wtorek, 28 lutego 2012

Tymczasowość

Uwielbiam tę Panią :)




Policzyłam.
13 razy się przeprowadzałam.
W moim blisko 25-letnim życiu zmieniałam miejsce ogólnej egzystencji 13 razy.
13 razy pakowania, rozpakowywania, urządzania, wyrzucania, kupowania, układania, porządkowania...
Czasem miało się wrażenie, to trwa w nieskończoność.
Brak stabilizacji - jedni nie potrafią tak żyć, doprowadza to do szału lub do rozpaczy.
Nauczyłam się żyć tu i teraz.
To bardzo ekscytujące, uwielbiałam każde przeprowadzkowe przedsięwzięcie, nawet śmiałam się że mogłabym innym pomagać w przeprowadzakach.
Pakowanie miałam w 1 paluszku i nie musiałam niczego oznaczać :) Znosiłam kartony a kiedyś z kartonów zrobiłam komódkę!
Uwielbiam przestawianie i zmiany otoczenia.
Potrafiłam co tydzień przestawiać meble w pokoju, żeby było inaczej.
Nie cierpię rutyny.

Teraz namiętnie wyżywam się w gotowaniu dla Dziecka. Potrafię co 2 dzień,  gdy z powodu marnej pogody i braku możliwości spacerowania, gotować zupki Córce. Ostatnio dopracowałam buraczkową, wprowadziłam żółtko, zrobiłam pomidorową z ryżem z natką pietruszki z doniczki i z fasolki szparagowej z koperkiem i odrobiną szpinaku... Czasem męczy mnie to siedzenie w domu, w chałupie gdzie mam salon, kuchnię, holl, kotłownię, sypialnię i pokój dziecka w jednym pomieszczeniu. Gdy dopada mnie frustracja z tego powodu i ograniczenia z tym wiążące, myślę o tym fundamencie naszego przyszłego domu, który mam nie opodal... Papierologia związana z budową domu mnie przerosła ostatnio i nie wiadomo kiedy będzie kontynuacja budowy. Trochę mnie to podłamało. Staram się nie robić nadziei odnośnie kiedy nastąpiłaby ewentualna wprowadzka ale i tak nadzieja ZAWSZE jest. Zazwyczaj droga do wyznaczonego celu nie jest usłana różami a i tak chciałoby się żeby to kiedyś było już! To kolejna tymczasowość w moim życiu która za chwilę bliższą lub dalszą przejdzie do historii... Za jakiś czas będę z rozrzewnieniem wspominać ten czas w chałupce gdzie wszystko miałam w kupie :)

Nadchodzi wiosna dla mnie to ważne wydarzenie bo drugiego dnia wiosny są moje urodziny... Choć zima przyszła późno zdążyła dać w kość i mogłaby pójść w cholerę. Kiełkują we mnie pączki świeżej energii, zaczynają budzić kolory do których mnie ciągnie i mam chęć na tworzenie. Nie wiem co, z czego i w ogóle ale potencjał we mnie drzemie na jakieś przedsięwzięcie :P Szykuje niespodziankę konkursowo - urodzinową, długo nie mogłam się zebrać i ogarnąć czegoś sensownego a pomysł przyszedł nagle z dnia na dzień. Szczegóły lada dzień... ;)

piątek, 24 lutego 2012

Moje Filmy Zmian


Zaprosiła mnie Anieska musiałam się porządnie zastanowić a zajęło mi to parę dni :) Kolejność przypadkowa. Wybrałam filmy które wywołały we mnie lawinę emocji, do których chętnie wracałam by doznać kolejnych. 

1. Miasto Aniołów

2. Wyznania Gejszy

3. Między słowami

4. Volver

5. Efekt Motyla
Zdjęcia pochodzą z Filmweb.

Do zabawy zapraszam:










wtorek, 21 lutego 2012

Siedem.

