wtorek, 31 lipca 2012

Potwornicka

Jesteśmy w domu. Wróciłyśmy w niedzielę. Powrót był ciężki, przez nawałnice zablokowana była droga, więc skierowali nas na objazd... Drogą na Spychowo gdzie tłukli się ludzie wracający z pikniku Country w Mrągowie... Staliśmy w korku 1,5h! Na szczęście zjechaliśmy z głównej drogi i dojechaliśmy do domu w godzinę a korek ciągnął się do samej Ostrołęki! 

Porwałam się z motyką na słońce. Wakacje trwające 6 dni to dla mojego Dziecka zbyt duży hardcore. Tęskniła za domem, podwórkiem, Tatą, Babcią, Dziadkiem... Dała nam popalić ostro!. Tyle płaczu, jęku, wycia, stękania nie na słuchałam się przez cały rok! Moje siostry odliczały godziny kiedy wyjedziemy do domu :D Starsza powtarzała przez pół dnia, że nie chce mieć dzieci. Codzienny ryk przez pół dnia to za dużo na moje nerwy. Totalnie się rozchwiałam, nie radzę sobie z długotrwałym płaczem Dziecka. Przez całe zachowanie Lenki nazwałyśmy Ją Potwornicką. Potwór to zbyt obraźliwe określenie, Potworek też a Potwornicka brzmi idealnie tak trochę komicznie :)

Mimo to, bardzo się cieszymy z wyjazdu. Za rok będzie powtórka na ile zobaczymy. Mam nadzieję, że przez ten czas uda nam się wyjechać na weekend tak by Młoda się nie rozregulowała. 

Mnóstwo myśli, refleksji przepłynęło przez moją głowę podczas pobytu poza domem. To Nasz pierwszy wyjazd na tak długo i tak daleko (120km) od domu. Lena nie potrafi być dłużej poza domem niż 2-3 dni. Ja byłam taka sama. Moja Mama składała ogromy podziwu, że zdecydowałyśmy się na tak długi pobyt. Byłyśmy na plaży, w jeziorze Młoda była w swoim żywiole, nawet pływała! Zamierzamy uskutecznić wypady na basen. 

Niestety nieprzespane nocki utrzymują się nadal. Chylę czoła, kłaniam się w pas i padam do stóp! Wszystkim Mamom, które od narodzin swych brzdąców nie przespały żadnej nocy. Mnie to wyprowadza na skraj wytrzymałości psychicznej. Na szczęście jesteśmy w domu i Mąż wstaje do Potwornickiej :)

Jeszcze nie doszłyśmy do siebie po wyjeździe. Ja wiem, że potrzebuje pomocy na ukojenie nerwów, które mam zszargane od lat. Podjęłam ważną decyzję i zamierzam stanąć na głowie bo ogarnąć chaos nerwowy, który utrudnia nie tylko moje ale moich bliskich przede wszystkim, życie.

Bardzo doceniłam mój domek, w którym mieszkamy, przestrzeń jaką mamy. Lenka uwielbia przebywać na podwórku i przebywa na nim niemal cały dzień. Wózka już nie używamy bo rowerek (prezent od Dziadków na urodziny) zrobił furorę! Lenka potrafi sama wyjść z domu, pognać do rowerka i próbować wsiadać do niego :D A wczoraj doszła do wniosku, że jej szczoteczka do zębów nie nadaje się do użytkowania i wyrzuciła ją do sedesu... Nie usiedzi w miejscu 5 minut! Wierci się, łazi jakby miała robaczki w pupci. Poobserwowałam Ją na tle innych Dzieci... Oj wyjątkowo niespokojne Dziecię mam!

piątek, 27 lipca 2012

Wyniki konkursu!

