wtorek, 28 sierpnia 2012

Ja wiem..!

Że są matki wpatrzone w dzieci jak w obrazek.
Że cierpliwości mają nadto i nigdy im jej nie brakuje.
Że nie denerwują się przy dziecku i w ogóle.
Że nie przejmują się niczym.
Że siłę czerpią z codzienności.
Że nie męczy je rutyna.
Że każdy dzień z dzieckiem i kolejne są dla takiej matki błogostanem.
Że nie walczą ze sobą i swoimi potrzebami, których nie mogą zrealizować.
Że bez problemu swoje potrzeby przedkładają na potrzeby dziecka.




Moja mama była taką mamą, gdy urodziłam się ja. A byłam bardzo wymagającym, płaczącym i krzyczącym dzieckiem.

Dla mnie macierzyństwo nie było błogostanem. Wiele trudności sprawiało mi wiele prostych spraw.

Teraz jest łatwiej. I nie dlatego, że coś sobie uświadomiłam, że doznałam olśnienia czy nagle pokochałam codzienność. NIE! Poszłam do lekarza i powiedziałam, że wszystko mnie wkurwia bez powodu tak mocno, że chodzę wściekła kilka dni i nie jestem w stanie się uspokoić dopóki się nie rozedrę na kogoś (czyt. na męża). Dostałam magiczne tabletki, które rozjaśniają mi mózgownice, dzięki którym nie ciskam się, nie wpadam w złość, w płacz z byle powodu. Po których nie przerażają mnie drobnostki i nie boję się rano podnosić z łóżka. Po których nie martwię się i nie ciskam o to, że Dziecko marudzi, że nie chce jeść, że ucieka z gołą pupą przed pieluchą, że chce wisieć na mnie, że nie daje mi zrobić prostych czynności w domu. Oczywiście, że boli mnie bałagan w domu, który jest nie do ogarnięcia. Dalej cierpię męki, gdy nie mogę w spokoju ugotować obiadu. To, że nie mogą zrobić w spokoju tak prostych czynności sprawia, że czuję się jak człowiek niepełnosprawny i ograniczony do granic możliwości. Proste czynności sięgają rangi niemożliwych.
 
Wiem, że matka o której wspominam na początku nie przejmuje się takimi sprawami, ale nie jestem w stanie doprowadzić domu do syfu i nie wyobrażam sobie NIE sprzątania (nie mówię o zabawkach). A moje Dziecko śpi jak chce i kiedy chce. Wczoraj uraczyła mnie jedną godzinną drzemką... I sami powiedzcie, co można zrobić przez godzinę..?
 
A ja bardzo bym chciała wyjść z domu i pobyć sama. Nawet spotkać się z kimś na luzie bez Córki. Czy jest coś w tym złego, że pragnę czasu dla siebie? By mózg odseparować od codziennośći. Mam wrażenie, że pragnienie to jest tak ogromne i nawet nie zdaje sobię z tego sprawy. Nie wiem dlaczego są matki, które twierdzą, że jeśli mają dziecko to już świat dla nich nie istnieje. Rezygnują ze wszystko dla siebie by skupić uwagę tylko na dziecku. I nie wiem dlaczego, ludzie wciąż uważają, że jeśli zostaje się matką to jej absolutnym obowiązkiem jest wychowywanie dziecka i nic poza tym. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, ze matka ma prawo do czasu dla siebie. Nie ma nic złego w tym, by dziecko oddać w opiekę komuś z rodziny a czas ten poświęcić sobie (ja jeśli mam kogoś do pomocy latam po domu na szmacie jak wariatka) nawet na nic nie robieniu! Tylko, że to jest w naszym społeczeństwie niedopuszczalne. Bo przecież, jak matka nie pracuje to cały dzień leży do góry brzuchem i nic nie robi. Dla ogółu wychowywanie dziecka i prowadzenie domu to bułka z masłem, nic wielkiego a nawet bez znaczenia... Łatwiej wysłać znerwicowaną matkę do psychiatry, która codzinnie walczy o sprostanie wymagań otoczenia, niż pozwolić jej na pielęgnację duszy... Jest tyle wspaniałych mam, które nie mają odwagi dbać o siebie, bo to przecież egoizm a egoizm u matki jest niedopuszczalny... Bo jak matka jest zadbana, to na pewno dziecko ma rozwydrzone albo ekpię pomocniczą... Lubię dbać o siebie i bezczelnie domagam się czasu dla siebie i jeśli nikogo to nie obchodzi to stawiam osobę przed faktem dokonanym.
 