Nie wiem jak to możliwe. 7 miesięcy ciąży było jak wieczność. 7 miesięcy po drugiej stronie brzucha - jak z bicza strzelił. Nie nadążam. Dziecko moje błyskawicznie się rozwija. Wydaje mi się, że nadzwyczajnie szybko... ZA szybko. Moja 10 lat młodsza siostra rozwijała się wolniej i mnie to tempo odpowiadało. Trudno mi przywyknąć do błyskawicy Lenki. Nie zdążę się nacieszyć, że siedzi a już na nogach stoi nie sama jeszcze. Trzymana za paszki chodzi a raczej nieświadomie przebiera nogami by zbliżyć ku czemuś lub kogoś... Tak mocno rwie się do świata, że nie zdążę wszystkiego zarejestrować a już do szkoły pójdzie zanim dotrze to do mnie Ona już na studia będzie się wybierać! Nie przechwalam się osiągnięciami, pewnie gdyby to trwało wolniej zadręczałabym się tym czemu nie jest szybciej. A tak mam na odwrót. :) Od kilki dni zasypia na brzuchu. Tłukąc się, walając, turlając, podnosząc głowę z protestem niezadowolenia po 20-30 razy aż zabraknie Jej sił... A wczoraj zeszła z łóżka tyłem a dziś przodem... :)




poniedziałek, 20 lutego 2012

Geneza klapsa.

Kampania przeciwko klapsom jest? Jest.
Głośny sprzeciw klapsom jest? Jest.
Bicie Dziecka to także klaps? Tak.

Mnóstwo kolejnych pytań w związku z akcją. Jedno z nich to "A co zamiast klapsa?"

Zastanawiałam się nad tym gorąco, bo nigdzie nie znalazłam odpowiedzi na coś zamiast klapsa. Zaczęłam zastanawiać się mocniej i doszłam do samej genezy klapsa. Czyli skąd on się bierze? Każdy rodzic który dał klapsa Dziecku ZAWSZE odpowiedzialnością obarcza POWÓD. Powodem jest oczywiście czyn którego Dziecko dokonało w negatywnym odniesieniu rodzica. Tak to wygląda w życiu codziennym. Tylko czy aby na pewno owy "powód" jest na tyle godny by "nagrodzić" go taką karą? Skąd jest klaps? Od Dziecka czy Rodzica bądź opiekuna? Przecież Dziecko nie daje klapsa. Klaps daje rodzic lub opiekun. Klaps siedzi w głowie sprawcy a nie ofiary. Tak bo klaps sprawia rodzic lub opiekun a dziecko staje się jego ofiarą. To nie działa  w tę stronę, że dziecko nabroiło i zasłużyło na klapsa. Niczym nie można zasłużyć na to by stać się ofiarą. Dziecko nawet nie zrozumie co się dzieje, co się stało i dlaczego... To opiekun kieruje się impulsem i daje się ponieść emocjom bo go zdenerwował owy powód. Dziecko nie zachowuje się celowo tak by dostać klapsa. Dziecko nie prosi swoim zachowaniem o to by dostać w tyłek. Dziecko zapewne pragnie zwrócić uwagę, lub nie potrafi określić stopnia bezpieczeństwa danej sytuacji ale nie robi tego po to by zostać ukaranym. Jeśli Dziecko COŚ zrobiło na tyle, że opiekun/rodzin się zdenerwował tak, że emocje wyprowadziły go z równowagi.... to niech rodzic weźmie głęboki oddech i  odczeka kulminację złości a na koniec zapyta się spokojnym głosem co się stało i jaki był powód. Nie rozumiem dlaczego mam dać klapsa dziecku jeśli zrobiło coś bezmyślnie? Zrzucanie odpowiedzialności na dziecko to żałosne czy szczyt niedojrzałości dorosłego?
Jestem impulsywna bo jest to jeden z głównych objawów ADHD. z którym żyję Mnóstwo rzeczy robiłam i robię bez zastanowienia i myślicie, że jak coś mi się nie uda to jest mi z tym dobrze? Ostatnią rzeczą na świecie jest ochrzan, krzyk a tym bardziej klaps lub lanie. Dziecko jak coś zrobi nieodpowiedniego jest zdezorientowane. Oczywiście dzieci potrafią robić świństwa z premedytacją celowo więc tym bardziej należy skupić się co jest tym celem i na co chce zwrócić uwagę Dziecko? 
Klaps jest wymysłem dorosłych.
Klaps jest z głowy dorosłych.
To dorosły karze Dziecko.
Nieważne w jakim wieku jest Dziecko. Dzieci sprawdzają na ile mogą sobie pozwolić. Rodzic ma za zadanie stawiać granice i tych granic potrzebuje Dziecko by miało poczucie bezpieczeństwa.  Mamy stworzyć Dziecku odpowiednie warunki rozwoju a poczucie bezpieczeństwa jest podstawą.  Dlaczego Dziecko sprawdza i trenuje rodziców wytrzymałość? To się dzieje gdy rodzic jest niekonsekwentny. Wyznaczanie granic i bycie konsekwentnym nie wyprowadzi nas rodziców z równowagi. Nie doprowadzi do sytuacji, że rodzic weźmie zamach na Dziecko. Zrozumienie zachowania Dziecka też pomoże nam rodzicom. Dzieci walczą o uwagę, czas o własne szczęście i radość. Dziecko postępuje intuicyjnie tak jak mu podpowiada je

