piątek, 27 kwietnia 2012

Paczuszka.

W końcu udało mi się dotrzeć na pocztę i odebrać cudo wygrane u Czarownicy A.






Jak każda kobieta wielbię takie prezenty szczęścia! Akurat wczoraj przemierzyłam pół miasta z wózkiem tak, że wieczorem stopy miałam jak balony! A tu cały zestaw :) Wspaniały, trafiony z czasem i momentem... Dostałam też list, wiecie to jest niesamowite. Kilka słów napisanych odręcznie, płynących prosto z serca. Żaden sms i e-mail nie jest w stanie zastąpić tych uczuć i emocji jakie wywołuje odręcznie napisany list.
I moja Tosia :) Ha mam w domu Tosię!

Dziękuję :*

środa, 25 kwietnia 2012

ADHD - mam diabła za skórą.

"ADHD. – Jest zaburzeniem o podłożu neurologicznym, którego objawy dotyczą nadruchliwości, impulsywności oraz trudności z koncentracją uwagi.

Za te zaburzenia w mózgu odpowiedzialne są dopamina i noradrenalina. Są to neuroprzekaźniki, których zadaniem jest między innymi regulowanie działania obszarów czołowych mózgu odpowiedzialnych za procesy uwagi i hamowania.
Dopamina pomaga skupić się na wybranym bodźcu, przetwarzać informacje oraz decydować, która z nich jest ważna, a która mniej istotna.
Noradrenalina kontroluje zaś nasze zachowanie i ocenia zagrożenie, a potem albo pobudza nas do działania, albo uspokaja. 
Gdyby porównać nasz mózg pełen różnych myśli do wielkiej orkiestry pełnej instrumentów, a nas samych do dyrygentów, to zwykle nie mamy problemu z porządkowaniem myśli, tak by ze sobą współgrały, tworząc harmonijną całość. Gdy dyrygent ma ADHD, każdy instrument w jego głowie gra jak chce, każdy próbuje być zauważony, całość przypomina więc jeden wielki chaos, nad którym sam dyrygent nie jest w stanie zapanować. Momentami najchętniej uciekłby ze sceny." - źródło: http://www.swiat-zdrowia.pl/artykul/swiat-to-za-malo-czyli-dorosli-z-adhd-cz1 



