sobota, 6 października 2012

Nie skrajności

W kwestii wychowania nie jestem radykalna. Nie potrafię określić jaki sposób wychowywania Dziecka preferuje. Chcę by było dobrze ale nie idealnie. Chcę wiele rzeczy robić, których mi w dzieciństwie brakowało by zaspokajając potrzeby Córki - zaspokajać moje z dzieciństwa. Wychodzę z założenia, że skrajność i opieranie się o dany, konkretny model wychowania nie jest dobre dla dziecka. Obecnie zalała nas fala wychowywania w bliskości a co za tym idzie m.in: spanie z dzieckiem i noszenie w chuście niemal cały czas, koniecznie karmienie piersią jak najdłużej. Mój przykład ma się nijak do tego modelu. Spanie z dzieckiem to dla mnie absurd (Lena zasypia z nami po czym odkładana do łóżeczka stojącego 1,5m obok naszego śpi do której chce a jak się obudzi ląduje w naszym łóżku), noszenie w chuście wg. mojej Córki może trwać najwyżej 10-15 minut i koniecznie przodem do świata, karmienie piersią trwało 3,5 miesiąca. Czytając wszelkie materiały odnośnie tego modelu wychowywania patrząc na niego z własnego punktu siedzenia mogę iść się pochlastać, bo zawaliłam najważniejsze aspekty - charakterystyczne dla niego. Biorąc pod uwagę dane fakty moje Dziecię powinno być nieszczęśliwe i cierpieć z powodu niezaspokojonych potrzeb w okresie niemowlęctwa. Jak to możliwe, że taki stan rzeczy nie miał i nie ma miejsca?

Zaspokajanie potrzeb to chyba jedyny aspekt RB który jest najważniejszym priorytetem w moim "modelu" wychowywania. Nie wychodzę jednak z założenia, że spanie z dzieckiem, noszenie w chuście i karmienie piersią - to podstawa w wychowaniu. Uważam, że te kwestie nie odnoszą się do wszystkich nowonarodzonych dzieci jak i później niemowlaków. Można wychować szczęśliwe dziecko, radosne, nie płaczące z błachych powodów czy niezaspokojonych potrzeb.

Posiadanie dzieci nie może kręcić się tylko i wyłącznie wokół ich potrzeb. Sztuką należy wypracowanie systemu, który pozwala na zaspokajanie potrzeb wszystkich członków rodziny, gdzie każdy jest ważny jak i ich potrzeby. Rozumiem, że są fanatycy wyznający zasadę, że poprzez zajmowanie się dzieckiem rodzic jest w stanie realizować własne potrzeby. Dla mnie i wielu innych rodziców, których znam to absurd. Przebywając 24h na dobę non stop prowadzi do kociokwiku. Można trwać w kociokwiku i się go wypierać, robiąc wiele czynności codziennych wbrew sobie i na siłę. Tak postępuje wiele mam przebywających na co dzień samych z dzieckiem.

Mnie cholera bierze. Oczywiście ja mam marny limit wytrzymałości na przebywanie z Dzieckiem całymi dniami co dzień. Po 5 dniach zaczyna mnie nosić, szukam kąta dla siebie, komórki chociażby gdzie mogłabym pobyć sama ze sobą bez nikogo. :) W takiej sytuacji nieważne co się dzieje, Dzieckiem zajmuje się Tata a ja wychodzę z domu po to by pooddychać ;)





10 komentarzy:

  1. Sama dobrze napisałaś - najważniejsze jest zaspokajanie potrzeb. Przecież każdy ma inne potrzeby. Twoja córka także. Najwyraźniej ona nie czuje potrzeby bycia noszoną w chuście...

    Wg mnie RB to nie tylko zaspokajanie potrzeb dziecka, ale i swoich. Bo jak rodzic, który sam czuje się źle ma dobrze wpływać na rozwój własnego dziecka?

    U nas jest inaczej - Młoda uwielbia się nosić - na rękach, w chuście, w nosidle...Śpi z nami, bo odłożona do łóżeczka co chwila się budzi...Sama nie potrafi zasnąć. W tym względzie ma większe potrzeby, a ja wiem, że jeśli ich nie zaspokoję teraz, to wychowam dziecko, które może nie będzie potrafiło docenić własnej wartości, będzie skryte lub będzie miało problemy emocjonalne...

    Każde dziecko jest inne, nie da się przykleić tej samej łaty i zastosować tej samej metody wychowawczej.

    Co do RB jeszcze, to teraz zrobił się trend z tego, co kiedyś było naturalne...A to nic innego właśnie jak zaspokajanie potrzeb dziecka, bo ono samo tego nie potrafi.

    OdpowiedzUsuń
  2. każdy jest inny :) widocznie Twoja Córka ma inne potrzeby :) woli jeść bardziej "dorośle" itd ;) każda mama po pewnym czasie szuka kąta dla siebie :) powodzenia w szukaniu

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja właśnie zauważyłam, że model RB to ewenementem. Jest moda na odkładanie dziecka do łóżeczka albo od razu do osobnego pokoju, karmienie piersią trwa jak najkrócej i dziecko najlepiej żeby jak najszybciej było samodzielne...

