środa, 21 listopada 2012

Odnaleźć się w roli mamy

Instynkt macierzyński nie jest tak oczywisty według znanej wszystkim opinii. Nie w każdym przypadku ciąża jest błogostanem, poród pikuś a karmienie piersią odbywa się bez większych problemów. Te ważne czynniki mają ogromny wpływ na późniejsze macierzyństwo.

Mimo wspaniałego wyglądu w ciąży i braku większych problemów ciąża nie była dla mnie błogostanem a ostatni miesiąc był trudny do zniesienia. Poród miałam wspaniały dzięki zzo (nie wychodzę z założenia że cierpienie uszlachetnia). Schody zaczęły się po porodzie. Ten mimo braku cierpienia był trudny i długo dochodziłam do siebie (przez 2 tygodnie nie mogłam normalnie siedzieć). To była jedna z przeszkód jakie stały na początku drogi macierzyńskiej. Czekałam z wielkim pragnieniem i utęsknieniem na Córkę, moim marzeniem od zawsze było urodzenie Dziecka przed 25 rż. A jednak mimo to bardzo trudno było mi się odnaleźć w roli mamy. Wraz z problemami fizycznymi po porodzie doszedł refluks Córy (chlustanie na odległość), problemy z karmieniem piersią które nie mijały, długi połóg (8 tygodni) zaraz po połogu powrót okresu bardzo bolesny mimo kp. Wszystko nakładało się na siebie i powodowało, że mimo odczucia instynktu macierzyńskiego ten nie funkcjonował w pełni. Baby blues nie trwał dzień, dwa ale długie tygodnie, efektem była depresja poporodowa.

Do tej pory każdy dzień, od dnia pojawienia się Córki to moja wewnętrzna walka o bycie dobrą mamą. Nie zawsze czułam się dobrze w tej roli. Nie raz czułam się źle. Ciężko było osiągnąć poziom pełni szczęścia.

Z czasem gdy depresja mijała hormony zaczynały szaleć. Cykle były z każdym kolejnym co raz gorsze. Pojechałam do Profesora okazało się, że problemów jest więcej i dostałam tabsy. Oczywiście było lżej przez chwilę a czułam się co raz gorzej. W desperacji poszłam do psychiatry. Byłam przekonana, że problem tkwi w depresji po porodowej. Oczywiście było lepiej też przez chwilę. W końcu okazało się, że hormony tarczycy doprowadziłam na wysoki poziom i w zasadzie sama się wykańczałam.

Od 3 tygodni nie biorę hormonów tarczycy. W ciągu tych 3 tygodni miałam więcej godzin spokoju niż przez cały okre bycia mamą! Mimo braku cierpliwości nerwy się uspokoiły.

Miliony razy zadręczałam się, że krzywdzę swoje Dziecko. Osiągnięcie poziomu spokoju w takich okolicznościach graniczyło z cudem. Nie chodziło o to, że stosowałam przemoc ale sam fakt przeżywania wielu dni w napięciu nerwowym nie miało dobrego wpływu na nikogo. Trudno było mi sobie uzmysłowić fakt, że po prostu jestem mamą. Dla mnie bycie mamy nie było "po prostu".

Mam absolutnie najwspanialsze, idealne Dziecko pod słońcem. Wiele razy byłam przekonana, że nie zasługuję na moją Córkę. Wiele razy uważałam, że jestem koszmarna, miliony razy przepraszałam Lenulkę za moją bezsilność wobec siebie samej...

Dopada mnie zgryzota i staram się nie czytać przesłodzonych tekstów o różowym pierdzącym bobasie. Czasem mnie szlag trafia, czasem odczuwam zazdrość, czasem dopadają mnie wątpliwości czy to aby na pewno prawda. Nie spotkałam żadnej mamy, która potrafiłaby przyznać otwarcie i wprost do takich odczuć.


12 komentarzy:

  1. Głowa do góry :) Teraz będzie już tylko lepiej. Wiem, jak hormony potrafią dać do wiwatu :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ja też nie byłam na początku dobrą mamą. Śmiem nawet twierdzić, że KAŻDY byłby lepszy w tej roli ode mnie.
    Ale teraz już się unormowało, przyjęłam swoją rolę i jak patrzę na Adasia teraz, gdy widzę jaki jest radosny, to wiem, że jest ok i że mimo wszystko nie zawiodłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem co czujesz :(
    Ja wczoraj Ry powiedziałam, że chyba nigdy nie powinnam była mieć dzieci :/ Bo z moją cierpliwością, zawziętością i upartością to tylko pogarszam niektóre sprawy...