 
Lena bierze buty moje albo taty, przynosi do łóżka (!) by wyjść z nią na podwórko. Moje buty darzy szczególnym uwielbieniem... wyciąga codziennie po 5 razy, zakłada sobie, przynosi mi żebym mierzyła...
 



A potem mi wszystko opowiada...
 


27 komentarzy:

  1. Nikt nie jest idealny, wiadomo, że Dziecko jest ważne, ale gdzie w tym wszystkim jest miejsce na szczęście Mamy? Nie ma. W Polsce faktycznie panuje stereotyp , że kobiecie do pełni szczęścia potrzebne jest Dziecko i wtedy już czuje się spełniona ;/ A co z jej własnymi potrzebami, pragnieniami, aspiracjami? Gdzie czas na głupie przeczytanie książki? Nie ma, bo dziecko jest i Mama ma się nim zajmować 24/7, bo przecież o tym marzy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przybij piątkę! Magiczne tabletki mi też przywróciły uśmiech na twarzy i radość z życia (macierzyństwa) :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co to za magiczne tablety?? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma takich mam o jakich piszesz, a jeśli mówią że takimi są to kłamią, bo nie wypada być niezadowolonm, zmęczonym, że się po prostu nie chce. Nie wierzę że jest choć jedna kobieta, która przyjmuje macierzyństwo tak na ,,gładko''
    Dla mnie to normalne, że czasem mi się nie chce, że jetem zła bo chciałabym normalnie ugotować obiad lub rozwiesić pranie a nie na raty. I może też dlatego tak stronię od innych mam (choć blogi mm podczytuje) bo przyprawiają mnie po prostu o wyrzuty sumienia :) Bo ja lubię się umalować. lubię wyjśc gdzieś z mężem sam na sam i zostawić córeczkę ( 3,5 miesiąca) mamie. Bo czasem chciałabym być ze sobą sam na sam, wyspać się do oporu, nie zastanawiać się czy dziś dziecko będzie grzeczne czy nie imogłabym tak wymieniać. Jestem szczęśliwa patrząc na swoje dziecko, jak rośnie, jak czyni postępy, ale nie popadam w jakiś mega zachwyt, czasem płacz mnie nie wzrusza i twardo uspokajam bez żadnego noszenia itd. I zastanawiam się czy tylko ja tak mam czy inne kobiety też tylko o tym nie mówią, ale zostaje przy teorii mojego męża, który niedawno mnie zapytał: a której kobiecie podoba się wykonywanie codziennie tych samych czynności? :D Przynajmniej mąż mnie rozumie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Magiczne tabletki czasem działają cuda. Czasami mi też brakuje siły i wyć się chce gdy nie ma na nic czasu. Od kilku tygodni mam jednak sposób na wszystko. Robię co mam robić czyli wracam z pracy, ogarniam dom, szykuję obiad, czasem wyjdę na spacer z małą. Ale ustaliłam sobie sztywną godzinę 20 o której siadam i nie robię nic. To czas mojego odpoczynku i aby się ziemnia waliła ruszę się tylko do kąpieli. Pozdrawiam gorąco i zapraszam na swojego bloga na Candy urodzinowe :)
    P.S. Piękne tło bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakbym o sobie czytała.
    Moim marzeniem jest wyjechać na tydzień gdziekolwiek SAMA.
    Nie zawsze tryskam radością gdy kończę pracę i zbliża się czas powrotu do domu.
    Podobnie jak Ty męczyłam się, gdy nie mogłam w czasie drzemek syna zmieścić wszystkiego co chciałam zrobić. Pocieszę Cię, że później jest łatwiej. Mój syn ma ponad 2 lata i teraz więcej rzeczy jestem w stanie zrobić podczas jego aktywności. Gdy mam górę prasowania, której nie chcę przerabiać po nocy włączam mu po prostu bajkę. Próbuję jakoś wypośrodkować pomiędzy poświęcaniem czasu jemu a wykonywaniem codziennych czynności z nim jako towarzyszem.
    Pozdrawiam
    Nessie
    www.potworispolka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wyekspediowałam godzinę temu mamę z dzieckiem na spacer i pławię się w ciszy... :) A ostatnie zdjęcie magiczne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Napisac, ze Cie rozumiem to malo. Ja sie z Toba lacze w bolu kochana:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzisz, wydaje mi się, że bardzo dużo zależy od dziecka jednak. Są mamy szczęśliwe i mniej szczęśliwe w macierzyństwie. Jedne dzieci godzinami bawią się same, śpią drugie tyle a kiedy wstają obdarzają uśmiechami wszystkich na lewo i prawo, ząbkowanie przechodzą bezobjawowo, jedzą wszystko i w dużych ilościach, uwielbiają podziwiać świat jeżdżąc wózkiem i samochodem... i tak mogłabym pisać i pisać i pisać - są takie dzieci - znam osobiście i takie mamy mają posprzątaną chałupę na błysk, obiad z dwóch dań codziennie inny, poprasowane, są uśmiechnięte i zrelaksowane. Tylko co mi taka mama może powiedzieć o trudach macierzyństwa skoro ich nie zna. :)Jedyne co mogę napisać to to, że ja takiego dziecka nie mam i tyle. :) Dlatego rozumiem przez co przechodzisz. Pamiętaj, że jesteś najlepszą matką dla Twojego dziecka, że nikt nie byłby w tej roli lepszy niż Ty, córeczka rozwija Ci się wspaniale, więc jako mama sprawdzasz się znakomicie. Teraz zwyczajnie jesteś zmęczona chorobą małej i pewnie odczuwasz skutki w postaci wyczerpania emocjonalnego. Jedna z moich ciotek widząc jak siedzę non stop z córką powiedziała, żebym wyluzowała, bo to że teraz się poświęcam jak ostatnia męczennica nie zwróci mi się za kilka lat, nie ma na co liczyć, że dzieci mi to kiedyś zrekompensują, trzeba zadbać o siebie tu i teraz i nie odkładać nic na później, dziecko wychowa się tak czy siak a mnie lata umkną i będę żałowała. Taka prawda. Życzę Ci dużo dużo siły :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się ciągle kajam, że gdybym była spokojniejsza i bardziej cierpliwa to Córka też... i tak walczę z tym od jej urodzenia i chyba dochodzę do wniosku, że to walka z wiatrakami... kompletnie bez sensu.