Jeśli Dziecko wywinie totalny numer tak ogromny w negatywnych skutkach typu świat się wali wszyscy cierpią klaps w tym NIE pomoże. Klaps NIE jest metodą wychowawczą. Żadną. Z Dziećmi się rozmawia nawet z niemowlakiem można się dogadać. Nie kary zamiast klapsa. Jest zamiast mądre i dojrzałe podejście do całości sprawy...






środa, 15 lutego 2012

Córeczko czy jesteś szczęśliwa?





Ilekroć spoglądam na moje Dziecię zastanawiam się nad jednym: Czy na pewno jest szczęśliwe? Nie wpasowałam się w standardowy obraz Matki Polki. Lubię się lenić, gotować na pół gwizdka i nie prasować. Najtrudniejsza w życiu jest bezsilność. W Macierzyństwie też. Zwłaszcza ta gdy Dziecko cierpi i za cholerę nie wiem co mu jest lub jak pomóc? 
Byłam bardzo trudnym dzieckiem. Płakałam non stop. Cisza była gdy spałam (co było cudem!) gdy mnie kąpano i gdy jadłam... Od urodzenia jak zaczęłam płakać tak zostało... Wiele razy nad tym się zastanawiałam, chciałam wiedzieć dlaczego tak było i czy musiało tak być. Bo gdy wyrosłam z płaczu zaczął się krzyk. Krzyk był sposobem na wszystko tak jak wcześniej płacz. Swoistego rodzaju język komunikacyjny zamiast normalnej mowy. Chyba byłam nieszczęśliwym Dzieckiem. Na terapii DDA przerabiałyśmy całe nasze dzieciństwo. Zaczynałyśmy od początku i poznałam odpowiedź. Część odpowiedzi uzyskałam analizując genezę mojego ADHD które początek swój ma w przebiegu ciąży mojej Mamy ze mną... Wprowadzając się w retrospekcję sytuacji rodzinnej jaką miałam w chwili urodzenia wszystko stawało się powoli jasne... Po prostu nie chciałam tam być. Osoba jednego z członków rodziny nie pozwalała na szczęśliwe egzystowanie i wzrastanie w tym domu. Atmosfera i napięcie jakie wisiało w powietrzu uniemożliwiało uzyskanie spokoju ducha... Nie chodziło o kłótnie i awantury tylko o to co było  w powietrzu... Jakie emocje odczuwali pozostali członkowie rodziny... Powrót do tamtego domu choć trudny pozwolił mi zweryfikować absolutnie wszystkie wątpliwości i pytania DLACZEGO tak było DLACZEGO TAKA BYŁAM? DLACZEGO JESTEM TAKA JAKA JESTEM? W tym domu nikt nie był szczęśliwy więc jak szczęśliwa mogłam być ja? 
Będąc w ciąży miałam kolejny milion wątpliwości. Przerażona byłam, bo sytuacja nie była łatwa choć niemożliwie trudna też nie. Borykaliśmy się z jednym nie skończonym kryzysem a ja potwornie bałam się o szczęście mojego Dziecka. To przerażenie przetrwało poród co nałożyło się na trudności z którymi zmagałam się po nim. 
Moje Dziecko nie ma i mieć nie będzie normalnej matki. Nie potrafię wpisać się we wszelkie schematy i normy jakimi należy i powinna kierować się przysłowiowa Matka Polka. Przy Córce nie potrafię udawać. Nie jestem w stanie ukryć emocji Ona je ze mnie wyciąga. To jest niesamowite, bo poza brzuchem jesteśmy związane niewidzialną emocjonalną pępowiną i doskonale oddziałujemy na siebie nawzajem. Nie mogę się wstydzić więc jestem totalnie sobą i jest w końcu Ktoś kto to docenia i akceptuje w 100%! Moja Córka. Codziennie powtarzam, że kocham, tulę i zasypuję milionem całusów a Ona potrafi łapkami złapać moją twarz i oddać mi tak samo buziaki :)  Uśmiecha się do mnie gdy zagaduję i zaczepiam. Jak zasypia i głaszczę Ją po włoskach, policzku, czułku, bródce i nosku zastanawiam się... CZY JESTEŚ SZCZĘŚLIWA CÓRECZKO? Czy dom w którym jesteś jest szczęśliwy dla Ciebie? Czy nie cierpisz gdzieś głęboko? Czy masz dobrych rodziców?