Bardzo dziękuję wszystkim za udział w konkursie imieninowym.
Niebawem pojawi się strona gdzie wszystkie Wasze sposoby na radzenie ze stresem przy Dziecku będą w jednym miejscu. Może ktoś kto desperacko będzie szukał sposobu akurat coś znajdzie dla siebie :)


Wyniki przedstawia fotorelacja:











Gratuluję! Proszę o adres i po powrocie z wakacji wyślemy paczuszkę :)

czwartek, 26 lipca 2012

Wakacyjny kryzys.

Nawet na wakacjach nie ma lekko. Wyżynający się ząb, 2 noce z pobudkami o 1 w nocy i 4:30... a trzecia noc z rykiem, wyciem, wścieklizną i całą feerią horroru. Wczoraj zaglądałam do buzi - był tylko ząb witający się ze światem. Dziś zajrzałam do buzi a przy tym ząbku - pleśniawka i to ogromna! W nocy spałam 3h - Młoda tak się wierciła, jęczała i popłakiwała że o godzinie 2:30 szlag mnie trafiał. Byłam wściekła. A gdy dojrzałam przyczynę - wyrzutów do siebie miałam od groma!
Jesteśmy w trakcie rewolucji. Dziecko skończyło rok. Chodzi choć wciąż się uczy. Wyjazd, ząb i to świństwo. Z jedzeniem zmieniliśmy całkowicie plan dnia. Po pobudce o 5-6 Lenka zjada mleko z kaszką bobovita, którą testujemy. Na 2 śniadanie dajemy jajko, parówkę, pomidor. W ciągu dnia zjada kaszkę z owocami i na podwieczorek jogurcik lub serek homo. Pora obiadowa została przeniesiona na 2 śniadanie. Dzięki temu nie zadręczam się, że Dziecko nie zjada mięsa, warzyw czy jajek. Pogoda (gorąco, duszno, parno) nie sprzyja apetytowi mojego Dziecka i nie jest w stanie zjeść obiadu po południu. Poza tym cały dzisiejszy dzień poimy Lenkę melisą i koperkiem. Napar z ziół wlewamy do kubusia i mleka z kaszą. Dzięki temu jest spokojniejsza, brzuszek nie dokucza. Smaruję buzię roztworem wody utlenionej z wodą i aphtinem.

Moja siostra, która nas gości bardzo mnie wspiera. Bardzo dobrze mnie rozumie i nie wygania! Śmieje się, że po urlopie wróci z chęcią do pracy - której ostatnimi czasy ma baaardzo dość.  Zajęła się Lenką dziś a ja w dzień zdrzemnęłam się przez godzinkę. Dzięki temu wyruszyłam z Małą do "Fantazji" czyli salonu z basenem z piłeczkami i innymi cudami. Szalałyśmy przez godzinę a po tym na placu zabaw. A ja mimo zmęczenia fizycznego - psychicznie odpoczęłam. 

Losowanie nagród zrobimy jutro - dziś nie miałam na to sił, chęci i czasu. Mam nadzieję, że zrozumiecie :)






sobota, 14 lipca 2012

Jedzenie jest PE!

Po moim wszystkożernym Dziecku śladu nie ma. Z jedzeniem obiadków problemy zaczęły się przy wyjściu górnych jedynek. Co ja się nagłowiłam przy tym! Tak zostało choć dziś obiadów wcale nie ma. Wszystko jest wypluwane, łapane w rączkę i memłane... Pocieszeniem była kaszka na drugie śniadanie. Od 3 dni kaszka jest wypluwana. Z diety Lenki wypadły owoce, warzywa i mięso. Jest mleko, pije mleko 4 razy w ciągu doby. W nocy budzi się na mleko. Rano zjada mleko, na 2 śniadanie też mleko. W ciągu dnia wypije kubusia (jedyny substytut owoców i warzyw) który rozrzedzam wodą i chwalę pod niebiosa, że jest wypity. Na obiad skubnie coś... Np. jajecznicę z warzywem tak ok, łyżki stołowej. Po tym jest kubuś i przed snem mleko. Ja żyję w stresie. Przeżywam, że Dziecko moje ma mleczną dietę w wieku niemal rocznym i wraca do czasów noworodkowych. Upałów u nas nie ma od paru dni. Trochę przeziębione byłyśmy (Pani doktor też nas zawitała). Jest lepiej ale jedzenie dalej PE! Modlę się o cierpliwość i wytrwałość. Na horyzoncie 7 ząbek - dwójka na dole. Aż się boję na samą myśl...