    Żonko, jesteś mamą rok. Jeszcze wiele przed Tobą. Tych złych i cudownych momentów. Nie raz najdą Cię wątpliwości i to jest normalne. Taka rola mamy.
    Nie wierzę w bezproblemowe rodzicielstwo. Każdy popełnia błędy, ważne żeby umieć wyciągać z nich wnioski, uczyć się na nich i postarać się naprawić. Wiem, że nie jest łatwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hexe, jak zawsze prawisz mądrze :) Zgadzam się ze wszystkim. Mi też nie jest łatwo i błędów robię mnóstwo i zrobię jeszcze nie jeden.

      Usuń
  4. Wiesz, mój poród dość dramatyczny i tragiczny w skutkach. Nie mogłam dojść do siebie przez pół roku. Wyglądałam tak, że lustro pokazywało mi jakąś obcą babę. Ale to w sumie jedyne problemy jakie mnie spotkały. Jednocześnie uderzyła we mnie eksplozja miłości i w macierzyństwie znalazłam to czego gdzieś tam w środku mi brakowało. Mam nadzieję, że nie słodko-pierdzę poprzez teksty na blogu. Sama też tego nie lubię bo wiem, że kolorowo nie jest, u mnie czasem też nie - choć wszyscy, którzy mnie znają, mówią, że nie widzieli drugiej tak cierpliwej osoby ;) Nie mniej jednak - mi rola mamy po porstu od początku pasuje. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda-matki o tym nie mówią, że czasem albo wręcz często jest im źle i ciężko. Pamiętam w pierwszych tygodniach kiedy czułam się koszmarnie, źle , smutno itd. rozmowę z moją kuzynką, która ma 14letniego syna. Wtedy uzmysłowiła mi, że miłość wcale nie musi przyjść od razu do dziecka a u niej macierzyństwo ,,zaskoczyło'' jak jej syn miał 10 lat. Miałam wtedy nadzieję, że u mnie jednak ta fala miłości objawi się wcześniej, jednak uzmysłowiło mi to, że właśnie miłość macierzyńska nie jest wcale taka oczywista.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bywa, ważne żeby zdać sobie sprawę z problemu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj nie spotkałaś żadnej takiej mamy? :P
    Ja przyznaję się bez bicia, czym wzbudzam odruch wymiotny u rozmówcy, bo jak to? Można się zdenerwowac na własne dziecko i nazwać je wstrętnym bachorem? A można. :P
    Z tym, że ja mam więcej cierpliwości i zwyczajnie naturę olewacza, Ty masz ADHD więc jest Ci 100 razy trudniej zachować spokój. :)

    Nie napiszę, żebyś nie robiła sobie wyrzutów bo to nic nie da. Rób od czasu do czasu i niech te wyrzuty prowadzą do czegoś dobrego, czyli poprawy waszych relacji. Niech uczą, a nie karzą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mądry ostatni akapit. trzymaj się tego!

      Usuń
  8. Moje macierzyństwo, zwłaszcza jego początki, też było nielukrowane i mówię o tym głośno. Również często myślałam, że nie zasługuję na mojego syna. Często miałam ochotę po prostu wyjść. Jesteś normalną mamą, która nie poddaje się słodko-pierdzącej manierze mówienia o macierzyństwie, z tym, że u Ciebie emocje są ostrzejsze i intensywniej przeżywane z racji ADHD. tak sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem o czym piszesz, co mówisz nikt tak naprawdę nas kobiet nie przygotowuje do roli matki.Mam w końcu upragnionego bobasa ale też i grę problemów, męża który nie rozumie co to znaczy rodzić tydzień i modlić się o ból, aby było już po. Już jest. Ja jestem inna, zmieniło mnie to, uczę się bycia wzorem dla mojego dziecka, chociaż zewsząd dostaje bezcenne rady, wszyscy wiedzą lepiej co jest dobre dla mojego Szymka tylko nie ja. A przecież w razie problemów to ja odpowiadam to ja jestem matką. matką która kocha i chce być tak samo kochana. Trzymaj się i myśl o maleństwie to daje siły do walki.

    OdpowiedzUsuń