      Dziękuję za tak wspaniały komentarz bardzo miło zrobiło się na mej duszy :)

      Usuń
    2. Wiesz co, ja też miałam wyrzuty sumienia, potęgowane przez rodzinę, że gdybym była spokojniejsza w ciąży i gdy Zośka była już na świecie, że gdybym niczym się nie martwiła, to ona by też była spokojniejsza. Łatwo powiedzieć - trudniej zrobić, poza tym - szczerze wątpię, taki charakter już ma moja Potworzyca i tyle, nerwus i choleryk. Czytałam Twoje wcześniejsze wpisy, też miałam okrutny problem z karmieniem - w sensie brakiem mleka- wszyscy mi wmawiali, że to przez stresy, że za bardzo przeżywam, też wylądowałam u psychologa - pisałam Ci zresztą. Podobne losy mamy, dzieci w podobnym wieku, jak wiele kobiet pewnie przeżywających to co my i wciąż borykających się z wyrzutami sumienia, że nie są "idealne". Ja tym swoim pragnieniem bycia "mamą idealną" sporo popsułam, więc teraz już sobie nie wyrzucam. I kiedy mam dzień pt "dziecko mam Cię trochę dość" już nie naskakuję na siebie, tylko olewam miauczenie młodej. :)

      Usuń
    3. Chciałabym dojść do tego momentu :)

      Usuń
  10. Może głupio to zabrzmi, ale poczułam ulgę, kiedy przeczytałam ten post i komentarze :) Bo przeżywam to wszystko co napisałaś, nie potrafię jednak tak, jak ty walczyć o czas dla siebie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ignaś jest maleńki, ja też od razu nie umiałam walczyć o czas dla siebie i frustrowałam się na okrągło... wystarczy, że poczytasz moje wypociny z okresu gdy Lenka była w wieku Ignasia...