 Wszędzie jest o ADHD u dzieci. Dziś ludzie wpadają w paranoję, bo co drugie dziecko które jest nieposłuszne dostaje łatkę nadpobudliwego. Wciąż wielu uczonych uważa, że ADHD to przypadłość która mija wraz z wiekiem. Są i takie przypadki ale nie odnosi się ta teoria do każdego. Z czasem nadruchliwość mija ale w jej miejsce pojawia się "niepokój duchowy" coś co często interpretowane jest jako nerwica lękowa. ADHD w życiu dorosłym to już nie to samo adhd co w wieku dziecięcym. Objawy są ale nie tak proste do zdiagnozowania. Często maskują się pod postacią depresji czy nerwicy. 
Jak wygląda życie dorosłego z ADHD? 
Dziś na przykład wyjęłam słoiczki od zupek Córki, zapakowałam je w reklamówkę. Nie włożyłam wszystkich a zwróciłam uwagę na coś czego w tej chwili nie pamiętam. Wzięłam to coś i przypomniałam sobie o reklamówce ze słoikami. I nie wiem gdzie ta reklamówka się podziała. Zaczęłam nerwowo szukać po całym mieszkaniu i nie mogłam znaleźć. Zła byłam bo 2 słoiki zostały. Reklamówkę znalazłam za 30minut w łóżeczku Córki. Nie pytajcie skąd się tam wzięła bo do tej chwili pojęcia nie mam kiedy i w jakim celu tam ją odłożyłam.
Teoretycznie adhd-owcy potrzebują zasad i pewnej stałości w życiu. Nie może to jednak być wciąż ta sama stałość, bo rutyna doprowadza do spadku formy. Cyklicznie musi odbywać się zdarzenie które dostarczy pożywnych silnych emocji. Jak zastrzyk energii. Jeśli adhd-owiec popada w rutynę, pewnego dnia nie ma sił podnieść się z łóżka a wszelkie codzienne czynności robi automatycznie frustrując się przy tym niemiłosiernie. Równie szybko wpada w czarną dupę. Z taką samą prędkością może się z niej wydostać ale to tak proste nie jest. By ruszyć z miejsca potrzeba silnego bodźca. Jeśli jest w czarnej dupie musi trzasnąć twarzą o samo dno by od niego się odbić. Może też z pomocą drugiej osoby wydostać się pod warunkiem, że osoba ta sięgnie mocno za fraki z trzaska po gębie i kopnie w dupę do działania. Adhd-owiec to człowiek czynu, potrzebuje konkretnych działań najlepiej robionych do A do Z by czuć satysfakcję i spełnienie. Wszelkie przeszkadzacze wyprowadzają z równowagi co prowadzi do niekontrolowanych wybuchów. Nie mogą to być czynności prowadzone w miejscu. Najlepiej jeśli wymaga podzielnej uwagi tak by każdy instrument odgrywał swoją melodię a dyrygent mógł w rytm muzyki tworzyć jej dalszą część. Adhd-owca nie można pouczać, zmuszać, nakazywać, uwagę zwracać bardzo delikatnie, krytyki się nie boi jeśli ma dystans do siebie. Okiełznanie takiej osoby jest cholernie trudne, bo samej mu jest trudno okiełznać swoje zapędy.
To jest cholernie trudne mając Dziecko. Córka nieco uporządkowała chaos w którym żyję. Najgorzej jest gdy chcę wykonać jakąś czynność a Dziecko domaga się 100% uwagi. Szlag mnie trafia jak jasna cholera! Jeszcze bardziej jeśli próbuję podjąć działanie czegoś i nie mogę kontynuować bo coś ciągle mnie odrywa lub przeszkadza. Katorgą jest załatwianie jakichkolwiek spraw które wymagają stania w kolejce - unikam jak ognia. Są rzeczy których nie podejmę się w życiu. To dzianie na drutach, szydełkowanie i inne pierdoły które wymagają zbyt długiego dziumdziania. Mogę spodnie skrócić przy maszynie do szycia! Jeśli mam podjąć się czegoś żmudnego muszę to dzielić na części/etapy. Niestety wymaga to cierpliwości a tej brakuje  na każdym kroku. Co 4-6 miesięcy muszę iść do dyskoteki by potańczyć - najchętniej chodziłabym raz na miesiąc ale możliwości brak. To działa jak katharsis.Czytanie książki? Uwielbiam czytać! Najlepiej jadąc autobusem PKS gdy trzęsie i mając słuchawki w uszach. Pisanie pracy mgr? Mogę napisać 50 stron w ciągu 3 dni pod warunkiem, że nikt mi nie przeszkadza, materiały mam pod nosem i oprócz włączonego laptopa gra muzyka na cały regulator, chodzi pralka i tv. W między czasie mogę gotować obiad, wieszać pranie tylko Dzieckiem ktoś mógłby się zająć.
Życie z adhd-owcem wymaga ogromnej cierpliwości i współpracy. Bez tego witaj czarna dupo i kłótnie awanturnicze. Adhd-owiec irytuje się z byle powodów, może tak samo roztkliwiać się nad rozlaną herbatą jak nad śmiercią bliskiej osoby. Przesadność do potęgi nieskończonej u adhd-owców to standard. W walce jest bezwzględny, nieokrzesany i z powodzeniem sięga po chwyty poniżej pasa. 
Z jednej strony jest się człowiekiem nie udolnym - bo nie da się być poprawnym i w pełni ucywilizowanym. Z drugiej strony jest się człowiekiem pełnym energii poszukującym wrażeń i silnych bodźców zdolnym dotrzeć tam gdzie innym brakuje odwagi. Monotonia wysysa energię z adhd-owca.

Potrafię rozpoznać adhd u dziecka i dorosłych obserwując zachowanie. To są zachowania które dostrzegam ja bo widzę w nich siebie, jak w odbiciu lustrzanym.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rosołek dla Dzidzi.

