niedziela, 1 lipca 2012

Emocje.

Emocje są wszędzie. Mi towarzyszyły odkąd pamiętam. Niestety pamiętam te złe emocje, negatywne jak strach, niepokój, obawa, lęk... Do tych dobrych emocji dokopywałam się na terapii DDA gdzie dojrzałam w gąszczu negatywów pozytywy. Gdy nadszedł moment gdzie składowane przez wiele lat emocje zaczęły się domagać "wyjścia" zaczął się bardzo trudny czas w moim życiu. Do dzisiaj mimo terapii, diagnoz jest mi trudno radzić sobie z emocjami. Byłam i jestem nadpobudliwa, zmiany w mózgu z którymi przyszłam na świat pogłębiły się przez alkoholizm w domu i źle funkcjonujący system rodzinny. Nie miałam na to wpływu. Mając 22 lata chciałam za wszelką cenę stanąć na równe nogi i rozprawić się raz na zawsze z przeszłością. Udało się ale wypracowywany przez lata system obronny działa do dzisiaj. Nie radzę sobie z nadmiarem emocji. Po to założyłam bloga, bo ktoś kiedyś ukradł mój pamiętnik i obnażył to co było w nim zawarte dodając przy tym niestworzone rzeczy m.in mówiąc że jestem nienormalna i chorą psychicznie wariatką. Tu muszę zmartwić wszystkich doszukujących się - nie jestem chora psychicznie, powiedziało to kilku psychiatrów u których konsultowałam, bo sama zaczęłam wątpić czy jest wszystko w porządku. Zaczęłam pisać bloga by dać ujście złym emocjom. Bo nie chcę dookoła zrzędzić i narzekać. Blog to mój katalizator, ujście gdzie mogę bezkarnie wyżyć się z tego czego na co dzień nie wypada okazywać. 
Na co dzień siedzę z Dzieckiem. Jestem dobrze zorganizowana bo dzięki podzielności uwagi, mogę robić 5 rzeczy na raz. Mam w domu porządek, jest czysto, ugotowane, uprane. Dziecko mam wspaniałe, cudowne, najpiękniejsze na świecie i bezproblemowe. Dogadujemy się fantastycznie, mamy podobne charaktery a co za tym idzie i potrzeby. Dzięki temu wiem kiedy i co jest potrzebne mojemu dziecku. Obie mamy silną potrzebę wolności i przestrzeni. Mamy swoje chwile gdy się przytulamy, gdy się całujemy ale jak Lenka się czymś zainteresuje lub sobie coś upatrzy - nie ma zmiłuj i mama jest nieważna. Lenusia wspaniale się rozwija z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem. Budzi się radosna, uśmiechnięta z płaczem tylko jak coś jej dolega. Swoim cudownym głosikiem woła nas lub z lekkim oburzeniem dlaczego jeszcze nie zrobiliśmy mleczka... Nie piszę o tym tu na blogu, bo mnie pisanie o pierdołach typu jak dziecko zjadło, spało, zabawiło się nie kręci. Piszę wtedy gdy mam taką potrzebę a nie żeby coś komuś pokazać, czymś się pochwalić, udowodnić czy utwierdzić  w przekonaniu. Jestem zaskoczona mimo języka w jakim piszę bloga, że jest tyle mam, które mają podobne odczucia jak ja i potrafią mnie rozumieć. Całe życie szukałam akceptacji i zrozumienia! Znalazłam je tutaj od osób zupełnie postronnych. To co tutaj piszę to są chwile, wycinki nie tyle z naszego życia co z mojej głowy! To jak przeżywam, odczuwam jest tutaj. Jeśli czytelnicy sugerują się tylko i wyłącznie tym co tutaj piszę i przekładają na życie realne... no błagam! Jakby każdy czytał poradniki wychowawcze i każde słowo traktował dosłownie - byłaby masakra.

Problem jest w jednym i tym samym momencie. Dziecko potrzebuje stałości, rytmu dnia rutyny. A mnie rutyna doprowadza do frustracji i wybuchów. Zaczynam się dusić, męczyć i nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Przeszkadza mi wszystko, każdy szczegół działa jak płachta na byka. Zaczynam się wyżywać na mężu i tracę cierpliwość do Dziecka. Wtedy też Dziecko przeżywa wszystko ze mną i mamy problemy. A tak na prawdę jeden problem. Organizuje życie tak by jak najmniej truć je bliskim. Za każdym razem gdy mam gorszy dzień a emocje ucichną tłumaczę Dziecku co się dzieje. Wierzę mocno w to, że uda mi się osiągnąć równowagę i zanim nastąpi wybuch uda mi się wyrzucić emocje bez uszczerbku na czyimkolwiek zdrowiu.