Kiedyś mi odpowiesz...

poniedziałek, 13 lutego 2012

Miłość = banał?

Czego najbardziej potrzebuje Dziecko które pojawia się na świecie? Nie chodzi tu o potrzeby fizjologiczne czy zaspokojenie głodu bo to oczywiste. Ale oprócz tak podstawowych potrzeb tą najważniejszą jest miłość. I tak jest w każdej chwili rozwoju Maluszka. Niedostatek miłości niesie za sobą szereg negatywnych konsekwencji. I nie mam tu na myśli, że od urodzenia trzeba z Dzieckiem na plecach chodzić by nie brakowało mu miłości.
Wręcz irytuje mnie podejście, że Dziecko po urodzeniu trzeba nosić najlepiej non stop, tulić, lulać, 0 frustracji i 0 nerwów bo zrobimy krzywdę. Ni cholery mi pasuje takie podejście. Ja potrzebuję kawałka - tyci tyci, przestrzeni dla siebie. Poza tym zamierzam spędzić swoje życie z Mężem a Dzieci wysłać w świat by czyniły dobro dla innych a nie dla mnie. Podziwiam rodziców którzy śpią z Dzieckiem. My spaliśmy z Królewną po powrocie ze szpitala gdy się urodziła a w ostatnich dniach gdy męczyła Ją gorączka. Jest nam niewygodnie i źle, bo my chcemy spać RAZEM, SAMI wtuleni w siebie. To nasza przestrzeń i nasz czas którego we dwoje bardzo brakuje. Czasem zastanawiam się czy My jesteśmy dziwni, czy dziwni są rodzice którzy śpią z dzieckiem, dziećmi? A może nikt nie jest dziwny? Zwolenników i przeciwników jest tyle samo. Czy wyrządzam krzywdę Córce tym, że jej nie noszę całymi dniami? Bo uczę Ją samodzielności a dzięki temu nie czuję się osaczona. Nie mam problemów by zrobić obiad, posprzątać czy zebrać swoje 4 litery do kupy. Oczywiście są dni kiedy bywa z tym ciężko i trudno ale trzeba sobie radzić. Siedzę z Córką sama, nie jestem w stanie poświęcać 100% uwagi tylko i wyłącznie na Niej. Nie pomaga mi nikt - czasem mnie to męczy ale bardzo to doceniam bo wolę jednak mieć wolną głowę od dodatkowych osób. Wszelka pomoc na dłuższą metę mnie drażni. Korzystam z pomocy tylko w sytuacjach awaryjnych np. gdy jestem chora i trudno mi zająć się wszystkim dookoła. Nie jestem w stanie żyć tylko i wyłącznie Dzieckiem. Czasem czuje się atakowana przez wszelkie podejścia, ze trzeba, należy być z dzieckiem cały czas. Ja tak nie potrafię. Czasem wręcz złoszczę się, bo brakuje mi chwil sam na sam z Mężem. Wiem, że na to muszę poczekać, że to cena naszych wyborów. Życie bez Dziecka było strasznie puste... I nigdy, nawet przez moment nie żałowałam Naszej wspólnej decyzji. Pocieszam się, że w wieku 30 lat będę miała Dzieci odchowane a świat będzie stał przede mną otworem :) Bardzo dumna jestem z Naszej rodziny jaką tworzymy. Jeśli związek dwojga ludzi jest na pewnym poziomie  więź łącząca tych dwoje jest silna to Dziecko dopełni i wzmocni tę więź. Oczywiście ciąża zmienia ciało kobiety. Trudno jest zaakceptować pewne zmiany... jeśli partner nie akceptuje tych zmian i nie pomaga Kobiecie w powrocie do formy to jest cholernie ciężko. Mam to ogromne szczęście, że mój Mąż bardzo mnie wspiera w tych kwestiach. I choć nie lubię tych zmian, to jestem w stanie z nimi żyć.
Tajemnica udanego związku jest banalna - ROZMOWA. Co i rusz koła zataczają spięcia, napięcia i wypięcia, wybuchy także. Bo codzienność bywa frustrująca a ja całym sercem podziwiam kobiety totalnie szczęśliwe i cieszące się życiem codziennym mówiące, że im wystarcza to co mają. My stawiamy sobie cele, do nich dążymy, to nas scala. Nie brakuje nam tematów do rozmów. I nie ma czegoś takiego jak ciche dni.

