wtorek, 31 stycznia 2012

Re-organizacja.



Zanim zostałam Mamą, mogłam robić co chciałam ale tak na prawdę prowadziłam życie bardzo marnotrawne. Brakowało mi chęci do spięcia się w kupę i zabrania za coś konstruktywnego. Dziś bardzo żałuję tego zmarnowanego czasu... teraz potrafię to docenić i jak mam wolną chwilę nie jestem w stanie usiedzieć na miejscu... tak mnie nosi żeby coś jeszcze zdziałać...
Pisząc pracę licencjacką o ADHD u dzieci i dorosłych, studiując ów literaturę wielokrotnię natknęłam się na stwierdzenia, że gdy kobieta z ADHD rodzi Dziecię jej życie normuje się, wpisuje w ramy i jest lepiej zorganizowane niż do tej pory. Nie wierzyłam w to w ogóle. Byłam przekonana i przerażona, że mając Dziecię będę zawalona pieluchami, kupkami, zupkami i rzygami. Oczywiście początek był ciężko, to przestawienie trybów na "Mam Dziecko" zajęło mi trochę czasu. Dziś gdy Królewna ma skończone 6 miesięcy jestem dumna ze swoich i Jej oczywiście, osiągnięć.
Mieszkam na wsi 5km do miasta. Sklepów brak. Staram się być chociaż 1 w tygodniu w mieście, zawsze zatrzymuję się u mojej Mamy, bo mam blisko do centrum a wózek wstawiam do piwnicy co nie jest strasznym obciążeniem... u Mamy mam też kaszkę, mleko, herbatkę więc dźwigać nie muszę. Codzienne zakupy robi mąż, zawsze w zamrażarce mam pierś z kurczaka i mięso mielone tak, że na obiad zawsze coś wydumam. Bardzo brakuje mi piekarnika to usprawniłoby mi jeszcze kwestie gotowania obiadu :) Jestem zwolenniczką dań jednogarnkowych, bardzo doceniłam makaron, ryż i kasze... Dzięki temu mogę przygotować obiad w 30min.
Raz w tygodniu robię porządek z grubsza - ale tego dnia nie robię prania i nie gotuję, bo przy Dziecku wszystko naraz jest utrudnione :) Aczkolwiek bardzo jestem wdzięczna, za posiadanie podzielnej uwagi. Potrafię robić kilka rzeczy na raz dzięki czemu sprzątam 3h a nie pół czy cały dzień :)
Raz w tygodniu robię sobie kąpiel. To jest moja chwila i czas na regenerację... Co z tego, że nie mam wanny? Gotuję wodę w 2 garach bo zbiornik na ciepłą wodę mam mały. Brodzik ma 20cm głębokości więc mi wystarcza. Sypię sól, dodaję mleko (jak kleopatra:), olejek do kąpieli Córki i olejek zapachowy... Stawiam świeczki, włączam muzykę i mnie nie ma... Dzieckiem zajmuje się Mąż albo
Raz w tygodniu robię sobie salon kosmetyczny - Peeling gruboziarnisty całego ciała, peeling twarzy, masło do ciała i maseczka.
Raz na tydzień gotuję Córce zupki ale na ten temat będzie osobny post... ciągle nie mogę się zebrać by obfocić jak krok po kroku zabieram się do pracy ;)
Studiuję zaocznie więc czasem jestem zmuszona spędzać noc poza domem a wtedy staram się odprężyć i wyluzować. Piwko jakieś wypiję, to z ludźmi pogadam o czymś innym oprócz Dzieciowaniu a i bez wyrzutów że Dziecię me w pobliżu jest... Oczywiście dzwonię co 3h ale na pierwszych zjazdach pisałam sms-y co 10 min... Mąż się wkurzał, bo mu przeszkadzałam w zajmowaniu się Córą :) Ostatnio siedziałam w hotelu i przez 2h gapiłam się przez okno... Nie docierało do mnie, że jestem sama więc upajałam się tą chwilą samotności... Pierwszą odkąd zostałam Mamą.
Jak jestem w domu nie maluję się, bo mi się nie chce.
Nie denerwuje się jak mam bajzel, choć sprzątam po kilka razy dziennie...
Dziecko moje ma jako taki stały rytm dnia więc gotowanie, pranie ,sprzątanie, pisanie prac zaliczeniowych da się wpleść w między czasie zajmując się dzieckiem.
Zasady których się trzymam pilnują by nie wkradł się chaos który tak często mi towarzyszy. Trudno mi znieść gdy trafia się zły dzień u Królewny czyli włącza się maruda i jęczydło - wtedy mam problem z organizacją i zaczynam się denerwować. Zazwyczaj wtedy dzwonię do męża żeby się wydrzeć i wyżalić. Wychodzę na spacer i złe emocje wywalam z siebie w trakcie. 
Poza tym słuchamy radia tv jak najmniej... :)
Dzięki Córce jestem w końcu zorganizowana. Macierzyństwo nie jest tak przytłaczające i nie stanowi ogromnego ciężaru. Nie mam też takiej schizy, że tylko ja powinnam się zajmować Lenką i nikt inny nie ma prawa się zbliżać... są też osoby którym na to pozwalam a możecie się tylko domyślać kto to może być ;)




