niedziela, 23 września 2012

W zgodzie ze sobą

Z naszymi dziećmi łączy nas mnóstwo. Wbrew pozorom nasze potrzeby nie są tak zróżnicowane. Jednak jest jedna zasadnicza sprawa, która nas różni od dziecka. To poczucie własnej wartości. Dziecku buduje się poczucie własnej wartości od narodzin do 3-4 roku życia. Moje poczucie własnej wartości to, żniwo z tych pierwszych lat życia. Poczucie wartości w moim przypadku to sinusoida, która z biegiem lat ewoluowała. Dziś jestem na równej stopie z poczuciem własnej wartości. Nie nienawidzę siebie jak kiedyś, nie wielbię siebie jak to innym się wydaję. Akceptuje siebie taką jaka jestem.

Droga do akceptacji była bardzo pogmatwana ale udało się a to najważniejsze. Kiedyś postanowiłam wziąć się za uporządkowanie mojej chaotycznej przeszłości. Miałam szczęście. Znacznie wcześniej trafiłam do świetnego psychologa, postanowiłam wrócić do niego. To on pokierował mną tak, że znalazłam się na grupowej terapii DDA. W międzyczasie pisałam pracę licencjacką o ADHD dzięki czemu doskonale rozłożyłam moją nadpobudliwość na części pierwsze, przeanalizowałam od A do Z i zebrałam w całość. Z czasem nauczyłam się z nim żyć. Ten sam psycholog w jednym z trudniejszych momentów mojego życia zasugerował wizytę u psychiatry. Powiedział bardzo proste zdanie. ADHD, DDA, obecna sytuacja w jakiej się znajdowałam nałożyło się na karb depresji i nerwicy. W zasadzie z nerwicą żyłam od dziecka, depresja szła w parze. (studiując literaturę o ADHD dowiedziałam się, że mój mózg niezbyt sprawnie radzi sobie z dopaminą co ma duży wpływ na depresje a wiąże się to z tym, że wiele osób mających ADHD jednocześnie zmaga się z depresją co potwierdził lekarz psychiatra)Zdołałam wziąć jedno opakowanie leków i na całe szczęście nie poszłam po następne, bo za pare miesięcy byłam w ciąży. Leczenie miało trwać minimum pół roku a co się odwlecze... Rozpracowanie siebie samej było i jest trudne. Wciąż docieram do nieznanych i zapomnianych zakamarków mojej duszy. Zrozumienie mechanizmów własnych zachowań i postępowań to podstawa do funkcjonowania w zgodzie ze sobą. Można wypierać się samego siebie, żyć w niezgodzie, buntując się przeciwko siebie samemu i wszystkich dookoła. Zatruwa się własne i innych życie. Spotkałam mnóstwo takich osób! Terapeutka na grupie DDA bardzo często nam powtarzała, ze terapia to ogromny krok do przodu ale nauka i praca nad sobą trwa całe życie. To jest absolutnie święta racja. Ludzie mają bardzo radykalne podejście do lekarzy psychiatrów. Uważają, że leczą tylko wariatów, przepisują psychotropy a każdy kto wybiera się do tego specjalisty jest nienormalny. Czy można być normalnym i korzystać z pomocy psychiatry? Można. I to nie prawda, że psychiatra przepisuje tylko i wyłącznia psychotropy. Jestem przykładem osoby, która otrzymała od lekarza psychiatry receptę na leki, które nie są psychotropami, które nie otumaniają i nie przynoszą innych sławiennych skutków ubocznych. Ba! Niewielka dawka leków na tyle usprawniła funkcjonowanie mojego mózgu, że nie muszę brać ich stale i w pełnej dawce. Kolejna kwestia to podejście, że należy radzić sobie samemu! Nosz kurwa! Bo nie trzeba z nikim rozmawiać o problemach. Wystarczy przeczytać stos książek, przeprowadzić analizę na samym sobie i heja do przodu! Moja cudowna terapeutka, psycholog i wykładowcy na uczelni powtarzali to samo: "Nie należy przeprowadzać autoanalizy na sobie i innych bo to sieje ogromne spustoszenie i przynosi koszmarne szkody." Rodzina mojego męża była w szoku, że jak to byłam psychiatry? A co miałam iść do lekarza rodzinnego po leki uspokajające po których spałabym całymi dniami? Wolałam iść do specjalisty i trafiłam wspaniale. Zaburzone wydzielanie serotoniny, które jest główną przyczyną depresji nie poprawi się poprzez przeczytanie książek czy stosowanie wszelkich sposobów na poprawę nastroju. Jak teraz nigdy do tej pory mój mózg nie miał takiej jasności w myśleniu. Z dnia na dzień odzyskuję panowanie nad sobą. Niewytłumaczalny lęk i niepokój znika z dnia na dzień, nawet jeśli się pojawia to umiem sobie z nim poradzić co jeszcze niedawno było niemożliwe. Nerwy trzymam na wodzy, bo już byle drobnostka nie wyprowadza mnie z równowagi i potrafię się uspokoić. Powiem więcej, te problemy nie miały żadnego związku z niezaspokojonymi potrzebami. Te dolegliwości to wypadkowa wielu niesprzyjających wydarzeń i zaburzonej pracy chemicznej mózgu.