    Ale masz rację - nie popadajmy w skrajności. Każdy może wypracować swój model wychowywania, a nie każde dziecko dobrze czuje się w tym, co rodzice chcą mu wpoić.
    Moja Mała jak spała sama w łóżeczku budziła się nawet co pół godz, jak spała sama na większej przestrzeni miała ok 4-5 pobudek.
    Jak śpi ze mną, budzi się raz. Musiało minąć kilka miesięcy zanim sama przed sobą przyznałam, że ona po prostu woli czuć bliskość podczas spania, że czuje się tak bezpieczniej. Bo z każdej strony torpedowali mnie sugestiami, że dziecko powinno spać samo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście spotykałam się z innym podejściem. Sama jestem po studiach pedagogicznych, gdzie na psychologii rozwojowej dużo mówiliśmy o zaposkajaniu podstawowych potrzeb dziecka. A jedną z nich jest potrzeba bliskości. Poza tym, wystarczy obserwować inne ssaki...Każdy osesek jest tak blisko mamy jak to możliwe:)
      Jak słyszałam rady typu nie noś, bo przyzwyczaisz, odkładaj do łóżeczka, czy nie daj Boże o metodzie 3-5-7 to włos mi się jeżył.

      Dobrze, że doszłaś do takiego wniosku:)

      Usuń
  4. Zaspokajanie potrzeb - oczywiście, ale rzeczywistych potrzeb dziecka, a nie tych które polecają zaspokajać nam poradniki i mamuśki-dobra-rada. Bo każde dziecko ma inne potrzeby, ważne jest indywidualne podejście i widać, że takim się kierujesz :)

    Odnośnie kociokwiku jak się siedzi z dzieckiem 24/h to chyba tylko pisanie bloga mnie od tego ratuje. Bo z 2 dzieci normalnie dostałabym kociokwiku po 12 h, a tak to mam jakąś odskocznię :P

    OdpowiedzUsuń
  5. No wiadomo, każde dziecko potrzebuje czegoś innego. A przebywać cały czas tylko z dzieckiem to też idzie na głowę dostać ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. moim zdaniem winne jest nieprecyzyjne tlumaczenie terminu "attachment parenting". kazda matka za wyjatkiem srodowisk patologicznych "uprawia" rodzicielstwo bliskosci w taki sposob, ktory odpowiada jej i dziecku. "attachment" to "przywiazanie", "zwiazanie" i to bardziej oddaje istote tej metody wychowawczej, ani lepszej ani gorszej od innych. mi osobiscie ona nie odpowiada w ogole.
    Rozmawialam z neurolog i rehabilitantka Piotrka o chustach. Odpowiedzialy, ze to moda nic wiecej. argumenty jakoby byl to naturalny pierwotny sposob sa nietrafione. w Afryce kobiety przenosza tak dzieci z miejsca na miejsce po czym odkladaja na klepisko i zajmuja praca. czyli waga jest taka sama jak wziecie dziecka na rece i przytulenie, moze wygodniejsza dla kregoslupa niektorych. obie jednoznacznie wypowiadaly sie przeciwko noszeniu w ten sposob dzieci godzinami. lepsze sa przestronne gondole i spacerowki zamiast fotelikow samochodowych na stelazu od wozka. to wszystko moda i tyle tak samo jak renijusizm czyli ekorodzicielstwo posuniete do przesady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie, w żadnym rzetelnym artykule nie spotkałam się z opinią, że dziecko w chuście należy nosić godzinami...Żadne dziecko nie wytrzymałoby tego...
      Ja w chuście nosiłam młodą w domu, kiedy musiałam coś zrobić, a ona bardzo płakała i potrzebowała mojej bliskości. Kiedy mogłam już się zając tylko dzieckiem siadałyśmy na macie razem, bez chusty...Myślę, że problem leży w tym, że ludzie mają problem z czytaniem ze zrozumieniem i selekcjonowaniem wiadomości.....

      Usuń
    2. No właśnie o to chodzi. Że chusta to po prostu sposób na ponoszenia dziecka chwilę i koniec, a nie żaden magiczny sposób na zapewnienie dziecku szczęścia czy bliskości. Tak samo szczęśliwe będzie po prostu przytulone do rodzica. Fanatycy Attachment Parenting posuwają się natomiast do przesady, np. rezygnują w ogóle z wózka, a to już nie jest dobre dla niemowlaka.Nie mówiąc o tym, że często gęsto dzieci noszone na spacerach wyłącznie w chuście w późniejszym wieku oprotestowują wózek całkowicie, a nie oszukujmy się - czasem trzeba jakoś unieruchomić zbuntowanego dwulatka wyrywającego się na chodniku przy ruchliwej ulicy czy dotransportować go w jakieś miejsce. No i pojawia się problem. Dziecko w wózku wyje, a motanie takiego dwulatka to hardcore. Średnia dla mnie też przyjemnością byłoby motanie w środku spaceru jesienią czy zimą dziecka, które już chodzi i ma wiecznie ubłocone buty, a przecież za zimno by je rozbierać do skarpetek. Tutaj już kłania się perspektywiczne myślenie o dziecku, które szybko wyrośnie z etapu przytulaśnego niemowlaka, a nawyki zostaną.

      Usuń
  7. Każdy robi tak jak lubi :) ja już przestałam się przejmować co kto mówi i robię swoje, przestałam też przejmować się tym co robią inni - każdy jest indywidualną jednostką i ma indywidualne potrzeby, to co się sprawdza u mnie, u innych nie. Dlatego nie warto każdemu wciskać na siłę jeden wzorcowy model rodzicielstwa :)

    OdpowiedzUsuń