piątek, 27 stycznia 2012

Klaps z perspektywy Dziecka.

Hafija jak wiecie porusza temat który wzbudza wiele kontrowersji. Czytałam wątek i komentarze... Nasunęło mi się kilka wniosków z którymi chcę się podzielić...

Tak się składa, że przeważająca większość Nas - dorosłych dostała w życiu conajmniej 1 raz. Powodów były setki, miliony a nawet tuziny. Każdy przeżył to w sposób indywidualny. Każdy dziś uważa swoje i przy swoim się upiera. Zauważmy fakt, że gdy my byliśmy dziećmi dawanie po dupie było dość powszechną, akceptowaną metodą wychowawczą i mało kto widział w tym coś złego. Zawsze koncentracja była na powodach i słuszności tego czynu w perspektywie osoby dorosłej. Dziś też wypowiadają się przede wszystkim dorośli. A gdzie głos dziecka?

Będąc Dzieckiem dostałam klapsa-lanie od 3 osób:
Od Mamy dostałam ze 3 razy - w ekstremalnych sytuacjach - byłam dzieckiem z ADHD o czym nikt wtedy nie słyszał, nikt nic nie wiedział - potrafiłam z premedytacją doprowadzać ludzi na skraj wytrzymałości wszelakiej... Poniekąd tłumaczę i sobie i wam - bo tak jest mi łatwiej z tym sobie radzić. Klapsy mojej mamy nie bolały fizycznie i psychicznie. Nie sprawiały mi bólu, nie zostawiły ran w psychice. Wywołały negatywne emocje, nie czułam się dobrze. Byłam w gniewie - który we mnie narastał latami a potem wyrzucałam go z siebie. Odgrywając się na mamie w okresie dorastania.

Od ojca dostałam wiele razy - nie pamiętam ile - powody były błahe... nie wytłumaczalne z żadnej strony. Pamiętam jak po laniu - zamykałam się w łazience, jak zanosiłam się od płaczu, zdejmowałam majtki i patrzyłam jak czerwoną mam pupę. Ból był straszny. Siadałam na sedesie żeby mi ulżyło a później na wannie. Emocje jakie mi towarzyszyły to złość, gniew i nienawiść do tego palanta który mnie tak skrzywdził. Cierpienie było potworne. Rany zostały na psychice po dzień dzisiejszy. Po dzień dzisiejszy muszę z tym żyć i radzić sobie. Przytulać łkające i cierpiące dziecko... 

Od Dziadka - dostałam raz - byłam okrutna ale pamiętam to do dzisiaj - strasznie mnie to upokorzyło. 

Ilekroć podnoszę głos - przed oczami widzę ojca awanturującego się ze wszystkimi.
Ilekroć tracę cierpliwość do Dziecka - trzymam się w ryzach bo wiem co przeżyłam.

A gdyby tak wyobrazić sobie, że tych klapsów nie było. Nie doświadczyłam tych złych emocji. Rodzice tłumaczyli mi co się dzieje ze mną i dlaczego. Mówili mi jak mam sobie radzić z nadmiarem złości i gniewu. Dzięki temu - nie miałabym zachwianego poczucia własnej wartości. Nie przeżywałabym upokorzeniu u wstydu - wstydu za to, że byłam dzieckiem i nikt nie dał mi prawa do popełniania błędów! Bo dziecko musi być grzeczne - wtedy jest wszystko cacy. Nie przechodziłabym silnej nerwicy. Nie walczyłabym ze stanami depresyjnymi. Nie wylądowałabym z guzem na sali operacyjnej... itd... Moje życie byłoby piękniejsze.