Rozszerzanie diety idzie nam różnorodnie. Problem stanowią męczące zębale. Gdy dziąsła swędzą, bolą w porze obiadowej mamy przeróżne reakcje. Nawet histerie były. Raz zmuszona byłam podać kaszkę, bo głodne Dziecko protestowało na tyle skutecznie, że walka tylko zaogniałaby sytuację. Po co walczyć z takim maluchem, toć jedzenie ma być przyjemnością a nie katorgą. Łatwo było mi znosić takie wybryki, jeśli zdarzały się raz na jakiś czas. Niestety, sytuacje powtarzały się z coraz szybszą częstotliwością. Mój blender jest marnej jakości, szybkie obroty równie szybko poddały się przeciwko działaniu warzyw. Nie chciałam też uczyć nawyku, jeśli zupka ble to kaszka w zamian. Zrobiłam tak raz jeden, nie więcej. Sięgnęłam też po gotowe zupki/obiadki. Przetestowałam gerber, bobovitę i babydream. Całe szczęście, Córka moja zjadała większą ilość dzięki temu pora obiadowa dalej pozostawała porą obiadową. Nie chciałam jednak rezygnować z gotowania zupek, sprawia mi to ogromną frajdę. Musiałam główkować jak wybrnąć dalej z sytuacji. Jak uczynić w domowej kuchni obiad na wzór kupnego ze słoiczka? Gotowałam oddzielnie mięsko, przez ten czas Córka mi urosła i zdecydowałam się na kolejny krok czyli zupki na rosołku. Pierwszy rosołek zrobiłam tydzień temu. Trochę czytałam w necie ale nie znalazłam żadnego przepisu, żadnych proporcji zwłaszcza, że nie interesowało mnie gotowanie jednej porcji a co najmniej kilku - w planach miałam ok 6-7 słoiczków. Zrobiłam tak:

Kupioną wcześniej pierś z indyka, pokroiłam na kawałeczki ok. 3x2cm i zamroziłam. Wyjęłam więc 7 kawałków mięska. Dodałam sporo marchewki, bo tą daję do każdej zupki ok 7-8 sztuk, kawałek pietruszki w korzeniu i selera, por, natkę pietruszki owinęłam nitką, kilka ziemniaków, troszkę soli, szczyptę koperku i lubczyku. Wyszedł świetny, bardzo delikatny rosołek.
Na parze ugotowałam jak zwykle mrożone warzywa czyli brokuł, kalafior, dynię, fasolkę szparagową i kawałeczek szpinaku oraz buraka. 
W oddzielnym garnku ugotowałam ryż.

Gdy wszystko było w sam raz niczym Maria Skłodowska-Curie stanęłam w kuchennym laboratorium i zaczęłam odmierzanie, porcjowanie, blendowanie, pakowanie do słoiczków i na końcu oczywiście wekowanie.Wekowanie udało nam się fantastycznie! Zupki bardzo dobrze zniosły pasteryzację, do tej pory żadna się nie zepsuła co nam się wcześniej zdarzało.

Wyszedł mi słoiczek zupki z kalafiora, marchewki, ryżu, mięska i rosołku. - Dziecko niezbyt chętnie jadło. Smakować smakowała ale grudki były zbyt wyczuwalne i sprawiały dyskomfort. 50% zupki zostało zjedzone.
Słoiczek zupki z brokuła, marchewki, ryżu, mięska i rosołku - czeka na testowanie.
2 słoiczki zupki z burakiem, marchewką, ziemniakiem, pietruszką, selerem, mięskiem i rosołkiem - wchłonięte 70% słoiczka, drugi stoi i czeka.
2 słoiczki zupki pomidorowej: marchewka, pietruszka, seler, ryż, koncentrat pomidorowy, mięsko i rosołek - 1 słoiczek zupki pochłonięty w 100%.
Słoiczek zupki z dynią, marchewką, ziemniakiem, pietruszką i selerem i odrobiną koncentratu pomidorowego, mięskiem i rosołkiem. - zupka zjedzona w 100%.
Wyszedł mi 1 słoiczek z pozostałości wcześniejszych, wrzuciłam "resztki" do słoiczka, dodałam ciut koncentratu pomidorowego - wczoraj została zupka zjedzona w 100%!

Żółtko jajka musiałam odstawić, bo wyszło nam uczulenie. Przy następnej partii ponowimy próbę. Przepiórczych u nas brak.

