wtorek, 18 grudnia 2012

Akceptacja

To moja największa zmora z dzieciństwa. Szarpię się z akceptacją jak z pijakiem. Wiem dlaczego tak jest - jako nadpobudliwe i nieokiełznane dziecko nie byłam akceptowana w ogóle. W okresie dorastania miałam mnóstwo przyklejonych etykietek, które dogłębnie wryły mi się w psychikę i odbiły na zdrowiu fizycznym. Bycie wyrzutkiem czy też napiętnowaną jest potwornie ciężkie i wyczerpujące. Wiąże się z tym mnóstwo negatywnych uczuć. Nie potrafiłam pojąć dlaczego tak się dzieje i czemu jestem winna. Żyłam w okrutnym przekonaniu, że jestem kretynko-idiotko-głupią do potęgi N-tej. Niska samoocena a w zasadzie brak poczucia jakiejkolwiek wartości - uważałam, że jestem absolutnie bezwartościowa i mam same złe cechy, z których z czasem zrobiłam niejako swoje mocne strony - czyli wredna i bezwzględna suka. W takiej skórze żyło mi się dobrze do czasu.

Człowiek miliony razy w życiu staje w obliczu zawrotnych sytuacji gdzie musi się zmierzyć sam ze sobą. Ja też wiele razy przechodziłam zwroty o 180stopni ale największym było urodzenie Córki. Córka wyzwoliła we mnie wszystkie emocje jakie do tej pory odczułam, nawet te które zakopałam gdzieś głęboko. Jako matka przechodziłam chyba, wszystkie możliwe fazy od bezsilnej, przez wszechmocną bo zagubioną i pewną siebie...

Dziś nie czuje się pewna siebie a od jakiegoś czasu uważam, że jako matka odnoszę same porażki. Moja pewność siebie legła w gruzach. Drażni mnie wszystko dookoła, wściekam się i ciskam jak kupa w bucie. Absolutnie nie akceptuje rzeczywistości w jakiej się znajduję co niestety odbija się na wszystkich. Mam krzywą i spiżdżoną gębę, zamiast rozmawiać warczę, burkam i cedzę przez zęby. Jestem znudzona codziennością i nakręcam się sama doprowadzając do wybuchów. Jestem absolutnie beznadziejna w każdym calu i szlag mnie jasny trafia z tego powodu. Mimo odbytej rewelacyjnej terapii DDA, przeczytaniu mnóstwa książek mam wrażenie, że wieloletni wysiłek i ogrom pracy włożony w wyprostowanie mózgownicy poszedł na marne. Jestem absolutnie i pod każdym względem rozchwiana emocjonalnie jak nastoletnia gówniara. Nie mogę dojść ze sobą do ładu a nie mam kompletnie sił na rozgrzebywanie wszystkiego od nowa. Szczerze mówiąc w tej beznadziejności rzygam opiniami, diagnozami i wszystkim tym co mi szczególnie zatruwa egzystencję.

Tęsknię za energią, która kiedyś mnie rozsadzała, za głupawkami jakie odbijały mnie nader często. Macierzyństwo wyprowadziło mnie w cholerę, bo straciłam zapał i serce do mycia mamą. Pomysłów na ruszenie z miejsca brak... Wyjałowiona jestem z radości... I nie cierpię siebie w takim stanie. Najchętniej wyszłabym z siebie i wyfrunęła w siną dal.

To już nawet nie jest frustracja, bo na frustrację sił nie mam ale totalna obojętność do tego co robię. Jakoś nigdy spędzanie życia w domu z Dzieckiem nie było dla mnie czymś wyjątkowym i specjalnym. To ciężka i niewdzięczna praca. Tak niewdzięczna, bo co Dziecku z matki, która jest non stop skrzywiona, naburmuszona i niezadowolona z życia?

12 komentarzy:

  1. A wiesz, ja mam od zawsze ten sam problem - brak akceptacji swojej osoby. Do tego mocno samokrytyczna postawa i mega kompleksy. Tyle że u mnie urodzenie Dzieci nie zmieniło absolutnie nic, właściwie przez fakt, że jestem z Dziećmi w domu czuję się nawet gorzej na tym polu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samokrytyka to inna bajka... wręcz samosąd...

