środa, 19 września 2012

Ekspertka

Kto może mianować się ekspertem od wychowywania, zajmowania, opieki nad dzieckiem? Sklepowe półki uginają się od poradników dotyczących wychowania dzieci. Autorzy to zazwyczaj rodzice dziecka lub kilku dzieci, wykształceni z kierunku pedagogicznym lub/i psychologicznym z jakimś doświadczeniem zawodowym. Ale czy to wystarczy by uważać się za eksperta i pouczać innych rodziców? Czy autorzy przeprowadzali badania na grupach dzieci? Czy wysuwali wnioski na podstawie własnych doświadczeń?
 
Nie wiem jak odpowiedzieć na te pytania. Ostatnio sięgnęłam po sławienną ksiązkę Agnieszki Stein i utknęłam na 70... tej którejś stronie i za nic nie mogę brnąć dalej. Z jednej strony autorka opisuje oczywiste oczywistości, banalne jak budowa cepa i proste jak drut. Z drugiej strony mam wrażenie, że odnoszą się tylko do bliżej nieokreślonej grupy dzieci raczej spokojnych, bez problemowych a także do rodziców bez nerwic, adhd i innych przypadłości. Być może w dalszej części książki jest mowa o w/w grupie jednak początek nie zachęca do dalszego czytania. Zauważyłam też brak obiektywizmu gdyż autorka jest matką jednego dziecka i w moim odczuciu to co zawarła ciężko odnieść do rodziców posiadających więcej niż jedno dziecko. I niestety nie zgadzam się, z tym że najważniejsza rola rodzica to skupianie się na potrzebach dziecka. Rodzic ma własne potrzeby, nie może przekładać życia dziecka ponad swoje i ponad siebie samego. Na pewno ja tak nie potrafię i wiele innych rodziców/matek które znam.
 
Kolejna kwestia, która drażni mnie to wszelkie ekspertki od ciąż, karmienia, wychowywania, pouczania... Matka, która nie mając pojęcia o macierzyństwie zachodzi w ciąże i wie absolutnie wszystko i jest w stanie każdą kobietę w ciąży pouczać bazując na swoim przykładzie i doświadczeniu... Tak samo się dzieje po urodzeniu - ba przeżyła poród i na jego temat wie absolutnie wszystko i każdą przyszłą matkę potrafi wyedukować w kwestii porodu, doradzić lepiej niż położna w szkole rodzenia. Niemal identycznie dzieje się gdy staje się szczęśliwą Mamą. Wtedy  dzieje się armegedon. Matka pozjadała wszystkie rozumy, mając dziecko zna się na dzieciach - bo jakby inaczej przecież najlepiej wie jak pielęgnować i wychowywać. Ona czyni to niemal ze znanym tylko sobie kodeksem i uważa, że każdy powinien a nawet musi postępować tak samo, bo jeśli nie to... dopiero się dzieje! Takiej matce nie można zwrócić jakiejkolwiek uwagi, bo spuchnie i wybuchnie! Taka matka uczepi się każdego szczegółu u drugiego dziecka i jego rodzica robiącego inaczej. Każde zachowanie/postępowanie wedle jej oceny negatywnego, woła o pomstę do nieba i zakrawa o patologię. Nie mieści się w jej mikro wyobraźni. Krytykuje i osądza ale siebie uważa za ideał. Cieszę się, że zostałam obdarzona wyobraźnią, empatią i nie reaguje jak nawiedzona na każdy przejaw negatywnych na pierwszy rzut oka zachowań u osób trzecich...
 
Więc ja się pytam jakim cudem?! Świeżo upieczona matka ma prawo pouczać mnie w kwestii mojego dziecka? Byłam w ciąży, urodziłam, mam dziecko, studiowałam pedagogikę 5 lat... Mogę uważać się za eksperta w kwestii mojej Córki ale mimo to, czasem nie wiem jak zaregować gdy dziecko mnie zaskakuje daną sytuacją. Mogę uważać się za eksperta w wychowywaniu bo studiowałam na wydziale nauk o wychowaniu. Nie uważam się za ekspertkę więc nie pouczam innych matek, nie doradzam innym matkom, nie zwracam uwagi... Mogę podzielić się swoją wiedzą, własnym przykładem i mojej Córeczki i nie interesuje mnie czy dany słuchacz/czytelnik weźmie to do siebie. Jest to sprawą absolutnie indywidaulną. Lubię pisać o problemach bo jeśli o nich myślę, piszę, dzielę się - robię to po to by znaleźć rozwiązanie. A nóż ktoś miał podobnie i znalazł rewelacyjny sposób, który nie musi się sprawdzić ale zainspiruje do dalszych poszukiwań.
 