Kolejna kwestia jaką chciałam poruszyć to cicha wojna między matkami w świecie blogowym. Cicha która staje się co raz szersza i głośniejsza. Właśnie kończę studia pedagogiczne, licencjat robiłam na wychowaniu obronnym z problematyką przestępczości, pracowałam w komendzie miejskiej policji, pisałam pracę licencjacką o ADHD, magisterkę robiłam na pedagogice opiekuńczo wychowawcze, pracę magisterską piszę o DDA, studiowałam na wydziale nauk o wychowaniu i robiłam wiele wiele innych rzeczy, przerabialiśmy wszystkie metody wychowawcze i nauczania, przeczytałam mnóstwo książek. I wiecie co? Jestem dumna z wiedzy jaką posiadam, bardzo mi pomaga we współpracy z Córką. Łatwiej mi odczytać jej potrzeby których z dnia na dzień przybywa co wciąż niezmiernie mnie zaskakuje. Moja mama nie miała tak łatwo. Wychowywała mnie intuicyjnie wiedząc że jestem nadpobudliwa i dała sobie świetnie radę za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Od początku ciąży budowałam więź z Dzieckiem a także budowaliśmy więź tata-córka. Wyszło to nam pięknie, bo choć Lenka spędza większą część czasu ze mną ubóstwia swojego tatę a on ją. Dbamy o nasze więzi każdego dnia. Rozumiem, że można przeczytać 20 poradników, uważać się za alfę i omegę w wychowywaniu swojego dziecka ale dlaczego ma to się odnosić do innych mam i dzieci? Każda mama jest inna, ma inny charakter, usposobienie a co za tym idzie emocje i potrzeby tak samo jej dziecko. Skąd autorka danego poradnika może wiedzieć jakie jest moje dziecko jaka jestem ja i czego nam potrzeba? Dlaczego ktoś kto przeczytał 20 poradników wie co jest mi/nam potrzebne? Czy intuicja, która prowadziła nasze matki, babki i prababki w wychowywaniu dzieci była zła? Czy jest zła dzisiaj? Nikt absolutnie nikt nie jest w stanie wychowywać lepiej mojego dziecka ode mnie. Guzik Wam do tego jak nam to idzie. Jeśli widzę szczęśliwe, uśmiechnięte, nie cierpiące dziecko które jest moją córką to czego mam chcieć więcej? Nie wiem czy życia mi starczy na pracę nad sobą, popełniam błędy bo KAŻDY je popełnia bez wyjątków! Nie ma nie omylnych ludzi, są tacy którzy nie potrafią wyciągać wniosków, nie potrafią być obiektywni i otwarci na różnorodność innych ludzi.

Jeśli nie podoba Ci się co tutaj wypisuje to po jasną cholerę zaglądasz i czytasz a potem wieszasz psy na mnie jaką jestem/nie jestem matką i że dziecko mam takie a nie inne? Zapewne ciekawość Cię zżera co też ta Niezła Żona znowu nawrzucała. Pozdrawiam Cie gorąco mój "cichy wielbicielu" :-)

12 komentarzy:

  1. Jakbym zaczęła czytać w Ciebie srutut tutu o słodkiej i pachnącej fiołkami kupie Lenki to chyba bym padła.

    Każda z nas pracuje nad sobą, nad relacją mąż - żona, rodzic - dziecko, każda popełnia swoje błędy i uczy się na nich, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami pomagamy sobie nawzajem - to więcej warte niż jakakolwiek książka poradnikopodobna. Jesteśmy w tym razem, na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Żona Ty wiesz :) Że my cię z Tośką love ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. to nie rutyna tylko potrzeba stymulacji daje Ci sie we znaki. kazdy z nas ma potzreby i te niezaspokojone powoduja uwalnianie sie korytzolu, hormonu stresu. ze stersem mozna sobie poradzic dwojako: wykrzyczec go lub przegadac go z przyjacielem.
    kazda z nas pisze bloga w tym samym celu aby poukladac swoje mysli, zostac zrozumianym i akceptowanym.
    gratuluje udanej corki i zycze udanego zycia. juz wiecej sie tu nie wypowiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. jesteś bardzo fajną kobietą i masz super podejście do życia. to jest sztuka wyrwać się z takiego domu i nie powielać wzorców mało komu się to udaje

    i nie przejmuj się jakimiś komentarzami, zawsze się taki znajdzie co zmiesza z błotem;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię Twoją precyzyjność w wyrażaniu myśli :) Żono, właśnie sobie pomyślałam, że może zamknij bloga, tzn. zrób go prywatnym ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłaś sporo zrozumienia w wirtualnym świecie bo w realu rzadko matki przyznają się do takich uczuć. :)
      Ale to nie znaczy, że ich nie czują. Po prostu nasze społeczeństwo jeszcze ciągle uważa, że matka ma kochać bezwzględnie i bezgranicznie dzieci, i bez gadania się nimi zajmować, broń boże jęczeć że im ciężko.

      Usuń
  6. Jak przeczytalam ostatnio wpis bloga W. poleconego H. to tez pomyslalam, ze pije m.in. do Ciebie. Wkurzylam sie, bo jesli blogi maja sluzyc dogadzaniu innym lub zyskiwaniem jak najwiecej liczbie czytajacych (co dla mnie nie ma akurat zadnego znaczenia) to ja dziekuje:/
    Nie daj sie mala, bo ja jestem z Toba:))))

    OdpowiedzUsuń
  7. pozdrowienia dla wielbiciela ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niechcący usunęłam komentarze zamiast opublikować. Znalazłam je na poczcie i wkleję po kolei :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aleksandra S.: "Pierdol wielbiciela, ja lubię szczerość, dosadność i życie, więc zaglądam tu z ochotą "

    OdpowiedzUsuń
  10. Emma: "Uwielbiam Twój ostry język i bezpośredniość z jaką piszesz :) I choć sama zaczęłam czytać poradniki wychowawcze, to zgadzam się z Tobą :D "

    OdpowiedzUsuń
  11. Hexe: "A ja u Ciebie czuję się jak u siebie :)
    I nie raz mam ta jakbym o sobie czytała.
    Bo czasami nie mam na blogu ochoty pisać o tym co jest złe i co mnie dręczy, lub kiedy nadchodzą takie dni to nie mam siły pisać.

    Ubóstwiam Cię ty Antyspołeczna Bestio :) "

    OdpowiedzUsuń