie górne dwójki, jednocześnie się pchały. Nie wiem od czego zacząć, ale cierpienie mojego dziecka totalnie wyprowadziło mnie z równowagi. Panadol przeciwbólowo nic nie dawał, kupiłam nurofen a po nim brzuszek dawał dżezu. Temperatura była, ból tak okrutny, że nie dało się posmarować dziąseł, nie dało się pić z butelki, kubeczków... jedzenie też nie wchodziło w grę, bo przecież trzeba do buzi włożyć... Kupy były straszne. W końcu spanikowałam i poszłyśmy do lekarza w czwartek. Pani obejrzała, zbadała i wszystko ok. Tylko, że w drodze od lekarza zmokłam do suchej nitki, Młoda też bo z folii w wózku chciała wyjść, wychylała głowę i wystawiała rączki żeby deszczyk łapać. Przez to ja się zaczęłam rozkładać - padło na zatoki. A z Młodą zaczął się od piątku hardcore. Cały dzień ryk. Lenka dostała probiotyk na brzuszek, którego nie dała sobie wziąć i wypluła, to samo było z nurofenem, panadolem i wszystkim innym. W nocy nie spała od 24 do 2:30. Wczoraj w sobotę było to samo, a mnie zatoki, dreszcze i temperatura. Byłam bliska obłędu. Pół nocy chodziła suszarka do włosów bo dzięki niej Dziecko spało. Po dniu nie jedzenia i nie picia (piła łyczkami, co drugi wypluwała, albo wyrywała się), nad ranem był wrzask i wydoiła 270ml mleka! Masowaliśmy jej brzuszek na wszystkie sposoby. Jest lepiej, dużo lepiej. Ja się wyspałam i czuje się lepiej, Mała jest rozdrażniona ale wszystko wraca do normy.

W tym wszystkim najgorsza jestem ja. Nie radzę sobie gdy Dziecko płacze a ja nie wiem jak Jej pomóc. Wpadam w panikę, nerwówkę, drę się a Lence zamiast być lepiej jest tak samo albo i gorzej. Nie umiem się uspokajać tak szybko jak się wyprowadzam z równowagi. Prawdziwa matka furiatka ze mnie. 

6 komentarzy:

  1. Już się boję co to będzie u nas :/ Mój ma 8-miesięcy i zero ząbków na koncie ... boję się kumulacji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. my stosujemy na takie akcje ibufen D, dzieła bez brzuszkowych rewolucji u nas...trzymaj sie dzielnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. czy jest choć lepiej już ? wspieram !

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję. Pamiętam swoją panikę, jak J.J. otworzył buzię pełną krwi, bo się właśnie ząb przebił. Myślałam, że umrę z przerażenia. Trzymaj się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak tam ????
    niestety kumulacje zawsze są najgorsze!!

    wytrwałości!!!

    OdpowiedzUsuń