Są tacy którzy twierdzą, że miłość to banał. Komedie romantyczne są tylko w fazie zauroczenia. Po 4 lub 7 latach jest kryzys. Można żyć w kryzysie non stop, bo kryzysów jest mnóstwo. Od tych naturalnych jak wzięcie ślubu czy pojawienie się dziecka od tych nabytych jak brak zainteresowania lub zdrada. W dzisiejszej epoce ludzi niezależnych, goniących za karierą tak prędko, że miłość ucieka im przez palce... Ale są też tacy którzy potrafią przez 50 lat podziwiać się nawzajem i przeżywać komedie romantyczne każdego dnia... Banał? Banał potrafi być realny. "Wystarczy" się na niego otworzyć... :)

To tak odnośnie walę tyłek :)

czwartek, 9 lutego 2012

Niezła Żona gotuje Dziecku :)

Jestem wygodna. Robię słoiczki hurtowo, różne rodzaje. Mam trochę zachodu ale z lenistwa nie chce mi się robić codziennie. Więc jedno popołudnie w tygodniu poświęcam na gotowanie dla Córeczki :) Inspiracją oczywiście był TEN post u Anieski. Dzięki  niemu mrożone warzywa gotuję na parze :) Ilość warzyw obieram intuicyjnie czyli "na oko".

Najpierw obieram ziemniaki, marchew i korzeń pietruszki (z uprawy własnej). Układam na dnie garnka marchew (jest najtwardsza i najdłużej się gotuje, dlatego na zdjęciu nie widać) następnie ziemniaki i pietruszka. Wsypuję odrobinę soli a wodę wlewam z kranu gdyż mieszkam na wsi, wodę mam ze studni którą sprawdzaliśmy i jest w porządku:
Dziś pierwszy raz gotowałam buraczki (z własnego ogródka), ze względu na kolor gotowałam w oddzielnym garnku tak samo z odrobiną soli:




Na parze gotuję mrożone warzywa i por. Kalafior i brokuły kupiłam ostatnio w biedronce wyprodukowane dla biedronki w cenie 2,89. Bardzo dobrej jakości. Por i dynię mam z ogródka własnego.

Oczywiście wszystko gotuję pod przykryciem - pokrywki zdjęłam do zdjęć :)

Gotuję jednocześnie:



Słoiki i nakrętki zalewam wrzątkiem dzięki temu lepiej się zakręcają:

Wszystko sprawdzam a gdy warzywa są miękkie zaczynam wrzucać w różnych proporcjach i blendować. Na pierwszy rzut idzie zupka z dynią, ziemniakiem i marchewką, tłuszczem jest oliwa z oliwek ekstra virgin z biedronki:





Czasem okazuje się, że nakrętka nie zakręca się jak powinna wtedy taką zupkę daję do zjedzenia tego samego dnia lub następnego :) To na zdjęciu widać słoiczek z zakrętką do góry nie zakręcił się więc zupka została zjedzona dzisiaj :)

Kolejna jest z brokułem, kalafiorem, ziemniakiem i marchewką. Jeśli doleję zbyt dużo wody z wywaru i zupka jest zbyt rzadka dodaję kleiku kukurydzianego:


Następna z buraczkiem, ziemniakiem i marchewką:





I ostatnia z ziemniakiem, marchewką, pietruszką i porem. W różnych proporcjach za każdym razem jest więcej jednego warzywa tak by smak nie był monotonny:





W następnej kolejności chcę kupić mrożoną fasolkę szparagową również z biedronki, więc będzie kolejna zupka. Z mięsem jeszcze troszkę poczekam, ze względu na pogodę ciężko było do tej pory ubić kurę. Nie wiem jak jeszcze będę gotować z mięsem. Czy warzywa wraz z mięsem czy oddzielnie zupę warzywną a mięsko tylko dorzucać. Zobaczę jak wyjdzie w praniu :)

Na koniec jeszcze wekowanie:



Używam różne słoiki. Mam po koncentratach, keczupach, chrzanie czy zupkach z rossmana. Te po zupkach trudno zakręcić ale jak pokrywka jest wilgotna i dobrze się przyciśnie wszystko powinno być w porządku. Raz nie zawekowałam słoików to niestety połowa się zepsuła. Wekuję po 30min zazwyczaj w 2 partiach słoiczków.