Nie chcę by moje Dziecko doświadczyło takiego koszmaru. Nie ma złych dzieci. Są Dzieci dobrze i źle wychowywane. Jak sobie nie radzisz rodzicu i podnosisz rękę na dziecko - jednocześnie ponosisz klęskę jako rodzica. Przemoc jest oznaką słabości a nie siły. Siłą jest nie ulec tej słabości a przezwyciężyć ją. Unosząc się na Dziecko bądź tracąc cierpliwość zamachując rękę nad Nim - spójrz mu w oczy i zobacz ten strach i przerażenie... Czy chcesz aby Twoje własne Dziecko się Ciebie bało? Na tym ma polegać posłuszność? W strachu? 

Bo wybiegło na ulicę i by zginęło lub coś sobie zrobiło... Krzycząc ono Ciebie nie słyszy a podnosząc rękę się boi. Czy tego właśnie chcesz? 





Nieważne jak Dziecko wyprowadzi Cię z równowagi. Nie ma takiego prawa dającego siłę byś poniżał Dziecko w sposób fizyczny czy psychiczny. Postępując w taki sposób zastanów się jak można zrobić lepiej. Można ugryźć się w język lub przywalić sobie a nie dziecku w łeb lub pupę.



czwartek, 26 stycznia 2012

Seriale ahh te seriale :)

Kilka Dziewczyn wciągnęło mnie do zabawy :)
i Big Momma :)


Wiecie o co chodzi więc nie będę tłumaczyć i przejdę do konkretów:

Miejsca są bez znaczenia:
1. Plotkara - lubię wredność i intrygi, ładne gęby i gubienie się w życiu wśród gówniarzy więc oglądałam z przyjemnością i czekam na kolejny sezon. Książek nie chciało mi się czytać ;)

2. Magda M. - po prostu opera mydlana, sama Magda mnie wkurzała taka niezdecydowana pipka która nie umiała brać spraw we własne ręce :) Lubiłam natomiast Mariolkę a pan Piotr no wiadomo fajnie się patrzyło :)

3. Czarodziejka z księżyca - bajka-serial mojego dzieciństwa, miłość od początku... ku mojej wszelkiej radości niedawno tv4 zaczęło puszczać bajkę i z przyjemnością oglądałam wraz z Córką a z dnia na dzień przestali emitować buraki jedne! Uwielbiam ich transformacje, walki i w ogóle cudowna bajka :)

4. Usta Usta - najlepszy polski serial adaptowany jaki nakręcili do tej pory - zwłaszcza 1 i 2 sezon. Ostatni był mniej zabawny ale jakoś przegryzłam :)

5. "Szpital miłosierdzia" - leci na tvn tylko pory zmieniają a my z Mężem oglądamy - trochę inny niż pozostałe typu lekarzowe bo skupiają się na pielęgniarkach :)


Nie wiem kogo nominować, bo już tyle z Was pisało o serialach, że nie wiem jak wybrać. Nie chciałabym się dublować...

1. Evelio - KLIK
2. Witaaminkęę - KLIK
3. Olę - KLIK
4. Małe ziarenko - KLIK
5. Sylwię - KLIK

sobota, 21 stycznia 2012

O tym jak nie dojechałam do szkoły. Dziś skończone 6 miesięcy i dynia może być dobra .!.

Miałam dziś zajęcia o 13:50. 
Sprawdzając rozkład jazdy PKS rzuciłam okiem i uznałam że autoban mam o 11:50.
11:42 byłam na dworcu ale jakoś pusto było przy stanowisku więc spojrzałam na rozkład i dojrzałam że autoban jest... o 11:40 (!) przelotowy, pospieszny.
Zadzwoniłam do Męża żeby zawracał to może dogonimy, wyprzedzimy i na następnym przystanku się zapakuje.
Udało się, bo przed przystankiem byliśmy już za autobusem.
Tylko nie mogliśmy go wyprzedzić, bo sznurek samochodów z naprzeciwka...
I przystanek minęliśmy.
Kolejny dopiero w następnej miejscowości za kilkadziesiąt km a mężowi rezerwa dyndała, po drodze brak stacji a w kieszeni brak kasy. Więc zawróciliśmy...
Byłam wściekła ale nie mogliśmy nic zrobić.
Napisałam do koleżanki sms'a że mnie nie będzie.
A przed chwilą dowiedziałam się że facet obecności nie sprawdzał a zajęcia skończyły się duuużo wcześniej i w sumie pojechałabym na darmo :D
Dzięki tej sytuacji zajechaliśmy po zakupy do Rossmana i nabyłam m.in. pieluszki ekologiczne dla Królewny :) Już są na szanownej Pupci i całkiem nam podpasowały.
I pobyłam z Ciocią mojego Męża z którą została Malutka.