Wczoraj dostałam przesyłkę z Bobovity:

I po dokładnym obejrzeniu paczuszki, pojawiła się nadzieja! Powiedziałam mężowi żeby (jeśli da radę) kupił smoczek z odpowiednim wlotem (u nas jest smoczek jednoprzepływowy) i zobaczymy czy Panna Lena zaakceptuje taką nowość ;)

Niebawem zdam relację a Was zachęcam od udzielenia odpowiedzi na pytania w ankiecie umieszczonej po prawej stronie odnośnie kaszki bobovity :)

Również wciąż Was zachęcam i zapraszam do udziału w moim imieninowym rozdaniu :)



wtorek, 10 lipca 2012

Konkursowo Imieninowo :)

Zbierałam się od czerwca. Potrzebowałam natchnienia i pomysłu.
Dziś na zakupach dokompletowałam paczuszkę, którą zamierzam się z Wami podzielić.
Czytacie moje wypociny co wciąć mnie zadziwia.
Mam dla Was konkurs/rozdanie/candy jak zwał tak zwał.
Moje Kochane żeby wziąć udział trzeba umieścić podlinkowane zdjęcie poniżej u siebie na blogu.
Jeśli macie ochotę możecie dodać bloga do obserwowanych.
A w komentarzu umieścić odpowiedź na pytanie: 
Jak radzicie sobie ze stresem/nerwem/nagłym zdenerwowaniem przy Dziecku?
Bardzo ciekawa jestem jak reagujecie i co robicie by się uspokoić :)


Do wygrania jest mleczko do ciała Alterra "Pomarańcza i wanilia"
Peeling do ciała Alterra "Żurawina i figa"
Zdrowotna i relaksująca sól do kąpieli z olejkami eterycznymi.

Na imię mam Anna, imieniny 26 lipca na zgłoszenia czekam do północy tegoż dnia ;) 

Zapraszam Was gorąco :)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Swoboda i wolność