      Cieszę się, że Ci ulżyło ale martwię, że też przeżywasz to samo...

      Usuń
  11. ale u Ciebie ladnie na blogu się zrobiło - najładniejszy blog jaki dotychczas widzialam!!!Ty potrzebujesz pobyc sama. Ja potrzebuje zrozumienia/akceptacji. Ktos inny cos innego.
    Zazdroszcze takich tabletek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      O akceptację walczę od dzieciństwa a zrozumienia chyba nigdy nie doznałam. Wiem co przeżywasz i ile to kosztuje... Mam nadzieję, że Tobie uda się odnaleźć to czego szukasz :)

      Usuń
    2. czyli jednak nie roznimy sie od siebie tak bardzo.. moze stad ten niepokoj? Ty tez go wyczuwasz?
      ostatnio odkrylam ze wazniejsze jest stawic czolo uczuciom z dziecinstwa niz dazyc do zaspokojenia potrzeb, bo tak jak wspomnialas w poscie - nie wszystkie potrzeby mozna zaspokoic..Tak wiec biore za rogi swoje wspomnienia i coz odkrywam? ze nie pamietam.

      Usuń
    3. Łączy nas wiele... obie jesteśmy dziećmi z rodzin dysfunkcyjnych gdzie system rodzinny panował na podobnych zasadach, obie jako dzieci zostałyśmy wrzucone w role, które ciążą na nas do tej pory...
      Niepokój stale mi towarzyszy...

      Usuń
    4. mysle ze roznimy sie w jednym punkcie a moze wrecz przeciwnie - inaczej to wyrazamy - ja nie potrzebuje uciiekac od dziecka/pobyc sama/wyjsc z kolezankami - mam to po matce - potrzebuje natomiast miec kogos obok siebie. kogos kto zajmie sie synem gdy ja myje naczynia/gotuje/kapie sie. potrzebuje kogos do pomocy przy dziecku, aby nie czuc sie juz tak przeciazona. kogos do towarzystwa,aby nie czuc sie juz tak osamotniona..

      Usuń
    5. Nie jest powiedziane, że jesteśmy takie same, bo ile mamy wspólnego tyleż samo nas różni albo i więcej :) Potrzebujesz normalnego wsparcia a bardziej obecności kogoś przy sobie...

      Usuń
  12. Zono, najlepsza matko dla Lenki :) Ty wiesz jak jest, Matka nie może być all the time matką bo zwariuje :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Napisz no jakie masz te tabletki. Mnie sie wlasnie zbliza termin wizyty i tez chce poprosic o cos na nerwy, a nie wiem co bo do tej pory jechalam na persenie jakcos sie dzialo :/

    OdpowiedzUsuń
  14. to ja jestem ta matka polka "idealna" ;)
    choć nie mówię, że nie chciałabym wyjść gdzieś sama, ale nie mam jak... niestety :( a brakuje mi tego.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak ja Ciebie rozumiem! U mnie to jest trochę inaczej tylko sformułowane- bo ja chciałabym pobyć sama ze sobą w swoim pudełku NIC!

    OdpowiedzUsuń
  16. ja mam dwójke pociech synek 4 latka córka prawie 2 i ciesze sie ze zaczyna sie przedszkole synek pdzie ja odetchne z mala z jednym łatwiej . wkurwia mnie ciągłe sprzatanie w domu mam wrażenie ze to walka z wiatrakami co sie nigdy nie kończy. siedze w domku nie pracuję , robie sobie makijaż nawet jak nigdzie poza sklepem i spacerem z dzicmi nie idę :)) w piatek wychodze do kosmetyczki na 2h ale odpocznę nie wiem jeszcze co z dziecmi mysle ze babcia zostanie i jakos to zniesie
    matki powinny byc usmiechnięte nie krzyczeć na dzieci miec błysk w domu i w oku i do tego mąż zaspokojony obiadem i dobrym sexem.:))))nie wazne ze matka pada na pysk:(((
    wiola

    OdpowiedzUsuń
  17. mój Maksiu też mierzy nasze buty :) i przynosi, żeby pójść z nim na spacer :)

    OdpowiedzUsuń