środa, 7 listopada 2012

Macierzyńskie nerwy

Macierzyństwo nie jest bezsetresowe. Ile nerwów towarzyszy matce w zasadzie odkąd dowiaduje się, że jest w ciąży to sprawa indywidualna. Lęki i obawy są w standardzie. Nie znam matki która przed wizytą kontrolną u lekarza nie zjada palców z nerwów czy wszystko jest w porządku... Zawsze śmieszyło mnie mierzenie podwyższonego ciśnienia przed wejściem do gabinetu. Stresów jest mniej lub więcej wszystko zależy od miliona czynników. Pierwszy najważniejszym w tej materii to charakter, temperament i osobowość matki. Ta z niekończącym się zapasem cierpliwości nie denerweuje się tyle ile chleryczka wpadająca w napięcie nerwowe przy byle okazji. Na pewno mniej nerwów ma również matka, która nie spędza całych dni sama z Dzieckiem. Mając pomoc jakąkolwiek nie przeżywa się wielu stresów. Bycie matką polką jest bardzo ambitne i stawia każdej matce w naszym kraju wysoką poprzeczkę. Jednocześnie panuje przeświadczenie, że matka cały dzień "siedzi" w domu z dzieckiem. Czasem zerkając na "Perfekcyjną panią domu" takie wrażenie robi na wielu osobach upewniając ich w tym przekonaniu. Nasze matkie i babki powtarzają jak za ich czasów w domu było czysto, było ugotowane, ciasto na stole jednocześnie pracując w polu i wszyscy dookoła szczęśliwi. Dziś jest podobnie jednak większość kobiet nie pracuje w polu a zawodowo. Sprostanie tak wysokim wymaganiom spędza nie jednej matce sen z powiek. Wykonujemy ciężką, darmową pracę i w zasadzie niewiele osób to docenia. Zmęczenie, frustracja, zniechęcenie, brak motywacji, brak sił do kolejnego dnia...

Przebywanie codzienne z Dzieckiem na dłuższą metę jest męczące. Potrzebne są przerwy na złapanie oddechu, odciążenie mózgu od spraw domowych...

A codzienny stres jest wtedy gdy: Dziecię marudzi, wisi na nodze, nie chce spać, nie chce jeść, źle się czuje... a nam zalega pranie, kurz, obiad w lodówce (którzy trzeba zrobić) i mnóstwo innych codziennych, na pozór prostych spraw które przy Dziecku wzrastają do rangi niemożliwych. Trzeba się dwoić, troich a nawet dziesiątkować by zrobić cokolwiek przy Dziecku które domaga się 100% uwagi. Nie dziwię się, że mamy sadzają dzieci przed bajką by móc iść do wc. Ja żeby móc pozmywać muszę porządnie zająć Córkę bo inaczej wypycha mnie siłą i ciągnie za nogę płacząc... dziś smarzyłam mielone w czasie gdy Córka jadła drugie śniadanie tłuamcząc jej co robię po kolei...

Ten codzienny stres nie musi być widoczny "gołym okiem". Nie każda matka krzyczy, unosi się czy traci panowanie nad sobą w stresie. Stres to także ściśnięty żołądek, napięte mięśnia karku, zaciskanie szczęki, drżenie rąk, skoki/spadki ciśnienia i wiele innych... Posiadania oczu dookoła głowy, jak to się mówi mając Dziecko to równiż stres. Robisz coś w domu jednocześnie pilnując co robi w tym czasie dziecko... towarzyszy temu niepewność czy na pewno nic się złego nie stanie i tak na okrągło...

14 komentarzy:

  1. Szkoda, że tak mało Mam się do takiego stresu przyznaje, a najbardziej(jak dla mnie)bolesne są złośliwości od innych rodziców, w szczególności do świeżo upieczonych Mam...Jakie było moje zdziwienie, kiedy zamiast wsparcia od "bliskiej"mi osoby dostałam głupie uwagi i dołujące "rady"...Nie powinnyśmy zapominać, że jesteśmy tylko ludźmi i tymi ludźmi są też inni rodzice;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie "życzliwe" nawet bliskie osoby od siebie odsunęłam na zdrowy dystans dość szybko ;)

      Usuń
  2. Jestem mamą od pół roku i u siebie (oprócz pierwszych tygodni życia Marysi) nie odnajduję u siebie stresu. raczej zmęczenie, niewyspanie a czasem po prostu znudzenie codzienną rutyną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chwała na szczęście za brak stresów :)

      Usuń
  3. Dopóki dziecko jest małe mamy mniej powodów do stresu, w miarę dorastania, zwłaszcza po roku, coraz więcej jest nerwowych sytuacji.
    Jestem po 3 dniach wrzasków i prób wymuszania, przy dziecku staram się nie irytować ale zauważyłam, że zaczęłam zgrzytać zębami. Na pewno nie z powodu uczucia szczęśliwości i spokoju ducha :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się - im dziecko starsze tym więcej powodów do stresu i nerwowych sytuacji. Wydawałoby się, że skoro już dziecko np. zaczyna mówić to powinno być łatwiej. Jednak każdy rodzic i dziecko są inne. Ja mam trudnego Młodego Delikwenta i nie łatwo się z nim cokolwiek negocjuje :/

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety stres wywołują nie tylko dzieci, zdarza się że osoby, które teoretycznie powinny pomagać i odciążać sprawiają że poziom stresu rośnie

    OdpowiedzUsuń
  6. I ja się zgadzam, że przebywanie z dzieckiem na dłuższa metę jest męczące. Dziś ogłosili dłuższe urlopy macierzyńskie. Ja podziękuję. Wolę wrócić do pracy i w spokoju pijać kawę :)


    ZAPRASZAM NA SWOJEGO BLOGA I SUPER NOWOROCZNE CANDY

    OdpowiedzUsuń
  7. ja długo nie mogłam urodzić dziecka i myślałam, że jak w końcu mi się uda to będę wiecznie szczęśliwa i wdzięczna za mojego synka. i oczywiście jestem, ale czasem mam wszystkiego serdecznie dosyć, marzę o tym by ktoś zabrał Igiego na kilka godzin bym mogła w końcu doprowadzić swój dom do ładu, by poleżeć przed telewizorem, poczytać książkę, po prostu być sama ze sobą. Jestem w szoku że płacz mojego malucha wyzwala we mnie taką frustrację i nerwy. mam nadzieję, że endokrynolog jakoś pomoże w ustatkowaniu hormonów i będę spokojniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  8. ale zes to super opisala, szkoda ze panowie tego nie czytaja, to moze by zrozumieli dlaczego kurz zalega, albo dlaczego dzis nie jest ugotowane ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Przebywanie z dzieckiem jest męczące... Po dwóch miesiącach to wiem. Ale raczej nie chodzi o samo dziecko, tylko o tą zależność dziecka od nas. Uwielbiam zajmować się synkiem, ale czasem jestem zła, sklepu nie widziałam od miesiąca, innych ludzi niż rodzina i listonosz od dwóch tygodni... Nie wychodzę nigdzie poza spacerem po mojej mieścinie. I jeśli ktoś mnie zapyta czy z tego powodu (siedzenia w domu, nie jego przyczyny!) cierpię, to odpowiem: tak, cierpię.
    Ale macierzyństwo i tak jest cudowne! ;)

    OdpowiedzUsuń