Moja Królewna dziś o 15:20 skończyła 6 miesięcy!
OMG! Pamiętam doskonale jak 6 miesięcy ciąży mi się koszmarnie dłużyło  te 6 miesięcy po drugiej stronie brzucha przeleciało migusiem!
Lenka siedzi całkiem pewnie. Obraca się z plecków na brzuszek i z brzuszka na plecki w sekundę. Przemieszcza się na łóżku jak torpeda. 
I na nogach staje cholera jedna :) (trzymana oczywiście)
Znacie już wszelkie objawy i reakcje Naszych Szkrabów przy ząbkowaniu.
A moja Królewna nie płacze zbytnio więcej niż zazwyczaj. Nie gorączkuje szczególnie.
Natomiast wkurwia się jak prawdziwa kobieta.
Złoszczenie przy zębalowe ma wyjątkowe i pełne uroku :)
Irytuje mnie czasami ulewanie czyt. refluks. Robiliśmy badania, byliśmy u kilku lekarzy. I każdy mówi: czekajcie aż minie. A to nie mija. Jest lepiej niż na początku. Ale jest.
Cuda wianki już przerabialiśmy z mlekiem i sposobem przyrządzania...
Może macie jeszcze jakieś patenty? Bo nam pomysły się kończą.

Zrobiłam 3 podejście do dyni. Przyrządziłam z ziemniakiem i marchewką. Wyszła bardzo dobra :) Dziś Królewna skosztowała i przyjęła bardzo dobrze :)
Więc mamy sukces i dylemat z głowy :)
Dzięki Waszym sugestiom oczywiście, które stały się inspiracją za co bardzo DZIĘKUJĘ :)


wtorek, 17 stycznia 2012

Niedosyt i niezaspokojone Dziecko



Jako nadpobudliwe Dziecko byłam bardzo samotna. Nudziło mi się bez przerwy i byłam zmuszona tym samym aby bawić się samej. Na szczęście moja bogata wyobraźnia działała cuda. Wymyślałam przeróżne zabawy np. jako 4-5 letnie Dziecko uwielbiałam "dlablić" czyli wyciągać mąkę i wodę i robić makaron, później oczywiście mama musiała go ugotować a ja go zjadałam :) Jednak było mi trudno. Miałam więcej swobody niż inne dzieci które były trzymane w domach na siłę ale często nie miałam się z kim bawić. Dzieciom nie chciało się bawić i sprzątać po zabawie co mnie wkurzało. I mam ciągle niedosyt. Czuję się niespełnionym Dzieckiem, bo było i jest milion rzeczy które chciałam robić a nie miałam z kim. Na rodziców nie mogłam liczyć, bo zajęci byli "ważnymi sprawami". Siostra starsza o 9 lat żyła w innym świecie... Jak było ciepło można było latać po podwórku ale w zimę najczęściej był telewizor. Zanim odkryłam ciekawe książki minęło trochę czasu... Dopiero w Gimnazjum czytałam "Jeżycjadę" Małgorzaty Musierowcz odkryłam dopiero wtedy... "Opowieści z Narni" czytałam po kilka razy ale wtedy już byłam "starym" Dzieckiem :)
Cieszę się, że mam Córkę też z tego powodu bo Dzięki byciu z nią mam szansę zaspokoić moje Wewnętrzne Dziecko. Na terapii DDA przerabiając całe dzieciństwo Terapeutka mówiła Nam abyśmy robiły to co Nasze Wewnętrzne Dziecko - czyli My z dzieciństwa nie mogły robić wtedy... Jeśli chciałam mieć coś to mogę mieć teraz i to moje Dziecko będzie uszczęśliwione... Niestety wielu rodziców zamyka się w swoim dorosłym świecie i trudno jest im otworzyć się na dziecięcy świat. Jest mi łatwiej bo dzięki terapii odgrzebałam moje Wewnętrzne Dziecko i jest cały czas przy mnie. Dziś opiekując się Córką jednocześnie opiekuję się i pielęgnuje moje Wewnętrzne Dziecko będące dokładnie w tym samym wieku. Wchodząc w kolejne etapy rozwoju Córki przemierzam to wraz ze sobą. Chcę dać Córci to czego wtedy potrzebowałam lub miałam za mało. Nie jest to skomplikowane bo Małe Dziecko ma dość proste potrzeby. Szkopuł w tym by trafić w daną potrzebę w odpowiednim momencie a to potrafi być zaskakujące... :)