Nie jest tak źle, w między czasie podawałam gotowce ze sklepu i ilość zjadana była mniej więcej w takich samych ilościach. Skończyła się era zupek warzywnych bez konkretnego smaku. Smak musi być i lada dzień będziemy dodawać więcej przypraw. Kilka razy dawałam Lence do spróbowania naszych zup - przyjęte był z entuzjazmem. Za sobą mamy naleśnika, parówki, jogurt, surową marchewkę i jabłko. Na topie są chrupki kukurydziane. Chciałabym znaleźć fajny groszek i kukurydzę.

Nie ma szans na karmienie Lenki BLW. Gotowane warzywa w kawałeczkach są ble i fuj. Dziecko nawet ich nie pakuje do buzi. Przy zębalach nie ma mowy w ogóle! Zupka musi być idealną papką. Jakoś się tym nie przejmuje, bo chrupki kukurydziane wcina i inne też. :) Sukcesem było picie z kubeczka z dziubkiem. Z powodzeniem Lenka piła do czasu aż zęby ponownie dały o sobie znać ;) więc wróciliśmy do butelki. Ale dajemy na zmianę pić to raz z kubeczka to drugi raz z butelki.





sobota, 21 kwietnia 2012

18 miesięcy.

9 miesięcy w brzuchu i 9 miesięcy poza brzuchem. Jestem z Córką razem od 18 miesięcy!
Wielobarwnie nasze życie wygląda. Nic nie można przewidzieć i ciężko zaplanować. Jeden dzień potrafi przynieść cały wachlarz kolorów. Od kolorowej tęczy, przez szarości - czerni i biele po pastele i ponownie kolory tęczy. Mam nadzieję dotrwam do wydobycia wszystkich zębów, przetrwam bunt 2-latka i dożyję do przedszkola. :) Ostatnie dni dały nam w kość. Powodem są przede wszystkim moje rozjechane hormony. Mam wrażenie, że przeżywam powtórkę po porodową. Czekam na wizytę u Profesora jak na zbawienie świata! Na szczęście ta co raz bliżej. 
Mój Kochany Pracuś - Lenka codziennie ćwiczy nowe umiejętności i nabywa kolejne. Codziennie jest coś nowego. Gdy zaczęła raczkować za 3 dni nauczyła się wstawać. Teraz stoi wszędzie! I chodzi przy meblach bardzo sprawnie, schyla się z pozycji stojącej po zabawkę trzymając się oparcia jedną rączką. Raczkowanie ma sens tylko po to by zbliżyć się po coś interesującego. Poza tym pozycja stojąca numerem 1. A oto dowód:
Próby wstawania odbywają się wszędzie, zaliczone są w wózku i wanience! Na szczęście udaje nam się je skutecznie udaremnić. Pasy do zapinania w wózku zostały ściągnięte. Zastanawiamy się w jakim tempie zacznie się samodzielne chodzenie. Patrząc na odwagę, samodzielność i upartość może stać się to prędzej niż nam się wydawało do tej pory. Tak się dzieję z każdą nową umiejętnością. :)

wtorek, 17 kwietnia 2012

Łakoma na wolność.

Brakuje mi jak cholera! Ostatnio mamy istny roller coaster. Każdy dzień jest inny, czasem pół dnia jest ok reszta nie. Chciałabym odsunąć się w cień. Marzę o samowolnej ucieczce na weekend, tak żeby zapaść się pod ziemię bez nikogo! Żebym mogła robić co chcę i jak chcę. Żeby nie myśleć o zębach, mlekach, kaszkach, czy dziś zupka podpasuje czy będzie histeria i plucie, kupach, pieluchach... o niczym co związane z matkowaniem, żonowaniem i kurodomowaniem. Wiecie tak wyrwać i wrócić pełna sił i chęci do życia! Niestety moje akumulatory padły. W ostatnim czasie nawet rezerwy brak. Podziwiam matki cyborgi ja tak potrafię okresowo... Nie przekonuje mnie nic. Nie dociera do mnie nic. Tylko myśl o zmianie miejsca egzystencji na czas 48h sprawia, że wstaję rano i automatycznie podchodzę do codziennych czynności. Nerwów nie trzymam na wodzy. Puszczają mimowolnie. Nawet serce mi zmalało do Dziecka. Do Męża tylko kolce wystawiam - tak najeżona jestem.
Nie wystarcza mi wyrwanie się na chwilę. Potrzebuję czasu. Nie chwili, momentu by się oderwać. Wsiąść w auto i pognać w siną dal... Chodzić po lesie, łąkach, śpiewać, tańczyć... Nie musieć wracać natychmiast. Nie zamartwiać się. Takie życie na NIE w innym sensie... Adrenaliny z zupełnie innego źródła niż to co na co dzień. Potrzebuję totalnego egoizmu, rozpieszczenia... Niech nastanie koniec i początek... Ale bym się napiła takiego mega zimnego piwa na powietrzu o zmroku! Jak za młodu...