 Jest mi dobrze i jedna rzecz jakiej najbardziej pragnę na świecie to być sobą taką jak zawsze chciałam być. Uwalniajac się od wszelkich ograniczeń z dnia na dzień, staje się to coraz bardziej realne. Mam bardzo duże doświadczenie życiowe dzięki któremu w wielu sferach życiowych osiągnęłam dojrzałość. Nie zmienia się fakt, że mimo iż moje ADHD przez te wszystkie lata ewoulowało nie zniknęło i mimo wszystkiego raz na jakiś czas muszę wyprowadzać je na spacer, by dać mu wyszaleć...

7 komentarzy:

  1. Super, że się zdecydowałaś, że dotarłaś do źródła problemu i że jesteś świadoma siebie! Sukces!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Utarło się przekonanie, że jak idziesz do psychiatry i co gorsza bierzesz leki to w ogóle powinni Cię zamknąć na oddziale psychiatrycznym... Pokazujesz, że wcale tak nie jest i może dzięki Tobie inne kobiety, które też potrzebują pomocy po nią sięgną bez skrępowania i bez poczucia porażki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Super to napisałaś!
    WIększość ludzi uważa, że depresja to użalanie się nad sobą, że pomoże odpoczynek i relaks, piękne słówka od męża. NIe potrafią pojąć że to choroba, która zaburza działanie organizmu nie poprzez myslenie, ale właśnie nieprawidłowe działanie neuroprzekaźników w ciele. A na to pomogą tylko leki, które ustabilizują to wszystko.

    A jesli chodzi o poczucie własnej wartości, to też słusznie zauważyłaś - akceptując siebie, wcale nie jesteśmy próżni i zadufani w sobie. Wmawia nam się, że skromność to cnota, i później kobiety wyrastają na takie cielątka które nie potrafia walczyć o swoje i myślą, że wszystko jest ich winą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najważniejsze to fakt, że uzyskałaś odpowiednią pomoc i nauczyłaś się żyć w zgodzie ze sobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. pod wpływem twoich wpisów zaczęłam się zastanawiać czy i ja nie powinnam się wspomóc lekami uspokajającymi? bo martwią mnie moje wybuchy złości ;(

    OdpowiedzUsuń
  6. gratuluje lekkiego pióra, świetne teksty :)

    http://aleksandradabkowska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety pokutuje przekonanie, że do psychiatry chadzają psychopaci, a depresja to roztkliwianie się nad sobą i wystarczy "wziąć się w garść". Nic bardziej mylnego. Cieszę się, że żyjesz w zgodzie z sobą i jesteś szczęśliwa. Czasem o szczęście trzeba walczyć

    OdpowiedzUsuń