      Usuń
  2. Też czasami ogarnia mnie taka obojętność i niezadowolenie z życia. Nawet częściej niż czasami. Lecz dla mnie moja córcia jest właśnie tą odskocznią od rzeczywistości i jedynym promykiem, który daje mi siłę walczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie wiem, co mogłoby Ci pomóc, może praca? Spełnianie się, dowartościowanie w pracy właśnie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Żono moja :)
    Wcale się nie dziwię, że się tak czujesz. Każda kobieta po porodzie, po pojawieniu się dziecka czuje się rozchwiana emocjonalnie, ma dość rutyny i czuje się podobnie do Ciebie. U Ciebie jednak wszystkie te odczucia są o wiele mocniejsze przez ADHD i DDA. Nie wiem co ci poradzić. Mogę jedynie Cię wspierać i mieć nadzieję na lepsze chwile, bo wiem, że nadejdą :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem jak jest, sama problem z akceptacją samej siebie.. I wiele eytkietek doczepianych przez lata.. Ale córeczka mnie kocha taką jaką jestem i to mi daje siłę.. Tym bardziej jak widzę, że i charakterna jest po mnie, że krzyczy i złości się, wtedy najbardziej chcę się zmienić dla niej..

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale Ty nie jesteś cały czas naburmuszona, chociaż nie widzę Cię osobiście codziennie, to zdarza Ci się raz na jakiś czas tryskać energią, znaleźć jakieś pozytywy. Życzę Ci by zaczęły w końcu spełniać się Twoje plany zawodowe, wtedy zapewne punkt widzenia się zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz szansę wrócić do pracy? Lub po prostu zacząć nową?

    OdpowiedzUsuń
  8. niekiedy przeraża mnie, co piszesz. nawet nie staram się wyobrazić takich uczuć.
    nie wiem, co napisać, powiedzieć... ale wiem, że u Ciebie raz jest tak, a zaraz euforia, więc czekam na ten lepszy dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  9. też miałam kłopoty z akceptacją, byłam gruba (nie, żebym teraz była chuda, ale wyglądam lepiej), mam bielactwo - teraz ludzie się tak nie dziwią, kiedyś bardzo, szparę w zebach i byłam bardzo naiwna. Na podwórku byłam akceotowana, a potem takie uderzenia: szkoła, pierwsze kolonie, byłam w ogromnym szoku, że ktoś się tak pastwi, po prostu nie widziałam powodu i nie mogłam zrozumieć. Ale może właśnie to wszystko nauczyło mnie ironii. Może dzięki temu mam taki cięty język i potrafię dopier...olić, tak, że ktoś zostaje bez słów? Córkę uczulam na to, że ludzie są różni: grubi, chudzi, łysi, niscy, bez ręki, na wózku itd. Oby to zrozumiała!

    OdpowiedzUsuń
  10. Macierzyństwo zmienia, mnie zmieniło. W momencie kiedy leżałam na łóżku jeszcze znieczulona, nic nie czując a mając pełną świadomość podjęłam pewne postanowienie, zobowiązanie-
    MOJE ŻYCIE MUSI SIĘ ZMIENIĆ.
    Nie każdemu to pasuje bo wprowadzam nowe zmiany, nowy porządek już nie tłamszę emocji w sobie tylko wszystko wyrzucam z siebie, czasami maż ma tego dość. ja mam dość. Dość wtrącania się w moje życie i dyktowania mi tego co mam robić a czego nie.
    Nowy rok może będzie nie tylko dla mnie ale też dla Ciebie przełomowy.
    Czas na zmiany.

    OdpowiedzUsuń
  11. ...a przede wszystkim autodestrukcja. Skąd ja to znam. Bunt przeciw samej sobie, chcę - ale nie chcę, i te słowa, które usłyszane w kłótni na swój temat, które wgryzają się tak głęboko w skórę jak tatuaż, nie da się ich usunąć. Wciąż próbuję, mam jeszcze siłę, wiarę, że w końcu uda mi się odciąć ten kamień przywiązany do nogi, który ciągnie mnie wciąż na dno. Mówią - wyluzuj, nie martw się, weź się w garść... Nie są w stanie zrozumieć... ja niby taka silna, a jednak nie...czasem się udaje, Tobie też się udaje, zresztą widać po postach że masz dni lepsze i gorsze. Nie wierzę, że wszystkie terapie są takie same. Jeszcze. Wciąż szukam, może kolejna osoba powie mi coś, co wpłynie na mnie tak silnie, że będę wiedziała co robić dalej. Każdy ma swój sposób, Tobie też życzę znalezienia go. Jestem pewna że uda Ci się i że w końcu słońce będzie wschodziło codziennie.

    OdpowiedzUsuń