sobota, 14 kwietnia 2012

Krzyk

Urodziłam się z krzykiem na ustach. Krzyk to była jedyna forma porozumiewania się ze światem. Byłam krzyczącym noworodkiem, niemowlęciem, dzieckiem, nastolatką i krzyczącą kobietą. Oczywiście krzyk z wiekiem malał. Są jednak dziś sytuację w których nie panuję. Pracuję nad tym nieustannie i dochodzę do punktu że chyba nie warto dalej walczyć. Bezsilność mnie ogarnia. Nieustannie walczę, moja cała egzystencja to walka z przeciwnościami. Kurde a co ja wojownik jestem? To, że w dzieciństwie odgrywałam rolę bohatera nie znaczy, że wciąż muszę nim być. Krzyczę i krzyk to wciąż jedyny sposób na zrzucenie błyskawicznych emocji które pojawiają się natychmiast po odpaleniu zapalnika ciśnieniowego. Krzyk jest wszystkim. Formą zwrócenia uwagi na siebie. Komunikatem o niezaspokojonych potrzebach. Rozpaczą. Wołaniem o pomoc. Wściekłością, żalem, gniewem. Krzykiem można przekazać wszystko. Pozbyć się negatywnych uczuć, odczuć i emocji, emocji ahhh emocji. Nie potrafiłam mówić. Krzyk był jedynym znanym mi językiem. Byłam przerażonym niemowlęciem. Tracę panowanie nad sobą - krzyczę. A wszyscy to znosili. Nikt nie umiał wytłumaczyć. To było coś ponad miarę wszelką. Nie do ogarnięcia, zawsze na pierwszym miejscu. Słodkie uzależnienie. Zawsze w zasięgu. Zawsze przy mnie, sięgasz kiedy chcesz i jak chcesz. Jak byłam na wakacjach na wsi u babci, wychodziłam na pole i krzyczałam do świata ile dusza zachciała. Fantastyczne uczucie jakby całe zło drzemiące pod skórą opuszczało moje ciało. Z czasem zaczęłam sobie śpiewać. Wydźwiękowienie się głośne z melodią i słowami. To było dopiero coś. Najchętniej śpiewałam po pijaku, wszystkim się podobało. A ja na sucho śpiewałam tylko sama, w domu. Kiedyś dowiedziałam się, że mam zdarte struny głosowe, guzki na nich i nakazano milczenie. Przynajmniej nauczyłam się wydobywać dźwięki z przepony by ulżyć strunom. Oczywiście wiedziałam, że zdarłam struny bo wydarłam je. Śpiewać przestałam, tylko czasami mi się zdarzało. Mam za to chrypkę i stratę wysokich dźwięków. Krzyk mimowolnie ograniczył się. Zastąpiłam krzyk bluzgami. Kilka wulgaryzmów strzelonych pod nosem i taaaka ulgaa! Albo darcie albo kurwy. 

Jak widzicie książki na półkach o złośnicach to o mnie. Wszystkie rady przerabiałam na sobie. Czy krzyczę przy Dziecku? Zdarza się ale nie na nie. I wiem, że moja Córka ma i będzie miała krzyczącą Matkę. Nie zmienię tego natychmiast. Może kiedyś się uda. Nie napinam się jednak tak jak kiedyś. Po co mam wpadać w czarną dupę, bo znów się nie udało... Po co mam dotykać dna i zadręczać siebie i wszystkich wkoło? Miliony razy zawiodłam siebie i otoczenie na polu mojego krzyku. I co? Ten jak był jest dalej. I wiecie co? Co mam się wyżywać na Mężu i Dziecku wolę sobie pokrzyczeć. Jak widać mimo takich a nie innych przeżyć nie stoczyłam się na pole patologii."Nie krzycz" - to moje trzecie imię.




środa, 11 kwietnia 2012

Przemądrzała baba.