Córcia jest wybredna oprócz moich słoiczków toleruje zupki warzywne z rossmana babydream. Gerber, bobovita i hipp nie smakują. Przymierzam się też do żółtka jajka :)

środa, 8 lutego 2012

Post mniej kupowy bo bardziej nocnikowy.

Pękam z dumy, puszę się jak paw!
A co :) 
Ale od początku... :

Zakładając mojej Córci pieluchy jednorazowe ( w ostatnim czasie ekologiczne z rossmana) starałam się przy każdej zmianie wietrzyć pupkę szanowną. Dziecko bardzo polubiło wylegiwanie, tarzanie, przewracanie ogółem pełną swobodę bez pieluchy. Oczywiście siku wielokrotnie się zdarzało w celu tym podkładaliśmy podkłady jednorazowe (jak wiecie tylko z nazwy jednorazowe). Jednakże od prawie 2 tyg. nastąpiła pewna zasadnicza zmiana. Moje Dziecko Kochane przestało kupkać w pieluszkę... Tylko w chwili gdy jest bez pieluchy na podkładzie! Po tym czasie gdy działo się to codziennie przy porannej kupce a z czasem i popołudniowej. Oznajmiłam Mężowi że chyba czas na nocnik. Oczywiście przymierzałam się do nocnika ale wraz z 7-8 miesiącem życia Królewny. Od 2-3 tygodni Córka siedzi sama. Podnosi się do siadu z pozycji leżącej na płaskiej powierzchni. Nie chybocze się jak wańka wstańka tylko nabrała pewności i wprawy, więc tym bardziej zamierzyłam się do kupna nocnika. 
Nocnik nabyłam dziś. Różowy z naklejkami z całe 11zł :) (prosty, bez klapki, bez melodyjki, stabilny). Nie mogłam się powstrzymać i po powrocie do domu, nakarmieniu rozebrałam Dziecię z pieluchy i posadziłam na nowiuśkim, umytym tronie. Dziecko było nieco zdezorientowane. Nawet było Jej niewygodnie. Chwila buntu, bo wyprężyła się i biorąc Dziecię stanęło na nogi. Więc po chwili posadziłam jeszcze raz, tyłem do siebie i zaczęłam odwracać uwagę, zagadując, zaczepiając zabawiając... W zabawie zwróciłam uwagę, że coś Dziecko pręży i postękuje... Czyżby? No ale chyba nie od razu? Nie za pierwszym razem???!!!
A jednak! Po paru minutach Dziecko zrobiło co trzeba do nowiuśkiego cudownego nocniczka. Myślałam, że oszaleję z radości. Z wrażenia zadzwoniłam do Męża i do Mamy, bo w szoku byłam totalnym. Oto moje niespełna 6,5 miesięczna Córka zrobiła kupę do nocnika za pierwszym podejściem! I jak tu nie pękać z dumy ?? :) Moja Córka! ahhh

niedziela, 5 lutego 2012

Choroby ciała biorą się z chorób duszy a choroby duszy...

...Od złych ludzi.

Tak jak każdy z Was myślę o historii Madzi. Nie da się milczeć, nie da się przejść obok tego bez słowa. W głowie mnożą się miliony myśli.
Do póki nie wyjdzie na jaw prawdziwa przyczyna śmierci i okoliczności śmierci nie chcę osądzać, choć to bardzo trudne.

Od wielu lat wyznaję tę prostą życiową prawdę. Sama doszłam do tego wniosku bazując na moich doświadczeniach życiowych i obserwacji otoczenia. Nauki zdobywam od zawsze w jeden sposób: zadaję pytanie i żmudnie szukam odpowiedzi.
Miałam 18 lat gdy dowiedziałam się, że mam 3 guzy na tarczycy a jeden z nich jest "podejrzany". Potem przeszłam mnóstwo badań, operację, zmianę trybu życia, zmianę funkcjonowania organizmu + 10kg...
Po 2 latach wykryto u mnie torbiel jajnika. Znów wszystko się powtórzyło... mnóstwo badań, laparoskopia w trakcie której dokonane odkryć innych chorób... Zmiana trybu życia itd... A że to była już 3 operacja w życiu w tym w dość krótkim odstępie czasowym ... Jednak zamiast załamywać się (jak to było w przypadku tarczycy) postanowiłam rozebrać swoją mózgownicę na części pierwsze, przedmuchać wszystko dokładnie i jako tako zebrać do kupy.