Pragnę szczęścia i radości mojej ukochanej Córeńki. Żaden poradnik, pedagog, psycholog, terapeuta, lekarz, matka, ciotka, babcia - nie są w stanie zapewnić więcej niż ja. To ze mną Lenka spędza każdy dzień, to ja ją uczę poznawać świat, pomagam jej, pozwalam się rozwijać. Nie porównwywałam nigdy Lenki do innych dzieci a siebie do innych matek. Wkurza mnie nadopiekuńczość i matki kwoki koktające nad dziećmi, bo to nie pozwala dzieciom swobodnie się rozwijać. Tak samo krzyczące i nerwowe matki. Choć do tych mi bliżej, bo ja też czasem krzyknę i nerwowa jestem. I co mam się pochlastać z tego powodu? To ja muszę stanąć na wysokości zadania i zrobić wszystko by moje Dziecko było szczęśliwe i uśmiechało się codziennie. Skupiam się na Córce i na sobie, nie na innych... Dlatego mając świadomość mojego zachowania i wpływu na Lenkę rzuciłam w kąt wszystkie teksty o potrzebach i poszłam do lekarza. Wiedziałam, że na mój mózg nie wpłynie porada ekspertki o tym, że muszę skupiać się na dziecku bo chodziłabym po ścianach. Teraz mogłabym wszystkim znerwicowanym matkom wpajać do głów, że powinny się leczyć bo to odbija się na ich dzieciach a także ich zdrowiu. Róbcie co chcecie ja Was nie zbawię :)

31 komentarzy:

  1. Świetny post. Zdrowy rozsądek to podstawa. Ja to się czasem zastanawiam jakie to pokolenie naszych "poradnikowych dzieci" będzie... Co z ego wyniknie? Jakiego efektu spodziewać się za XX lat? Kiedyś przyszła moda na "bezstresowe" i dziś widać tego owoce... Jakie będą dzieci z ery eko, z ery bliskości??? ... hmmmmmmmmmmm

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak ekspertów od wszystkiego na pęczki, podobnie jak poradników "jak wychować dziecko w weekend: poradnik dla idiotów" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, we wszystkim trzeba zachować umiar. Robisz tak ? A ja robię inaczej. Dziękuję, do widzenia. Twoje życie, twoja sprawa. Niewiele osób potrafi się tak zachować... Mnie też nie raz aż swędzi, bo mam ochotę powiedzieć: gówno wiesz ! Ja to znam i zrobiłam tak... Mam nadzieję, że jednak udaje mi się zachować tą formę mówienia o swoich doświadczeniach bez krytyki i narzucania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ale zawsze możesz próbować nas zbawić... ;)))
    Czasem lubię doradzić, jeżeli sama już dany temat przerobiłam, żeby Ktoś inny miał łatwiej - a czy skorzysta - to już jego sprawa. Nic na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poradniki to rzecz cenna...dla wydawcy.
    Przestałam je czytać. Często jeden autor pisze odwrotnie do drugiego, trzeciego, czwartego i dziesiątego.

    A słuchać rad innych ludzi lubię - niektóre się przydają, z innych nie korzystam. To mój wybór.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tez uwazam, ze przedkladanie zycia i potrzeb dziecka ponad swoje szkodzi wszystkim na dluzsza mete. A nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu i nie mam na mysli jedynie breastapo ;-)

    Pozdrawiam
    Nessie
    www.potworispolka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Cię po tych lekach :D Masz mądrą głowę i czułe serce - czego chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
  8. :D Bardzo dobry tekst. Mam podobne odczucia do Matek-Ekspertek, szczególnie tych bezkompromisowo szerzących swe złote myśli i porady w Internecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiadomo, wiedza praktyczna najważniejsza, ale czasem trzeba się też tych książek różnych naczytać, żeby nabrać jakiejkolwiek wiedzy o rozwoju dziecka i karmieniu/spaniu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm... na szczęście zarówno internet jak i poradniki wszelakie mają tę zaletę, że można je wyłączyć/wyrzucić albo po prostu przeczytać/nie przeczytać i olać...i to jest chyba główna zaleta tego typu podpowiadaczy. Gorzej z kontaktem 'face to face' bo tego trudniej uniknąć a i charakter 'ekspercki' ma to do siebie, że natychmiast absorbuje każdą drobinę powietrza w pomieszczeniu. I czasem uciec się nie da :D Ale olać na szczęście można zawsze ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia, ale sa takie ksiazki, blogi, ktore przed urodzeniem dziecka czytalo sie jednym tchem, a po urodzeniu dziecka okazaly sie stekiem bzdur. Szczegolnie, ze dzieci, historie zycia, porody tak roznia sie od siebie! Jak ktos moze uwazac sie za eksperta w jakiejs dziedzinie, bo on akurat jest szczesciarzem i dostal spokojny "egzemplarz"? Sa ludzie, autorzy, ktorzy uwazaja sie za ludzi oswieconych, bo "u nich cos tam wypalilo", wiec pojeli wiedze tajemna. To nic, ze do innych ma sie to nijak:/ A przez to swoje oswiecenie kazdy blad u innych zostaje przez nich naznaczony. Ludzie! Dajcie kazdemu odnalezc jego wlasna droge!
      Poza tym to, ze sie nie czyta juz poradnikow czy blogow nie znaczy, ze przestaje sie byc obiektem atakow nawet na wlasnym blogu, wiec nie dziwota, ze niektorzy je zamykaja:/ A na co dzien najbardziej to sama pilnuje sie przed ocenianiem i doradzaniem i to najlepsze co moge zrobic. A na niektore teksty juz mam celne riposty;) Chociaz jak uslyszalam "Nie dawaj mu tak siadac, bo bedzie mial krzywe nozki" to z zaskoczenia juz mi tylko wszystko opadlo:p

