piątek, 10 sierpnia 2012

Choróbsko.

Wirus męczy moje Kochane Dziecię.
Przed wczoraj najpierw pojawiła się temperatura ok. 39stopni (mamy termometr przykładany na czoło w pasku).
Potem jedna kupa, druga, trzecia, czwarta, piąta... i tak aż do 8!

Pognałyśmy do lekarza. Rejestrowałyśmy się przez telefon, miałyśmy być między 13:30 a 14. Dotarłyśmy o 13:50 a Doktor już za szczepienia się wzięła. Czekałyśmy 40 minut aż nas przyjmie, z pretensją że przychodzimy jak chcemy... Pokazałam jaka kupa bo akurat piąta z kolei była. A doktor nic nam nie powiedziała o co kaman tylko skierowanie do szpitala wypisała! Przepisała probiotyk i elektrolity...

Hola hola! Szpital to ostateczność. Młoda nie miała wymiotów, gorączkę z powodzeniem zbijałam panadolem w syropie, piła dużo i apetyt był w porządku. Wieczorem znowu pojawiła się temperatura, trochę ciotki zaczęły siać panikę, żebym pojechała do szpitala. Ale ja się bronię ręcami i nogami przed szpitalem. Nienawidzę szpitali a u nas jest wyjątkowo do dupy, bo lekarze w ogóle nie współpracują z ludźmi nie mówiąc o tym, że Młoda wyszłaby jeszcze chorsza niż zdrowsza...

Noc była w porządku z pobudką na picie i na mleko. Tak mleko dałam bo bez niego by nie zasnęła.

Wczoraj temperatury brak ale kup... nie wiem ile bo ponad 10! Ugotowałam rosołek i dałam z marchewką i kleikiem ryżowym Młoda jadła aż się uszy trzęsły. Niestety wieczorem tego nie powtórzyła.
Pognaliśmy do lekarza innego, prywatnie. Powiedział, że wirus i to typowy. Leczenie dietą i tak na prawdę samo przejdzie.

Żadnych owoców i warzyw, Żadnych soków, Żadnych koperków i innych rumianków, Jeśli mleko to zmniejszyć porcje z 3 do 2 i zagęścić kleikiem ryżowym a nie kaszą, Ugotować Marchwiankę i podawać do picia (na razie nietknięta niestety), Do picia wodę albo herbatę czarną, może być też ryż.

Niestety Młoda nic z powyższych nie chce, ja rwę sobie włosy z głowy. Przez ciągłe sranie odparzenie jest tak ogromne, że płaczę nad nią jak przebieram. Myć się nie chce, rozbierać, ubierać też. Ryczy, wyje a ja chodzę ze ściśniętym żołądkiem i nie wyrabiam. Kurwa mać!

22 komentarze:

  1. biedna mała, oby jak najszybciej minął ten wirus :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak to bywa, współczuję :(

    OdpowiedzUsuń
  3. :// kiepsko się to prezentuje...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że jej szybko przejdzie :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Odparzenia przy takiej chorobie są okropne, oj zdrooooowia dla Małej, zdrooowia dużo !

    OdpowiedzUsuń
  6. Na biegunkę spróbuj czarne jagody. Teraz jeszcze pewnie gdzieś można kupić, możesz ugotować kompot i dawać do picia. Możesz też spróbować Smectę.
    NIestety z wirusem organizm sam musi wygrać, ale chociaż te odparzenia i tyłek można troche poratować. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie, jagody spróbuj dać, jakiś dżemik czy soczek. Ja co roku w sezonie robię zapas na takie 'okazje'. Potem podaję z ryżem jak coś się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Namęczy się, biedna... :( Trzy koleżanki z pracy mają mdłości, podwyższoną temperaturę i mnie też coś bierze :/ Wirus jak nic.

    OdpowiedzUsuń
  9. miksowana zupka z ryżem :-)

    Przytulam mocno i mam nadzieję że już jest lepiej!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Amelia tez miała takie same przeboje i okazało się, że to rotawirusy. Generalnie lekarstwa na to nie ma, poza dużą ilością płynów i paracetamolem na zbicie gorączki. Ja gotowałam jej ryż z jagodami i pomagało! DUŻO ZDROWIA I JESZCZE TAZ ZDROWIA!!!! Trzymajcie się!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mam doświadczenia w takich sytuacjach więc nic nie doradzę, ale życzę z całego serca by skończyło się to jak najszybciej. A jak Lenka wyzdrowieje to mama muusi to koniecznie odreagować.

    OdpowiedzUsuń
  12. Współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Trzymam kciuki i życzę powrotu do zdrowia. Niestety dieta musi być, inaczej nie wyzdrowieje, dziwne, że lekarz na mleko zazwolił. Nie martw się, że nie je, pic musi, najlpeiej mało i często. U nas w szpitalu każą dawać dziecku trzy łyżeczki wody co pół godziny w przypadku zatruć wirusowych. Ja osobistego doświdczenie nie mam, bo biegunka córki to były 4 kupki zamisast 1 i przeszło, pewnie dzięki szpeieniu na Rota; większe doświdczenie mam z zarzyganym domem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez mleka pije tylko wodę z glukozą. Nic poza tym nie chce. Nawet jakby lekarz zabronił mleka i tak bym dała. Rosołku też nie ruszyła...

      Usuń
  14. Kurcze nie chcę się wymądrzać, ale ponoć jak dziecko am biegunkę, nie ważne dlaczego to przez 3 dni ma nie jeść rosołu (w sensie wywaru z mięsa) i mleka, a wszystko inne może ponoć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj biedulo! Przechodziłam przez to ostatnio, ale wylądowaliśmy w szpitalu pod kroplówką. Najważniejsze to pić! W szpitalu mi mówili, żeby na jedzeniu się nie skupiać a na piciu zwłaszcza, choćby strzykawką podawać. Mój pił wodę i jadł biszkopty, po trzech dniach dopiero zupkę marchewkową. Po tygodniu wszystko ustąpiło...

    OdpowiedzUsuń
  16. ściskam całym sercem :* zdrówka !!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ojjj bidulki - pewnie że szpital to ostateczność. Jak dziecię jest odwodnione, oznaki odwodnienia to wyschnięty język, płacz bez łez itd, ale skoro dziecko pije to nie ma paniki myślę. Co do diety to nam lekarz mówil, żeby dawac to co dziecko chce jeść - pewnie, że kleiki byłyby ok, ale owoców nie kazał nam absolutnie odstawiać - banan ma właściwości zestalające kupkę więc ja myślę, że śmialo, jeżeli Niunia chce jeść coś to daj jej to co chce. Zocha robiła nam po 6 kup dziennie przez miesiąc i się nie odwodniła a jakby była na takiej diecie to by schudła a ona przybierała na wadze i jadła normalne rzeczy. Takie wirusy na szczęście w 3-4 dni przechodzą. Trzymam kciuki
    lady

    OdpowiedzUsuń
  18. u nas Paweł kiedyś nabawił się strasznych odparzeń aż do mięsa prawie.
    Często go wietrzyliśmy, myliśmy na zmianę stosowaliśmy sudocrem, mąkę ziemniaczaną i takie małe kremiki nivea z cynkiem (dostaliśmy jakieś próbki). Po kilku dniach przeszło, ale płakać nam się chciało nad jego pupą.

    OdpowiedzUsuń
  19. Biedny maluszek. Trzymam kciuki, też to przechodziliśmy więc wiem jak Ci ciężko.
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń