czwartek, 6 września 2012

Nerwy.


 
 
Nie wiem jak jest z innymi dziećmi, ponoć jest tak samo, że są silnie związane z matkami. Od narodzin Lenki widziałam jak moje nerwy oddziaływują na nią samą. To niesamowite jak fakt, że nie okazując złości a mając ściśnięty żołądek Lenka od razu jest niespokojna. Nigdy nie mogłam powiedzieć, że Córka jest zła, niegrzeczna, rozdarta, złośliwa czy inne tego typu historie powszechne od rodziców dzieci, które nie zachowują się pozytywnie. Inaczej nie umiem tego nazwać, bo są zachowania pozytywne i negatywne. Nie mogę powiedzieć, że Lenka jest niedobra tylko, że przeżywa negatywne emocje i zachowuje się adekwatnie do nich. Co więcej zawsze powtarzałam, że dla mnie siedzenie z Dzieckiem w domu to katorga i męki. Ale Dziecko? Zawsze było wspaniałe. Kilka miesięcy przed ciążą zdiagnozowano u mnie depresje z nerwicą, której nie doleczyłam. W ciąży mózg miałam zaciążony i choć pełna obaw starałam się myśleć pozytywnie. Po urodzeniu nie wiedziałam co się ze mną dzieje, byłam w bardzo złym stanie, roztrzęsiona, przerażona i rozryczana. Ciągłe problemy z cyckami i karmieniem doprowadziły mnie na skraj wytrzymałości psychicznej. Po odstawieniu było lepiej, nasze życie zaczęło się układać ale przyszły stresy związane z pisaniem pracy mgr i oprócz złych momentów zaczął się bardzo zły dłuuugi moment. Cykle wariowały, hormony też więc zaczęłam szukać pomocy. Trudno było mi dostrzegać moje negatywne zachowanie, te przeglądałam w Lence. Obserwując ją wiedziałam, czułam że to co się z nią dzieje jest z mojego powodu. Gdy karmiłam piersią będąc w ciągu czarnej dupy Lenka przeżywała to równie źle. Wysysała moje emocje. Dzięki odstawieniu było lepiej, bo aż tak nie oddziaływałam na nią. Mimo ciągłego przebywania razem, tulenia i całowania było lepiej. Wiele razy mówiłam, że w moim przypadku odstawienie od cycka w których mleka i tak brakowało a wszystkie sposoby na rozmnożenie nie działały - uratowały moje macierzyństwo i relacje z Córką. Żałuję tylko tego, że nie zdecydowałam się na wizytę u lekarza od magicznych pigułek wcześniej. Bo dopiero po wizycie i braniu tabletek od kilku tygodni, gdy mózg zaczął wracać na miejsce i "trzeźwieć" z wieloletniej depresji i nerwicy zdałam sobie sprawę, że to co działo się ze mną po porodzie to nic innego jak depresja poporodowa. Cieszę się, że wyszłam z niej częściowo i jako tako zebrałam w garść, cieszę się bardziej bo teraz mam inne życie... Śmieszy mnie czytanie wszelkich poradników, chodzenie do psychologa czy terapeuty w takim momencie w jakim byłam przed wizytą u lekarki. Bo tego też próbowałam, baa ja próbowałam wszystkich sposobów by osiągnąć względny spokój. Ale na zaburzone wydzielanie serotniny w móżgu nie pomogą książki, rozmowa z drugim człowiekiem czy uciekanie z domu. Trzeba się wspomóc i nie chodzi o psychotropy, bo mi wystarczają normalne, łagodne leki antydepresyjne i obniżające napięcie nerwowe.
 