      Usuń
    2. podpisuję się rękami i nogami;) Nie czytam blogów "idealnych rodziców", idealnie wychowujących w nurcie idealnego rodzicielstwa bliskości. Moje dziecko jest moje.
      A co do nóżek :P to mogę powiedzieć jak jest u nas.Niestety moja starsza córka przez siedzenie na boki faktycznie ma krzywe nogi :(Ale ona tak siedziała cały czas i nic nie dawało rozstawianie nóg, z powrotem dawała na boki.

      Usuń
  11. No Żooonooo...ależ dobry tekst!

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzeba pamiętać że dzieci są różne i nie zawsze to co sie sprawdza przy jednym sprawdzi sie przy drugim ;-) Mnie najbardziej irytują eksperci bez praktyki ... bo czasami teoria nijak ma się do praktyki :-)) Ale nie ukrywam że mając w domu dwa różne od siebie egzemplarze sama lubię doradzać :E

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja na początku rzuciłam się na wszystkie te poradniki i myślałam, że cuda tam wyczytam... A w praktyce wygląda to tak, że i przeczytałam, z większości nic nie pamiętam, a dziecko wychowuje tak jak ja czuję :)
    Ale żal mi dzieci matek, które od A do Z wychowują je z książkami, zero intuicji i pomyślunku czy to oby na pewno dobre dla ich dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  14. Piszesz o banałach napisanych przez Agnieszkę. Szkoda tylko, że tak wielu rodziców o nich nie pamięta :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamięta, nie ma pojęcia baaa nie chce im się ogarnąć Dziecka... To jest niestety przykre a dotrzeć do takich rodziców mało realne... Dla mnie ta książka to nic odkrywczego, wierzę głęboko, że dla nie jednego rodzica książka pozwoli otworzyć oczy... :)

      Usuń
  15. dziwi troche pretensja o to ze w poradniku dotyczacym rodzicielstwa znajdujemy porady i pouczenie dotyczące tegoż, ale tak to bywa jak sie czyta książke z założniem ze jest głupia i sie z nią nie zgadzam. tez tak mam jak czytam wypociny TH

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym zakładała, że książka jest głupia i zakładała że się z nią nie zgadzam zanim przeczytam cokolwiek w niej... Nie brałabym jej do ręki. Czy w/w poście napisałam, że książka jest głupia? Heloł?

      Usuń
    2. no mi sie zdarza czytywac ksiazki o ktorych z góry wiem ze sie nie zgodze z niemal żadnym zdaniem. ale ja kawy nie pijam wiec musze szukac alternatywnych sposobów dzwigu cisnienia do poządanej wartości

      'głupia' w tym znaczeniu to skrót myslowy i słowo smietnik zawierające w sobie 'nie zghadzam sie, uwazam inaczej' itd

      Usuń
  16. A ja niestety byłam typem "wszystkowiedzącym" naczytałam się, na studiowałam i trochę w życiu przeżyłam i żyłam w przeświadczeniu, że wiem najlepiej, więc się mądrzyłam ile wlezie, ale dziecko szybko mnie z tego wyleczyło :)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmmmm, No więc, Dziecko z bliska traktuje o rodzicielstwie bliskości, które opiera się o rozpoznawanie potrzeb i ich zaspakajanie, ale nie rozpieszczanie, opiera się na wspieraniu rozwoju, ale nie na jego zaburzaniu, poprzez nowości edukacyjne, zakłada, że dziecko jest w pełni kompetentne, no i przede wszystkim na zaspokojeniu potrzeb rodziców, bo rodzic musi mieć siłę rozpoznać i zaspokoić potrzebę dziecka.

