środa, 28 listopada 2012

"Unieś mnie w górę w nieba ton...

... w ostatni rejs, w szczęsliwy port..."



Wpadłam w melancholię. Po 16 miesiącach totalnych nerwów, wpadłam w trans i łapię zawiechy. Huśtawki nastrojów nie są tak skrajne. Ogarnia mnie codzienne przygnębienie ale bardzo mi ono odpowiada. Przez te 16 miesięcy nerwówki stan, w którym obecnie się znajduję był marzeniem. Zwolnienie obrotów i tempa organizmu to coś co jest mi najbardziej potrzebne! Cieszy mnie to przygnębienie, w końcu wyciszam się...

Do sielanki oczywiście daleko.  Mam potworne problemy z koncentracją tak jakbym straciła bystrość i jasność umysłu a mój deficyt uwagi się pogłębił. Codziennie zapominam o setkach mniejszych i większych spraw. Z tego powodu denerwuję się aczkolwiek do porządnej wkurwy jak to było niedawno jeszcze - zdecydowanie daleko. Płaczę 5 razy w ciągu dnia z byle powodu (alternatywa dla niedawnych napięć nerwowych z byle powodu). Łapię się na refleksji, która ogarnia mnie kilkadziesiąt razy w ciagu dnia. Złoszczę się również codziennie ale nie w takim wymiarze. Zeźli mnie coś, zaklnę na głos i przechodzi po minucie! Niewiarygodne :)

Mąż jest przeszczęśliwy. Wraca do domu z pracy a ja nie piłuję gęby za cały dzień bez celowych nerwów. Lepiej znosi mój aktualny rozjazd nastrojowy ode mnie. Ja bym chciała normalności natychmiast a to musi potrwać... Dziś mi powiedział, że powinnam pogodzić się z tym, że normalnie to raczej nie będzie a nie walczyć... Jestem uparta i ciągle szukam powodu problemów i chcę je natychmiast rozwiązywać.

Lenka znosi mnie dzielnie. Jestem pełna podziwu wobec Męża i Córki. Znosili mnie koszmarną przez tak długi czas a teraz nacieszyć nie mogą, że jest lepiej. Wciąż się oswajam z tą innością jaka mnie spotkała. Dlatego pisze o tym dużo, bo staram się poukładać tak kolosalne zmiany jakie we mnie zachodzą. Odzyskuję siebie jak po jakichś traumatycznych przejściach. Teroetycznie nie było tak okrutnie ale ja nie mogłam wytrzymać we własnej skórze! Nienawiścią i bezsilnością pałałam do siebie samej. Co odczuwane było tu na blogu. Wściekłość kipiała ze mnie we wszystkie strony świata! Byłam dla siebie wrogiem nr 1 więc możecie się domyślać kim było dla mnie otoczenie...






9 komentarzy:

  1. Cieszę się , że już jest lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że jest lepiej, ale ta melancholia , problemy z koncentracją, roztargnienie jako żywo przypominają mi moje objawy niedoczynności tarczycy. Myślę, że lepiej skonsultować to z endokrynologiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest pod kontrolą. U endokrynologa byłam w piątek w badania powtarzam za 2 tygodnie. Wiem, ze to są objawy niedoczynności jednak moje hormony wciąż są w normie ;)

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że i ten stan da Ci się jakoś opanować.
    Bo Lence i M na pewno jest łatwiej, ale płacz 5 razy dziennie chyba też nie jest dobry ? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten płacz to wzruszenie na różne bodźce... :)

      Usuń
  4. Czyli masz wszystko (no prawie) pod kontrolą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja za Twoim przykładem poszłam zbadać hormony jak się bałam że mi wariują, ale do tej pory wyników nie odebrałam, jakoś mam lęk. :P
    Tak cwaniaczę że mam tarczycę gdzieś ale tak naprawdę szkoda by było sobie rozregulowac hormony bardziej, niż są rozregulowane...

    OdpowiedzUsuń
  6. Żono Wy razem na dobre i na złe, Oni znoszą Ciebie, Ty ich - rodzina :)

    OdpowiedzUsuń