Uwielbiam, Kocham to i tak za mało by opisać OGROM uczuć jakie daje Dziecko Mamie :) i nie tylko Mamie bo i otaczającym Je osobom także... :)

Rodzice na Chrzcinach w Kościółku :)


Kochane kupiłam Dziecku mrożoną mieszankę z hortexa: brokuł, kalafior i marchewka dodałam jeszcze ziemniaka i mamy sukces! Nowość przyjęta bez sensacji :) Natomiast dynia jest fuuuuj. Robiłam 2 podejścia dając robioną samodzielnie i kupioną z hipp. Nie wiem co teraz zrobić bo mam 3 woreczki zamrożonej dyni :D

środa, 11 stycznia 2012

Plan Dnia i Przepisy na dania dla Maluszków :)



Ok. 8 rano Dziecko moje prowadzi bardzo ważne dyskusje ze sobą, czym Nas budzi, bierzemy więc Dziecię z łóżeczka do łóżka między Tatę a Mamę :)
Leżymy chwilę po czym Mama pieluchę a Tata papciu mleczko
8:30 Tata wyrusza do pracy, więc Mama z Córką bawi się po czym ogarnia się :)
ok. 10 drzemka po śniadaniowa 
11 -  po czym pielucha i papciu mleczko
 12 - idziemy na spacer na którym Dziecko śpi po 10 min. jazdy w wózku
14 - 14:30 powrót do domu, Dziecko jest baaardzo głodne więc szykujemy obiadek - zupkę a potem pielucha...
Bawimy się razem po czym Córcia bawi się sama aż zaczyna marudzić...
15:30 - 16 - Drzemka po obiadowa ( w tym czasie Mama szykuje obiadek dla rodziców)
16:30 - 17 Pobudka na piciu i zabawę
17:30 - kaszka + 2 łyżki owoców ze słoiczka oraz niecierpliwe czekanie na powrót taty zwykle wtedy marudzimy bardzo
do 19 - 20 Tata zajmuje się Dzieckiem na zmianę z Mamą w między czasie przerwa na piciu
20:30 papciu mleczko i wiadomo pielucha
21 - Dziecko pada :)
23 - Dziecko kąpiemy przed ostatnim karmieniem - 23:30 Dziecko śpi... i tak do 8-9 rano :)
Córeczka zasypia z butlą w łapkach na Naszym łóżku po czym ją przenosimy do łóżeczka...


Próbowaliśmy kąpać wcześniej zawsze mieliśmy pobudkę w nocy na karmienie co było dla Nas męczące... Dziecko samo się przestawia na takie karmienie i tak chce być kąpane :)

Mam dla Was moje Kochane COŚ!
Tym czymś są przepisy na domowe dania dla Maluszków, po prawej stronie macie LINK DO STRONY lub klikając :)

Tak się zastanawiam, podałabym brokuła ale nie wiem skąd go wziąć? Oczywiście chcę sama go ugotować ale lepszy mrożony czy z bazaru??? 


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Butloholik

Moje Dziecko wyraża nowe uzależnienie-wielbienie.
Tym uzależnieniem-wielbieniem jest butla.
Najważniejsza jest TA z mlekiem.
Ale ta z pićkiem TEŻ.
Gdy zbliża się pora papciu-mleczka, Dziecko krzyczy i piszczy,
Nóżkami przebiera jakby na rowerku jechała,
Rączkami wymachuje niczym dyrygent...
Gdy usłyszy dźwięk mieszania mleka już, już wie że to za chwilę nastąpi
Więc Jej poczynania nabierają na sile jeszcze bardziej...
Niecierpliwość sięga zenitu i wkracza płacz z krzykiem.
Butelka już, już
Dziecko wyciąga rączki...
Iiiiii Jeeest!
Butla wyrwana rączkami, złapana w mig.
Jeszcze tylko wycelować do buzi co trwa ostatnie 2 sekundy...
Iiii w kOOńcu!
Mleczny nektar przepływa do brzuszka Niusi.
Butelka trzymana kurczowo, co by ktoś nie zechciał zabrać Broń Boże!

Moje Dziecko nie pałało miłością do Cyca.
Cyc i mleko z cyca było NIE.
Natomiast butla... oOOO tak!
I odkąd dostała upragnioną wyczekaną...
Sama trzyma butlę. Czasem chce by ktoś jej pomógł. 
Pomógł - nie trzymał.
:)

wtorek, 3 stycznia 2012

Będzie ostro.