Pewien lekarz powiedział mi:

"Proszę Pani jeśli Pani miała guzy na tarczycy a teraz jest torbiel, oznacza to że organizm ma skłonności do mutowania się komórek i tworzenia guzów, torbieli i tym podobnych wszędzie , niezależnie od czasu"

To dało mi głęboko do myślenia. Postanowiłam że jak już wykuruje się po tej ostatniej operacji zacznę szukać przyczyn tych chorób (i innych o których nie będę wspominać) gdzie indziej.
Moja bardzo bliska osoba przez wiele lat zmagała się z tzw. depresją maskowaną. To typowa choroba duszy objawiająca się w symptomach fizycznych. Objawia się w przeróżny sposób, przeważnie są to silne bóle np. kręgosłupa, brzucha, żołądka, migrenowe (z wymiotami, utratą przytomności) a nawet silnych bóli menstruacyjnych. Myślicie, że nowotwory biorą się z komórek które się mutują, buntują i przekształcają w potwory? To jest definicja medyczna. Ale nie jest tak w każdym przypadku. Chodzi o mnóstwo a w zasadzie większość chorób które pojawiają się nagle, postępują jedna po drugiej, lub ciągną się w nieskończoność. Trudne do zdiagnozowania a bardzo utrudniające życie. Bliska mi osoba o której wspomniałam przez lata odchorowywała 18-letni związek z alkoholikiem, znęcanie się fizyczne i psychiczne. Ja odchorowywałam trudne dzieciństwo i lata w nerwicy.
A skąd bierze się nerwica? Skąd bierze się depresja, anoreksja itp. itd???
Z napięcia. Napięcie mięśni (stąd bóle pleców, kręgosłupa czy brzucha), skurczony żołądek...
A skąd napięcie? Kto i co je wywołuje? LUDZIE!
Tak moi drodzy.
Można się ciskać i wkurwiać na rzeczy martwe jednak jest to krótkofalowe.
Na ludzi wkurwiamy się długofalowo. Mając przy sobie wampira energetycznego przez wiele lat - tyleż czasu żyjemy w napięciu. Bywa ono niewidzialne, niewyczuwalne. Jak statek widmo - niby jest ale go nie widać a działania jego trwale odznaczają piętno.

Przyszedł taki moment, że wyrzuciłam wszystkich ludzi wokół siebie który żerowali na mnie wysysając ze mnie energię. To trudne ale dało mi zdrowie. Przez to mam dystans do ludzi. Stworzyłam rodzinę o której nie jeden marzy i nie jeden może mi zazdrościć. Wiele lat ludzie czegoś mi zazdrościli. Nie chwalę się na co dzień. (z resztą w naszym kraju chwalić się nie wypada)

Nie jestem przeszczęśliwą osobą. Miewam dobre i gorsze momenty. Gdy jest mi źle walę w gary i krzyczę że potrzebuję pomocy. Czy proszenie o pomoc ujmuje mi w czymkolwiek? Nie jestem ze stali nierdzewnej. Nie jestem doskonała i nie chcę taka być. To nudne. Uwielbiam zmiany, gdy się dzieje dużo. Nie boję się.

Nie wiem w jakim stanie trzeba być żeby dopuścić się takiego czynu jak matka Małej Madzi. Nie ogarniam. Jestem w stanie sobie nieco zobrazować jej sytuację. Wytłumaczyć się nie da. Ale wina nie spoczywa tylko i wyłącznie na barkach matki. Lecz w głównej mierze na ludziach którzy ją otaczali. Sposób w jaki się do niej odnosili i nie potrafili uchronić Madzi przed zaburzoną matką. Nie ulega wątpliwości, że matka była i jest zaburzona. Nikt normalny nie dopuściłby się do takich czynów i zachowania...




My dwie - łobuz mały i cholera duża :)

I najnowsza Madonna :) mi się podoba!