czwartek, 30 sierpnia 2012

System

Bycie hause manager wymaga jakiejkolwiek logiki w prowadzeniu domu. Można mieć plan ale on i tak nigdy nie jest pewny i weryfikuje go zachowanie Dziecka. Lenka jest dzieckiem wymagającym więc robienie czegokolwiek przy niej wymaga maksimum gimnastyki a jednocześnie musi być ograniczone do minimum przy jej aktywności. Najprościej idzie wstawianie prania i składanie. Prasowanie odpada, bo Lenka chce deskę i żelazko zabierać a także prasowane pranie. Codzienne sprzątanie to syzyfowa praca, bo i tak pierdolnik wraca na miejsce po 5 minutach. W ostatnim czasie musiałam pewne rzeczy zmienić, bo tryb życia Lenki wręcz wymagał wprowadzenia zmian.
 
Jest tylko jedna drzemka, która potrafi się pojawić dopiero o 16:30! Tak więc Dziecko moje Kochane lata od 7 do 16:30 a ja się dzisiątkuje żeby zrobić cokolwiek. Dziś padła o 13:30 i spała z przerwą o 14:15 do 15:30. Tak więc pory drzemek to jedna nie wiadoma a ja nie mam w zwyczaju usypiać na siłę o stałej porze dnia tylko Dziecko samo decyduje kiedy chce spać. 
 
1. Zdjęłam długi chodnik w części kuchennej, położyłam przy zlewie mały dywanik łazienkowy od babci (o dziwo nie gryzie w oczy). Dzięki temu nie muszę trzepać chodnika 5 razy  ciągu dnia, składać i rozkładać, zamiatać podłogi tyleż razy - tak więc roboty mniej.
2. Zabawki podzieliłam, na podłodze w pojemniku zostały książeczki i z 5 zabawek. - Mniej do rozwalania po mikro chałupie, mniej sprzątania. Reszta wylądowała w dużym kartonie, który wyciągam w ciągu dnia pakując Młodą do łóżeczka - mam 15 minut spokoju i niewiele bałaganu.
3. Pozwalam chodzić Lence samej po podwórku. Rowerek ją nudzi, w wózku też nie wysiedzi. Więc chodzi, za kotami, do pomieszczenia gospodarczego, dziś z uporem maniaka tarła pumeks o bagażnik roweru dziadka. Ja w tym czasie rozwieszam pranie a Ona kręci się obok mnie. Oczywiście mam ją cały czas na oku. Dziś o godzinie 19 chodziła po budowie, w której pracował tata z dziadkiem i była tak zaaferowana, że za nic w świecie nie chciała iść do domu.
4. Lenka je sama. Powiedzmy, że to BLW. Sadzam w foteliku podaje kanapki 2-3 jak zje to następne itd... w tym czasie ja jem, lub przygotowuje coś do obiadu. Zjada sama owoce, pakuję do miseczki całe maliny, borówki amerykańskie lub nektarynkę czy coś w tym stylu pokrojone na kawałki sama pałaszuje. Jak nie chce jeść obiadu - nie daję. Trudno. Wczoraj podałam na noc kaszkę na dobranoc babydream. Z 2 pobudek w nocy była jedna o 2:30. Jak będzie dziś? Zobaczymy. Więcej o jedzeniu  w osobnym poście :)
 
Prace domowe dzielę na dni tygodnia. Biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe i marudność Dziecka stosuję taki system:
 
W poniedziałek gotuję obiad na 2 dni. Zazwyczaj zupę warzywną tak, by Lenka mogła zjeść z nami. Trzepanie chodników, zamiatanie (nie mam odkurzacza). (zdarza się to co dzień lub co 2 dzień w zależności od potrzeb)
We wtorek prasowanie.
W środę jesteśmy cały dzień poza domem.
W czwartek robię obiad też na 2 dni, zazwyczaj mięso z warzywami i sosem do tego makaron, ryż lub kasze i sprzątam łazienkę wraz z kuchnią.
W piątek sprzątam część pokojową i ganek.
W sobotę bywamy pół dnia poza domem więc zostaje mycie podłóg po powrocie do domu. (oczywiście zdarza się też w tygodniu w zależności od potrzeb)

Wiele rzeczy staram się robić na bierząco. Nie wyobrażam sobie jednak codziennego trzepania chodników i mycia podłóg. Nie mam manii czystości laboratoryjnej. Robię to wtedy gdy widzę, że trzeba co wychodzi na 2-3 razy w tygodniu. I tak nie jestem w stanie mieć idealnego porządku w domu więc powiedzmy, ze panuje w nim artystyczny nieład. Zwłaszcza, jak mąż wraca z pracy... Nie mówiąc o tym, że robienie jednej czynności 20 razy dziennie może doprowadzić na skraj wytrzymałości psychicznej lepiej dla spokoju ducha odpuścić... Kiedyś Dzieci nie będzie a porządek zostanie. :)
 
Jeszcze niedawno to co rozłożyłam na 3 dni robiłam jednego dnia. Przestawienie i zmiana toku myślenia kosztowała mnie trochę nerwów. Pogodzenie się z faktem zaistniałym to trudna sprawa. Nie wierzę, że każda mama przyjmuje gwałtowne zmiany z rytmie dziecka ze stoickim spokojem.

Wprowadziłam też kolejną żelazną zasadę. Gdy Lenka o 21 smacznie śpi ja już NIC nie robię. Mój mózg jest w stanie zawieszonym. Brak koncentracji a oczy się zamykają.
 

8 komentarzy:

  1. WOW niezły plan Niezła Żono! I że Ci się to udaje to już w ogóle super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To się nazywa organizacja! Brawo dla mistrzyni! Ja nie mam ani kawałka stoickiego spokoju ani takiego planu, wszystko żywiołowo u nas się dzieje :/ Podziwiam i zazdroszczę, kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I czas na spanie o 21 ;) Super, że masz rozplanowane wszystko, a i Lenka staje się coraz bardziej samodzielna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedynym pewnym planem jest...brak planu:) A tak na powaznie to ja stalych godzin trzymam sie tylko jesli chodzi o posilki, kapiel itd. Adasia. Dzieki temu ma tez norme jesli chodzi o drzemke - jedna dluzsza ok. 12 (ale tez troche walczylismy, zeby tak bylo:)). Staram sie robic jak najwiecej rzeczy gdy maly nie spi, a drzemke traktowac jako bonus dla siebie. I tez juz po 20.30 nic nie robie:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robienie przy Lence to wyższa szkoła jazdy. Zazwyczaj walczy o moją uwagę i rozpiernicza wszystko wkoło tak, że roboty mam po pachy. Albo stoi przy nodze i marudzi, jęczy itd...

      Usuń
  5. fajnie się zorganizowałaś.
    brawo!u mnie niestety brak planu. w praniu wychodzi co i kiedy trzeba. prasuję raz na miesiąc, wtedy cały jeden dzień...

    OdpowiedzUsuń
  6. podziwiam! bardzo :D
    ja idę z prądem :D

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja odkąd pojawił się Mały też lecę systemem uwarunkowanym jego mniejszą lub większą aktywnością w ciągu dnia :)

    OdpowiedzUsuń