Tuż przed samymi świętami dowiedziałam kolejnej opinii odnośnie mojej osoby. W moim 25-letnim życiu nasłuchałam się ich setki, tysiące... tyle ile jest ludzi. Pisałam o tym, że jestem Zosia Samosia i lubię mieć po swojemu. Nie kryję się ze swoimi opiniami i nie boję wyrażać prawdy. Ludzie nie lubią prawdy nad czym zadziwiam się nieustannie. Zostałam pouczona, że z językiem muszę uważać w pewnych kręgach, bo jak widać wychodzi mi to bokiem. Opinia jest taka, że przemądrzała jestem i wszystko wiem najlepiej. Oczywiście, w kwestii postępowania w moim życiu ja sama wiem najlepiej czego chcę. Dzielę się moim doświadczeniem i wiedzą ale nie narzucam swojego zdania. Lubię poznawać opinie innych. Staram się być wyważona jednak nie mam wpływu na to jak moje słowa są interpretowane. Nie mam wpływu na to, że ktoś widzi w moich słowach coś czego nie ma. Walę prosto z mostu bez insynuacji, bez podtekstów a to tak dziwi. Dowiedziałam się też, że jak zdobędę magistra to już tylko piór w dupę mi brakuje żeby przewyższyć totalnie wszystkich.
Wkurzyłam się na to ostatnie. Owszem studiuję by się kształcić i zdobywać wiedzę i nie zamierzam mojej wiedzy trzymać w sobie i kisić ale dzielić się nią. Nie myślałam, że luźne rozmowy prowadzone na konkretne tematy skończą się taką etykietą mojej osoby. Gdy złość mi przeszła doznałam olśnienia. Zapaliła mi się żaróweczka nad głową która uświadomiła mi, że ktoś tu jest zazdrosny. Poczułam ulgę i satysfakcję. Cieszyłam się, że moje słowa kogoś ugodziły w ten sposób. Moje ego znów się podbudowało. Uniosłam głowę wyżej i zadarłam znowu nosa... Nawet wywody na temat, że "magistry to w ciucholandach pracują" nie zmąciły w mojej głowie. Nie odzywając się na inne tematy oprócz pogody i postępów Dziecka. :)



I moje dekoracje świąteczne. Jak widać można mieć i gałęzie i jajka i żyrandol w jednym miejscu :)

środa, 4 kwietnia 2012

Wielo-etatowa Matka pełną gębą.