Nie cierpię polityki. Nie cierpię polityków. 
A to co "wyczyniają" "rządzący" staram się żeby mnie nie dotykało. 
Ale kurwa! Jak w takim kraju "pro-rodzinnym" rodzić dzieci? Wychowywać je jeśli te burakieny na stołkach mają się nie posrają na nich i na tym się ich era kończy?
Nie jestem w stanie tego przemilczeć. Muszę gdzieś to z siebie wyrzucić.
Oszczędzanie na rodzicach dzieci które będą musiały pracować do starości na emeryturę nosz kurwa mać! Część nawet jej nie dożyje, bo padnie z niewytrzymania na zawał lub inny nowotwór jeszcze przed 50 zarzynając się jak świnia by wykarmić rodzinę.
Oszczędzanie nakładając vat 23% na ubranka dla dzieci? Nosz kurwa mać!
Tylko podwyżki żebyśmy my im płacili a oni kurwa żeby dostać się na stołek stają na głowach a potem co? Pierdzą i nic nie robią, rączki załamują i pierdolą że inaczej się nie da. Stroją się i zapierdalają w super garniturkach i garsonkach, bo trzeba wyglądać.
Kto wie może kiedyś dołączę do grupy dawno wkurwionych i opuszczę ten kraj.
Zasiądę w Londynie i będę się szczerzyć że jestem jak angliczka (moja siostra gdy miała 6 lat tak nazywała angielki). Chociaż bardziej mi się podoba skandynawia ale tam mało słońca. 
Każdy chce żyć na jakimś poziomie ale ile kurwa trzeba zapierdalać żeby godnie żyć i trzymać poziom? No tak zawsze można wziąć kredyt a najbliżej w providencie i udawać szczęśliwą rodzinkę gdy za drzwiami komornik czeka.
Nie dziwne, że tli się patologia i wszystko schodzi na psy. Bo jak wytrzymać? Tylko znajomości wszyscy to wiedzą- chociaż znajomy też najczęściej żeruje by obrąbać komuś dupę i samemu się nachapać.
Kurwa tv nie ma co włączać i radia słuchać bo aż płakać się chce.
Staram się - kombinuje jak łysy ze szczotką do włosów żeby nie odbiegać od norm społecznych (tak nawiasem skąd się te normy biorą?) które z reguły mam w dupie. Ale mam też Dziecko które przecież, jak będzie odstawać od rówieśników, to Je palcem wytkną, że jakieś inne bądź czegoś nie ma albo chce mieć a ja dać mu nie mogę.
Więc się pytam: Chcę mieć jeszcze chociaż jedno dziecko ale jak?
Niech odpowie ten patałach jeden z drugim po którym przy następnej kadencji słuch zaginie a kolejni będą musieli sprzątać burdel.
Nie chodzi o to, że Dziecko jest drogie w utrzymaniu - bo przekonałam się na własnej skórze, że nie musi być a to zależy od wolnego wyboru. Ale za to jakim kosztem? Ubierać po innych dzieciach i latać po szmateksach żeby coś godnego wyłowić. Tylko, że po tym jak ubranka zdrożeją to nie wejdę do sklepu i nie kupię tego z pierwszej kolekcji bo mi oczy wyjdą z orbit.
W dupie mają, że ludzie nie chcą się rozmnażać. Że przyrost naturalny spada i że należało by jakoś w tym pomóc - to co podniesiemy wiek emerytalny! A niech ludzie pracują do 100 lat kurwa. Młody pracy nie znajdzie bo stary będzie trzymał stołek i modlił się żeby dożył.
Kobieta zajdzie w ciąże to już jest skreślona, niech teraz bawi, lula i pieluchy zmienia, bo z matką to w pracy tylko problem jest a za nią przecież kolejka chętnych.....
Itd.. itp...
A służba zdrowia niech się w końcu sprywatyzuje - już nie bronię się przed tym.


Kot mi zginął 1,5 miesiąca temu a 3 dni temu pies. Jeszcze niech rybki i kury pójdą w pizdu a nic tylko się pochlastać.




niedziela, 1 stycznia 2012

Nowy rok nowym rokiem....

....a my w żałobie. Nasz psiunio dziś odszedł od Nas... Nagle, niespodziewanie...
Płaczemy wszyscy a mnie najtrudniej będzie jutro...
;(