Dziś po wszystkich przebytych trudach i mogę śmiało powiedzieć, że jestem szczęśliwą Mamą, szczęsliwej Córki. Codzienność nie jest takim utrapieniem a rano wstaję z chęcią bez obaw i lęków. Nie mam żadnych wyrzutów związanych z codziennym przebywaniem z Dzieckiem. Nie rośnie we mnie frustracja związana z rutyną codzienności. Jestem lepiej zorganizowana i odnalazłam zakopany w sobie spokój. Cierpliwości nie rozmnożyłam ale dzięki spokojowi nie tracę jej w mgnieniu oka. Bzdurami się nie przejmuje - wręcz nie zwracam na wiele rzeczy uwagi. Dopełnieniem kuracji było wyjście na tańce w sobotę. Wywaliłam z siebie wszystko co się działo przez bardzo długi czas. Na tyle, że nie spieszy mi się do rozstań z Córką. Wcześniej nie mogłam się doczekać wypadu poza dom a teraz... jest mi dobrze z tym co mam. Do ideału mojego stanu jeszcze daleko, ważne że odczuwam różnicę ja i najbliższe otoczenie. Mogłabym stwierdzić, że ostatnie dni z Lenką to sielanka, tak spokojnego, ugodowego i pozytywnego Dziecka w życiu nie spotkałam! Jest tak wyjątkowa, że mogę się rozpływać nad nią godzinami. Nawet teraz gdy Lence wyżynają się górne kły znosi to znacznie lepiej niż do tej pory. Bo ja wpadałam w nerówkę, że Lenka cierpi i nakręcałyśmy się nawzajem. Ja jej ząbkowaniem, Ona moimi nerwami. Nie drażni mnie, gdy Lenka wdrapuje się na mnie i ze spokojem przerywam dane zajęcie by wziąć ją na ręce i utulić.
 
Moja walka o spokój ducha była długa i trudna. Wszystko widziałam w zachowaniu Córci. Powtarzanie, że sama sobie poradzę lub szukanie wentyla bezpieczeństwa dookoła gdzie i tak go nie było - to walka z wiatrakami, która napędzała kolejne frustracje do tego stopnia, ze byle gówno wyprowadzało mnie z równowagi na wiele tygodni. Urosłam o kilka centymetrów, wydostałam się z dziury w której tkwiłam przez wiele lat, wystawiłam głowę poza nią i widzę świat, który był dla mnie zamknięty. Moim celem nigdy nie było dążenie do ideału. Śmieszą mnie stwierdzenia mam, które uważają się za idealne. Doskonałe wychowywanie Dziecka i prowadzenie domu nie świadczą o idealizmie. Ideały nie istnieją, tylko w książkach dla dzieci. Być najlepszą i szczęśliwą mamą to trudne do osiągnięcia w dzisiejszych czasach. Wiem doskonale, że dla mojego Dziecka najlepszą matką będę zawsze i całe jej życie będe się starać by być lepsza dziś niż wczoraj. Bo jestem nieidealna ale najlepsza!

14 komentarzy:

  1. Moja kochana nawet nie wiesz jak ja Ciebie rozumiem. Życzę spokoju ducha i dużo szczęścia. Ja też długo walczyłam aby osiągnąć ten stan. I powoli jestem u celu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest tak wspaniałe! Cieszę się, że nie tylko ja to przechodzę :)

      Usuń
  2. Zazdroszczę i mam nadzieję że i ja osiągnę swój spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście przeszłaś ciężką i długą drogę, fajnie że czujesz się już tak dobrze.Ja jednak uważam,że psycholodzy też mogą pomóc w takich sytuacjach, choć warto się wspomóc lekami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam u psychologa, na dłuższą metę to nie działa, bo psycholog jest dobry w chwili gdy się jest w apogeum frustracji, bo pomaga rozładować napięcie... tylko, że ten cykl się powtarza i ciągłe chodzenie do psychologa to nie jest zbyt dobre wyjście.

      Usuń
  4. Wiadomo, że psycholog przy depresji sam nie pomoże, to choroba i leczyć ją może tylko psychiatra.
    Mam nadzieję, że ten stan szczęścia u Ciebie to nie przejściowe zdarzenie, i że bęzie już trwał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobroczynne działanie kuracji obserwuję od jakiegoś czas więc nie sądzę, że to przejściowe. Oby stan utrzymywał się dalej już bez leków :)

      Usuń
  5. Dobrze, że dochodzisz do siebie :) Najtrudniej jest zawalczyć o swój własny spokój, dlatego to że ci się udało to potężny sukces! A sposób? Cóż, jednym wystarczy kawa z koleżanką, innym spacer - ale prawdziwe problemy potrzebują prawdziwej pomocy. Trzymam kciuki zeby było jeszcze lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że jest lepiej i nie bałaś się skorzystać z pomocy specjalistów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo! Trzeba o tym opisać o mówić głośno, bardzo głośno.
    Też mam za sobą depresje i leczenie farmakologiczne BTW.

    OdpowiedzUsuń