Przygotowania do świąt trwają pełną parą. Jestem umordowana po pachy. Moja praca mgr od prawie 2 tygodni leży w komputerze nietknięta. Szlag mnie trafia, ciśnienie wzbiera i frustracja nosi. Nie daję rady po prostu. Doba ma za mało godzin a ja najchętniej sklonowałabym się. Wiem, wiem w zasadzie każda Matka tak ma. I tu jest mały psikus. Wcale nie każda matka tak ma. Lubię oglądać "perfekcyjną panią domu" tam można popatrzeć na matki które siedzą z dziećmi w domu. I nic poza tym. Trudno sprzątnąć, trudno coś ugotować. I mamy Matkę na 1 etacie. Zawsze jak oglądam ten program moje ego czuję się zdecydowanie lepiej :) Jestem typowa zosia samosia. Jak zajmować się Córką - najlepiej sama. Jak sprzątać - najlepiej sama. Pisać pracę mgr - sama. Czasem ktoś może mi podrzucić obiad :) Choć wolę sama gotować. Stąd obiady Córce - robię sama. Fakt jestem przy tym wygodna i uciekam się do wszelkich udogodnień, wręcz poszukuję takowych by iść na skróty ale efekt musi być. 
Łazienkę wysprzątałam po sam sufit płynem do szyb (na ścianach mam panele), firanki uprałam z proszkiem do pieczenia i nie uprasowane wylądowały na oknie. A kanapę wytrzepałam trzepaczką do dywanów na mokrej płachcie - jakież to cudowne zajęcie :) A pralka chodzi po 3 razy w ciągu dnia, pranie wisi wkoło chałupy w 3 miejscach :) Zasłonki od prysznica moczyłam w kwasku cytrynowym i resztką wybielacza w proszku. 
Jak gotuję zupę to co najmniej na 3 dni. Aż Mąż mi się ostatnio zbuntował i na zakupach nie pozwolił wziąć udek (na udkach z kurczaka gotuję zupy), bo powiedział, że nie chce jeść zup! Ot mi się cholera zbuntowała. Więc jak byliśmy u Jego Mamy w niedzielę z chęcią przyjęłam obiad na drugi dzień a wczoraj w ruch poszła pierś z kurczaka i warzywa na patelnię. Dziecku ostatnio nagotowałam zupek - 14 słoiczków. Mam spokój na 2 tygodnie :) Wygoda ogromna. Na spacer wychodzę do momentu aż Córa odpłynie snem cudownym i zostawiam w wózku przed chałupą a ja czmych do środka i latam na szczotce, mopie i innych ścierkach. Mąż mówi, że po co tyle robić. Najważniejsze jest zajmować się Dzieckiem. No tak. Tylko weź nie rób regularnych porządków a chałupa utonie w syfach. Gdyby nie Święta i zaglądanie do głębszych kątów syf by wychodził i rozprzestrzeniał po całości. Weź nie gotuj obiadów a dupy się rozlezą od jedzenia byle czego. Chorować się zacznie i bieda nas zje. Weź nie studiuj toć kształcić się trzeba a pod odchowaniu Dzieci karierę robić, bo całe życie w domu nie da się siedzieć. Tak więc z woli własnego wyboru nie potrafię być tylko Matką na 1 etacie. Choć mi nie łatwo i gryzę się, padam na twarz ze zmęczenia to uwielbiam to zmęczenie. Praca na kilku etatach daje mi satysfakcję a najbardziej wielbię zrobienie czegoś od A do Z. Mogłabym jeszcze wyłuszczyć więcej czasu. Mąż mi nie pozwala, przychodzi do domu o 22 i zakazuje wszelkich czynności. Wyspać się też musimy, bo my nie z tych co 3h snu na dobę wystarcza. Do Dziecka wstajemy na zmianę bez narzekania. Tylko wciąż brakuje mi jednej, jedniutkiej chwili - chciałabym pomalować sobie paznokcie. No za cholerę od ponad 8 miesięcy nie mam jak!



poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Na niebiesko.

Nie mam zbyt wielu informacji odnośnie Autyzmu. Piszę o ADHD i DDA. Dla mnie każde zaburzenie jest bliskie memu sercu. Poza tym Autyzm i ADHD mają ze sobą nieco wspólnego:

"Choroby spectrum autyzmu (ASD) stanowią grupę zaburzeń rozwojowych, różniących się od w pełni rozwiniętego autyzmu, opisanego powyżej; są to formy ADD (zespół deficytu uwagi), ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej) i PDD (uogólnione upośledzenie rozwoju). PDD jest rozpoznaniem uzupełniającym, za pomocą którego opisuje się dzieci nie osiągające poszczególnych etapów rozwojowych i wykazujące objawy autystyczne, ale wciąż zachowujące przynajmniej pewną zdolność do mówienia i komunikowania się. U dziecka, u którego zdiagnozowano ADD, występują problemy z utrzymaniem skupienia. Nadreaktywne dziecko z ADD otrzymuje diagnozę ADHD. Oba schorzenia uważane są za łagodniejszą formę ASD. Typowo , w przypadku stwierdzenia któregokolwiek z tych schorzeń rodzice nie szukają pomocy dla swoich dzieci, dopóki nie uświadomią sobie, iż ich dziecko nie mówi lub nie rozwija się równie szybko jak inne małe dzieci. Na samym szczycie autystycznego spektrum znajduje się Zespół Aspergera. To termin, który jest wykorzystywany do opisania autystycznego dziecka, które funkcjonuje na wysokim poziomie. Te dzieci są szczególnie inteligentne. Stosują i rozumieją duży zakres słów, ale mają bardzo wąskie zainteresowania i wykazują wiele braków rozwoju społecznego. Dziecko z Zespołem Aspergera może stać się światowym ekspertem w dziedzinie maszyn do prania, ale maszyny do prania mogą być jedyną rzeczą, o której będzie chciało rozmawiać." (http://www.terapia-naturalna.pl/strony/autyzm.php)


Ja mam ADHD i jestem DDA a Agnieszka jest Mamą wspaniałego Syna Stasia z zaburzeniami ze spektrum A. :)