Jestem ogromną przeciwniczką nadopiekuńczości. Mało interesuje mnie jak rodzice wychowują swoje dzieci, to jest sprawa indywidualna. Czasem śmieszy mnie nadgorliwość mam lub/i tatusiów czasem jednak jest mi żal dzieci. Jest dla mnie nie zrozumiałe wyręczanie dzieci w nauce pierwszych ważnych czynności życiowych i wiele innych kwestii związanych z nadopiekuńczością. 
Moje Dziecko wychowują w prawdzie, swobodzie i wolności. Nie jest ode mnie uzależniona a ja od niej ale żyć bez siebie nie możemy. Nie mam problemów by zostawić Dziecko z kimś pod opieką, by zająć się czymś innym. Nie koktam nad Córką całymi dniami, nie wiszę nad nią a Ona nie wisi na mnie. Od urodzenia Lenka rwie się do świata, w chuście nie chciała siedzieć bo wolała obserwować otoczenie a trzymanie w chuście przodem do świata jest niemożliwe. Żyje nam się bardzo dobrze. Zauważyłam ostatnio, że gdy jesteśmy same we dwie jak zazwyczaj Lenka bez problemu ma 2 drzemki w ciągu dnia. Pierwsza ok 10:30 a druga ok 15. Wystarczy jedna osoba w pobliżu a Młoda jest tak zaaferowana, że nie ma szans na drzemkę nr 1 a drzemka nr 2 pojawia się w okolicach 16... Gdy jest ktoś w pobliżu to jest zajęta pokazywaniem wielu rzeczy tej osobie od czasu do czasu pakując się w moje ramiona wtulając się we mnie i oznajmiając że: "to moja mama". Wiele razy trudno było mi zrozumieć moje Dziecko. Co i dlaczego robi, co się z nią dzieje i o co jej chodzi. Pomaga mi w tym moja mama. Gdy jest przy nas co i rusz powtarza, ze Lenka jest taka sama jak ja ale w wersji "Light" (ja byłam hardcore). Jest mi łatwiej dzięki temu, klapki z oczu opadają i wiem co się dzieje z tym moim Kochanym małym, mądrym Człowieczkiem. Jesteśmy do siebie podobne, bardzo. Ja urodzona 22 marca - baran, Lenka urodzona 21 lipca - pogranicze raka i lwa. Temperamenty mamy podobne i obie potrzebujemy przestrzeni. Lenka sama robi mnóstwo rzeczy. Zasypia ze mną ale śpi sama ;) Tak jak mnie nie da się oswoić i przywiązać - tak samo jest z moją Córką. Oszalałabym ja i oszalałaby Ona gdybym chciała ją trzymać przy sobie. Jesteśmy blisko siebie ale bliskość jest w odpowiednich proporcjach. Czasem po prostu męczymy się obydwie sobą. Pozwalam Lence na samodzieloność i niezależność a Ona jest szczęśliwa. W między czasie przytulamy się, dajemy buziaczki, tańczymy, turlamy, śmiejemy, pluskamy w wodzie... i mnóstwo inny wspaniałości robionych wspólnie.

Bardzo trudno jest patrzeć na świat oczami dziecka - tak małego dziecka, które choć świetnie komunikuje się ze światem nie robi tego wprost. Możemy mieć te same lub podobne potrzeby ale w odpowiedniej proporcji, w odpowiednim momencie... a za nim rodzic się domyśli o co chodzi Dziecku może minąć czas płaczu, dezorientacji, rozczarowania, żalu i gniewu itp. Najpierw jest potrzeba, potem są emocje. A żeby dokopać się do potrzeby należy zignorować emocje i zajrzeć w głąb. Wszyscy dookoła trąbią, że Dziecko jest najważniejsze. Poniekąd to prawda. Jeśli jednak osoba, która opiekuje się Dzieckiem ma niezaspokojone potrzeby targają nią emocje - to samo dzieje się z Dzieckiem. I w tym momencie najważniejsze jest wyzbycie się emocji przez np. Matkę, zaspokojenie jej potrzeb a Dziecko w momencie gdy Matka osiąga spokój i harmonię - reguluje się samo. Skąd wiem? Bo widzę to po sobie i mojej Córce - działa to bez zarzutu.

czwartek, 5 lipca 2012

Temperatura rośnie...

...nie tylko na zewnątrz! Za ponad 2 tygodnie pierwsze urodziny Lenki. Szykuje się porządna impreza na świeżym powietrzu. Już zaczynam się martwić czy pogoda będzie, bo namiotu wielkiego nie mamy. Planujemy zrobić dużego grilla na ok 14 osób. Mam tylko 1 stół a przy nim 6 krzeseł. Nie wiem co z resztą. Jak coś to jest stodoła a w nim wóz... ;)

Zaproszenia zrobiłam sama i świetnie się przy nich bawiłam: 





Upałów ciąg dalszy więc chłodzimy się w basenie:




1,5h pluskania w basenie. A potem odlotowa drzemka 1,5h :) Trochę plecy mnie pieką, bo łaziłam z Lenką po basenie i pilnowałam by słońce nie grzało na nią więc grzało na mnie :)

Dziś zaliczyłyśmy pierwszy dzień bez jakiegokolwiek płaczu. Usilnie pracuję nad zrozumieniem mojego Dziecka, które z niemowlęcia w Dziecko wspaniałe się przeobraziło i językiem zaczęło do mnie przemawiać... Całkiem innym! Ja zdurniałam, osłupiałam i w bezsilność bezradności wpadłam. Dziś mały sukces, zobaczymy jak będzie dalej. 

A jutro urodziny Męża! Prezent już jest bez niespodzianki ale za to jaki: SZLAUFWAGA! Czyli kawałek szlaucha - do mierzenia poziomu wylanej posadzki. Sama bym na to nie wpadła, podpowiedział mi i cieszy się, bo na wszelkie okazje zbiera sprzęt budowlany. Na minione Boże Narodzenie dostał poziomicę laserową samopoziomującą. Któregoś wieczoru o 22 sprawdzał czy ściany w świeżo wymurowanym kurniku są równe i był taki szczęśliwy - bo różnica 2mm!

poniedziałek, 2 lipca 2012

Upalnie.

Lato się rozkręciło. Pogoda w kratkę a w weekend rekordowe upały. Na szczęście nie mieszkamy w bloku, nie musimy się kisić w betoniakach a na wyjście na spacer czekać aż słońce się zlituje... Wystawiam basen, wanienkę, miskę, wiaderko - cokolwiek gdzie można wlać wodę. Wlewam wodę rano i czekam 1-2h aż się nagrzeje. Lenka o godzinie 10 już w pogotowiu staje w futrynie i nawołuje do wyjścia na powietrze. Pokazuje na kocyk i pokazuje że należy go rozłożyć. Stawiam wózek obok, bo jak się znudzi siedzenie to przecież można wstać przy wózku i majstrować dowolnie. Jedzenie, przebierania też na podwórku, bo po co siedzieć w domu. Do wody wlewam olejek, który używamy przy kąpaniu i kropelkę olejku brzoskwiniowego. Dzięki analizie u Sroki wybrałam brzoskwinię, bo zawiera mandarynkę, która polecana jest dzieciom, a że mandarynka jest fotouczulająca w brzoskwini jest jej tylko troszkę :)

A o to dowód:


W tle nasza hacjenda, i firanka w drzwiach jak u babci ;) W wiaderku noszę wodę do wanienki bo zimnej nie chciałam wlewać, pogoda zmienna słonko co i rusz się chowało więc ciepłą z domu wzięłam :) Dla ochłody dobry jest też spryskiwacz z wodą. No po prostu frajda na całego! A najlepiej jak się pryska wprost do buzi :) Po takiej kąpieli tylko butla z kompocikiem i Lenka odpływa w sen głęboki :) Mama w tym czasie pedicure, manicure i inne przyjemności :)

Wielu mamom sen z powiek spędza co dać Dziecięciu Kochanemu do picia w taki upał. Ja gotuję kompot. Minusem jest, to że jabłka o tej porze roku są bez smaku. Więc wrzucam herbatę owocową a żeby orzeźwienie było dorzucam świeże liście mięty wprost z ogródka. :) Już nie liczę ilości wypijanego napoju, bo Młoda pije co i rusz. Mniej je ale nawadnia jak trzeba. Podaję przepis:

5 jabłek pokrojonych w ósemki - szybciej się ugotują
3 goździki
woda

Po zagotowaniu gotuję jeszcze z 10 minut. Po wyłączeniu wrzucam 3 torebki herbaty owocowej np. sagę (taką mam pod ręką) i 3-4 duże liście mięty. Gdy wystygnie, wlewam do dzbanka przez sitko żeby kompot wyklarować. Przechowuję w lodówce. Podaję rozrzedzony z wodą i podgrzewam chwilę w mikrofali, żeby nie było zimne tylko letnie. Ugotowane jabłka Lenka pochłania z równie ogromną frajdą :)

A dla nas dorosłych. Prawdziwy rarytas. Lemoniada z arbuza. Wypatrzyłam u carry i kurkuma. Powiem Wam, ze wspaniała jest z martini... :)

niedziela, 1 lipca 2012

Emocje.

Emocje są wszędzie. Mi towarzyszyły odkąd pamiętam. Niestety pamiętam te złe emocje, negatywne jak strach, niepokój, obawa, lęk... Do tych dobrych emocji dokopywałam się na terapii DDA gdzie dojrzałam w gąszczu negatywów pozytywy. Gdy nadszedł moment gdzie składowane przez wiele lat emocje zaczęły się domagać "wyjścia" zaczął się bardzo trudny czas w moim życiu. Do dzisiaj mimo terapii, diagnoz jest mi trudno radzić sobie z emocjami. Byłam i jestem nadpobudliwa, zmiany w mózgu z którymi przyszłam na świat pogłębiły się przez alkoholizm w domu i źle funkcjonujący system rodzinny. Nie miałam na to wpływu. Mając 22 lata chciałam za wszelką cenę stanąć na równe nogi i rozprawić się raz na zawsze z przeszłością. Udało się ale wypracowywany przez lata system obronny działa do dzisiaj. Nie radzę sobie z nadmiarem emocji. Po to założyłam bloga, bo ktoś kiedyś ukradł mój pamiętnik i obnażył to co było w nim zawarte dodając przy tym niestworzone rzeczy m.in mówiąc że jestem nienormalna i chorą psychicznie wariatką. Tu muszę zmartwić wszystkich doszukujących się - nie jestem chora psychicznie, powiedziało to kilku psychiatrów u których konsultowałam, bo sama zaczęłam wątpić czy jest wszystko w porządku. Zaczęłam pisać bloga by dać ujście złym emocjom. Bo nie chcę dookoła zrzędzić i narzekać. Blog to mój katalizator, ujście gdzie mogę bezkarnie wyżyć się z tego czego na co dzień nie wypada okazywać. 
Na co dzień siedzę z Dzieckiem. Jestem dobrze zorganizowana bo dzięki podzielności uwagi, mogę robić 5 rzeczy na raz. Mam w domu porządek, jest czysto, ugotowane, uprane. Dziecko mam wspaniałe, cudowne, najpiękniejsze na świecie i bezproblemowe. Dogadujemy się fantastycznie, mamy podobne charaktery a co za tym idzie i potrzeby. Dzięki temu wiem kiedy i co jest potrzebne mojemu dziecku. Obie mamy silną potrzebę wolności i przestrzeni. Mamy swoje chwile gdy się przytulamy, gdy się całujemy ale jak Lenka się czymś zainteresuje lub sobie coś upatrzy - nie ma zmiłuj i mama jest nieważna. Lenusia wspaniale się rozwija z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem. Budzi się radosna, uśmiechnięta z płaczem tylko jak coś jej dolega. Swoim cudownym głosikiem woła nas lub z lekkim oburzeniem dlaczego jeszcze nie zrobiliśmy mleczka... Nie piszę o tym tu na blogu, bo mnie pisanie o pierdołach typu jak dziecko zjadło, spało, zabawiło się nie kręci. Piszę wtedy gdy mam taką potrzebę a nie żeby coś komuś pokazać, czymś się pochwalić, udowodnić czy utwierdzić  w przekonaniu. Jestem zaskoczona mimo języka w jakim piszę bloga, że jest tyle mam, które mają podobne odczucia jak ja i potrafią mnie rozumieć. Całe życie szukałam akceptacji i zrozumienia! Znalazłam je tutaj od osób zupełnie postronnych. To co tutaj piszę to są chwile, wycinki nie tyle z naszego życia co z mojej głowy! To jak przeżywam, odczuwam jest tutaj. Jeśli czytelnicy sugerują się tylko i wyłącznie tym co tutaj piszę i przekładają na życie realne... no błagam! Jakby każdy czytał poradniki wychowawcze i każde słowo traktował dosłownie - byłaby masakra.

Problem jest w jednym i tym samym momencie. Dziecko potrzebuje stałości, rytmu dnia rutyny. A mnie rutyna doprowadza do frustracji i wybuchów. Zaczynam się dusić, męczyć i nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Przeszkadza mi wszystko, każdy szczegół działa jak płachta na byka. Zaczynam się wyżywać na mężu i tracę cierpliwość do Dziecka. Wtedy też Dziecko przeżywa wszystko ze mną i mamy problemy. A tak na prawdę jeden problem. Organizuje życie tak by jak najmniej truć je bliskim. Za każdym razem gdy mam gorszy dzień a emocje ucichną tłumaczę Dziecku co się dzieje. Wierzę mocno w to, że uda mi się osiągnąć równowagę i zanim nastąpi wybuch uda mi się wyrzucić emocje bez uszczerbku na czyimkolwiek zdrowiu.

Kolejna kwestia jaką chciałam poruszyć to cicha wojna między matkami w świecie blogowym. Cicha która staje się co raz szersza i głośniejsza. Właśnie kończę studia pedagogiczne, licencjat robiłam na wychowaniu obronnym z problematyką przestępczości, pracowałam w komendzie miejskiej policji, pisałam pracę licencjacką o ADHD, magisterkę robiłam na pedagogice opiekuńczo wychowawcze, pracę magisterską piszę o DDA, studiowałam na wydziale nauk o wychowaniu i robiłam wiele wiele innych rzeczy, przerabialiśmy wszystkie metody wychowawcze i nauczania, przeczytałam mnóstwo książek. I wiecie co? Jestem dumna z wiedzy jaką posiadam, bardzo mi pomaga we współpracy z Córką. Łatwiej mi odczytać jej potrzeby których z dnia na dzień przybywa co wciąż niezmiernie mnie zaskakuje. Moja mama nie miała tak łatwo. Wychowywała mnie intuicyjnie wiedząc że jestem nadpobudliwa i dała sobie świetnie radę za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Od początku ciąży budowałam więź z Dzieckiem a także budowaliśmy więź tata-córka. Wyszło to nam pięknie, bo choć Lenka spędza większą część czasu ze mną ubóstwia swojego tatę a on ją. Dbamy o nasze więzi każdego dnia. Rozumiem, że można przeczytać 20 poradników, uważać się za alfę i omegę w wychowywaniu swojego dziecka ale dlaczego ma to się odnosić do innych mam i dzieci? Każda mama jest inna, ma inny charakter, usposobienie a co za tym idzie emocje i potrzeby tak samo jej dziecko. Skąd autorka danego poradnika może wiedzieć jakie jest moje dziecko jaka jestem ja i czego nam potrzeba? Dlaczego ktoś kto przeczytał 20 poradników wie co jest mi/nam potrzebne? Czy intuicja, która prowadziła nasze matki, babki i prababki w wychowywaniu dzieci była zła? Czy jest zła dzisiaj? Nikt absolutnie nikt nie jest w stanie wychowywać lepiej mojego dziecka ode mnie. Guzik Wam do tego jak nam to idzie. Jeśli widzę szczęśliwe, uśmiechnięte, nie cierpiące dziecko które jest moją córką to czego mam chcieć więcej? Nie wiem czy życia mi starczy na pracę nad sobą, popełniam błędy bo KAŻDY je popełnia bez wyjątków! Nie ma nie omylnych ludzi, są tacy którzy nie potrafią wyciągać wniosków, nie potrafią być obiektywni i otwarci na różnorodność innych ludzi.

Jeśli nie podoba Ci się co tutaj wypisuje to po jasną cholerę zaglądasz i czytasz a potem wieszasz psy na mnie jaką jestem/nie jestem matką i że dziecko mam takie a nie inne? Zapewne ciekawość Cię zżera co też ta Niezła Żona znowu nawrzucała. Pozdrawiam Cie gorąco mój "cichy wielbicielu" :-)