    Metoda rewelacyjnie sprawdza się przy 2 (znam mamę która ją stosuje mając 3-kę) dzieci , w tym starszym z nadpobudliwością i nadruchliwością.

    Dzieci płaczą, dzieci są niegrzeczne, bo mają jakąś niezaspokojoną potrzebę, dlatego zaspokojenie tej potrzeby, rozwiązuję (zwykle) problem dzieci niegrzecznych. Nikt się nadmiernie nie zatrzymuje i nie skupia nad dziećmi, dzieci po prostu towarzyszą rodzicom w codziennym życiu, chodzą na zakupy (lub są noszone), chodzą do restauracji, czy na wesele, bo bliskość daje poczucie bezpieczeństwa. W kulturach opartych na bliskości, nie słychać płaczu dzieci i to chyba najlepsza rekomendacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko super tylko ostatnie zdanie... a w zasadzie stwierdzenie "w kulturach opartych na bliskości, nie słychać płaczu dzieci..." a więc nie płaczą w ogóle? a jak moje płacze bo czegoś zabraniam, skaleczy się, uderzy, coś jej dolega to co? nie stosuje się do bliskości i mam problem z dzieckiem?

      Usuń
    2. No nie, ta metoda sprawdza się przy dwójce dzieci??? Ja mam dwoje dzieci i wciąż się zastanawiam jak mam ogarnąć ich całkowicie rożne potrzeby w różnym lub tym samym czasie. Moje dzieci nie są niegrzeczne czy rozpieszczone ale w różnym wieku: jak mam pocieszyć jednocześnie rezolutną trzylatkę, która oczekuje mojego tłumaczenia w kwestii pozostawienia w przedszkolu z ząbkującym boleśnie roczniakiem? Jak mam pogodzić potrzebę przygotowania obiadu dla trzylatki, skoro roczniak chce akurat spać i tylko u mnie na rękach? A może mam je zostawić koło nóg i pozwolić im towarzyszyć mi przy codziennych zajęciach jak gotowanie, zakupy, praca? W końcu będą blisko - moich nóg tylko w stanie wyjącopłaczącym.

      Usuń
  18. ja też studiowałam pedagogikę :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. nie ma książek odpowiednich dla żadnej z dziedzin życia!!! wykształcenie tez tu nic nie daje, a najlepszym nauczycielem jest samo życie. Przy kolejnym dziecku już będziesz wiedziała jak reagować w jakiejś sytuacji, ale to drugie i tak Cię czymś zaskoczy. Po trójce dzieci też nie jest się fachowcem, nawet z wykształceniem pedagogiczno-psychologicznym...może po ósmym bobasie? nie wiem-stanęłam na 3. Wiem jedno, warto obserwować świat, warto czytać i warto samemu sprawdzać różne metody . Warto także rozmawiać, bo doświadczenia innych tez dużo mówią i o ludziach i o metodach. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Amen. Mnie drażni pouczanie, nakazywanie, narzucanie, wmawianie że ja mam rację a Ty nie... ja robię dobrze reszta źle. Czytać trzeba, pogłębiać wiedzę również, rozmawiać i czerpać z doświadczeń!

    Mam w rodzinie bliską osobę posiadającą 9 dzieci... nie jest najlepszym autorytetem dla swoich dzieci więc dla otoczenia tym bardziej... :)

    OdpowiedzUsuń
  21. hahah , dobra jesteś:) uwielbiam Cię:) Ostatnio powstał nurt blogomam, które uważają się za ekspertów. Razi mnie na przykład, że matka jednego (małego) dziecka nagle staje się autorytetem i doradcą w sprawie karmienia piersią. Z gówna poemat, że tak powiem. Można się wypowiedzieć, pomóc jeśli ktoś o to prosi ale bez przesady-doradztwo laktacyjne??? Każdy jest inny i każdy jest ekspertem dla samego siebie. A. Stein mówi też o potrzebach rodzica. Lecz mnie jakoś to całe rodzcielstwo bliskości śmieszy ( w wykonaniu mamusiek, które mają jedno dziecko do 1,5roku życia), choć ja osobiście czerpię z niego coś dla siebie i cieszę się, że takie książki powstają:) Lubię książkę "rodzicielstwo przez zabawę". J.Juula nie trawię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez smieszy cala ta ideologia i medrkowanie pan z jednym malym dzieckiem na urlopie wychowawczym :-/

      Usuń
  22. Stary post, ale muszę skomentować jeju wreszcie ktoś głośno napisał a tym co mi siedziało w głowie zgadzam się. Na 150% 😉Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń